Adaptacja przedszkolna "piersiowców"

03.10.11, 10:19
Jak Wam idzie adaptacja przedszkolna dzieci dkp? Czy Wasze przedszkolaki miały/mają problemy z rozstaniem?
Pytam, bo mój syn zaczął karierę przedszkolną i mamy dramaty przy rozstaniu, łzy jak grochy. Siedzi wtulony na kolanach i nie chce zejść. Każde rozstanie (to dopiero drugi tydzień) jest bardzo trudne, dla niego i dla mnie. Nastawiałam się na trudne chwile ale nie na aż takie rozpaczliwe.
Potem jest dobrze. Jak go odbieram po godzinie, to jest zadowolony i śpiewa piosenki albo opowiada czym się bawił, nie rzuca by się przytulać. Przedszkole też jest super, w duchu RB i szacunku dla dziecka.
Czy przechodziłycie przez takie "traumy" rozstania? Może on jeszcze na to za mały jest? Ma 2,8 lat i w wielu kwestiach jest bardzo dojrzały. Czy przez dkp jesteśmy tacy związani ze sobą?
Jeśli ten tydzień będzie też taki ciężki, to rozważam rezygnację z przedszkola i co za tym idzie z życia zawodowego.
Co o tym wszystkim sądzicie?
    • aleksandra1357 Re: Adaptacja przedszkolna "piersiowców" 03.10.11, 11:44
      desse_o napisała:

      > Potem jest dobrze. Jak go odbieram po godzinie,

      Czy on jest w przedszkolu godzinę?? To może po prostu za krótko.

      Nie mam doświadczenia co do adaptacji piersiowców, ale z doświadczenia wiem, że są dzieci niepiersiowe, które mają ogromny problem z adaptacją. To zależy od wieku, ale też i od dziecka, bo są 3-latki, które chodzą z uśmiechem, a są 4-latki, które płaczą.
      Ja posłałam synka, jak miał 2 i 9 miesięcy na 3 h do przedszkola - bardzo, rozdzierająco płakał przez tydzień, potem nie płakał, ale nie chodził chętnie. Teraz ma 3,5 i chodzi chętnie, z uśmiechem, na 6 h. Moim zdaniem on po prostu dojrzał.
      Jak mój syn tak strasznie płakał przy rozstaniu, to radziłam się mądrych matek i one mówiły, że trzeba po prostu wyjść, nie utrudniać rozstania. Dziecko ma widzieć, że mama wie co robi: podjęła decyzję o przedszkolu i się tego trzyma. Bo jak matka jest niepewna, czy dziecko w przedszkolu zostawić, to dziecko to wyczuwa i czuje się jeszcze niepewniej, bo nie czuje oparcia w matce, poczucia, że on wie, co robi.
      ALE:
      jak widzę teraz, po miesiącu od rozpoczęcia przedszkola, te ryczące maluszki, ciągnięte za ręke w stronę przedszkola, to sobie myślę, że jeśli się nie musi, to nie warto dręczyć dziecka w imię źle pojętej socjalizacji.

      Podsumowując: ja bym na Twoim miejscu jeszcze z tydzień-dwa popróbowała, tylko popracowała nad stanowczym rozstaniem i odbierała po 3-4 godzinach, żeby zdążył się przyzwyczaić. Jeśli po tym czasie się nie zaadaptuje, to bym odpuściła na parę miesięcy co najmniej (jeśli możesz).
      No chyba że maluch strasznie histeryzuje, nie bierze udziału w zajęciach i cały czas tęskni - to bym od razu zabrała. Ale jeśli po Twoim wyjściu się uspokaja i bawi, to próbuj.
      • aleksandra1357 Re: Adaptacja przedszkolna "piersiowców" 03.10.11, 11:47
        Teraz doczytałam, że Twój synek jest wesoły, jak go odbierasz. To super - powinien się w takim razie zaadaptować. Skróć pożegnanie - wymyśl jakiś rytuał (wkładasz kapcie, buziaczek i papa) albo odwróć czymś uwagę przy rozstaniu - np. niech sprawdzi po butach, czy jego ulubiony kolega już jest albo niech biegnie sprawdzić, co dzieci robią itp.
        • mad_die Re: Adaptacja przedszkolna "piersiowców" 03.10.11, 16:56
          Aleksandra dobrze radzi - krotki pozegnanie jest ok.
          Ja robię tak, że zaprowadzam córkę, czytamy jedną książeczkę (układamy jedne puzzle itp.), po czym żegnamy się (buzi, papa, mówięc, że idę zrobić zakupy, posprzątać lub co tam mam zrobić) i ja wychodzę. Ona mi potem macha przez okno.
          Początki też miałyśmy trudne - obcy język, młodszy brat na świecie. W sumie zaczynała przedszkole 2 x - pierwszy jak miała 25mscy - nieudany, drugi jak miała chyba 30mscy.
          Przy gorszym dniu zawsze była jedna pani, którą córka lubiła bardzo i to jej dawałam dziecko.
          i zwykle jest tak, że dzieci owszem płaczą podczas rozstania, ale po góra 5 minutach zajmują się zabawą zainicjowaną przez panie (widzę to w przedszkolu córki, jak takie mniejsze dzieciaki (dwulatki właśnie) przychodzą i ronią krokodyle łzy na wejściu już, po czym szybko się żegnają, płacząc, a za chwilę już jest cicho - bo się bawią).
          Więc myślę, że u Was krótsze pożegnanie się sprawdzi.
          • desse_o Re: Adaptacja przedszkolna "piersiowców" 04.10.11, 07:19
            On jak już wejdzie to nie płacze, uspokaja sie w ciagu 5 minut. Potem bawi sie i jak go odbieram jest zadowolony.
            Dla mnie rozstanie jest okropne. Poza tym, zdecydowałam właśnie, ze jeżeli będzie plakal po 2 tygodniach tak samo rozdzierajaco to zrezygnujemy. Miękka jestem i tyle.
            • misanka Re: Adaptacja przedszkolna "piersiowców" 04.10.11, 09:26
              > Dla mnie rozstanie jest okropne. Poza tym, zdecydowałam właśnie, ze jeżeli będz
              > ie plakal po 2 tygodniach tak samo rozdzierajaco to zrezygnujemy. Miękka jestem
              > i tyle.

              często nawet psychologowie dziecięcy polecają na takie rozdzierające rozstania z rodzicami, żeby dziecko odprowadzała nie mama, ale tata, a najlepiej, jeśli zrobi to babcia, dziadek, ciocia, przyjaciel rodziny itp. (jeśli masz taką możliwość), u nas przełom przy chodzeniu do przedszkola nastąpił, gdy dwa razy odprowadzila ciocia - potem nawe jak ja odprowadzałam, to płacze zniknely - to było w zeszłym roku, i wtedy niestety po pewnym czasie dziecko zaczynało ryczeć w przedszkolu w środku dnia - wzywano mnie piulnie do przedszkola i wtedy zdecydowałam się zrezygnować z pracy na jeszcze jakiś czas

              w tym roku zaczęliśmy adaptację od nowa od września, już w państwowym przedszkolu, dziecko już też nie piersiowe (w zeszłym roku jeszcze było); w ciągu dnia nie jest źle, swietnie odnajduje się w zabawach nawet z dziećmi ze starszych grup (na podwórku);cjoć na razie na prośbę pań wychowawczyń zostaje tylko do obiadu (leżakowanie było dla niej za trudne na razie); ale płacze przy rozstaniu są nawet gorsze niż rok temu sad
              jak tata odprowadza to jest ciut lepiej, najgorzej jest po dłuższych przerwach (a mieliśmy 2 drobne infekcje i wyjazd rodzinny);' ale generalnie z dnia na dzień jest lepiej

              no i ja jestem zdania, że lepiej jak teraz pochodzi ten rok (gdy i tak będę z maluchem w domu) na te 3 godziny dziennie do obiadu, niż na np. rok od razu na całe 9 godzin jak wrócę do pracy
              zrezygnowałabym jedynie w sytuacji, gdyby mała żle się czuła przez cały czas pobytu w przedszkolu, wpadała w histerie w środku dnia itp.

              i również polecam jak najkrótsze rozstania, bez tulenia, sadzania na kolanach, itp. - wiem, ze to trudne - mi łatwiej - bo mam argument, ze z dużym brzuchem nie mogę wziąć na ręce, czy na kolana przy zakładaniu kapci itp. wink
              • misanka Re: Adaptacja przedszkolna "piersiowców" 04.10.11, 09:28
                > jak tata odprowadza to jest ciut lepiej, najgorzej jest po dłuższych przerwach
                > (a mieliśmy 2 drobne infekcje i wyjazd rodzinny);' ale generalnie z dnia na dzi
                > eń jest lepiej

                ale teraz, w tym roku nie mamy możliwości skorzystać z pomocy cioci przy odprowadzaniu sad
              • kasiaizuzia1 Re: Adaptacja przedszkolna "piersiowców" 04.10.11, 10:26
                misanka napisała:

                > i również polecam jak najkrótsze rozstania, bez tulenia, sadzania na kolanach,
                > itp. - wiem, ze to trudne - mi łatwiej - bo mam argument, ze z dużym brzuchem n
                > ie mogę wziąć na ręce, czy na kolana przy zakładaniu kapci itp. wink


                Jeśli mogę sie wtrącić,
                Mając na uwadze przypadek mojej córki - właśnie przytulenie i uspokojenie dziecka, kiedy oczy się szklą i kiedy zaczyna płakać zadziałało.
                Pewnie są dzieci, dla których krótkie rozstanie jest dobre, ale są też takie które można uspokoić, i oddać Pani przedszkolance.

                Chyba każda mama zna swoje dziecko najlepiej.

                I jeszcze jedna uwaga - do mam których dzieci mają trudności z adaptacją i rozstaniami. Proponowałbym przemyśleć z jakimi uczuciami zostawiacie dziecko w przedszkolu. Dzieci odbierają nawet bardzo subtelne emocje i jeśli poczują, że mama jest zaniepokojona, że czasem nawet sama płacze - wtedy czują że dzieje się coś złego i rozstanie jest złe, wiec spodziewają się najgorszego.
                Może dlatego lepiej gdy są odprowadzanie przez "mniej czułych" opiekunów - ojców, ciocie, znajomych.

                Pozdrawiam
                • misanka Re: Adaptacja przedszkolna "piersiowców" 04.10.11, 15:35
                  > Jeśli mogę sie wtrącić,
                  > Mając na uwadze przypadek mojej córki - właśnie przytulenie i uspokojenie dziec
                  > ka, kiedy oczy się szklą i kiedy zaczyna płakać zadziałało.

                  a na moją takie przedłużanie rozstania działa jak przysłowiowa "płachta na byka", nakręca sie jeszcze bardziej; krótko mówię, ze przyjdę np. po obiedzie; buziak na do widzenia; za to dużo tulenia, buziaków, siedzenia na kolanach jest w domu, w parku po drodze, albo przy nawet odbiorze smile

                  moja opanowała świetnie granie na naszych (rodziców) uczuciach; dobra z niej aktorka, potrafi też już zmyślać, opowiadać nieprawdziwe historie, żeby wzbudzic czyjąś litość
                  wiem, że jest i sporo autentycznego bólu przy rozstaniach, ale jestem przekonana dużo mniej niż mała "pokazuje"

                  no i zgadzam się, ze każda mama zna najlepiej swoje dziecko i oczywiściekażde dziecko czego innego potrzebuje; dlatego trudno dać tutaj poradę idealną, taką dla każdego
                • misanka Re: Adaptacja przedszkolna "piersiowców" 07.10.11, 08:32
                  > Mając na uwadze przypadek mojej córki - właśnie przytulenie i uspokojenie dziec
                  > ka, kiedy oczy się szklą i kiedy zaczyna płakać zadziałało.
                  > Pewnie są dzieci, dla których krótkie rozstanie jest dobre, ale są też takie kt
                  > óre można uspokoić, i oddać Pani przedszkolance.

                  właśnie jestem na świeżo po dzisiejszym wyszykowaniu i odprowadzeniu (akurat mąż odprowadził, ale dzwonił opowiedzieć jak było)
                  tak sobie poczytałam Wasze wpisy i pomyśłlałam, moze jestem zbyt surową, oschłą matką; może też powinnam więcej przytulać, uspokajać, a nie pomijać kwękania mimo uszu...

                  dziś mała obudziła się bardzo wcześnie, więc miałam czss na spokojne niepospieszne śniadanie z nią, jak zacvzęla marudzić że nie chce iść do przedszkola był czas, żeby posadzić ją jeszcze w domu na kolanach i z 10-15 minut rozmawiać o tym, że są obowiazki, że trzeba robic czasem nie to na cio się ma ochotę, w tym kierunku to była rozmowa; wtedy spokojnie przytulona siedziała na kolanach

                  a potem jakiś koszmar jak nigdy dotąd ubieranie - trzeba było trochę siłą, ryk okropny, próby zdzierania ubrań
                  maż zaniósł ją / zawiozł tramwajem, w przedszkolu nie dała sobie załozyć kapci (bywało że robiła to sama), mąż w końcu oddał ją przedszkolance bez kapci

                  jestem zdruzgotana, mam tylko cichą nadzieję, że wkrótce sie uspokoi
                  rok temu przy pierswszej próbie chdzenia do przedszkola też nie było dobrze, ale było lepiej

                  zrezygnuję na ten rok, za rok może nie być lepiej?
                  no kurczę, ile lat można siedzieć z jednym raczej ogólnie zdroym, pełnosprawnym dzieckiem
                  może nie karmienie piersią spowodowało, że jest jaka jest, ale generalnie myśllę, że miała za dobrze, takie wieczne wakacje, jeest mama i w nocy i w dzień, na każdy płacz, na każdą potrzebę, owszem stawiałam granice, wymagałam jak każdy, ale chyba i tak ją rozpieściłam sad

                  i nie jest to tak, że ja sobie sziedziłam na wychowawczym, bo nie było potrzeby zarabiać; wierzyłam ,że tak bedzie lepiej dla nas, dla rodziny, że da dziecku siłę na kolejne lata życia;
                  od paru lat liczymy każdy grosz, prawie nie jeżdzimy na wakacje, odmawiamy sobie bardzo wiele, nie wiem jak długo to jeszcze wytrzymam, tymbardziej, ze na razie nie widzę, żeby moje "poswięcenie" przyniosło coś dobrego dla rodziny
                  wypisałam się, ale na razie wcale mi nie jest lepiej
                  • misanka Re: Adaptacja przedszkolna "piersiowców" 07.10.11, 14:16
                    > a potem jakiś koszmar jak nigdy dotąd

                    no i zaskoczenie, odebrałam ją dziś po obiadku, a pani mówi, ze dziś dzień poza wejściem, był idealny smile
                    do tego mała mi mówi w domu, ze owszem do przedszkola nie lubi chodzić, bo bez mamy, ale za to obiadki lubi, bo są lepsze niż w domu wink

                    czyli wniosek dla mnie - mniej czułości z rana!
                    za to jak wróci to już mogę rozpieszczać smile
                    już dostała kisielek z wiśni w kompocie - nagrodę za piękne zjedzenie obiadku w przedszkolu smile
                    a przed nami, mam nadzieję miły weekend wink

                    no i wychodzi, na to, że bardziej niż autentyczny dramat dla dziecka to próba sił była z rana; tak jestem przekonana, ale to moje dziecko, które znam, może u innych jest inaczej
          • ciociacesia Re: Adaptacja przedszkolna "piersiowców" 04.10.11, 10:53
            > Aleksandra dobrze radzi - krotki pozegnanie jest ok.
            > Ja robię tak, że zaprowadzam córkę, czytamy jedną książeczkę (układamy jedne pu
            > zzle itp.), po czym żegnamy się (buzi, papa, mówięc, że idę zrobić zakupy, posp
            > rzątać lub co tam mam zrobić) i ja wychodzę.
            tez mam takie doswiadczenia. ja jeszcze czesto przypominam plan dnia i mowie kiedy wroce (po obiedzie np)
            wkurzyly mnie dzis panie w nowym przedszkolu, bo mnie niemal wyrzucaly. przyszlysmy 7:30 (do 8 przedszkolna sala funkcjonuje jako swietlica dla dzieciakow 3,4,5,6 lat) i siadlam sobie wlasnie z dzieckiem coby chwile sie pobawic a pani mnie tu probuje wysiudac.
            dodam ze to drugi dzien mlodej w tym przedszkolu
    • kasiaizuzia1 Re: Adaptacja przedszkolna "piersiowców" 03.10.11, 13:26
      Myślę że to nie ma wpływu czy dziecko jest karmione czy nie w momencie kiedy idzie do przedszkola.
      Ale powiem o mojej córeczce - poszła do klubu maluch kiedy miała 2 lata i 4 miesiące - przy adaptacji nie płakała ani razu, jeden raz zeszkliły jej się oczka kiedy po 4 miesiącach była chora i wróciła do przedszkola po dłuższej nieobecności.
      W wakacje była miesiąc w domu, a od września poszła do normalnego, państwowego przedszkola. Nie płakała ani razu. Chodzi z radością i widać że chce tam chodzić.
      Trzy lata kończy pod koniec listopada.
      Jeśli chodzi o karmienia - nic się nie zmieniło, nadal je 2-3 razy dziennie, chyba że jest chora, ale to wiadomo.

      W przypadku Zuzi bardzo dużo daje rozmawianie z nią przed jakimś większym wydarzeniem typu dłuższy wyjazd mamy, wyjazd na wakacje, czy przed pójściem do przedszkola). Opowiadamy o wszystkim niczego nie ukrywając (z resztą Zuzi nikomu nie wolno okłamywać, nie pozwalamy aby by ktokolwiek ją straszył,czy nawet przerysowywał rzeczywistość).
      Dożo długich rozmów, tłumaczenia i konsekwentnie prawda - wtedy dzieci nam ufają i wiedzą czego się spodziewać.

      Płacze dziecka w przedszkolu to też stres, a najbardziej boimy się tego czego nie znamy, więc idąc tym torem myślenia, wydaje mi się, że jeżeli opowiemy o czymś dziecku ono nie będzie się bało, albo będzie się bało mniej.

      A tak na koniec o strachach dziecka:
      - Mamo czemu jesteś smutna?
      - Bo się boję Zuziu trudnego egzaminu jutro...
      - A czemu się boisz? Będą tam potwory???
      - Nie córeczko nie będzie.
      - No to się nie bój....

      Pozdrawiam
      • oda100 Re: Adaptacja przedszkolna "piersiowców" 04.10.11, 22:07
        moj syn w wieku 2,5 lat ciezko przezywal rozstanie, choc to byl klub malucha wiec raptem 2-3 godziny, dlugo plakal, nawet po 3 roku zycia przy furtce zawsze czekal na mnie. A corka na piersi w tym samym wieku nawet nie zasmucila sie, teraz ma ponad 3 lata i nawet nie pytam pan jak poszlo, bo wiem ze sobie swietnie radzi ze wszystkimi i wszystkim, Nigdy nie plakala przy rozstaniu, chetnie mnie wita po paru godzinach pobytu w przedszkolu, ale czesto chce jeszcze zostac. Jak pytam jak bylo zawsze mowi swietnie. Wiec nie zastanawiaj sie nad zaleznoscia, bo mpoim zdaniem nie ma zadnej.
        • desse_o Re: Adaptacja przedszkolna "piersiowców" 06.10.11, 13:28
          Doszłam do wniosków chyba oczywistych, że (d)kp związuje bardziej mamę z dzieckiem ale też pomaga przebrnąć przez rozstania.
          W tym tygodniu obyło się bez płaczów, przytulał się długo a potem sam wchodził choć tęsknił. Upewniał się tylko w szatni przy wszystkich, że potem w domu na pewno dostanie cycusiawink
          Z tatą jak wczoraj rozmawiał, to powiedział, że lubi przedszkolebig_grin
    • ewela38 Re: Adaptacja przedszkolna "piersiowców" 05.10.11, 20:20
      Moja Gaba karmiona 3,5 roku przedszkole i rozstanie super ( jestem pilotem wycieczek ze specjalizacja Paryz, pierwszy raz ja zostawiloam jak miala rok i zdarza mi sie to czesto. Da sie karmic z takim stylem zycia ). I wszystko byloby ekstra gdyby nie to, ze czekam z utesknieniem kiedy sie odstawi a konca nie widac.
      • georgia83 Re: Adaptacja przedszkolna "piersiowców" 07.10.11, 15:22
        Moj syn miesiąc temu zaczął uczęszczac do klubu malucha. Ma róno dwa lata. I szczerze mówiąc byłam przygotowana na cos gorszego. Najpierw było super, sam wchodził na salę i wyjśc nie chcial. Były to krótkie spotkania adaptacyjne, wiec pewnie nawet nie zauważył że mnie nie ma mając wkoło tyle nowych zabawek. Gdy pierwszy raz został na dłuzej, zaczęło sie robic gorzej. Popłakiwał, denerwował się, gdy tylko po niego przyszłam, ze łzami w oczach rzucał się na mnie i szybko robił papa żeby juz tylko pojśc stamtąd. Trwało to jakieś 3-4 dni. Najgorzej było gdy dojeżdżaliśmy juz samochodem pod klub, wtedy był placz, i krzyk: nie! nie! nie!, a mi sie serce krajało. Miałam oczywiście myśli żeby zrezygnowac, ale pomyslalam sobie, jęsli teraz zrezygnujemy to za rok gdy pojdzie do przedszkola (a pójdzie) bedzie jeszcze gorzej. Aż po tych kilku dniach płacz się skończył. Dużo w domu mu tłumaczyłam i mówiłam o żlobku, przypominałam mu jakie fajne rzeczy się tam robi, jak tańczy z ciociami i z dziecmi, jakie tam są fajne zabawki i mówiłam, że mama zawsze po niego przyjdzie i że go bardzo kocham. No i zadziałało szybciej niż myślałam. Teraz syn chodzi na 4 godziny. Odbieram go przed drzemka, jakoś obawiam się strasznie zostawic dziecko żeby spalo tam, on tylko przy piersi usypia. Także ja polecam próbowac przebrnac przez poczatki, bo potem juz jest coraz lepiej, przynajmniej w moim wypadku tak było, ale jak rozmawialam z dyrektorką klubu, to dowiedzialam sie ze placze sa tylko na poczatku, a potem juz jest dobrze.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja