monika7920
16.09.12, 15:35
Mój obecnie 2-letni synek wybierał sam, co chce jeść z dorosłego jedzenia. (coś w rodzaju BLW). Przez ostatni rok byłam z nim w domu i wyglądało to tak, że często wybierał pierś zamiast obiadu. Starałam się przygotowywać mu to, co widziałam, że lubi, np. łososia jadł tak, że nie wiadomo gdzie mu się to pomieściło, ale przecież łosoś nie może być codziennie. Miał jeszcze kilka swoich ulubionych produktów, ale w sumie mało. Tą metodą niestety doprowadziłam go do anemii. Po kilku tygodniach leczenia Ferrum Lek + witaminy wspomagające wchłanianie dostał dużego apetytu na dorosłe jedzenie i wyraźnie przybrał na wadze. Zbiegło się to z moim pójściem do pracy i teraz w dni robocze nie ma wyboru. Pani ze żłobka mówi, że je dużo i pierwszy kończy. Nie wiem jaki błąd zrobiłam. A co by było gdybym dalej siedziała z nim w domu? Wczoraj w sobotę trochę pomarudził, ale zjadł. Dzisiaj w niedzielę miał do mnie dostęp i chyba przypomniały mu się stare czasy i zrobił scenę, że chce kiki (tak nazywa) zamiast obiadu. Obiad był podany wcześnie (godz. 12), zaraz po powrocie ze spaceru. Bardzo krzyczał, niestety w końcu uległam i dałam tą pierś, ale dzisiaj obiadu nie dotknął. Na szczęście jutro jest poniedziałek i znowu grzecznie zje obiad w żłobku. Czasami myślę, że może powinnam była wciskać mu ten obiad na siłę, albo nawet odstawić całkowicie od piersi. Mąż czasami mówi, że przez kp doprowadziłam dziecko prawie do szpitala.
Z pierwszym synem było podobnie całe dnie mógł jeść tylko moje mleko z niewielkim dodatkiem dorosłego jedzenia, ale poszłam do pracy jak miał 1,5 roku i zaczął jeść.
W sumie temat bardziej dotyczy może BLW i pozwalania dziecku na wybór, ale problemu pewnie by nie było gdyby nie było karmienia piersią.