mrozonka82
29.08.11, 19:30
Drogie Panie,
jakiś czas temu wsparłyście mnie radą i ciepłym słowem, gdy pisałam o moim synku Mlekojadzie i zbliżającym się powrocie mamy pracy.
forum.gazeta.pl/forum/w,21000,127133023,127133023,roczniak_cycoholik_powrot_do_pracy.html
Część kłopotu jest "nieaktualna", bo udało mi się bezboleśnie wyeliminować większość karmień w ciągu dnia bez szkody dla laktacji a przede wszystkim bez histerii u dziecka. W kwestii drzemek w ciągu dnia zakładam optymistycznie, że będzie tak jak pisałyście- gdy mamy nie będzie w polu widzenia, Mikołaj zaśnie przy niani albo na spacerze w wózku.
Pozostaje jeden, gigantyczny obszar mojego lęku zw. z porankami. Miki wisi na piersi całą noc (budzi się niezmiennie co godz-półtorej domagając się piersi jako uspokajacza- nie działa na niego głaskanie, śpiewanie, tulenie, obecność taty czy babci-> musi być mama i jej pierś) ale szczególnie intensywnie a przede wszystkim efektywnie je nad ranem. Czyli wtedy, gdy powinnam wstać, zostawić go śpiącego w łóżku i zająć się szykowaniem do wyjścia do biura, robieniem śniadania, układaniem fryzury i machaniem pędzlem po pyszczku by w biegu zrobić sobie make'up itd

Jak to zrobić, gdy dziecko domaga się jedzenia, gdy konieczna jest moja fizyczna obecność obok niego by spał nadal a nie zrywał się o 6:00 jak ja?
Czy któraś z Was przerabiała podobny przypadek? Boję się, że te poranki będą katastrofą. Miki rozmarudzony i płaczliwy będzie wstawał razem ze mną, będzie snuł się po domu za mną krok w krok... w efekcie on będzie głodny, niedospany, bez humoru a ja w kompletnym "proszku" bo nic nie zdołam zrobić w domu, ani w koło siebie- bo jak niby... z nim uwieszonym spódnicy?... Pomóżcie proszę, bo z tego wszystkiego mąż naciska na mnie bym skończyła kp. A już jutro przychodzi niania na 1 dzień "przystosowawczo-wzdrożeniowy"