aleksandra1357
02.07.11, 23:39
Dziewczyny drogie, zapuszczam wątek egzystencjalny, bo to forum wydaje mi się najodpowiedniejsze

Liczę na Wasze refleksje.
Jak sobie radzić ze światem? Bo ja nie potrafię.
Problem nr 1
Irytują mnie te pytania, komentarze: "Czemu karmisz roczniaka co godzinę? To patologia!" "No ale jak skończy rok, to chyba ograniczysz to karmienie?" "Kaszkę mu daj!" "Dlaczego dajesz pierś zamiast smoczka? Po to wymyślili smoczki, żeby z cyckiem na wierzchu nie latać!" "Mój nie jadł w nocy, odkąd skończył 3 miesiące" "Czemu go ciągle nosisz?" "Czemu go dręczysz tą chustą? Na pewno jest mu za ciasno!" itd. itp.
Wiem, olać te komentarze, ale to najbliższa rodzina, nie potrafię. Wszystkie dzieci w rodzinie wychowywane są inaczej niż moje, wbrew moim zasadom, nie mogę się odnaleźć, ogarnąć.
Problem nr 2
Pragnę nawracać. Jak mi ktoś mówi, że nie miał pokarmu, że pokarm za chudy, że dziecka nie można usypiać cyckiem, bo się przyzwyczai, że dziecko nie powinno mieć matki na zawołanie, bo się rozbestwi - pragnę złapać mocno takiego kogoś za fraki, potrząsnąć i wykrzyczeć wszystko, co myślę, żeby się więcej nie mylił.
Czy jestem nietolerancyjna? Dlaczego tylko ja i kilku wybrańców z tego forum posiadło tajemną wiedzę: jak kochać dziecko?
Mi nie chodzi o to, żeby zmusić wszystkich do karmienia, bo rozumiem, że to wolny wybór, ale czemu ludzie myślą, że moje macierzyństwo to patologia i że krzywdzę moje dzieci? Mam dość!