Wątek problemów wychowawczych...bicie...

14.11.11, 08:27
Wiem , trochę poza wątkiem piersiowym, ale poniewaz są tu mądre mamy-hehehhe, to sobie pozwolę przedstawić problem wychowawczy mojego 17 miesięczniaka....
Chodzi o to,że Młody nas bije...brzmi jak z seksmisji,ale do śmiechu nie jest. najczęściej bije wtedy, kiedy jest zły, kiedy coś mu nie wychodzi, czasem jednak jest to takie badanie granic-walnie i patrzy jaka reakcja. Niecny proceder trwa już jakiś czas, dotychczas mówimy nie wolno, boli, przeproś itd-czasem przeprasza (tzn tuli) czasem nie...staramy się nie dopuszczać do tych sytuacji,ale nie zawsze się da.
Ale nic to nie daje-ja nie wiem z czego mu się to wzieło, my sie nie bijemysmileJego też nie bijemy...poza tym on jest straszliwie spokojny, bawi się pięknie sam (nawet chętniej niż z nami)..
Tak sobie myślę,że trzeba to jakoś zastopować szybko, bo im dlużej, tym bardziej mu to wejdzie w nawyk?
    • hkama Re: Wątek problemów wychowawczych...bicie... 14.11.11, 08:35
      To taki wiek eksperymentowania, co wolno a czego nie. Mój w podobnym wieku do Twojego i też sprawdza, czy bić wolno. My nie bijemy, starszy brat nie jest bity i nie bije itp. Miesiąc, dwa temu to klepanie było częstsze, teraz już zdarza się sporadycznie, w kółko powtarzaliśmy, że tak nie można że to boli, że można "robić aja, aja a nie bam, bam" itp. Słowem wałkowanie w kółko, że nie wolno, tłumaczenie przynosi wymierny efekt, przy starszaku też ta metoda się sprawdziła, więc przypuszczam, ze i u Was ta metoda przyniesie efekt. Pozdrawiam.
    • mad_die Re: Wątek problemów wychowawczych...bicie... 14.11.11, 12:02
      Ja w takich wypadkach zawsze zatrzymuję rączkę, która ma mnie uderzyć, mówię ostro, że nie bijemy się, bo to boli i jest przykre/mamie jest przykro/tacie jest przykro. Moje dzieci w takich wypadkach zawsze robiły smutną minkę, było im przykro po fakcie i albo same nas przepraszały od razu (wiadomo, że nie słowami wink przytulały się, całowały, głaskały) albo ja widząc smutną buźkę mówiłam, że już dobrze, że bić nie wolno i że się ukochamy.
      Konsekwentnie, za każdym razem.
      • jombusiowa Re: Wątek problemów wychowawczych...bicie... 14.11.11, 13:01
        No my też konsekwentnie mówimy że nie wolno,że boli itd.... no i nie zawsze przeprasza... i nie przechodzi. No a że to tak trwa już jakies 1,5 miesiąca moze-a nawet dłużej i nic nie działa to postanowiłam sie Was poradzić...
        Może poszukac psychologa dziecięcego-no nie wiem...
        • mrs.t Re: Wątek problemów wychowawczych...bicie... 14.11.11, 14:51
          jomvusiowa, wysle ci maila jelis krozystasz z gazetowej
          • mrs.t Re: Wątek problemów wychowawczych...bicie... 14.11.11, 21:02

            A dla zmagajacych sie, dodam ze czesto takie zachowanie trzeba zwalczac nie tygodniami,a miesiacami, co nie znaczy ze wolno sie poddac,przestac powtarzac i wychowywac.
            Nawet jesli czasem sie wam wydaje ze to jak grochem o sciane
            a czesem jeszczd bywa gorzdj zanim sie polepszy smile
    • diuszesa Re: Wątek problemów wychowawczych...bicie... 14.11.11, 14:01
      Eh, mój 21-miesięczniak też mnie bije. Bardziej mnie, niż ojca, bo mąż jest dla niego surowszy. Ja niby też reaguję surowo i ostro, ale on ma to za nic - śmieje się tylko. To dla niego zabawa. Nie pomaga tłumaczenie, że mnie to boli i jest przykro - dalej się śmieje i bije. sad Za kazdym razem reaguję tak samo - zatrzymuję jego rękę i tłumaczę, tłumaczę, tłumaczę... że nie wolno, że mnie boli, że mi przykro. Też już to trochę trwa, nawet więcej niż półtora miesiąca. Ale cały czas wierzę, że to taki okres eksperymentowania, który mu przejdzie. Nie widzę u siebie sensu pójścia do psychologa dziecięcego - zdaję się na własną intuicję, na dojrzewanie i naturalną mądrość dziecka - dziecko nie jest głupie, w końcu zauważy, że w naszym domu takie metody nie przechodzą, a jego zachowanie przynosi skutek w postaci przykrości.
    • green.sabcia Re: Wątek problemów wychowawczych...bicie... 14.11.11, 18:31
      Do małego dziecka nie ma sensu gadać na okrągło. Tłumaczyć, że boli, że przykro itd, bo to nie działa. Im więcej matka gada, tym dzieciak z czasem coraz mniej słucha jej w ogóle.
      Dorosłej osobie można coś tłumaczyć, że postępuje źle itd, i czasem zrozumie, ale też nie zawsze ma ochotę nas posłuchać. W takich wypadkach skuteczny jest przykład. Skoro w domu nie ma żadnej formy przemocy, ani agresji, pomyślałabym, gdzie młody mógł zauważyć, takie zachowanie? W tv, na placu zabaw, może się jakieś dzieciaki szarpały i zauważył, że jedno dostało w ten sposób co chce-wyrwało upatrzona zabawkę itd, może u dalszej rodziny? Może kiedy spróbował pierwszy raz nie było z Waszej strony konkretnej i zdecydowanej reakcji? I dlatego młody wydedukował, że mu wolno, a jak cos raz czy dwa wolno dziecku, to juz tak łatwo nie odpuścismile
      Tak jak napisała mad-die, najważniejsze jest to, żeby udaremnić atak, czyli jak się zamierza przytrzymać rękę i zamiast mówić nie wolno, mówię "zostaw", "przestań". Jak nie ma reakcji, albo jest kolejny zmasowany atak, przytrzymuję dziecko na odłegłość swojej ręki, tak żeby mnie nie dotknął i nie walnął i mówię jeszcze raz "przestań", ale zdecydowanie i stanowczo, z poważnym wyrazem twarzy. Nie ma mowy, zeby w tym miejscu pęknąć i zacząc się smiać z dziecka, albo z siebie(chociaż może czasem się chce), bo cały plan rypnie i dzieciak otrzyma błedny komunikat, że mamusia się z nim tak bawi i następnym razem na pewno spróbuje znowu "takiej zabawy". Jeśli w.w. przytrzymanie na odległość reki nie działa i komunikat także, mówię" odejdź" i sama odchodzę od dziecka kompletnie je ignorując. Przeważnie dziecko zaczyna ryczeć, najpierw ze złości, że udaremniło się mu atak na swoją osobę i uniemozliwiło wygraną w tej zabawie, potem ryk przechodzi w lament świętokrzyski, że jakie to ono strasznie nieszczęśliwe i teraz to ono jest ofiarą, a jeszcze przed chwilą chciało byc oprawcąwink
      Ignoruję nadal i mówię, że jak się uspokoi, to może do mnie przyjść i wtedy je przytulę. Różnie to bywa, czasem ryczy dalej próbując zdominować mnie w ten sposób, czasem chce się jak najszybciej przytulić, więc uspokaja się i mamy "pokój"smile
      Moje dzieci próbowały raz zamachnąć się na mnie-pierwszy i ostatni.Więcej nigdy nie było potrzeby powtarzania takich zachowań. Ja sobie na wiele rzeczy pozwalam, ale agresja fizyczna i bicie to są takie rzeczy, na które nie pozwolę nigdy.
      I przestrzegam przed faworyzowaniem takich zachowań, zwłaszcza u chłopców, że im przejdzie, że wyrosną itd. To nieprawda. Nawet jeśli wyrosną z ataków na matkę, czy innych domowników, to przeniesie się to na rówieśników, a najczęściej słabszych i młodszych, a w przyszłości na kobiety inne. W końcu skądś się biorą damscy bokserzy, nie z sufitu.
      Dlatego trzeba z dzieckiem pracować i być świadomym tego co się robi.
    • tuszeani Re: Wątek problemów wychowawczych...bicie... 14.11.11, 20:02
      Ja mam ten sam problem (Młody 16m). Teoretycznie robię tak jak dziewczyny radzą ale... na razie nie widać żadnego efektu. Przy czym u nas gryzienie czy bicie nie jest w złości tylko w zabawie, im bardziej Młody rozbrykany tym większa szansa że zaraz kąśnie, złapie za wargę albo uderzy. W ogóle strasznie ten Młody się z nami siłuje, z tej samej serii jest zabawa w "nie wolno się bawić gniazdeczkiem".
      • jombusiowa Re: Wątek problemów wychowawczych...bicie... 15.11.11, 08:37
        O raju...mam wrażenie że mój to jakiś oporny element...bo jak u niektórych po 1 czy 2 razie działa i przestają? U nas nie ma śmiania się czy niekonsekwencji a on swoje...to chyba takie badanie granic-tylko w tym przypadku trwa i trwa...
        oczywiście żale są i złość.... no nic-wychowujemy dalejwink
        • luliluli Re: Wątek problemów wychowawczych...bicie... 15.11.11, 09:13
          U mnie gryzienie (nie bicie) trwało dość długo, ale z uporem maniaka udaremniałam atak i mówiłam "nie gryź mnie, to boli" albo "nie chcę, żebyś mnie gryzł".
          Na bicie, które też chwilę trwało miałam podobny tekst, a czasami dorzucałam też "wolę, żebyś mnie pogłaskał" i w efekcie mam teraz bardzo fajnie, bo jestem często głaskanabig_grin

          Myślę, że często wynika to z faktu, że dziecko chce z nami wejść w jakąś "cielesną" interakcję, a nie do końca ma pomysł, jak to załatwić, więc robi to, co wpadnie do głowy jako pierwsze - gryzie, wali ręką i cieszy się - bo te przypadki u nas zdarzały się głównie w zabawiesmile

          Zgadzam się, że długie tyrady o niefajności bicia są bez sensu, ale jedno zdanie wypowiedziane przy okazji zatrzymania rączki jest jak najbardziej ok, w końcu dziecko musi wiedzieć, co nam się podoba, a co niesmile
        • green.sabcia Re: Wątek problemów wychowawczych...bicie... 15.11.11, 13:39
          Wychowywać dzieci należy, nie ma zmiłuj się, jak najbardziejsmile

          U mnie wystarczyło raz, czy dwa zachować się konkretnie i stanowczo, być może dlatego, że ja zauważyłam-już po kolejnym dziecku-że moje dzieciaki w porównaniu z innymi są bardzo mało agresywne w kontaktach międzyludzkich.
          W zasadzie nigdy nie wchodzą w reakcje tam gdzie będzie jakaś wojna, chociaż zdarzyło się im walczyć o jakąś zabawkę, jesli inne dziecko ją też chciało i próbowało wyrwać im. Kończyło się róznie. Raz przytrzymały i zabawka została w ich rękach, innym razem musiały pogodzić się ze stratą. Ja się generalnie nie wtrącam w takie "akcje" na placu zabaw. Wychodzę z założenia, że poradzą sobie dzieciaki same i najczęściej sobie radzą po swojemu. Wkraczam tylko wtedy, gdy widzę, że jakiś natręt przyczepił się do mojego dziecka i się nad nim znęca, łażąc za nim np. i zaczepiając złośliwie co chwila, wtedy się wtrącam i to konkretnie i udająca mamusia agresywnego malucha, że nic nie widzi, mało mnie w takiej sytuacji interesuje.
          Widać moje dzieci nie są zaczepne, a inne są bardziej. Zastanawia mnie dlaczego takie dzieci akurat w ten sposób szukają uwagi i zwrócenia się na nie? Może mają za mało innego rodzaju uwagi, albo zwraca się mu uwagę na wszystko i ciągle trajkocze nad jego głową, komentując w kółko co robi,a a czego nie robi, co dobrze,a a co źle?Piszę o tym, bo przebywając z dziećmi ponad 10 lat na różnych placach zabaw, naoglądałam się juz różnych rzeczy i takie matki są mega denerwującewink
          A może chodzi o to, że na siłę każe się dzieciom dzielić zabawkami-też bardzo popularna praktyka-i męczą te dzieci, tym gadaniem o dzieleniu, a małe dziecko nie jest w stanie się dzielić z zupełnie obcymi osobami, w dodatku jeszcze jakąś ulubioną albo nowa zabawką. Efekty sa odwrotne od zamierzonych. Nie wiem może warto pomyśleć i spróbować dojść, co jest lub może być przyczyna takiego zachowania. Jak znajdziesz prawdopodobną przyczynę, to łatwiej ci będzie znaleźć odpowiednie rozwiązanie męczącej Cię sytuacjismile
    • desse_o Re: Wątek problemów wychowawczych...bicie... 15.11.11, 10:25
      WIdać, że martwisz się zachowaniem dziecka i pewnie zastanawiasz się gdzie leży "błąd" wychowawczy.
      Mój syn mając ok. 2 lat też bił, głównie w sytuacji stresującej i tylko tatę. Nie umiał inaczej okazać i odreagować negatywnych uczuć. Jak już uderzył męża, to potem strasznie płakał bo było mu przykro, że się nie powstrzymał. Mój mąż oczywiście denerwował się. Powtarzaliśmy synowi w kółko, przy każdej okazji bicia i bez okazji, że nie bijemy bo bicie boli. W tym wieku dłuższe wywody nie mają sensu, bo maluch ich nie zrozumie. Krótko lecz dobitnie jest lepiej. Dodatkowo jak już rozpaczał z wyrzutami sumienia, to przytulaliśmy.
      Minęło samo.
      Teraz w chwilach zdenerwowania, krzyknie sobie "Ech!" i/lub łapie kartkę papieru i drze na kawałki lub gniecie i wyrzuca.
      Teraz mamy inne niechciane zachowania jak rzucanie przedmiotami... zawsze cośwink Powtarzamy ten sam komunikat: Kocham Cię synku, jednak nie podoba mi się Twoje zachowanie. Rzucanie przedmiotami w domu jest niebezpieczne.
      Grunt, to oddychać głęboko jak Ci nerwy puszczająsmile
      • dzikiedzieci Re: Wątek problemów wychowawczych...bicie... 25.11.11, 18:23
        żaden błąd i niekoniecznie podpatrzone
        bicie w tym wieku jest powszechne

        i dzieci z tego wyrastają jak umieją lepiej kontrolować emocje i wysłowić się to przestają bić
        to nic tak poważnego, choć w naszej kulturze jest obawa przed takim zachowaniem

        bijący dwulatek to nie to samo co bijący nastolatek

        można spokojnie przytrzymywać rękę, mówić, że boli, pomagać dziecku inaczej komunikować emocje i czekać aż wyrośnie
        • jombusiowa Zaczyna się "bunt"??:) 28.11.11, 07:52
          Mój młody-18 miesięczniak-zaczyna chyba się intensywniej rozwijać... na weekend byliśmy u moich rodziców i 1 raz zrobił akcję-jak chciałam mu złożyć samochód-przyczepka się odpięła, to się wkurzył, oczywiście najpierw ręką walnął mnie i dziadka, a potem...klasyczny foch-turlanie sie po podłodze! I jak już "załapał" ta formę, to potem jeszcze z 2 razy ją zaprezentował....
          nieźle się zdziwiłam....
          • saguaro70 Re: Zaczyna się "bunt"??:) 28.11.11, 11:58
            I jeszcze nieraz się zdziwisz. A czasem włosy staną Ci deba, jak np. odmówisz czegoś w sklepie. Ale co tam, luzik i cierpliwość to moj sukces.
            Pozdrawiam cieplutko smilesmile
          • edytadk Re: Zaczyna się "bunt"??:) 29.11.11, 11:35

            > a potem...klasyczny foch-turlanie sie po podłodze! I jak już "załapał"
            > ta formę, to potem jeszcze z 2 razy ją zaprezentował....
            > nieźle się zdziwiłam....

            Moja 16-mies. córka spektakularnie rzuca się na podłogę i dramatycznie pochlipuje, zerkając kątem oka czy aby efekt odpowiedni, a że reakcja z naszej strony to pobłażliwa obserwacja, pochlipywanie szybko w ryk przechodzi. Starszak takie aktorskie popisy wdrożył dopiero po 3 urodzinach...
    • 1.maaika Re: Wątek problemów wychowawczych...bicie... 28.11.11, 20:13
      Bicie ze złości, czy (jak u nas) gryzienie z miłości, nadmiaru energii... Cierpliwości, cierpliwości.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja