agnieszka_z-d
20.10.10, 20:38
Zadzwoniła dziś do mnie pielęgniarka z przychodni dziecięcej - Młodsza skończyła 3 miesiące i jakiś tam wywiad na tę okoliczność trzeba przeprowadzić.
No i pytanie o to czy karmię, czy nie dokarmiam itp.
Potem o witaminy - mówię jak jest - witaminę K dawałam w miarę uczciwie, witaminę D3 daję jak pamiętam. Słyszę chrząkanie, ale luzik.
Potem o ortopedę i bioderka - mówię, że mamy 1b, czyli norma. A jakieś zalecenia? Mówię owszem - ćwiczonka fajne nam doktor pokazał. I tu szok Pani - A nie ma zalecenia szerokiego pieluchowania? Ja mówię, że nie, bo to niepotrzebne, a poza tym jak powszechnie wiadomo to nieaktualne zalecenia są. No i zaczęło się tłumaczenie, że ja się mylę, że szerokie pieluchowanie jest takie super, i że to aktualne i ważne zalecenie itp. No comments.
No i gwóźdź programu - pytanie o kupki. No to mówię - jak to na piersi - czasem 5 dziennie, czasem żadnej.
Żadnej? Jak to żadnej? A następnego dnia robi? I już zaczyna się rozkręcać z wykładem o kupkach... Oj, oj... Skończyłam szybko rozmowę, bo po co słuchać takich rzeczy.
Ale ale - niedługo mamy szczepienie i okazało się, że Pani będzie wtedy w pracy. Oj, chyba sobie nie daruję i postaram się trochę wyprowadzić Ją z błędu i w ogóle nieco laktacyjnego kaganka oświaty zanieść. Trzymajcie kciuki