froobek
26.01.12, 15:41
Kaszel, który tu zgłaszałam, pięknie się rozwinął i spędziłam z młodszym synkiem osiem dni w szpitalu na zapalenie płuc. Mimo sporej wiedzy o karmieniu

nie załapałam, że chore dziecko może być za słabe na ssanie piersi! Jak tylko zobaczyłam, że nie ssie, zaczęłam odciągać, żeby podtrzymać produkcję (w końcu normalnie o produkcję dbają aż dwa ssaki, a tu nagle żaden). Odciągałam po 150ml w pięć minut!

Jak to zobaczyła lekarka i pielęgniarki, to się ucieszyły, że będę dawać butelką. A ja powiedziałam, ze dla mnie to ostateczność i najpierw poproszę strzykawkę!

Strzykawką nie szło, po paru godzinach dostałam od mojej Mamy paczuszkę ze sterylizatorem i rozmaitymi sprzętami do podania mleka. Calmy nie chciał, Habermanna nie chciał, zestawem łyżeczki to ja z kolei nic nie umiem zrobić. Najlepiej szło nam kubeczkiem. I około doby synek był w ten sposób dokarmiany. Oprócz tego dwie doby miał kroplówkę. Stracił 75g, potem już przybierał. Nooo, dowiedziałam się od jednej pielęgniarki, że "śmiesznie karmię"

Ale ogólnie nastawienie do karmienia i wiedza były tam naprawdę ok.
Widziałam tam tylko jedną mamę karmiąca wyłącznie piersią. Nigdy wcześniej nie miałam bezpośredniego kontaktu z nikim karmiącym butelką, więc trochę się napatrzyłam na ten butelkowy kram! O nieba! Sterylizowanie, robienie mleka.... Ja wysiadam! Na moich oczach karmiony mieszanie trzymiesięczny synek sąsiadki z dnia na dzień coraz mniej akceptował pierś. W momencie wypisu ssał już tylko w nocy...
My za to przeszliśmy kryzys laktacyjny - dobrze, że tam, a nie w domu, bo przecież nie miałam nic lepszego do roboty. Synek był do mnie przyłączony na stałe przez dwie doby

Moja cierpliwość w karmieniu tez budziła pewne zainteresowanie i spotkałam się z sugestią, że może ma taką potrzebę ssania i może dać smoczek. Odpowiedziałam: no to przecież ssie
Wychodząc z domu, powiedziałam starszemu, że jeśli będzie chciał mleka, to ma powiedzieć, a ja dla niego odciągnę. Nie zamawiał. Byłam bardzo ciekawa, czy będzie ssał, jak wrócę. Ssie, ale mało.