Nie karmię już na żądanie:-(

21.06.05, 19:34
Na pewno niektóre z Was tego nie pochwalają. Są mamy, które karmią dobre dwa
lata na żądanie...

Ale Marek żądał kilkanaście razy dziennie. Nie mogłam się położyć, albo wziąć
go na ręce, żeby się nie zaczął do mnie "dobierać".
Poza tym niewiele jadł. Robiłam chyba wszystko, żeby przekonać go, że istnieją
pyszne rzeczy do jedzenia. Nawet dałam spróbować loda.
Niestety, od wszystkiego wolał mleko mamy.

Zrobiłam się chuda i zapadnięta na twarzy, od miesiąca nie mogę wyleczyć
zajadów, śpię dziesięć godzin i wstaję półżywa.

Zaczęłam karmić cztery razy dziennie, zamiast mleka proponuję chrupka albo
zabawę. W nocy bez ograniczeń.

Jak myślicie, czy "działam na szkodę" Malucha? Mam po prostu nadzieję, że
dojdę do siebie, a Maluch polubi jeść.

Pozdrawiam

    • anisr Re: Nie karmię już na żądanie:-( 21.06.05, 20:40
      dagmama napisała:

      > Na pewno niektóre z Was tego nie pochwalają. Są mamy, które karmią dobre dwa
      > lata na żądanie...

      Eeeeeeeee....bez przesady -to dotyczy raczej niemowlat chyba?
      >
      > Ale Marek żądał kilkanaście razy dziennie. Nie mogłam się położyć, albo wziąć
      > go na ręce, żeby się nie zaczął do mnie "dobierać".
      > Poza tym niewiele jadł. Robiłam chyba wszystko, żeby przekonać go, że istnieją
      > pyszne rzeczy do jedzenia. Nawet dałam spróbować loda.
      > Niestety, od wszystkiego wolał mleko mamy.
      >
      > Zrobiłam się chuda i zapadnięta na twarzy, od miesiąca nie mogę wyleczyć
      > zajadów, śpię dziesięć godzin i wstaję półżywa.
      >
      > Zaczęłam karmić cztery razy dziennie, zamiast mleka proponuję chrupka albo
      > zabawę. W nocy bez ograniczeń.

      Bardzo rozsądniesmile
      >
      > Jak myślicie, czy "działam na szkodę" Malucha? Mam po prostu nadzieję, że
      > dojdę do siebie, a Maluch polubi jeść.

      no pewnie!Powiem ci jeszcze tak -gdyby moja Daga tak jadła jak twój Marek to
      pewnie bym jej już nie karmiła-przecież sa jakies granice.Daga jest z kwietnia
      2004 i je tylko "na spanie" 2 razy w dzień no i w nocy ile chce. No chyba że
      ząbkuje albo chora jest...
      >
      > Pozdrawiam
      >
      • dagmama Re: Nie karmię już na żądanie:-( 21.06.05, 21:02
        Mój Marek też jest z kwietnia 2004!!!!!

        Najśmieszniejsze, że te jego "żądania" naprawdę dają się zamienić na coś innego.
        Ja po prostu przez cały czas uważałam, że ciągnie za ubranie, popłakuje -
        znaczy, trzeba dać pierś.

        Czy dzieciaczki same sobie redukują ilość karmień, czy trzeba robić takie
        sztuki, jak ja?



        • anisr Dagmama 22.06.05, 20:38
          dagmama napisała:

          > Mój Marek też jest z kwietnia 2004!!!!!


          A może też zajrzysz na "nasze "forum Kwietniowe mamusie 2004?Jest miłosmile
          >
          > Najśmieszniejsze, że te jego "żądania" naprawdę dają się zamienić na coś
          innego
          > .
          > Ja po prostu przez cały czas uważałam, że ciągnie za ubranie, popłakuje -
          > znaczy, trzeba dać pierś.
          >
          > Czy dzieciaczki same sobie redukują ilość karmień, czy trzeba robić takie
          > sztuki, jak ja?
          >
          >
          >
    • jagandra Re: Nie karmię już na żądanie:-( 21.06.05, 21:24
      Dagmamo,
      karmię na żądanie już 19 miesięcy, ale u nas od jakiegoś czasu to jest kilka
      razy w ciągu dnia (2-5) i kilka w nocy (1-5). Więc wyjdzie mniej więcej na to
      samo, co u Was po "akcji" ograniczenia. No chyba że mała choruje, wtedy
      częściej, ale to wiadomo. I karmię tylko na wyraźne żądanie: "cycy".
      A jak Marek reaguje na zmianę? Bo jeśli po prostu daje się zająć zabawą albo
      innym jedzonkiem, to w ogóle bym się nie przejmowała. A nawet jeśli marudzi, to
      Ty przecież też się liczysz. Śpisz 10 godzin i nie wysypiasz się... może zrób
      sobie badania?
      Pozdrowionko
      Jag.
      • driadea Re: Nie karmię już na żądanie:-( 21.06.05, 22:12
        A moja mała w zasadzie nigdy nie była karmiona na żądanie lub inaczej - żądała
        zawsze o stałych porach. Od urodzenia spała około 6 godzin w nocy, po 4 m-cu
        nawet 15 godzin bez jedzenia w nocy.
        Leci jej 21 miesiąc i od około roku ssie pierś tylko rano i wieczorem, z małymi
        wyjątkami (trzydniówka w 13 miesiącu).

        Pozdrawiam, Aga
        • fizula Re: Nie karmię już na żądanie:-( 21.06.05, 22:58
          Smuci Cię to, że nie karmmisz już na żądanie? Masz takie prawo.
          Myślę, że jeśli w ten sposób możesz karmić w zgodzie i ze sobą i z maleńką, to
          jest tak jak być powinno. Zresztą w drugim roku życia (albo w trzecim)
          mimowolnie karmienie na żądanie zmienia się na karmienie według pewnych reguł.
          Fajnie, że Wam obu odpowiadają te reguły.
          Z tymże w razie choroby dzieciaki (czego nie życzę) wracają do częstszego
          ssania, o czym warto pamiętać.
          Pozdrowionko!
          • dagmama Re: Nie karmię już na żądanie:-( 24.06.05, 10:14
            Po trzech dniach przestawiania Malucha na "trzy razy dziennie" (nie licząc rano,
            na noc i w nocy) mogę stwierdzić, że zaakceptował sytuację i przestał się
            domagać piersi co moment.

            Zorganizowałam całkiem niezłe rozrywki. Wychodzimy z samochodem na sznurku,
            pozwalam wkładać rączki do fontanny, wpuściłam na "dorosłe" huśtawki i drabinki,
            na balkonie ustawiłam wiadro z wodą, gdzie można topić spinacze.

            Niestety, nie zauważyłam jakiejś szczególnej zmiany w zainteresowaniu jedzeniem.
            Nadal usmiecha sie tylko do piersi i chrupków kukurydzianychsmile

            Smutno mi, ponieważ synek dorasta, ani się obejrzę i pożegna się z piersią.

            Pozdrawiam
            • iwaka_ Re: Nie karmię już na żądanie:-( 25.06.05, 22:29
              Dag,

              Tom ma 22 miesiące. Od niedawna wprowadziłam pewne reguły, i oprócz karmień na
              dziendobry, do drzemki w dzień i na noc, oraz w nocy, Tom nie dostaje piersi.
              To i tak nigdy nie schodzi poniżej 8 karmień na dobę. Wyjątkiem jest gdy
              ząbkuje lub coś mu dolega, gdy zmienimy mocno rytm dnia i jest markotny...
              Wtedy jego domaganie sie piersi jest inne. Ja nauczyłam się po prostu rozumieć
              kiedy Tom ssie, bo się nudzi, bo chce pieszczot, bo chce pić i wtedy proponuję
              aktywniejszą zabawę, przytulam i łaskoczę lub podaje kubek z piciem. I czuję
              się wreszcie Panią swojego ciała i swoich piersi - to ja decyduję kiedy podać
              pierś, poza przypadkami losowymi. I na reszcie przestałam mieć wyrzuty
              sumienia, lęki, itp.

              Tom nadal jada mało. Ale udało sie już stworzyc rytuały: banan na spacerze,
              zupa przed spaniem w dzień i mleko z płatkami na kolację. Te trzy posiłki są
              zawsze, nawet gdy Tom ząbkuje, tylko wtedy zjada bardzo, bardzo mało i nadrabia
              cycuniem. Niestety nigdy nie zaobserwowałam takiej prawidłowości, by
              ograniczanie cycka powodowało wzrost apetytu czy zainteresowania jedzeniem. Nie
              rozumiem dlaczego, ale tak jest. Wydaje sie więc, że zwyczaje sa ważniejsze niż
              głód. Tomek jest dośc wrażliwy, głupie wyjście do sklepu wytrąca go z rytmu,
              niestety nie wypracował też regularnej pory porannego wstawania (bywa 6:30, raz
              zdarzyła się 10:00). Stąd zadbanie o jego nudne , rytmiczne życie jest dla mnie
              dość trudne (Tom ma 12-letniego brata, który potrafi nam ostro zaburzyć rytm
              dnia: ))). Nie mniej jednak, twardo pilnuję, by w miare możliwości pilnować
              tego co stałe i w ten sposób utrwalać w nim jedzenie pokarmów stałych.

              Jak go odzwyczaić od piersi w stanach między aktywnością a snem? Od dłuższego
              czasu zachodze w głowę. Odpowiedzi na razie nie mam.

              Wiem jedno, w tej relacji żadne książki i mądre panie nie powiedzą mi kiedy
              podawać Tomkowi titu, a kiedy nie. Zgoda między mną a nim wydaje sie być
              wartością najwyższą. Wtedy odmowa piersi nie boli - ani mnie, ani jego.

              POwodzenia,
              Iw
            • dziubulek111 Re: Gratulacje 27.06.05, 20:37
              To świetnie, że tak się to odbywa. Na pewno wyjdzie Wam na zdrowie. Dziecko
              dostanie więcej stymulacji, a Ty - trochę wolności. A na jedzenie przyjdzie
              czas. Wojtek prawdziwym żarłokiem został po 1. urodzinach; jego kolega zaczął
              naprawdę jeść chyba jak miał 1,5 roku. Myślę, że jeśli nie dasz się zwariować i
              będziesz na spokojnie proponować nowe potrawy co jakiś czas, zmiana przyjdzie.
              Czasem pomaga:
              - odstawienie słodyczy, ograniczenie cukru, słodkich napojów (w tym soków)
              - stały rozkład posiłków w domu, radosna podczas nich atmosfera
              - podjadanie rodzicom z talerza
              - konsekwentne nie bieganie za dzieckiem z łyżeczką!!!
              - zezwolenie na samodzielne jedzenie i pomoc w przygotowaniu posiłków
              - dużo ruchu na powietrzu
              - pozostawienie wyboru (która miseczka i co jeść w granicach rozsądku)
              - śmieszne układanie potraw - buźki z sera na kanapkach, uśmiech z dżemu na
              naleśnikach, łódeczki z połówek jajek i sera, domki z serka topionego i
              chrupkiego pieczywa, kwiatuszki z chrupek w maśle orzechowym...)

              Chrupki to generalny hicior u nas. I to od lat... nawet szpinak z nimi
              smakuje... (jako dip)

              Pzdr

              T.
              • dagmama Re: Niestety, nie jest lekko:-( 17.07.05, 20:00
                i za wcześnie na gratulacje. Ale dziękujęsmile
                Ograniczyłam Markowi pierś do sześciu - siedmiu razy na dobę (rano, dwa razy w
                dzień, na noc i dwa, trzy razy budzi się w nocy) i był to duży krok naprzód, ale...
                W odwecie Maluch stał się niejadkiem. Je po parę łyżeczek, wypluwa, nie ma mowy
                o siedzeniu spokojnie w krzesełku. Niezbyt jest zainteresowany, co my mamy na
                talerzu.
                Bardzo rzadko mam możliwość zostawienia synka z kimś, kto nie ma piersi (wtedy
                zapomina i potrafi nie domagać się piersi kilka godzin!), praktycznie cały czas
                jest ze mną.
                Czuję się coraz gorzej, mam bóle głowy. Pewnie stres. Oczy mnie pieką i chudnę.
                Wieczorem jestem padnięta, ożywia mnie szklanka czy dwie wina albo piwa, też
                przesada.
                Nie mam kiedy się kochać, bo Maluch śpi na spacerze, żeby uniknąć usypiania przy
                piersi, a wieczorem jestem zmęczona.
                Uch, ale marudzę.
                Może jeszcze coś mi poradzicie?
                • jagandra Re: Niestety, nie jest lekko:-( 17.07.05, 20:35
                  Dagmamo,
                  a czy u Ciebie też są takie upały? Ostatnio wiele dzieci stało się niejadkami
                  właśnie przez upały. Może niesłusznie to łączysz z ograniczeniem ilości karmień?
                  • dagmama Re: Niestety, nie jest lekko:-( 19.07.05, 09:53
                    Zgadza się, Jagandro, mieszkam obok ciebie i upały są straszne i to od dawna
                    (jak na ironię teraz pada), staram sie brać to pod uwagę.
                    Niemniej jestem bliska biegania za Maluchem z łyżeczką - mój mąż się nie
                    przejmuje i biega - wieczorem, kiedy to chcę, żeby zjadł porządniej na noc.
                    Byłam strasznie ambitna, Maluch może dwa miesiące pił z butli moje mleko, kiedy
                    dawałam korepetycje, a potem, kiedy zaczął wytrzymywać 2 godziny bez piersi,
                    wyrzuciłam butlę.
                    Teraz nauczył się, czy też zaakceptował, pić z kubka, ale i tak woli pierś.
                    Nauczyłam, że na spacerze tylko kubek.
                    Chodzę z nim kilka godzin w tym upale właśnie.
                    Pozdrwiam
Pełna wersja