marcelina_szpak
16.07.12, 18:24
Odbierałam dzisiaj młodzież ze żłobka i dostałam na wynos jego lunch, bo przespał porę posiłku. Na widok miseczki z jedzeniem oczy zrobiły mi się jak spodki

Miseczka typowa, średnica ok. 14 cm, pełna jedzenia: dwa ziemniaki, porcja ryby i pieczarki z marchewką w sosie. Powód mojego zaskoczenia - Młody w życiu tyle nie zjadł na jednym posiedzeniu. Wręcz przeciwnie - jego typowy posiłek to kilka łyżeczek obiadu (1/3 takiej miseczki, i to w dobrym dniu), kiedy indziej pojemniczek jogurtu sojowego z płatkami i owocami, trochę warzyw z zupy, pół tosta z hummusem albo majonezem orzechowym, banan. I mleko - karmienie rano ok. 5.30 (zanim wstaniemy do żłobka), odciągnięte ok. 100 ml z kubeczka w żłobku, potem po odebraniu ok. 13, w domu do drzemki, przed snem i jeszcze raz około północy. Podsuwamy mu jedzenie - weźmie do ręki tylko suche/niezbyt mokre - szczyt możliwości to banan, wszystko inne wyrzuca, wygląda na to, że nie podoba mu się konsystencja. Owoce - głównie przetarte do płatków, warzywa - z łyżki lub widelca, mogą być kawałki, ale nie do ręki. Nie zmuszamy, bo to najprostsza droga do frustracji obu stron.
Teraz sobie uświadomiłam, że pewnie była to standardowa porcja dla przeciętnego żłobkowicza (do 4 lat), ale nadal nie wiem, ile właściwie je roczniak na piersi. Czy jest się czym przejmować?
m_sz
PS 'Brzydzi się' też trawy, piasku - raczej nie dotknie, na trawie staje na jednej nodze jak bocian - musi minąć chwila, zanim zdecyduje się postawić drugą, ale bez skarpetek - w życiu. Raczej podkurczy też drugą i zawiśnie w powietrzu (jeszcze sam nie chodzi).