Dodaj do ulubionych

Karmić z pewnością siebie- wychowywanie otoczenia

09.10.12, 09:19
Taki tekścik napisałam, chcę się podzielić:
mamwsparcie.pl/?p=983
A propos nowej formuły, na której chcę prowadzić spotkania dla mam karmiących.
Obserwuj wątek
    • agnieszka_i_dzieci Re: Karmić z pewnością siebie- wychowywanie otocz 09.10.12, 09:41
      ładne i mądrze pomyślane.
      Chociaż mam pewną uwagę - mama karmiąca i ogólnie przekazująca mężowi (i reszcie otoczenia) pozytywny obraz karmienia piersią ma mimo wszystko prawo czasem ponarzekać np. na gorsza noc (bo akurat ssak tej nocy ssał non-stop niemal). Takie "wygadanie" się bywa pomocne, a jeśli poza tym pokazujemy KP jako pozytywne, przyjemne itp to raz na jakiś czas takie narzekanie nie powinno zmienić ogólnego wrażenia.
    • asjula1 Re: Karmić z pewnością siebie- wychowywanie otocz 09.10.12, 11:23
      "Oczywiście, że najważniejsza jest zgoda między mężem i żoną, jedność między nimi- zburzenie tej wartości nie jest warte świeczki, nawet tak ważnej jak naturalne karmienie."

      Pozwolę sobie się _całkowicie_ nie zgodzić.
      Pan szanowny małżonek powinien być edukowany, przekonywany itd., ale jeśli nadal odmawia wsparcia, współpracy, krytykuje itd., mamy, wg Ciebie, go posłuchać i odstawić dziecko?? Nawet jeśli ma ono 3 miesiące, czy pół roku??
      No przykro mi, ale dla mnie żaden facet nie jest wart takiej operacji.
      Ba, jeśli jest takim kretynem, że nie umie nas wesprzeć w ważnej dla nas i dla jego własnego dziecka sprawie i, mimo wszelkich naszych starań, nic mu się nie "odkleszcza", zostawiła bym w diabły, bo to tylko źle rokuje na przyszłość.
        • verenne Re: a jezeli dziecko ma 2 lata? 09.10.12, 13:21
          Podzielam zdanie asjula1.
          Wg mnie nawet, jak dziecko ma 2 czy 3 lata. Chociaż nie ukrywam, że nie potrafię sobie wyobrazić, dlaczego mąż miałby mieć coś przeciwko kp. Naprawdę... Wierzę, że sa takie przypadki i to wcale nie rzadko, ale kompletnie nie kumam ich mechanizmu. Pytam poważnie - CO kieruje facetem-mężem-ojcem, który jest anty-kp?
              • ciociacesia kum kum 09.10.12, 15:20
                ja kumam, bo ten sam mechanizm co u innych ludzi - wszelkie problemy z dzieckiem łatwo znajduja kozła ofiarnego w postaci karmienia, gore biora uprzedzenia, czasem zazdrosc, czasem jest to próba naprawienia relacji które w jakis tam sposób kuleja =- znów karmienie staje sie kozłem ofiarnym. ja tu skłaniam sie do zdania fizuli - ze jednak ogólna atmosfera w rodzinie ma wieksza wage dla dziecka niz mleko. chociazmysle tu o jakims rozsadnym kompromisie typu 2 lata, a nie nie karmieniu wcale.
                • agasobczak Re: kum kum 09.10.12, 16:16
                  Ja myślę, że jedność małżeńska jest ponad wszystko. JEDNOŚĆ to znaczy że miłość nad jednoczy. czasem zdarza się, że to my upieramy się jak głupie przy swoim i jakoś nasi M. nas nie zmieniają i nie rzucaja w diabły więc pozwólmy i naszym M. na błędy nawet w tak ważnej sprawie.
                  • asjula1 Re: kum kum 09.10.12, 19:48
                    Ok, proszę bardzo. Niech się sobie myli, mogę mu nawet wybaczyć, ale nie będę ciężaru jego pomyłki brac na barki swoje i swojego dziecka. Czyli na pewno nie przerwałabym karmienia dlatego, żeby sobie z małżonkiem relacji nie popsuć.
                    On jest duży i da sobie radę.
                    Ja akurat sobie nie tylko teoretycznie dywaguję. Moje otoczenie torpedowało mi kp w dość trudne do zaakceptowania sposoby i mój akurat wniosek jest taki, że jesli Twoj facet Cię nie wspiera przy czymś, co jest dla Ciebie ważne - kp, ciąża, nauka, opieka nad dziecmi, czy cokolwiek innego, to znaczy, że ogólnie nienajlepiej trafiłaś.
                    Pewnie, że można spędzić życie z facetem, który nawet dziwniejsze rzeczy robi, niz tylko nie okazuje Ci troski i wsparcia, no ale... To tylko współczuć.
                  • asjula1 Re: kum kum 09.10.12, 21:21
                    "Ja myślę, że jedność małżeńska jest ponad wszystko."
                    I mam nadzieję, że to tylko taka poetycka figura, bo poza rzeczywistością jakąś niebiańską nie bardzo to widzęwink
                    Jedność ponad co? Miłość do dzieci/rodzeństwa/rodziców?, ponad wartości dla nas ważne itd?? Czyli, zrobię WSZYSTKO, pozwolę na wszystko, byle nie odszedł?? Coś takiego?wink
                    • gfizyk Re: kum kum 09.10.12, 21:43
                      Nie ma to jak dobrze włożony kij w mrowisko. Pozdrawiam jako reprezentant płci brzydkiej.
                      Może dwa słowa - jak to wygląda z naszej strony? Jeżeli mąż jest dobrze wyedukowany w żadnym przypadku nie będzie namawiał na odstawienie dziecka od piersi w ciągu pierwszego półrocza. O edukację do tego okresu starają się nawet producenci "pseudo-mleka" i to nawet my, mało-rozgarnięci wzrokowcy - widzimy i słyszmy. Jeżeli jeszcze dodatkowo nasze ukochane niewiasty poświęcą nam trochę czasu na dodatkowe korepetycje z powyższego zakresu, czyli o karmieniu ponad 6-cio miesięcznym - to myślę, że też temat ogarniemy. Zapewne niektórzy z nas są już tak wychowani, że karmienie dziecka kilkuletniego jest dla nich (dla nas) normą.
                      Warto chyba jednak zwrócić uwagę, że ciągłe komunikaty negatywne (powtórzę - ciągłe) mogą spowodować u nas pewne zawahanie i pewne działanie - "trzeba działać". Jednak czym innym jest jeżeli słyszymy generalnie, że karmienie jest ok, że żona cieszy się z tego, że karmi, choć czasami czuje się zmęczona. Jednym słowem - ważna jest rozmowa. I chyba o to autorce chodziło.
                      Jedność małżeńska - przede wszystkim. Ponieważ powtarzając za Krzyśkiem Cugowskim - "bo do tanga trzeba dwojga" - jedność ta zależy od nas - od obojga. Nam facetom też na niej zależy, a przynajmniej powinno zależeć.
                      To tak na marginesie "męski kąt widzenia" na damsko-męskie sprawy.
                      • asjula1 Re: kum kum 10.10.12, 10:44
                        Rany. Cytowalam. Malzonka napisala: ""Oczywiście, że najważniejsza jest zgoda między mężem i żoną, jedność między nimi- zburzenie tej wartości nie jest warte świeczki, nawet tak ważnej jak naturalne karmienie."
                        To zdanie nie nasuwa watpliwosci interpretacyjnych. Stoi , jak wol, ze karmienie piersia nie jest warte zburzenia jednosci miedzy malzonkami.
                        Czyli, jesli malzonek kaze skonczyc, konczymy, bo moze sie zburzyc jednosc, a tego nie wolno.
                        Uwaga, zaczynamy flame'awink))
                    • katriel Re: kum kum 09.10.12, 23:21
                      > Jedność ponad co? Miłość do dzieci/rodzeństwa/rodziców?, ponad wartości dla nas
                      > ważne itd?? Czyli, zrobię WSZYSTKO, pozwolę na wszystko, byle nie odszedł?? Co
                      > ś takiego?wink
                      Nie, nie coś takiego.
                      Bo "jedność małżeńska" to jest dużo więcej - nieskończenie więcej! - niż "żeby nie
                      odszedł". Dla mnie np. kobieta która karmi dziecko piersią w tajemnicy przed mężem,
                      bo mąż akurat karmieniu przeciwny, nie działa na rzecz jedności małżeńskiej (mimo
                      że niby w ten sposób zapobiega konfliktowi i wszyscy zadowoleni), ale przeciw.
                      Bo wprowadza kłamstwo pomiędzy dwoje, którzy mają być jednym. O.
                      • asjula1 Re: kum kum 10.10.12, 10:31
                        No nie no.. teraz to juz chyba przesadzilaswink Karmienie w tajemnicy przed mezem? Nigdy o nikim takim nie slyszalam, ale nawet gdyby, to tylko wspolczuc biedaczce, ze do czegos takiego sie musi posuwac. I oczywiscie jedyna rada - zwiewac czym predzej od tyrana.
                        • katriel Re: kum kum 13.10.12, 23:10
                          > No nie no.. teraz to juz chyba przesadzilaswink Karmienie w tajemnicy przed mezem
                          > ? Nigdy o nikim takim nie slyszalam,
                          Ja w naturze też nie, ale w "Języku niemowląt" występuje taki przykład i jakoś mi się
                          przypomniał (oczywiście nie wiem, czy autentyczny, czy Tracy biedaczkę wymyśliła).
    • aleksandra1357 Re: Karmić z pewnością siebie- wychowywanie otocz 09.10.12, 21:38
      Hm, no więc mój mąż jest przeciwko karmieniu. Karmię 2 lata i 2 miesiące, dziecko wisi na piersi pół dnia, końca karmienia nie widać, a ja widzę, że mój mąż jest przez to nieszczęśliwy.
      I mam naprawdę dylemat, czy wybrać męża czy dziecko.
      Kościół mi podpowiada, że jedność małżeńska jest ważna. Tu nie chodzi o jakieś podporządkowanie się, znoszenie chamstwa w imię opacznie pojętej jedności, tu chodzi o to, że dzieci dziś są, jutro odejdą, to tylko dzieci, chwilowy dar od Boga, a z mężem związałam się na całe życie i to on powinien być dla mnie najważniejszy.
      Na razie nie odstawiam, czekam, aż zmniejszy się ilość karmień, ale gdyby mój mąż zażądał ode mnie zakończenia karmienia, to pewnie bym się zgodziła. Ale może i by pozostał niesmak i żal i bym mu tego nie mogła wybaczyć? Ech.
      • 230808r Re: Karmić z pewnością siebie- wychowywanie otocz 10.10.12, 08:06
        gdybym słuchała męża to odstawiłabym 6 miesięczne dziecko! przy 9 m-cu atmosfera była nie do wytrzymania, dla mnie.... miał jeszcze poparcie eksperta pediatry ze specjalizacją niemowlęta
        na szczęcie mała odmawiała butlibig_grin nawet z moim mlekiem - mądre dziecko, później okazało się że mleko mm ją uczula
        teraz 14 października minie dwa lata jak karmię,mąż się pogodził, nie truje i jest lepiej
        ale niesmak pozostał
      • asjula1 Re: Karmić z pewnością siebie- wychowywanie otocz 10.10.12, 10:36

        > chodzi o to, że dzieci dziś są, jutro odejdą, to tylko dzieci, chwilowy dar od B
        > oga, a z mężem związałam się na całe życie i to on powinien być dla mnie najważ
        > niejszy.

        Serio, Kosciol tak naucza??
        Bylabym mocno wstrzasnietasmile "Chwilowy dar od Boga"?? Nie no, to by wiele tlumaczylowink

        Ja akurat prezentuje dokladnie odwrotne nastawienie, czyli na trwale i na cale zycie to mamy dzieci, a malzonek szanowny nam moze zaniknac z horyzontu z tysiaca powodow, z ktorych najbardziej popularnym jest nowy obiekt westchnien. I niestety, malzenstwa zawierane w kosciele, wcale pod katem statystyk lepiej nie wygladajasmile
      • asjula1 Re: Karmić z pewnością siebie- wychowywanie otocz 10.10.12, 10:52
        >dzieci dziś są, jutro odejdą,
        >to tylko dzieci,
        >chwilowy dar od Boga

        Nie no, czytam powyzsze piaty raz i jedno tylko mi sie nasuwa:
        Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
        Czy ktos specjalizujacy sie w nauce Kosciola moze mi zaprzeczyc, ze cos takiego jest tam wiernym w glowiny wkladane??
    • ogz Re: Karmić z pewnością siebie- wychowywanie otocz 10.10.12, 10:20
      Mój mąż był na bieżąco edukowany, poszerzałam mu horyzonty / przez odpowiednią lekturę/ zaraz po tym jak poszerzyłam własne, bo na początku tak jak większość społeczeństwa myślałam, że karmi się rok, to jest praca do wykonania, sama się nie zrobi, tej wiedzy nie przyswaja się z powietrza. Ważna jest rozmowa a nie stawanie po dwóch stronach barykady, uświadomieni sobie że to nasze dziecko i to my ponosimy za nie odpowiedzialność. Niestety w naszym społeczeństwie ludzie żyją na pokaz, maja nawyk tłumaczenia się przed innymi, udają. A jeżeli chodzi o decyzję ostateczną to moim zdaniem należy ona do matki, to nie teściowa, pediatra ani sąsiadka jest odpowiedzialna za zdrowie naszego dziecka tylko rodzic. A jak Pan Mąż będzie chciał dawać dziecku hamburgery, chipsy i lizaki bo inne dzieci jedzą to damy dla świętego spokoju, żeby tylko był zadowolony? Niestety w Polsce kobiety chodzą na paluszkach przed tzw. Głowa Rodziny, żeby się nie skrzywił, nie obraził, żeby był, to jest żenujące że kobieta ma "przekonać " ojca dziecka do karmienia a Pan i Władca łaskawie wyrazi zgodę, to jest z założenia chora sytuacja.
      A pewność siebie pomaga, przekonałam się wczoraj na konsultacji logopedycznej, dziecko ma wadę wymowy, pani logopeda zauważyła, że ma jeszcze wrodzony odruch ssania, który może mieć wpływ na mowę? i w szoku była że to nie przetrwały odruch tylko że syn jest karmiony /3 lata 11 miesięcy/.A ponieważ byłam pewna siebie to zbita z tropu stwierdziła, że musi się skonsultować, bo nie wie jak to interpretować. Normy w naszym społeczeństwie są tylko dla butelkowców i to my musimy wymusić zmiany a nie przepraszać za nasze przekonania, tłumaczyć się, ukrywać i nie pozwalać a wręcz tępić chamstwo, kpiny i niemerytoryczne uwagi. Kilka razy sprowadziłam ostro lekarzy ze szpitala Klinicznego w Warszawie na ziemię, po tym jak zasugerowano mi odstawienie dwulatka aleregika i zaproponowano Nutramigen. Pomogło, nigdy więcej nikt nie zrobił miny, nie skomentował, a myśleć mogą sobie co chcą.
    • fiamma75 Re: Karmić z pewnością siebie- wychowywanie otocz 10.10.12, 11:40
      Generalnie zgadzam się z dziewczynami, którym ten tekst się nie spodobał. Na szczęście dla mnie to tylko teoretyzowanie, bo mój mąż mnie zawsze wspierał i nigdy nie wpadłam na to, że powinnam mu przestawiać słodki obraz kp. widział jak jest i tyle. Jak było trudno, to po prostu pomagał. Przykre jest to, że wg fizuli kobieta powinna zacisnąć zęby jak jej źle czy w imię jedności małżeńskiej. rozumiem, że w imię jedności jak mąż uzna, że np.15-latek może sobie pić od czasu do czasu piwo z kumplami, to się zgodzi, bo przecież jedność. Jakoś dziwnie pojmowana ta jedność.... a gdzie tu wzajemna miłość, zaufanie, szacunek? Jeżeli jakiś mąż oporny edukacji upiera się na na zaprzestaniu kp, to można szukać kompromisów typu 1 rok a potem zobaczymy. A jeżeli mąż upiera się, że nie, to pozstaje mi tylko współczuć, bo jeżeli w tak ważnej dla żony kwestii jest jej przeciw, to dla mnie wątpliwa jest jego miłość, bo za chwile się okaże, że kobieta jest tylko od zaspokajania jego różnych potrzeb. Przykre to.

      Asjula, dzieci są darem - ale to nie jakiś katolicki wymysł, chyba w ogóle w chrześcijaństwie jest takie podejście i uważam, że zdrowe, bo uczy tego, ze w pewnym momencie trzeba je "wypuścić" z rąk i pozwolić im przeciąć pępowinę. Nie zauważyłaś, jak wiele kobiet cierpi na syndrom 'pustego gniazda"? Zaniedbały swoje relacje z mężem, ich centrum życia stanowiły wyłącznie dzieci a kiedy one odeszły (co bywa okupione niekiedy awanturami) nie mają nic.
      Nijak ma się to jednak do kp.
      I nie wierzę, że jak jakaś kobieta przestanie karmić, bo jej maż tak każe w imię jedności, to za 20 lat będzie jej to procentowac. raczej zamieni się w "przynieś podaj pozamiataj".
      • verenne Re: Karmić z pewnością siebie- wychowywanie otocz 10.10.12, 12:28
        Ej, ale mi się ogólnie ten tekst podoba. Jest w nim wiele prawdy.
        Nie podoba mi się w zasadzie tylko to jedno zdanie: "Oczywiście, że najważniejsza jest zgoda między mężem i żoną, jedność między nimi- zburzenie tej wartości nie jest warte świeczki, nawet tak ważnej jak naturalne karmienie."
        A podoba mi się choćby dlatego, że ja np miewam tendencje do marudzenia, tzn. dzielenie się tylko tym, co niefajne (bo muszę sobie pogadać, ponarzekać), a jak jest ok, no to jest ok i tym się juz nie dzielę, uznaję za coś normalnego. I to nie jest dobre - trzeba mówić o dobrych stronach, dzielić się pozytywami. Akurat w spr. kp mój nie musiałam chłopa uświadamiać - sam widzi, ale może nie każdy to widzi i wtedy warto mówić o zaletach itp.
        Warto też wzmacniać swoją pewność siebie, bo to też bardzo, bardzo ważne. Osobie pewnej swoich racji nie da się wejść na głowę i sączyć "dobre rady", które, jak wiemy, mogą być bardzo szkodliwe.
      • asjula1 Re: Karmić z pewnością siebie- wychowywanie otocz 10.10.12, 12:43

        > Asjula, dzieci są darem - ale to nie jakiś katolicki wymysł, chyba w ogóle w ch
        > rześcijaństwie jest takie podejście i uważam, że zdrowe, bo uczy tego, ze w pew
        > nym momencie trzeba je "wypuścić" z rąk i pozwolić im przeciąć pępowinę. Nie za
        > uważyłaś, jak wiele kobiet cierpi na syndrom 'pustego gniazda"? Zaniedbały swoj
        > e relacje z mężem, ich centrum życia stanowiły wyłącznie dzieci a kiedy one ode
        > szły (co bywa okupione niekiedy awanturami) nie mają nic.

        Ok, zgoda. Nie można lokować całego życia emocjonalnego i reszty w dzieciach, ale też nie można tylko w małżonku, czy dzieciach i małżonkusmile
        Trzeba żyć także dla SIEBIE, po prostu. Budować sobie życie wewnętrzne i otoczenie pod kątem własnych potrzeb.
        Wtedy mamy bazę nawet, gdy dzieci założą rodziny, a małżonek zanikniewink
        A przecięcie pępowiny nie oznacza zerwania więzówsmile Dzieci mamy zawsze, możemy tylko być z nimi blisko, ingerować w każdy ruch i się stresować, albo z przyjemnością obserwować i dzielić ich radości z dystansu, której to drugiej opcji sobie i Wam życzęsmile

        I OK, dopuszczam, że dla którejś z Was mąż jest ważniejszy od dzieci - jeśli to się nie odbywa ich kosztem, czyli np. odebraniem im naturalnego karmienia dla widzimisię PANA, Ok - nie mam z tym dużego kłopotu. Ja mam może na tyle skorygowane własnymi doświadczeniami zdanie nt facetów, że nigdy bym się tak nie "zatraciła", no alewink
        It's free countrywink
        • agasobczak Re: Karmić z pewnością siebie- wychowywanie otocz 10.10.12, 15:33
          Szkoda, że nie czytamy ze zrozumieniem sad szkoda... widzimy od razu wszystko PRZEKRZYWIONE - bo ktos w imię jedności każe odstawić tygodniowe dziecko.... jakaś bzdura. Choć nie we wszystkim zgadzam się z fiammią w tym przypadku ma rację (choć nie zgadzam się w kwestii osądu fizuli)...
          Szukac tzreba kompromisów. Mówimy o rocznym dziecku lub dwulatnim ktoremu nei robi się krzywdy odstawiając z jakiejś przyczyny. Pisałam że M. może mieć rację tak ja tej racji nie mam czasem. Ale my jesteśmy już tak sfeminizowane że zgodzenie się ze zdaniem Męża jest już według was słabością i już nam tylko pozostanie wynieść podaj pozamiataj... no bez przesady.
          No i to zakładanie - zostawiam w pieruny męża. Nie dziwię się że tak wiele rozwodów w naszym świecie bo już przestaje nam zależeć aby o kogoś walczyć. Bo w imię czego? Rodzimy SOBIE dzieci, wychodzimy SOBIE za mąż, ewentulanie bierzemy SOBIE rozwód - to takie proste....

          Dla mnie jedność jest ważna. Najważniejsza? Nawet nie jedność a MIŁOŚĆ małżonków. Gdy tej zabraknie o kant tyłka z jednością bo już nas nic nie łączy. Dzieci? Dar? I to nie wymysł Kościoła a nawet starożytnych mędrców. Ulotność chwili i swój świat. Nie widzicie jak po mniej więcej zaczynają mieć swoje zdanie a nas to zaczyna najpierw śmieszyć a w ok. 15 lat irytowac i wkurzać bo nie robią TAK jak my chcemy. To jest wpisane w nasze życie. Ból, cieprienie, walka o męża alkoholika, walka o żonę uzależnioną, chorą... nie ma prostych recept. Odejśc, zamknąc rozdział, nabyć drugą zonę lub męza
          Każda chce mieć swoją rację. Każda chce być lepsza i mieć swoje zdanie i monopol na racje.
          DLA mnie ważna jest jedność choc to nei oznacza, ze się z męzem nie kłóce mam go dość i czasem umieram przez jego fochy. Ale czy ja jestem lepsza??? Czy on też nie cieprpi przeze mnie?

          Absolutnie nie zgadzam się że trzeba życ dla siebie. To nie jest życie. To rodzi jedynie cierpienie bo centrum jestem TYLKO ja i moje POTRZEBY. No ale oczywiście ... znów wszystko przekrzywimy i będziemy widziec wszystko w krzywym zwierciadle.
          • asjula1 Re: Karmić z pewnością siebie- wychowywanie otocz 10.10.12, 19:32
            Oj, kochana. Jesli komus wytykasz nierozumienie tekstu, sama z podwojna uwaga sie wczytuj w to, co komentujeszwink
            Czy ja napisalam ,ze mamy zyc wylacznie dla siebie?
            Napisalam _TAKZE_. Takze, czyli biorac pod uwage nie tylko zyczenia, potrzeby itd. otoczenia, ale takze zwracajac uwage na SWOJE.

            Pilnujemy swojej sytuacji jesli chodzi o edukacje, prace, pieniadze, zdrowie, zeby jesli nasz najdrozszy, jesli akurat jednak okaze sie po 20 latach nie tak oddany naszej malzenskiej wspolnocie i milosci, jak zakladalysmy i jak my same bylysmy i wywedruje do 20-kilkuletniej, pozbawionej glebokiej emocjonalnosci, ale za to cycatej dziewuchy (_na przykład!;P_), zebysmy nie zostaly z sercem zranionem i reka w nocniku, czyli bez srodkow do zycia itd.

            Takie jest moje zdanie, mniej moze dyktowane duchowa strona mojej osobowosci, a bardziej praktyczna, no ale oczywiscie mozna sie nie zgadzacsmile
    • illegal.alien Re: Karmić z pewnością siebie- wychowywanie otocz 10.10.12, 15:47
      Haha, a u nas sytuacja byla odwrotna przed narodzeniem dziecka big_grin to znaczy tata dziecka uwazal, ze karmic nalezy tylko piersia i do oporu, a ja, ze odbebnie 6 miesiecy i koniec.
      Za to teraz tata dziecka chce karmienie 'usystematyzowac' (to znaczy nie pozwalac prawie dwuletniemu dziecku na maratony), a mi jest wszystko jedno - karmic moge duzo i dlugo i mi to nie przeszkadza tongue_out
      • asjula1 Re: Karmić z pewnością siebie- wychowywanie otocz 10.10.12, 19:42
        Mój od początku był nabzdyczony z powodu kp. Nie wiem, odpowiadając koleżance varenne, z jakich ciemnych czeluści ludzkiej osobowości się taki opór bierze.
        Chyba gdzieś ze skrzyżowania poglądów mamusi, która uważa, ze "najlepsze było czechosłowackie mleko", z jakichś przesądów/zabobonów o niszczącym wpływie kp na męskość potomka, czyli, że maminsynek wyrośnie + z jakiejś takiej zazdrosno-samczej przyczyny, że mu ktoś na terytorium włazi, czas zajmuje i czy aby żona przez niego właśnie nie taka bez zainteresowania seksem itd. W ogóle jakaś taka już nie ta - senna, zmęczona, obiadu nie robi, paznokcie obcięła, łazi w porozciaganych t-shirtach itd.
        Dawniej seksowana i interesująca, teraz taka bardziej MATKA, niż KOBIETA.

        A kto temu winien? No chyba to małe, bo jak go nie było, było wszystko w porządku.
        Głupie? No pewnie. Ale nie rozmawiamy o intelekcie, a o uczuciach.
    • fizula Re: Karmić z pewnością siebie- wychowywanie otocz 13.10.12, 15:45
      Parę słów wyjaśnienia:
      1. Moja główna myśl to: karmienie z pewnością siebie i dzielenie się tym z otoczeniem; jeśli nam jej braknie, to trzeba szukać źródeł wsparcia, żeby jej nabyć;
      2. Wiele z Was odebrało moją wypowiedź bardzo egocentrycznie: tak jakby mama, o której piszę miała taki sam stosunek do karmienia piersią jak Wy; nic bardziej mylnego- myślę, że było dla niej mało ważne oraz sądziła, że dla dziecka również nie było ono zbyt ważne.
      3. Ale nawet gdyby dla tej mamy było bardzo ważne- czy dziecko zyskuje mając nawet długie karmienie piersią, ale tracąc kontakt z tatą? na szczęście teoretyczne gdybanie;
      Nie warto tak wszystkiego swoją miarką mierzyć, moim zdaniem.
          • asjula1 Re: innego miec nie bedzie 13.10.12, 22:11
            No OK. Ja akurat uważam, że z kims, kto wpływa destrukcyjnie na Twoje zycie, nie powinno się utrzymywac kontaktu.
            Matka, która widzi, że ojciec jej dzieci jest np. psychopatą, bijącym, znęcającym się itd ma wręcz OBOWIĄZEK zabrać dzieci spod jego wpływu.
            Moim zdaniem, zakazywanie karmienia piersią jest objawem chorym i dowodzącym jakiegoś typu wypaczenia w osobowości i baaardzo bym miała duze opory przed kontynuowaniem takiego związku.
            Moze, w odróżnieniu od kolezanek, mam REALNE doswiadczenia z obcowania z kims zlym i WIEM, nie tylko sobie wyobrazam, co to oznacza i jaki ma wplyw na stan ducha ofiary. Brak wsparcia, apodyktyczne zachowania, tyranizowanie nieznoszacymi sprzeciwu dyrektywami itd?
            Klasyczny obraz psychopaty.
            • ona1983.10 Re: innego miec nie bedzie 16.10.12, 22:55
              Asjula1 - nie obraź się, ale czytając Twoje posty mam czasem wrażenie że nigdy nie udało Ci się być w szczęśliwym związku. Dużo goryczy i smutku wynika z Twoich wypowiedzi - może gdybyś tarfiła na tego jedynego (ja mam takie odczucie co do Ciebie od bardzo dawna, ale to tylko luźne wnioski) taką prawdziwą 2 połówke to miałabyś inne zdanie na wiele rzeczy. To moje takie spostrzeżenie - być może mylne. Mam wrażenie, że dużo wycierpiałaś i założyłaś jakiś pancerz na siebie - sprawiasz wrażenie niedostępnej. Tylko Ty i kontakt z dzieckiem jest najważniejszy w tym oczywiście karmienie. Nie wiem czy dobrze napisałam - żebym mnie źle nie zrozumiała smile
              • asjula1 Re: innego miec nie bedzie 17.10.12, 09:17
                No pewnie, ze masz racje w duzym stopniu. Mam spojrzenie czlowieka, ktory wycierpial w zyciu o wiele wiecej, niz srednia i dlatego nie mam radosnego, optymistycznego podejscia i dostrzegam np. rzeczy, ktorych w radosnym amoku sie w ogole nie widzismile Korzystaj, kochana, z cudzych bolesnych doswiadczen, moze dzieki temu uda Ci sie samej ich uniknac!
                Dotyczy to np. kontaktu z facetem, ktory w sposob apodyktyczny zaczyna narzucac Ci swoje zdanie. Ja WIEM, w co to sie moze przeobrazic.
                • ona1983.10 Re: innego miec nie bedzie 17.10.12, 10:44
                  a ja życze Ci żebyś kiedyś spotkała kogoś z kim będziesz się zajebiscie uzupełniać. Na chwile obecną uważam że moje małżenstwo/mąż to więcej niż milion wygrany na loterii. Patrząć na to co się dzieje dookoła uważam się za mega szczesciare smile bo takiego 2 męza i ojca nie spotkałam - mam nadzieje, że nigdy się to nie zmieni mimo 10letniego stażu małżenskiego.

                  smile nigdy nie wiadomo co komu strzeli za 5 lat - takie ciasteczko jak mój małzonek nie jedna panna by chciała schrupac big_grin
                  • asjula1 Re: innego miec nie bedzie 17.10.12, 10:55
                    No coż, gratuluję i radzewink:
                    - nie spoczywac na laurach, tylko pielęgnowac związek, co nie jest tozsame z pielęgnacją małżonkawink
                    - dbać o siebie, nie tylko od zewnątrz, ale i od wewnątrz, czyli np. jednak brać pod uwagę opcję, ze któregoś dnia może go zabraknąc z różnych przyczyn (pilnujemy kwestii takich, jak mieszkanie, kasa, wykształecnie, praca, składki na ZUS itd)
                    - mniej myślenia, jak to cudownego mamy faceta, a więcej, że same też sroce spod ogona nie wypadłyśmy i że on też źle nie trafil;P
                    • ona1983.10 Re: innego miec nie bedzie 17.10.12, 12:34
                      Spokojnie smile

                      obydwoje pracujemy i posiadamy wiecej niż 1 nieruchomosc mieszkalną smile

                      Jestem wykształcona i raczej zaradna wiec jak cos to raczej nei dam sobie "krzywdy" zrobić smile


                      Inwestuje w siebie i zewnętrznie i wewnętrznie - jak to mój maż mówi patrząc na moje wydatki jestem bardzo drogą inwestycja HAHAAH smile oczywiscie w zartach

                      A żone ma najlepsza na swiecie big_grin
      • fiamma75 Re: Karmić z pewnością siebie- wychowywanie otocz 13.10.12, 20:22
        fizula napisała:

        > 3. Ale nawet gdyby dla tej mamy było bardzo ważne- czy dziecko zyskuje mając na
        > wet długie karmienie piersią, ale tracąc kontakt z tatą? na szczęście teoretycz
        > ne gdybanie;

        Facet, który nie potrafi kochać żony na tyle, żeby mieć do jej wyborów pełne zaufanie i szacunek, nie może być dobrym ojcem.
        Pamiętam z kursu przedmałżeńskiego takie mądre zdanie" Najważniejszą rzeczą, jaką mżę zrobić ojciec dla swoich dzieci jest kochać ich matkę".
        • agasobczak Re: Karmić z pewnością siebie- wychowywanie otocz 14.10.12, 11:47
          Matko ale my się unosimy... kurka facet, ktory nie chce aby kobieta kramiła nie jest kims chorym. PO prostu ma takie zdanie. Cos tam w koncu mysli, uwaza - moze zmieni poglad ale w chwili obecnej TAK mysli. Znam goscia ktory przy trzecim swoim dziekcu nie chcial aby zona karmila w 6 tyg bo mial jakies tam swoje racje. Ale czy jest psychopata? Nie kocha żony??? No bzdura totalna. Moze sie mylil ale pewnie robil to z milosci do zony bo widzial jej umeczenie.
          NIE mowie tu o biciu, ponizaniu ... to TYLKO karmienie. Mimo, ze jestem fanka karmienia ale TO TYLKO karmienie.
          Zastnaowmy sie czy my tez mamy takie pelne zaufanie do swoich mezow??? Do ich wyborow? Bo ja nie mam. Jak moj M. kupil sobie rower za 3 tys. bylam zla na niego i tyle. To znaczy ze jestem zla zona? nie po prostu mamy inne piorytety...Kazde z nas jest swojego rodzaju egoista. I tyle... A czy to nie znaczy, ze ten ktos nie zmieni w koncu zdania???
          Matko czasem robimy z tego karmienia taka chorą ideologię... zero spojrzenia też na karmienie z innych perspektyw - nawet z tej strony osoby ktorej moze sie to nie podobac.
          • fiamma75 Re: Karmić z pewnością siebie- wychowywanie otocz 14.10.12, 17:02
            agasobczak napisała:

            > Zastnaowmy sie czy my tez mamy takie pelne zaufanie do swoich mezow??? Do ich w
            > yborow? Bo ja nie mam.

            A ja mam. Czy to dziwne?
            Zobacz też, ze nie piszemy tu o kp 2-3 latka (bo to rozumiem, ze może się nie podobać), ale o maluszkach. I dla mnie facet, który żadą od matki 6 tyg. maluszka by przestała go karmić jest chory, jest beznadziejnym mężem i ojcem. Jeśli widzi umęczenie żony, to tyłek w troki i może zająć się domem, żeby żona sobie odpoczęła, jak ma 2 lewe ręce, to może załatwić jakąś panią do pomocy, a jak widzi że żona ma problem z kp, to może zamówić wizytę doradcy laktacyjnego. No, ale musi widzieć coś więcej niż czubek swojego nosa.
            • agasobczak Re: Karmić z pewnością siebie- wychowywanie otocz 14.10.12, 20:15
              Kończąc te idotyczne pisanie bo do nikąd nie prowadzi podsumuję
              - pisałysmy o 2-3 latkach bo o długim karmieniu. JA dałam przykład z mojego otoczenia i powiem szczerze, że na Twoim miejscu NIE znając sytuacji (masz TYLKO dwójkę dzieci w odstępie bodajże 3-4 lat) a nie gromadki maluchów, nie znając ani tego małżeństwa ani tym bardziej Małżonka Owego którego nazwałaś beznadziejnym ojcem i mężem - wolałabym jednak od takich osądów się powstrzymać. Widzimy koniec naszego nosa a nie TO co naprawdę POWINNIŚMY. Dałam przykład owego małżeństwa bo akurat WIEM, że ani nie są beznadziejni, patologiczni i nie są CHORZY.
              - co do zaufania - mam męża, który ma swoje zdanie a nie wyłącznie MOJE jest na wierzchu i co więcej - mimo, tego czy mi się to podoba czy nie - daję mu prawo do błędnych decyzji ... NIE wierzę, że są takie osoby, które się nie mylą zarówno jak i nie wierzę w brak wymiany zdań pomiędzy małżonkami. Jeśli tak sie dzieje śmiem wątpić czy druga strona ma jakiekolwiek swoje zdanie a takie małżeństwa TEŻ znam - niestety.

              I na tym kończę wypowiadać się w wątku w którym zaczyna przerzucanie sie argumentami i osądami.
              A fizulę serdecznie pozdrawiam...
              • fiamma75 Re: Karmić z pewnością siebie- wychowywanie otocz 15.10.12, 11:49
                Tak samo jak Ty oceniasz, ja też mam prawo oceniać.
                Zreszta pamiętam jak pisałaś kiedyś co innego nt. tej sytuacji, jak sama byłaś wkurzona.

                Pisałyśmy o odstawieniu maluszka, bo ojcowi się nie podoba kp w kontekście jedności małżeńskiej.
                Owszem, mam tylko 2 dzieci (rozumiem, że w Twoim oczach to przestępstwo) w odstępie 3 lat . rozumiem, ze w związku z tym, nie wiem jak zachowuje się noworodek i jakie są jego potrzeby ani tego, ze dzieci są różne. wink

                co do zaufania, nie wiedziałam, że mam zaufanie= moje na wierzchu. Mam z mężem niekiedy odmienne zdania, czasami robi tak, jak ja bym nie zrobiła, co mnie wkurza, czasami się myli - (to samo tyczy mnie - też się mylę, też robię coś nie tak jak by on chciał), nie podkopuje to jednak mojego zaufania do niego. Dlaczego miałoby?
    • mad_die Re: Karmić z pewnością siebie- wychowywanie otocz 15.10.12, 12:42
      Ale dyskusja....
      Jeśli chodzi o mnie, to tez uważam, że kończenie karmienia malucha, który od mamy jest całkowicie zależny, w imię jedności małżeńskiej jest co najmniej niezdrowe....
      I zgadzam się z asjula w całej rozciągłości. Gdyby mi mój mąż w czasie połogu coś takiego zaproponował, to bym się załamała.... Na szczęście mój mąż wspierał mnie na tyle na ile mógł.
      Później, gdy dziecię miało już 5-6mscy a on myślał, że to już będzie koniec karmienia (ja zresztą też tak myślałam przy córce wink) to mu wyjaśniłam, że to nie musi być koniec (znaczy się wyedukowałam go wink). A jak chce odzyskać żonę dla siebie na trochę, to się musi wysilić. Pomogło a potem pomogło nam rozstanie - ale to brzmi! tongue_out - bo on wyjechał na projekt za gramanicę na 3msce. Widzieliśmy się raz na tydzień. I teraz już wiem, że to było to - czasami trzeba od siebie odpocząć wink
      Przy drugim dziecięciu karmienie było dla niego tak naturalne, jak oddychanie niemalże.

      I tak, jak są problemy z jednością małżeńską, to karmienie jest wg mnie ostatnią rzeczą do obwiniania. Winy się szuka w sobie, a nie w małym ssaku.
      • asjula1 Re: Karmić z pewnością siebie- wychowywanie otocz 15.10.12, 21:00
        > I tak, jak są problemy z jednością małżeńską, to karmienie jest wg mnie ostatni
        > ą rzeczą do obwiniania. Winy się szuka w sobie, a nie w małym ssaku.
        Dokladnie.
        Nie robimy dobrze tacie dzieckiem!
        NIGDY.
        Wszytskie dziewczyny, ktora dopuszczaja odstawanie dla dobrego samopoczucia taty albo nie przezyly tego i tylko sobie teoretyzuja dla potrzeb wsparcia fizuli w niesmiertelej przepychance ze mna, albo sa... w powaznych klopotach .
          • mad_die Re: czyli ojciec nie ma prawa wspoldecydowac 16.10.12, 11:49
            Ma prawo.
            Ale ma tez obowiązek wspierać matkę w jej decyzjach dotyczących dziecka.
            W imię jedności wink
            i czy tak trudno zrozumieć, że potrzeby kilkudniowego-kilkutygodniowego malucha są PONAD potrzebami/widzimisię tatusia?
            Ja rozumiem jeszcze konstruktywną rozmowę, wymianę zdań i poglądów, przedstawienie za i przeciw, faktów, dowodów, że takie a takie karmienie nam (matce, ojcu) bardziej odpowiada.

            kobiety które zrezygnowały z porodu domowego pod wpływem meza sa w powaznych ta
            > rapatach?
            Kobiety, które rezygnują z czegokolwiek pod wpływem męża, są w tarapatach. Pod wpływem rozumiem tak, że mąż mówi swoje zdanie, a żona posłusznie zmienia swoje. Bo mąż tak mówi.

            • asjula1 Re: czyli ojciec nie ma prawa wspoldecydowac 16.10.12, 12:36
              No właśnie.
              Można zmienić zdanie po jakiejś dyskusji, wymianie poglądów, w sytuacji, gdy nas mąż przekona, że ma rację, a my nie albo chociaż, że moze i się ciut myli, ale tragedii z tego nie będzie - czyli zrobienie, jak on chce, może być np. na zasadzie, OK - zrobmy tak i sam się przekonaj, że to było żle, to nie jest ważna sprawa.
              Ale zmiana decyzji, w sytuacji, gdy racja jest po naszej stronie, on się myli, a robimy to tylko po to, żeby nam się coś nie posypało jest kompletnie bez sensu.
              Zwłaszcza, gdy KONSEKWENCJE spełnienia jego bezsensownego życzenia dotkną NIE tylko jego, NIE tylko mnie, NIE jego i mnie a DZIECKO.
              Dziecka bym nie poświęciła dla kaprycha taty.
              Ojciec ma prawo mieć swoje zdanie, ale jeśli EWIDENTNIE nie ma racji, miejmy siłe się bronić i działać choćby i jemu wbrew.
              No OK, a gdyby Cię poprosił usunięcie upragnionej ciąży, w imię "jedności", też byś się zgodziła?
              • ciociacesia czy w przypadku karmienia czy porodu 16.10.12, 13:02
                strony sporu czesto pozostaja nieprzekonane. i mozna albo robic po swojemu, olewajac druga strone i jej prawo do współdecydowania, albo pojsc na jakis kompromis rezygnujac z czesci swojej racji. racja jest po naszej stronie, alez druga strona najwyrazniej ma analogiczne przekonanie

                sa wg mnie rzeczy nie warte chodzenia na noze, a sa rzeczy które skreslaja dana osobe. i tak jak namawianie do usniecia ciazy skreslaja faceta (choc jak pokazuje zycie nie dla kazdej kobiety) to bycie przeciw długiemu karmieniu niekoniecznie
              • fizula Re: czyli ojciec nie ma prawa wspoldecydowac 18.10.12, 00:24
                Oj, Asjula,
                naprawdę czytając Twoje wypowiedzi mam wrażenie, że to Ty znasz tę sprawę, tych ludzi, a nie ja- z taką pewnością siebie, zajadłością piszesz.
                Cóż, dziecko odstawione po roku karmienia piersią, nie wyłącznie dla kaprysu taty, a też z powodu bycia nieprzekonaną do karmienia samej mamy. Ona też uważała, że dziecku karmienie piersią w tym wieku specjalnie potrzebne nie jest. Pewnie te różne rzeczy się skumulowały. Ani mama, ani tato specjalnie patologiczni nie są.
                Tu, Asjula, jakieś swoje żółci wylewasz, a zupełnie niepotrzebnie.
              • yumemi Re: czyli ojciec nie ma prawa wspoldecydowac 18.10.12, 12:43
                > Ojciec ma prawo mieć swoje zdanie, ale jeśli EWIDENTNIE nie ma racji, miejmy si
                > łe się bronić i działać choćby i jemu wbrew.

                Zgadzam sie z tym.
                I jesli dla tej jednosci malzenskiej poswiecimy karmienie (bo szanowny tatus nie mysli logicznie - to dla mnie jedyna przyczyna dla ktorej moze nie rozumiec ze dziecko potrzebuje mleka matki), to podobna sytuacja pojawi sie w zwiazku z czyms innym w przyszlosci. Koniec koncow znow bedzie trzeba cos poswiecac na oltarzu tatusiowego braku logiki.

                Niechby ten tatus mial konkretne argumenty, ale nie frazesy: typu mama wykonczona karmieniem, tatus gwarantuje ze po odstawieniu nie bedzie wykonczona nagle, nie wiedziec czemu. Chyba ze ma konkretny plan, czyli sam bedzie w nocy do dziecka wstawal i dawal wod do picia (zakladajac ze dziecko ma min 6-12 mcy).
                • ciociacesia argumenty 18.10.12, 13:04
                  > Niechby ten tatus mial konkretne argumenty, ale nie frazesy: typu mama wykonczo
                  > na karmieniem, tatus gwarantuje ze po odstawieniu nie bedzie wykonczona nagle,
                  > nie wiedziec czemu. Chyba ze ma konkretny plan, czyli sam bedzie w nocy do dzie
                  > cka wstawal i dawal wod do picia (zakladajac ze dziecko ma min 6-12 mcy).

                  no ale on raczej ma argumenty tylko totalnie mame nieprzekonujace. no i nie wiem skad to opresyjne przekonanie ze on rozkazuje i na pewno nie chce w zaden sposób pomóc i nie ma jakiegos tam planu i wyobrazen ze odstawienie pomoze mamie
                  • yumemi Re: argumenty 18.10.12, 14:08
                    > no ale on raczej ma argumenty tylko totalnie mame nieprzekonujace. no i nie wie
                    > m skad to opresyjne przekonanie z

                    Ale jakie ma logiczne argumenty?smile
                    • ciociacesia a ja nie wiem 18.10.12, 14:11
                      trzeba by popytac facetów co namawiaja na odastawienie. ze matka sie meczy a dziecko głoduje i tak. ze dziecko juz duze i nie potrzebuje. ze martwia sie o ciaze ze karmienie zaszkodzi. ze nie moga zajsc w ciaze przez karmienie, ze matka chodzi niczym tykajaca bomba bo ja sama karmienie juz meczy ale uparła sie ze mimo wszystko karmic bedzie
                      • yumemi Re: a ja nie wiem 18.10.12, 16:08
                        ciociacesia napisała:

                        > trzeba by popytac facetów co namawiaja na odastawienie. ze matka sie meczy a dz
                        > iecko głoduje i tak. ze dziecko juz duze i nie potrzebuje. ze martwia sie o cia
                        > ze ze karmienie zaszkodzi. ze nie moga zajsc w ciaze przez karmienie,

                        Wiekszosc z tego co piszesz wynikalaby z braku wiedzy na temat karmienia piersia u tychze facetow, jak sie nie ma informacji na jakis temat nie mozna mowic o podejmowaniu logicznych decyzji.
                        Nie moze zajsc w ciaze bo karmi? Pewnie jeszcze za wczesnie na druga ciazesmile Jesli tak szybko zajdzie to bedzie jeszcze bardziej zmeczonasmile

                        ze matka
                        > chodzi niczym tykajaca bomba bo ja sama karmienie juz meczy ale uparła sie ze m
                        > imo wszystko karmic bedzie
                        Rola taty jest tutaj bardzo wazna, wystarczy ze w nocy bedzie zajmowal sie dzieckiem, matka nie musi karmic ponad roczniaka co 2h w nocy wiec tatus moze uspokajacsmile I od razu bedzie fajniej w jednosci malzenskiej.
                • asjula1 Re: czyli ojciec nie ma prawa wspoldecydowac 18.10.12, 13:12
                  Obawiam się, że facet, który oponuje przeciw karmieniu, nie kombinuje, jakby tu powiększyć swój udział w opiece nad dzieckiem, a jak podziałać, żeby mieć jej MNIEJ, czyli, zeby zona przestała przynudzać, łazić zmęczona i niewyspana, tylko wreszcie się ogarnęła i przestała mu głowę zawracać.
                  Czym zawraca? Paplaniem, jak to karmi i karmi.
                  Przestanie karmić = przestanie paplać i za robotę się weźmie jakąś normalną, także "na rzecz" zaniedbywanego PANA.
                  No bo co to jest, zamiast stac przy garach, jak pan Bóg przykazał i mamusia własna robiła, siedzi w fotelu i się leni godzinami, w dodatku z małym u biustu uwieszonym.
                  • ciociacesia a moze 18.10.12, 13:20
                    martwi sie ze dziecko głodne, zona głodna i niewysana, a on pomóc nie ma jak bo caly dzien poza domem? i sprzeciwia sie głodzeniu dziecka w imie jakis nieosiagalnych zysków z karmienia
                    • asjula1 Re: a moze 18.10.12, 14:03
                      "Nie, nie jest dziecko głodne" + odesłanie do jakiejś publikacjo np. pownno chyba uciąć wtedy dywagacje? A przecież panowie calymi latami potrafia pomrukiwać nieprzyjaźnie nad matką z dzieckiem u piersi. Czemu?
                      Ja uważam, że jesli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o sprawy z gatunku niskich popędów - zazdrość, gniew itd. + głupota, prymitywizm, nie pozwalający zapanować nad tego rodzaju pobudkami.
                      Moja babcia mawiała: "ojciec dziecięciu jest jak wół cielęciu" Nigdy nie wiedziałam, o co jej właściwie chodzi, a teraz się przekonuję, ze to jest po prostu tak, że faceci są inaczej skonstruowani emocjonalnie i czasem (lub raczej często, jak mi podpowiada moja żółć;P) nie dysponują taką wrażliwością, empatią, która im pozwala na ciepłe i pełne miłości traktowania dziecka (a bywają przypadki bardziej ekstremalne, ludzi agresywnych, nieczujących psychopatów itd, częściej przecież wśród facetów, niż kobiet).
                      To matka musi wskazać drogę, jesli chodzi o traktowanie dziecka. Jeśli ona jest wobec niego nastawiona mało przyjaźnie, fuka, pokrzykuje, facet może takie zachowanie potraktowac jako obowiązujący standard i przyzwolenie.
                      Ergo - jesli nie chcesz, zeby twój facet np. bił (tak, klapsy też wliczam) dziecko, krzyczał na nie itd., nie demonstruj mu takich zachowań.
                      I tak nie ma gwarancji, no ale..
                      Twoj krzyk to dla faceta (babci, przedszkolanki) może oznaczać - klaps też przejdzie.
                      • illegal.alien Re: a moze 18.10.12, 15:45
                        Ja mam inna teorie smile
                        Wielu facetow nie umie sobie wyrobic wiezi z malym dzieckiem. Poza tym czesto nie maja ku temu okazji, bo sa w pracy, a dzieckiem zajmuje sie mama. Okazuje sie potem, ze jak dziecku cos sie stanie, to biegnie do mamy sie przytulic, albo possac piers. I facet jest zwyczajnie zazdrosny, ze on tak nie moze, myslac, ze to dlatego, ze piersi nie ma, a nie dlatego, ze nie 'wpisal' sie odpowiednio mocno dziecku w swiadomosc jako 'ostoja i pocieszyciel' (wybaczcie, ale nie znajduje innych slow na to, co chce opisac). Wiec takiemu tacie sie wydaje, ze jak dziecko sie od piersi odstawi, to bedzie inaczej.
                        Przynajmniej u nas tak bylo - dziecko ma 22 miesiace, tata dziecka nalegal, zeby karmienie 'ucywilizowac' - stwierdzilam, ze droga kompromisu moge isc na takie ustepstwo, eliminujac 2 z mniej-wiecej 4 karmien (po-zlobkowe i poranne - zostalo wieczorne i srodnocne).
                        Koniec koncow jestem dosc zadowolona, ze poszlam na to ustepstwo, bo dziecko zamiast siedziec uwieszone przy mnie cale popoludnie, plynnie przechodzace w wieczor i usypianie ma czas na inne rzeczy, mozemy sie pobawic, ja moge obiad odgrzac, etc - przy tym nie widze, zeby emocjonalnie cierpiala i nie bylo wielkiego buntu - gdyby byl, wrocilabym do negocjacji wink
                        Ale teraz pojawil sie nowy problem - tatusiowi dziecka przeszkadza, ze mloda przybiega do mnie i chce isc na rece albo sie przytulic jak cos jest 'nie tak' - on uwaza, ze ma byc bardziej samodzielna, radzic sobie bardziej sama (nie calkiem, bo calkiem przeciwny pocieszaniu i przytulaniu to on nie jest) i tu moim zdaniem wychodzi ta jego zazdrosc o moja wiez z corka.
                        Powiedzialam grzecznie, acz stanowczo, ze ja mam zamiar reagowac na placze mojego dziecka, nosic i tulic do oporu - jezeli on ma inny plan, to prosze bardzo, ale niech pamieta, ze to on jest odpowiedzialny za swoje stosunki ze swoja corka, a ja jestem odpowiedzialna za swoje stosunki z nia - czyli niech sie nie zdziwi, jak w pewnym momencie ona nie bedzie do niego w ogole przychodzic, bo bedzie wiedziala, ze nie zawsze moze na niego liczyc. I niech ustali jakies jasne zasady, co sie kwalifikuje do przytulenia, a co nie, bo inaczej dziecko bedzie skolowane, czemu raz mu sie daje przytulaka, a raz nie.
                        • asjula1 Re: a moze 19.10.12, 10:49
                          > Ale teraz pojawil sie nowy problem - tatusiowi dziecka przeszkadza, ze mloda pr
                          > zybiega do mnie i chce isc na rece albo sie przytulic jak cos jest 'nie tak' -
                          > on uwaza, ze ma byc bardziej samodzielna, radzic sobie bardziej sama

                          Rany. Co jest z tymi facetami?
                          Jak on sobie wobec tego wyobraza reakcje na niepokoj dziecka, smutek, rozpacz itd?
                          Dziecko przybiega, bo sie np. czegos przestraszylo/uderzylo itd i mamy co?
                          "Wroc do swojego pokoju, musisz sama sobie z tym poradzic"??wink

                          Ty mu moze poradz, zeby w sprawach wlasnych _potrzeb_ sprobowal byc w takim razie bardziej samodzielny i radzic sobie bardziej sam, jak taki sprytny wink
                          • illegal.alien Re: a moze 19.10.12, 11:37
                            Caly problem w tym, ze on tak wlasnie robi - on uwaza, ze nie potrzebuje znajomych, przyjaciol, rodziny dalszej niz ja i jego corki i ze ze swoimi problemami mamy sobie radzic sami, na nikogo nie liczyc i nikogo o pomoc nie prosic.
                            doprowadza mnie tym do bialej goraczki, bo potem przylazi do mnie i mowi 'pomoz mi wypelnic PIT', przy czym 'pomoc' polega na tym, ze on oczekuje, ze ja za niego tego przykladowego PITa wypelnie, a jak mowie, zeby on sam wypelnil, a ja ewentualnie bledy poprawie, to jest foch, bo ja mu nie chce pomoc. Jak jest taki madry, ze wszystko robi sam, to niech robi sam, a nie sie mna wyrecza.
                            Ostatnio zacytowalam mu fragment 'Dziecka z bliska', ze najlepiej sobie radza w zyciu nie ci, ktorzy od najmlodszych lat sa zmuszani do radzenia sobie samemu, ale ci, ktorzy sa otoczeni gesta siecia rodziny i przyjaciol i wiedza, kiedy poprosic o pomoc - nie dotarlo.
                            Nie jest to wada, ktora go skresla w moich oczach, ale jednak czasami zycie z taka postawa jest cholernie upierdliwe, wiec probuje mu pokazac, ze nie ma wstydu w proszeniu o pomoc ludzi nam bliskich i zyczliwych.
                            Dodam tylko, ze to czesciowo roznice kulturowe - moj partner pochodzi z Zimbabwe, gdzie facet ma sobie radzic sam i o pomoc nie prosic, a np. jak nie moze rodziny utrzymac, to wielka ujma na honorze - temat-rzeka w naszym domu smile
                            • asjula1 Re: a moze 19.10.12, 11:59
                              No cóż. Jesli poza tym jest fajny i rzeczywiście sobie dobrze radzi, to bym jakoś pewnie też wybaczała tę oschłość.
                              Ale edukowałabym jednak - może właśnie po linii róznic kulturowych bym pojechała - "u nas w Polsce się lubimy do dzieci tulić i dlatego są takie ładne, miłe, zaradne i wesołe, jak ja. Gdyby mama mnie nie przytulała, nawet byś na mnie nie spojrzał, więc nie przynudzaj i daj dziecko tulić i sam przytulaj, jeśli chcesz, żebym i ja Ciebie przytuliła"smile
                              U nich może trudniej się żyje i stąd większa koncentracja na praktycznych aspektach bytowania, mniej na jakichś tam duperelach w postaci uczuć, ale skoro już się stamtąd wyniósł, może wyluzowaćsmile))
                              • illegal.alien Re: a moze 19.10.12, 12:31
                                > U nich może trudniej się żyje i stąd większa koncentracja na praktycznych aspek
                                > tach bytowania, mniej na jakichś tam duperelach w postaci uczuć, ale skoro już
                                > się stamtąd wyniósł, może wyluzowaćsmile))

                                Teraz zyje sie trudniej, ale za czasow mojej/jego mlodosci w Polsce zylo sie trudniej, a w Zimbabwe latwiej smile Tak czy siak - to jest kwestia drugorzedna.
                                Argumentow o przytulaniu przez moja mame nawet nie bede wysuwac, bo mi powie, ze 'zobacz, co z ciebie wyroslo, ciagle dzwonisz z mama pogadac i odpepowic sie nie mozesz' - dodam, ze nie dzwonie ciagle, w sprawach waznych lubie wysluchac jej opinii, ale ani ja, ani ona, nie czujemy sie zobowiazane stosowac sie do porad drugiej osoby. I nie ma z tego tytulu zadnych fochow.
                                Mowilam - temat-rzeka wink
                                • asjula1 Re: a moze 19.10.12, 13:38
                                  No cóż, miejmy nadzieję, że się będziecie uzupełniać, jako rodzice, czyli będziesz kompensować dziecku jego sztywnośćwink Póki tylko gada, można jakoś przejśc nad tym do porządku.
                                  A co do trudnych warunków - mój ex szef wyniósł się z Nigerii, bo, jak zawsze mówił, było mu tam za gorącosmile
                    • yumemi Re: a moze 18.10.12, 14:10
                      ciociacesia napisała:

                      > martwi sie ze dziecko głodne, zona głodna i niewysana, a on pomóc nie ma jak bo
                      > caly dzien poza domem?

                      I logiczne mialoby byc myslenie ze po odstawieniu od piersi to wszystko nagle sie zmieni i zona bedzie wyspana?smile
                      I czemu zona glodna? Nie moze ten logiczny maz gotowac obiadow po powrocie z pracy, ktore zona moze odgrzac w ciagu dnia?
                      A co jesli po odstawieniu od piersi bedzie jeszcze gorzej ze spaniem u dziecka? Co wtedy odstawi logiczny maz?smile
                        • yumemi Re: widac nie moze 18.10.12, 16:05
                          ciociacesia napisała:

                          > albo zona odgrac nie moze, bo własnie stara sie dokarmic dziecko które za mało
                          > przybiera i mgła zasnuła jej oczy

                          Jesli na mleku matki nie przybiera, dlaczego mialoby na mm? smile Nie wiem co to ma wspolnego z odstawianiem od piersismile)
            • illegal.alien Re: czyli ojciec nie ma prawa wspoldecydowac 17.10.12, 00:47
              Zgadzam sie smile

              Ale tez i czesciowo rozumiem ojcow, ktorzy proponuja odstawienie - bo oni sami czesto nie wiedza, co mogliby zrobic, zeby kobiecie jakos ulzyc. A wystarczyloby dziecko zabrac na spacer, zeby mama mogla sie wykapac, zdrzemnac, ugotowac cos - cokolwiek zrobic, co ja zrelaksuje i odprezy. Faceci nie zawsze na to wpadna. Ja swojemu musialam wytlumaczyc, ze rozwiazaniem mojego niedospania nie jest karmienie butelka, a... uwaga, uwaga, z krzesel nie pospadajcie - umozliwienie mi spania! Nie wpadlybyscie na to, co? tongue_out
    • ursus_arctos Re: Karmić z pewnością siebie- wychowywanie otocz 18.10.12, 09:16
      Nie podoba mi sie. Moj maz jest mocno nastawiony "zadaniowo" do rozwiazywania problemow. Wiec mu powiedzialam wprost i pokazalam rozdzial w odpowiedniej ksiazce, ze jak narzekam i jecze, ze jest ciezko to ma mi powiedziec ze robie super robote i ze on rozumie itd. Wspierajaco. I ze ma absolutny zakaz mowienia w takich momentach o odstawieniu. Totalnie sobie nie wyobrazam, zebym miala przed nim udawac ze jest super rozowo kwieciscie jak jest mi ciezko.
      A juz odstawianie dziecka dlatego, ze maz nie chce zebym karmila to jakas totalna abstrakcja.
      • ciociacesia no cóż 18.10.12, 09:49
        ja mojemu wciaz tłuke do głowy ze jak marudze i narzekam, to nie oczekuje konstruktywnych rad, tylko poklepania po głowie i wsparcia. nie w temacie karmienia bo na to nie zdarza mi sie narzekac - jestem szczsciara i wszystko idzie bez problemowo
    • trwe Re: Karmić z pewnością siebie- wychowywanie otocz 01.11.12, 17:37
      Moj mąż, nie dotykał moich piersi (nie pieścił) przez cały okres karmienia syna. Pierś przestała mieć charakter seksualny w takim wydaniu. W sumie to nie dziwie się jemu. W momencie kiedy pierś należy jakby do dziecka, staje sie wręcz publiczna smile przestaje być dla męża czymś kuszącym, seksownym. Sama czułam się w tym okresie mniej atrakcyjna. Szczególnie na początku -rano budziłam się w mokrej piżamie, wkładki w staniku przemakały i brudziły bluzki..ogolnie widok mało atrakcyjny. Na pierwszym miejscu jest moj mąż, potem dzieci. Nie zapomniałam, czemu wyszłam za niego za mąż, jestem w nim wciąż szalenie zakochana. Jeżeli chce zyc w szczesliwym zwiazku, nie moge nie brac zdania mojego meza pod uwage. Nie mozna popadac w skrajnosci. Matki polki zapominaja chyba czasem nie tylko o sobie, swojej kobiecosci ale co gorsza o swoich najblizszych. Nasze dzieci naleza rowniez do naszych mezow, powinnismy ich zdanie rowniez brac pod uwage. Kocham swoje dzieci, zrobilabym dla nich wszystko, ale staram sie nie zapominac rowniez o nas. Czasami dzieci musza zejsc na drugi plan, a my spedzamy wtedy sami wieczor, albo jedziemy gdzies razem na weekend. sami, bez dzieci. Chyba niektore kobiety zapominaja, ze maja rowniez męża w domu a świat nie kręci sie tylko wokol maluchów. Na tym forum bardzo staracie sie przypisac jakas ideologie w karmieniu 2,3,4latkow. Czy tak jak walczycie o tak dlugie karmienie, potrafiłybyscie z rowna pasją zająć się swoim mężem? Tak jak dajecie z siebie wszystko dla dzieci, potrafiłybyscie dac z siebie wszystko dla męża?
      • yumemi Re: Karmić z pewnością siebie- wychowywanie otocz 03.11.12, 12:35
        Czy tak jak walczycie o tak dlugie karmienie, potrafiłybysci
        > e z rowna pasją zająć się swoim mężem? Tak jak dajecie z siebie wszystko dla dz
        > ieci, potrafiłybyscie dac z siebie wszystko dla męża?

        Jak najbardziej, ja mam bardzo fajny i urozmaicony zwiazek z moim mezemsmile) Ale moj maz nigdy nie zmienial nastawienia do czesci mojego ciala tylko dlatego ze spelniaja swoje funkcjesmile Moje udo zawsze jest dla niego atrakcyjne i seksualne, mimo ze jest czescia nogi ktorej uzywam do chodzenia. Moje ucho tez jest strefa erogenna, mimo ze uzywam go do sluchania. To samo z piersia, ktora jest gruczolem mlecznym, i nie jest wcale bardziej lub mniej seksualna niz gorna czesc uda czy posladki (ktorych uzywam do siedzenia)smile

        Sama czułam się w
        > tym okresie mniej atrakcyjna.
        Mysle ze duze znaczenie w tym ma nastawienie Twojego meza o ktorym napisalas.. Ja podczas karmienia (i nie tylko) mialam dosc wysokie libido i nie wyobrazam sobie aby moje cialo przestalo byc dla mojego meza atrakcyjne, trudno by mi z tym bylo...
        Wiec pytanie, czy maz potrafi z pasja zajac sie zona podczas karmienia?
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka