fizula
14.01.05, 02:09
Moja kochana przyjaciółka (:o)powiedziała mi dzisiaj, że piszą właśnie o
długim karmieniu piersią w "Dziecku" i przytoczona jest tam moja wypowiedź (z
ogólnego forum). No tak się właściwie zastanawiam czy na pewno moja ;o) Bo ja
nigdzie nie pisałam, że należy karmić jak najdłużej, ani wcale tak nie myślę.
Wręcz obawiałabym się przeciągać strunę (raczej nie jestem zboczona ;o). I
zastępować karmieniem piersią dobre relacje z mężem czy z przyjaciółmi. Jedno
nie wyklucza drugiego, ale wiadomo, że od konkretnego człowieka zależy, co z
tym fantem zrobi.
Z drugiej strony 3-4-letnie karmienie wydaje mi się czymś zupełnie naturalnym
(w innych kulturach jest to powszechne). Każde dziecko w innym tempie
dojrzewa: zarówno fizycznie (m.in.układ pokarmowy, immunologiczny), ale też
emocjonalnie. Wraz z kolejnymi porcjami zdobywanej przeze mnie wiedzy i
doświadczenia (które nie są być może zbyt wielkie) przekonuję się, że nie bez
powodu większość dzieci z własnej woli nie chce rezygnować z piersi około
pierwszego roku. Dopiero wtedy kończy się u dziecka coś takiego, co się
nazywa "odruchem ssania". Ale czy do końca? Otóż nie! Owszem w dzień tak, ale
nocą utrzymuje się ten odruch jeszcze przez dłuższy czas. Wiele mi to
tłumaczy, a Wam drogie mamy?
Co jeszcze ciekawego w tym czasopiśmie? Jak dla mnie wypowiedź p. psycholog,
chociaż nie do końca się z nią zgadzam. Najważniejsze dla tej pani to to,
żeby KARMIĆ ( ODSTAWIĆ) W ZGODZIE ZE SOBĄ. Wydawałoby się, że powinnam się z
nią zgodzić, bo sama też podkreślam, że karmienie nie ma być męczarnią (mama
niewyspana, obolała itp. -trzeba dbać też o siebie!!). Ale to tylko
połowiczna prawda, bo karmić (- odstawić od piersi) trzeba też w zgodzie z
własnym dzieckiem. W wypowiedzi tej pani taka osoba jak dziecko prawie nie
istnieje. Zresztą, jak to psycholodzy mają w zwyczaju od czasów Freuda, pani
ta koncentruje się głównie na jakiś patologicznych relacjach: matka-dziecko.
Wiadomo przecież, że mama karmiąca piersią też będzie całowała rozbite
kolano, przytulała, zagadywała, a nie jako rozwiązanie każdego problemu
będzie wyjmowała pierś. Hehe! Tak samo przykład z zaniedbywaniem męża na
korzyść karmionego piersią dziecka. Mi osobiście nie przeszkadza karmienie
piersią w chodzeniu na randki z moim mężem i ogólnie w dbaniu o naszą
małżeńską relację. Wręcz powiedziałabym, że pomaga: młodzieniec jest spokojny
i zdrowy, gdy karmię go, a to pozwala mi bardziej skupić się na moim
ukochanym mężu i nie myśleć tylko o synku.
Przytaczają też na łamach "Dziecka" wypowiedź lekarza, który chyba dosyć
rzeczowo pisze o przedłużonym karmieniu. Generalnie nie widzi przeciwskazań,
ale radzi matce dobrze się odżywiać, a dziecku w porę wprowadzać różnorodne
pożywienie. Z drugiej strony mógłby też napisać, że dzieci jednak w różnym
tempie się rozwijają. A więc układ pokarmowy jednego z nich może być gotowy
na nowe potrawy w wieku 6 miesięcy, innego 10, a jeszcze innego półtora roku
(słyszałam o takim dziecku, które do takiego wieku odmawiało innego
pożywienia poza mlekiem mamy, po czym normalnie zaczęło jeść -rozwijało się
dobrze). Sama poniekąd mam tego dowody na moich maluchach: mój roczny Daniel
potrafił się załatwiać (nie mając biegunki), równie często, co córcia gdy
była w wieku NOWORODKOWYM. Dopiero teraz mając 19 miesięcy
znacznie "wydoroślał", ale nadal nie jest miłośnikiem krowiego nabiału
(czasem ma po nim rozwolnienie).
Ucieszyłam się, gdy przeczytałam wypowiedź Pesteczki, której myśleniu jestem
bliska. Ale trochę zawiodłam, że przedrukowują też tego typu bzdurne
wypowiedzi innej forumowiczki, że "wartość matczynego pokarmu spada" po
jakimś czasie (już sobie wyobraziłam, że czyta to ktoś z Koziej Wólki i
wierzy takim bredniom). Podczas, gdy wiadomo, że raczej mleko matki
dostosowuje się do potrzeb rosnącego organizmu. A więc jego wartość nie
spada, bo jego skład się zmienia zgodnie z potrzebami dziecka. Oczywiście
zdrowy umiar nie zawadzi, w nieskończoność nie będzie się zmieniał, wiadomo.
Może ktoś jeszcze czytał, co o tym sądzicie?