jessenia
15.04.11, 14:46
dziewczyny ratujcie bo ja oszaleję i odwiozą mnie do tworek. braknie mi juz cierpliwości,
ok. ja kumam - bunt dwulatka, taka faza, walsne ja itp itd.
ale sluchajcie - nic się nie da zrobić jak ja jestem. nic. najchętniej by na mnie wisiał, najchętniej przy piersi. proby pertraktacji kpończa się aferą, próby zajęcia czym innym - też.
jak mnie nie ma to ponoć jest ok.
co ja mam sie wynieść z domu? żeby był uśmiechnięty i zadowolony? jak boga kocham wczoraj mialam takie myśli.
nie chcę go odstawiac od piersi, ale mam niejasne wrażenie, że chyba powinnam bo on sobie nie radzi z emocami i piers ma byc lekarstwem na wszystko (jak ja jestem w zasięgu). ale z nów - nie ma mnie w tygodniu po 14 15 godzin i naprawdę rozumiem, że mu mnie brakuje.
nie wiem jak go podejśc, żeby chciał te zwykłe codzienne rzeczy robić. a nie walka o każda pieluchę, o wyjście z pokoju, o wszystko.
totalnie jestem pogubiona i siedzę w robocie i wyję, bo nie chcę na niego krzyczeć, ale serio - nie daję rady już.
watek o wychowaniu ssaka czytałam.
moje proby walki z Franiowym szarpaniem za bluzkę kończą się afera, płaczem i histerią.
tak samo jak proby czegokolwiek ostatnio.