jul-kaa
19.04.12, 00:18
Poprzedni wątek się zarchiwizował. Tu link:
forum.gazeta.pl/forum/w,21000,103805092,114651516,Re_karmienie_piersia_a_seriale_.html
Wklejam cytat z Gry o tron, usunęłam fragmenty, bo dlugi. Ktoś wie, ile ten chłopiec ma lat? W serialu wygląda na jakieś 7. Nie jest to pochwała dkp.
- Mamo? - Rozległ się dziecięcy głos. Lysa obróciła się gwałtownie, powiewając szatą. W drzwiach stał Robert Arryn, Lord Eyrie. Przyglądał im się szeroko otwartymi oczyma z porwaną szmacianą lalką w dłoniach. Jako chorowite dziecko, był przeraźliwie chudy i mały, jak na swój wiek, co pewien czas jego ciałem wstrząsał dreszcz. Dreszczowa choroba, jak mówił maester. - Słyszałem głosy. (...) Lysa usiadła przy ogniu i zwróciła się do syna: - Chodź do mamy, kochanie. - Poprawiła na nim ubranie i przejechała dłonią po jego bujnych brązowych włosach. (...) Mały Robert zerknął na Catelyn przez ramię i zaczął drżeć. Przytulił się mocniej do matki, wypuszczając z rąk lalkę, która upadła na podłogę wyłożoną sitowiem. - Nie bój się, dziecinko - wyszeptała Lysa. - Mamusia jest tutaj, nic ci się nie stanie. - Odchyliła szatę i wysunęła ciężką, białą pierś. Chłopiec przywarł do matki jeszcze mocniej i zaczął ssać. Lysa pogładziła go po włosach.
Catelyn nie wiedziała, co powiedzieć. Syn Jona Arryna, pomyślała z niedowierzaniem. Przypomniała sobie swoje najmłodsze dziecko; Rickon miał dopiero trzy lata i był bardzo żywotnym dzieckiem. Teraz rozumiała, dlaczego lordowie z Yale niepokoili się. Rozumiała, dlaczego Król próbował zabrać dziecko od matki i dać je na wychowanie Lannisterom… (...) Catelyn miała ochotę uderzyć siostrę. Wuj Brynden próbował ją ostrzec, teraz dopiero zrozumiała.
- Każdy zamek jest do zdobycia.
- Nie ten - upierała się Lysa. - Wszyscy tak twierdzą. Nie wiem tylko, co mam zrobić z tym karłem, którego mi przywiozłaś?
- Czy on jest złym człowiekiem? - spytał Lord Eyrie, wypuszczając z ust czerwony i wilgotny sutek.
- Bardzo złym - powiedziała Lysa i zakryła pierś. - Ale mamusia nie pozwoli, żeby cię skrzywdził.
- Każ mu fruwać - rzucił Robert ożywionym głosem.
Lysa pogładziła go po głowie. - Może tak zrobimy - powiedziała cicho. - Może właśnie tak zrobimy.