moje karmienie butelką...

18.12.11, 18:23
Oczywiście obecnie karmię już tylko piersią smile

Mikołaj w tym roku nas hojnie obdarował, bo 6 grudnia urodziła się nam druga córeczka.
Poród był w moim odczuciu ciężki, duzo cieższy niż pierwszy, bo dziecina była spora (4350g, 57cm) i dodatkowo wychodząc z brzucha zaklinowała się barkami. Nie obyło się niestety bez cięcia krocza i sporej pomocy medycznej. Ale najważniejsze, że wszystko dobrze się skończyło smile

Niestety gdy jużmiałysmy wychodzic ze szpitala u Dzidzi pojawiła się bardzo silna zółtaczka (z bilirubiną na poziomie 21), co wymagło pilnego i intensywnego leczenia.
Córeczka trafiła na nieprzerwane naświetlanie przez 48 godzin i w pierwszych godzinach lekarze zalecali do ustapienia najgorszych objawów przejście na pokarm sztuczny (co też stało się). Na szczęście udało się sprowadzic mleko hypoalergiczne, za co jestem bardzo wdzięczna personelowi, bo mamy takie problemy z alergiami w rodzinie, że strach byłoby podać naszemu noworodkowi zwykłe mleko modyfikowane.
Potem po dobie mogłam już karmić piersią (wyciągać na chwilę spod lamp), albo zostawic pielęgniarkom ściagnięty pokarm. I potem przydała mi się bardzo wiedza odnośnie ściagania mleka - zdobyta m.in. dzięki temu forum. Było to w czwartwej dobie po porodzie, ściągałam metodą 7-7 5-5 3-3 i co 3 godziny udawało się ściągnoś około 50 ml z obu piersi.
Niestety wyskoczyla w nocy biegunka u dziecka. I pielęgniarki wylały mój pokarm, twierdzać, że to z jego powodu sad TO była w moim odczuciu ogromna krzywda jaką nam zrobiono podczas tego pobytu w szpitalu. Moim zdaniem, jeśli już to biegunka mogła być spowodowana własnie podaniem sztucznego mleka. Tak samo zresztą stwierdziła następnego dnia pani doktor pediatra, choć jej zdaniem biegunka była efektem ubocznym terapii lekami. I znowu mogłam karmic piersią.
Choc przerwa w karmieniu i podanie butelki bardzo mnie wystraszyły, a że nie wiedziałam ile dni potrwa leczenie obawiałam się, że nie uda mi się wrócic do karmienia (zmeczenie, stres spowodowany biegunką dziecka i niezrozumieniem personelu spowodował, ze ilość ściąganego mleka drastyczniezaczęła spadać, a dziecko ssało butelkę i smoczka już coraz dłużej).
Na szczeście minęły wszystkie problemy. Dzieciatko ssie pierś prześlicznie. Zdarzyło sięteż tak, ze dziecko dostało smoczek uspokajacz, ale w sytuacji, gdy leżało pod lampami i nawet nie mogłam go przytulić, było to jego jedyne ukojenie i cieszyłam się, że zabrałam go do szpitala. Mogłam też karmić butelką, przwijac, gdy tylko trafiłam na odpowiednią porę (dziecko się budziło), albo pielęgniarka dała radę mnie szybko wezwać. Podczas takiego karmienia nie mogłam nawet przytulić dziecka, jedynie umnieść mu głowkę rekę wsuniętą w jeden otwór inkubatora, a drugą podać butelkę. Dla mnie dowiadczenie trudne (dla dziecka zapewne też), bo pierwszej cóeczki butelką własciwie nie karmiłam nigdy - parę razy mąz, gdy musiałam wyjść. Starała się jedynie przemiawiać do córeczki, zmieniać czule pampersy i ściągać i ściagać to mleko i to robiłam, starają sie to robić z jak największą miłoscią. I takie to było to moje karmienie butelką...
Mam nadzieję, ze nigdy więcej nie będzie takiej potrzeby.
Od przedwczoraj jesteśmy juz w domu. Starsza córeczka zareagowała na mlodszą z zachwytem i radościa (choc widzę, że jest to dla niej spory stres, bo zrobiła się ociupinke nerwowa), ale jestem dobrej mysli smile

Bardzo dziękuję fizuli za artykuł "karmienie butelką z godnością", bo on mi pomógł pamietać, że mogę karmić tą nieszczęsną butelka z godnością, miłością. I wogóle dziękuję Wam za wszystkie te rady, które zapamietałam i w krytycznej sytuacji, której się nie spodziewałam, bardzo przydały mi się
smile
    • misanka a przy okazji... 18.12.11, 21:13
      przy okazji zapytam...

      było kiedyś na gazeta.pl takie forum o noszeniu w chuście, nie mogę go teraz odnaleźć
      macie tam jakieś namiary?
      • aga_mama_zosi Re: a przy okazji... 18.12.11, 22:17
        Gratulacje z okazji narodzin córeczki!
        Trudny mieliście początek, ale na pewno teraz będzie już tylko lepiej. Jesteś bardzo dzielna.

        Tutaj jest forum, którego szukasz: chusty

        Pozdrawiam,
        Agnieszka
        --
    • aleksandra1357 Re: moje karmienie butelką... 19.12.11, 11:30
      Ze starszym synem miałam podobne przejścia, więc doskonale Cię rozumiem, Misanko smile
      U mojego stwierdzono żółtaczkę pokarmową i moje mleko szło od razu do umywalki przez parę dni. Nie wiem do końca, jak to jest z tą żółtaczką pokarmową, że niby mleko matki ją nasila.
      A pod lampą zakładałam na okularki ciasną czapkę i to pomogło.
      Och, koszmar to był, ten maluszek płaczący pod lampą, dobrze że już za nami.
    • luliluli Re: moje karmienie butelką... 19.12.11, 11:35
      Aż mi się płakać zachciało, ehhsad
      Dobrze, że już jesteście w domu i wszystko jest oksmile Oby tak dalejsmile
    • fiamma75 Re: moje karmienie butelką... 19.12.11, 13:49
      wspóczuję trudnych przejść. Oby teraz już z górki!
    • viva_barca Re: moje karmienie butelką... 19.12.11, 16:08
      Gratuluje dzidzi!

      az mi sie lezka zakrecila...
      moj maly tez mial zoltaczke, ale my mieszkamy w irlandii i tutaj nie kladzie sie dziecka do inkubatora, ale przyczepia sie mu taka plaska lampke do pleckow. dzieki temu synek mogl byc przy mnie caly czas. mi tez kazali karmic butelka, jako ze niby mm wyplucze zoltaczke z krwi (glukoza), a moje mleko nie. skolowali mnie strasznie i przez kilka dni byly problemy z laktacja i stres wielki. teraz po fakcie wiem, ze mleko matki jest najlepsze i na zoltaczke.

      • karoll2001 Re: moje karmienie butelką... 10.01.12, 15:05
        My też mieliśmy przygodę z żółtaczką i po 2 czy 3 dobach w inkubatorze też dostalismy taka lampkę i miałam synka przy sobie (rodziłam w Poznaniu). Nie było też problemu z podawaniem butlą mojego ściągniętego mleka w czasie leżenia w inkubatorze. Potwierdzam, widok takiego maluszka, jeszcze z zakrytymi oczkami, był dla mnie okropny, nie raz nad tym inkubatorem łzy mi pociekły.
    • green.sabcia Re: moje karmienie butelką... 19.12.11, 16:10
      Gratuluję córeczki i cieszę się, że poczatkowe problemy z karmieniem i zdrowiem maluszka macie za sobą, oby tak dalejsmile
      Nie zawsze jest tak jakbyśmy tego pragnęły i to sobie wymarzyły, niestety. Znam to z autopsjismile
      Trzymajcie się ciepło.
    • jul-kaa Re: moje karmienie butelką... 11.01.12, 01:12
      Moja pierwsze dni z synkiem były podobne, nawet bilirubina była na identycznym poziomie (21). Różnica była jednak zasadnicza – rodziłam w szpitalu przyjaznym dziecku i promującym KP, nikt mi więc nie sugerował karmienia mm. Ściągałam mleko (moje laktatorolubne piersi dawały 60ml w ciągu kilkudziesięciu sekund w czwartej dobie życia dziecka!!) i samodzielnie podawałam je strzykawką (choć dziecko leżało na Patologii noworodka). Synek dużo spał, ale jeśli obudził się między karmieniami, to pielęgniarki po mnie dzwoniły. Karmiłam go bardzo intensywnie wiedząc, że mleko doskonale wypłukuje bilirubinę. Po dwóch dobach takiego karmienia żółtaczka się znacznie zmniejszyła (i dostałam synka wraz z ogarytem do sali), po kolejnej wyszliśmy do domu, bo poziom żółtaczki był już dość niski. I to wszystko na moim mleku! Po dobie pod lampami i karmieniu ściągniętym mlekiem synek przybrał na wadze 160 gramów.
      Czytałam, ze faktycznie w niektórych (ponoć b. rzadkich) przypadkach zaleca się pasteryzowanie mleka matki (a nie podawanie mm!), o ile żółtaczka utrzymuje się wyjątkowo długo.
      Misanko, bardzo Ci współczuje przeżyć z pierwszych dób, bo dokładnie wiem, co czułaś. Jestem zaskoczona niekompetencją personelu, moja wiedza (wiedza laika, ale oczytanego w temacie wink) mówi mi, że niepotrzebnie Twoje dziecko w ogóle dostało mm.

      Teraz już na pewno wszystko będzie dobrze smile Pozdrawiam!
Inne wątki na temat:
Pełna wersja