sycylia_beauty
02.01.13, 15:21
Od razu zaznaczam, żę piszę ze swojej perspektywy, która zbyt radosna nie jest...
Za 6 tygodni miną nam 3 lata karmienia. Jestem jego absolutną zwolenniczką, wierzę we wszystkie zalety karmienia dla matki i dziecka i bardzo się cieszę,że tyle karmię, ale...
Jestem karmieniem makabrycznie zmęczona!!! I to właśnie nie intensywnością, bo syn pije mleko może raz dziennie do drzemki i do usypiania no i potem w nocy. Jasne, jak noc jest dobra, synek jest zdrowy, zęby nie wychodzą nie budzi się wcale. Ale ostatnio coś mu dolegało i płakał "mleko, mleko" z 8 razy w nocy. I jedej z takich nocy pomyślałam, że jeśli będę miała następne dziecko za kilka lat, to nie wiem czy dam radę tyle karmić...
I przyszło mi do głowy, że może lepiej było aż tak się nie eksploatować, tylko rozłożyć to karmienie równo i karmić każde dziecko po 1,5 roku, a nie jego jednego 3 lata, a potem maluszka pól roku, bo więcej nie zdzierżę....
Poza tym widzę, że moje zmęczenie synkiem (jasne winne jest nie tylko karmienie, ale i to że cały czas siedziałam z nim w domu) , ale dkp też o to winię, jestem dla syna niemiła. Mówię do niego "dosyć, starczy już po paru minutach karmienia, a ostatnio nawet per bachorze i po prostu mam go dość i czuję ogromną potrzebę odpoczynku od syna, ale i od karmienia.
I mimo panującej tu zasady "jeszcze jeden dzień" wcale nie uważam żeby jej stostowanie w moim przypadku było właściwe dla mojego zdrowia psychicznego.
Zdaję sobie sprawę, że ciężka noc bez piersi jest 100 razy cięższa, bo tak znoszę tylko nieygodę bycia memłaną, drapaną uciskaną i niemożliwość odwórcenia się, ale ja też spię, a tak zapewne musiałabym go nosić,lulać śpoiewać czy Bóg wie co robią ludzie z dziećmi, gdy piersi brak...
Ciągle jeszcze wierzę, że uda mi się łagodnie go odstawić, widzę że pięknie dojrzewa do zmian, że pije copraz rzadziej, że przesypia noce, że jest w stanie usnąć bez piersi (choć rzadko),ale już naprawdę mam tego dość...
Czy ktokolwiek mnie rozumie?