froobek
27.01.11, 13:10
No dobra, pomimo mojej jakże małej wiary

właśnie zaszłam w ciążę

I to w cyklu, kiedy miałam (zresztą mam nadal) zapalenie oskrzeli!
Mam nadzieję, że to akurat nam jakoś nie zaszkodzi, dziś byłam u internisty i odstawiłam antybiotyk.
Oczywiście bardzo się cieszę itd., chcę karmić, niemniej zastanawia mnie jedna sprawa.
Z początkiem marca synek ma zaplanowaną operację. Jest to rutynowa, raczej krótka operacja, acz w narkozie, wykonywana w szpitalu, w którym po pierwsze myśli się o dzieciach. Tzn. w dniu przyjęcia wypuszczają na noc do domu i w dniu operacji tez poprzednio pojechaliśmy już do domu (to zależy od oceny anestezjologa). Czyli naprawdę żadne tam straszne rzeczy. Personel bardzo pomocny.
Z poprzedniego razu pamiętam, że trudny moment był wtedy, jak synek wrócił z sali operacyjnej i się wybudził i go przytulałam. Do tego przytulania posadzili mnie na zwykłym twardym krześle, on był owinięty w kołdrę, nieporęczny (miał rok), trwało to jakoś strasznie długo, mąż teoretycznie nie mógł z nami być, bo to sala pooperacyjna i tylko jeden rodzic (a synek go wołał takim zdartym gardłem

). Pamiętam to jako ogromny wysiłek, tyłek mi wrósł w krzesło, wszystko mi zdrętwiało, czułam się, jakbym przerzuciła tonę węgla. Trochę się boję takiego obciążenia w ciąży, a dziecko wazy parę kilo więcej niż wtedy. To byłby 11 tydzień.
I moje do Was pytanie: czy to jest dobry moment? Operację na pewno trzeba zrobić i na pewno przed narodzinami Żuczka, ale ewentualnie mogę przesunąć trochę do przodu, jeśli to coś zmienia... Podejrzewam, że nic. Najwyżej mąż będzie go tulił.
Oj, jeszcze muszę do pracy zadzwonić... Nie dość, że na wychowawczym byłam, niedawno wróciłam, i to na 3/4 etatu, niedawno zapalenie płuc, teraz oskrzeli, to jeszcze ciąża i prędko nie wrócę, bo muszę się bez leków do końca wykasłać ;-D A w marcu zwolnienie na operację ;-P Pożytek ze mnie, jak z koziej d... trąba.