szczerze niecierpię <

24.06.05, 23:54
Czego Wy nie cierpicie? Wczoraj miałam tę nieprzyjemność, że moja ciotka na
urodzinach babci zauważyła, że wyszłam do drugiego pokoju po to, by nakarmić
synia. Skomentowała to: "wreszcie sobie podoił". Ja nie krowa, dziecko nie
cielę, więc w skrytości ducha dziwię się takim określeniom i to, że ludziom
nie przychodzi do głowy, żeby o innych ludziach wyrażać się z większą
powściągliwością. Składam to jedynie na karb wiejskich korzeni, stąd nie
pogryzłam ciotki mimo najszczerszych chęci ;o)
Jeszcze nie cierpię tego, że nasze szpitale z pełną nieświadomością odzierają
kobietę z jej intymności, wstydliwości. Brrr!
A czego wy nie cierpicie?
    • driadea Re: szczerze niecierpię < 25.06.05, 00:17
      Ja mam to szczęscie, że cala rodzina, wraz z 93-letnią prababcią (moją, dla
      Glorki to praprababciasmile) wspiera mnie w moim karmieniu. Co więcej, są z nas
      dumni i dopingują, a jak! wink
      A szczerze nie cierpię nienawiści (nie cierpię nienawisci - też coś wink) ze
      strony niektórych mam butelkowych. I braku zrozumienia z ich strony. Nie, żebym
      tworzyła barykady, o nie! Nauczona doświadczeniem wiem już, że najważniejszy
      jest nie sposób karmienia, ale miłość, szczęście, zdrowie i dobro dziecka.
      Ale niektóre mamy butelkowe obarczają nas, piersiówki, o całe zło tego świata i
      to jest przykre.
      Pozdrawiam, Aga
    • dagmama Re: szczerze niecierpię < 25.06.05, 08:51
      Ja nie cierpię słowa "cyc". Sama go nie używam i innym nie pozwalam mówić tak o
      moich piersiach. Jak słyszę: "daj mu cyca", albo "jeszcze ciągnie cyca?", to
      mnie trafia. Do mam karmiacych, które tak karmienie nazywają, również tak nie
      mówię. Na "dojenie" chyba bym raczej ostro zareagowała.

      Nie cierpię też, kiedy moja mama i panie z jej pokolenia (raczej butelkowego)
      litują się nade mną, że "mnie taki smok wykańcza", "opamiętaj się dziewczyno,
      zruinujesz sobie zdrowie", "osteoporozy się nie boisz, raka się nie boisz?" i
      pytają, kiedy mam zamiar z tym skończyć, jakbym robiła jakąś totalną głupotę.

      Pozdrawiamsmile))
    • jagandra Re: szczerze niecierpię < 25.06.05, 12:00
      A wiecie co, mi przeszedł coś kryzys (urlop za tydzień wink)) w dodatku choć
      Anielka chorowała w ciągu ostatniego półtora miesiąca 2 razy, obyło się tym
      razem bez zwolnienia, bo jakoś łagodnie przeszła te choróbska) i teraz mnie w
      zasadzie nic nie rusza. Otoczenie jakoś się przyzwyczaiło do tego mojego
      niegroźnego dziwactwa wink i prawie nie komentuje. Zresztą zawsze twardo
      odpowiadam o zaleceniach WHO. Chyba by mnie nawet dojenie nie ruszyło. A
      określenie cyc i cycki akurat bardzo lubię. Odbieram je jako wesołe i
      żartobliwe. Jeszcze bardziej lubię Anielki cycy. Ostatnio przymierzałam przy
      niej staniki sprzed ciąży, a ona mówiła radośnie "cycy!". Znaczy się, że chyba
      jej się podobały w stanikach wink
      Tylko ten brak intymności w szpitalu - no fakt, to źle wspominam.
      • iwaka_ Re: szczerze niecierpię < 25.06.05, 22:02
        a propos staników:

        Jest taka reklama prasowa Dove, zdjęcie przedstawia panie w bieliźnie - Tom
        zawsze ją ogląda z lubością i mówi: Panie mają titu, panowie nie maja titu, ta
        pani ma titu, i ta pani ma titu, i tak dalej, az wyliczy wszystkie które maja
        titu : )))

        Wiem, wiem, nie na temat, więc:
        Ja nie znoszę uproszczeń, więc wydoił, ciągnie, cyc itp, rozdrażnią mnie jeśli
        powie to jakas obca osoba, w temacie mojego karmienia Tomka. Jeśli my tu na tym
        forum posłużymy sie takim żargonem, nie przeszkodzi wcale, bo my wszystkie
        wiemy o czym mówimy i taka, a nie inna postać leksykalną wynikać będzie raczej
        z dystansu, jaki w większości potrafimy zachować do własnego karmienia piersią.

        Fizjologia w szpitalach... temat rzeka, najgorsze chyba, ze nie towarzyszy temu
        empatia, troska... a juz zwłaszcza mnie zadziwia i wnerwia gdy obcesowo mówi
        się o logistyce hospitalizowania malucha, gdy pobytowi małego pacjenta w
        szpitalu nie towarzyszą ludzkie (tu czytaj: rodzicielskie) uczucia i
        zrozumienie jego potrzeb.

        Nie znoszę obojętności i okrucieństwa - niestety też często cechujących nasza
        służbę zdrowia.

        Aaaaaaa, i babć, które "życzliwie" wtrącają się nie pytane w miejscu
        publicznym: "niech pani mu nie pozwala gryżc tego wózka" (o ząbkującym synu
        wczepionym zębami w oparcie własnego pojazdu kołowego), "dlaczego pani niesie
        tak duzego chłopca, trzeba ich wychowywac na chłopów" (o dziecku, które właśnie
        brutalnie wybudziłam ze snu i niosę z samochodu na drugi koniec miasta do
        lekarza).

        No, i małych piesków.... które dziamgają póki nie znikniemy im z pola widzenia,
        i nic nie rozumieją z potrzeby podniesienia i obejrzenia KAŻDEGO ślimaka przy
        tym właśnie ogrodzeniu.

        Iw
    • dziubulek111 Re: szczerze niecierpię < 27.06.05, 20:14
      Ja nie znoszę:

      Jak mi cały autobus doradza, co mam zrobić z wrzeszczącym Jaśkiem, który zwisa z
      wózka na szeleczkach, wychylając się na maxa i próbując dosięgnąć mi biustu.
      Czasem nawet bywam zjadliwa.

      Jak w przychodni pielęgniarki mają pretensje o wszystko i nic, a lekarze nie
      grzeszą nadmiarem wiedzy o karmieniu; kiedy lekarz mojego dziecka nie słucha, co
      do niego mówię albo ma to w nosie (tu ukłon dla tych, którzy tacy nie są -
      miłych pań w przychodni i lekarzy, którzy wiedzą i słuchają).

      Jak starsze osoby straszą wyjącego Wojtka, że go zabiorą. Jak próbują mi
      nakarmić dzieciaki słodyczami mimo moich protestów. Jak ktoś pali na przystanku
      zaraz koło Jasiowego wózka. Jak polska złota młódź klnie w miejscach
      publicznych. I... jak pies narobi na rzadko na środek podwórka smile))

      Ale mi ulżyło, jak trochę żółci upuściłam...
      • azoorek Re: szczerze niecierpię < 16.07.05, 23:05
        Wtracanie sie rzeczywiscie denerwuje np. zyczliwa starsza pani mowi do mojego
        synka: nie chodz tam, bo cie pies ugryzie, taki duzy i nie mowi- kiedys dzieci
        szybko zaczynaly (ona pewnie recytowala Pana Tadeusza w wieku 2 lat), albo
        krecenie glowo jak maly robi zadyme na caly glos w miejscu publicznym (chociaz
        kiedys sama myslalam sobie o takim dziecku, ze rozpuszczone). Albo tlumaczenie
        sie mojej mamy przed sasiadami z karmienia jakbym cos niecnego robila. Albo jak
        wszyscy naokolo wyciagaja na placu zabaw slodycze (mojemu nie daje nic miedzy
        posilkami- zreszta tych sklepowych nie moze), maly wyciaga rece- potem matki
        sie dziwia, ze dzieci obiadu nie jedza.
    • elza78 Re: szczerze niecierpię < 16.07.05, 23:34
      odnosnie szpitali fizula jak lezalam po porodzie oczywiscie caly oddzial
      poloznictwa aseptycznego nastawiony pro laktacyjnie, ale kurde nigdzie w zadnej
      sali nie uswiadczysz miejsca gdzie kobieta juz w pelni sil (a co dopiero po
      porodzie) bylaby zdolna nakarmic swoje dziecko piersia nie wykrecajac sobie
      plecow w paragraf!
      z lozek zwisaja nogi i nie dosiegasz ziemi bo tak wysokie sa, krzesla takie ze
      pozal sie boze nie ma sie o co oprzec, co najwyzej sobie torbe na tym polozyc
      mozna, poprostu tragedia, mam nadzieje ze kiedys ktos pomysli ze cos tutaj z
      tym nie gra...
      • aleksandrynka Re: szczerze niecierpię < 18.07.05, 19:25
        łomatko, to łóżko szpitalne napsuło mi trochę krwi... I weź tu się, pocięta
        babo, ruszaj, zleź z tego czegoś, ech...
        A czego nie cierpię? Wielu rzeczy, ale że tu o karmieniu piersią więc...
        Kurczę, jakoś nikt mi nigdy nie dopiekł, że tak długo, wszyscy się tylko
        życzliwie dziwią (albo ja ironii nie dostrzegam). Mama mi nie truje, wręcz
        przeciwnie, wspiera - no tak, jak przestaniesz karmić to schudniesz, teraz daj
        z tym spokój smile. No, może mąż trochę marudzi, że długo i chyba niepotrzebnie,
        ale jego to akurat swobodnie i bezboleśnie puszczam mimo uszu smile Na dworze juz
        nie karmię od dawna, od jakiegośą roku, bo uważam, ze nie ma potrzeby - więc
        nikt sie nie czepia, nie patrzy dziwnie. Moje karmienie to sielanka.
        Tak na prawdę przeszkadza mi czasem... samo karmienie, a to dlatego, ze nie
        można się urżnąć jak człowiek smile Piwko lub dwa się zdarzają, o fajkach nie
        wspomnę sad(( - teraz czekam na lincz, zniosę z pokorą.
        Ale był taki moment, kilka tygodni, kiedy karmiąc za długo na jeden raz
        dostawałam mdłości. Ktoś to zna? Niedobrze mi się robiło i miałam ochotę
        natychmiast małego odłączyć, co nie raz z resztą zrobiłam. Teraz tak już nie
        mam. Co to było?
        Pozdrawiam matki karmicielki!
        • kajka68 Re: szczerze niecierpię < 24.07.05, 08:39
          a ja niecierpię...hi hi...wiadomo tak jak wiekszosc z nas tekstów o
          karmieniu..."dwulatke?to kanibalizm!!!","pani jeszcze karmi????to dlatego pani
          tak wychudła-anemia gotowa..."tłumaczenia ze przed ciaza byłam taka sama wagowo
          nic nie daja-bo wszyscy wiedza lepiej....juz nawet nie tłumacze...nie chce mi
          sie-smile)a łóżka szpitalne snia mi sie do dzis...moje było jeszcze z takim
          wgłebieniem posrodku-a ja po cesarce-makabra
Pełna wersja