długo, długo... ale ile jeszcze

30.07.05, 22:51
hej, witam wszystkie emamy! Sama jestem mama 2,5 letniego chłopczyka, który ze wszystkiego najbardziej lubi cycusia. Dwa miesiące temu udało mi sie wyeliminowac dzienne karmienia, ale niestety ostatnia fala upalow doprowadzila do powrotu cycusia w dzień (był tak marudny, ze w koncu sie złamałam...) Chciałam zapytać, czy są na forum równie długodystansowe mamy, jak również chciałam poruszyć wątek zwany Dorośnięciem do pożegnania cycusia przez dzieciaki... czy to jest możliwe (bo w naszym przypadku chyba nie...) POZDRAWIAM
    • fizula Re: długo, długo... ale ile jeszcze 30.07.05, 23:53
      Również hej ;o)
      Zajrzyj do POZNAJMY SIĘ, które jest zaraz pod nagłówkiem, żeby się dowiedzieć,
      że są też mamy starszych ssaków od Twojego.
      Założyłam to forum właśnie z takim przekonaniem, że jest możliwe coś takiego
      jak dorośnięcie do pożegnania z maminą piersią. Spotkałam nie w teorii tylko, a
      w rzeczywistości (osobiście i przez internet) mamy, których dzieci dojrzły do
      zakończenia tego pięknego etapu życia. A teraz cieszę się obserwacją, jak mój
      Daniel (2lata i 1m.) sam dopomina się piersi coraz rzadziej i rzadziej.
      Podziwiam jak uczy się powolutku i bez pośpiechu, że usypiać można zarówno z
      piersią w buzi jak i bez piersi. Ale upomina się często o powrót do
      wcześniejszego etapu, żeby się upewnić, czy na pewno jest bezpieczny, czy ma w
      razie czego odwrót. I jeszcze śmielej dalsze czyni postępy. Ja po prstu widzę,
      że to jest możliwe, jeśli zaufa się własnemu dziecku i nie przeprowadza się
      własnej woli na siłę. Dla mnie dorośnięcie do rozstania z piersią to nie jest
      sytuacja, w której mama wyeliminuje karmienia piersią, ale w której dziecko
      samo rezygnuje, bo czuje się w tym bezpieczne.
      Pozdrawiam serdecznie!
      • gaga.bu Re: długo, długo... ale ile jeszcze 31.07.05, 18:21
        dzięki za słowa otuchy, sama bardzo bym chciała aby moj duży już ssak sam
        odstawił się, ale naprawdę trudno mi w to uwierzyć... gdyby mógł to przssawałby
        sie co 15-30min w dzień. Jestem tą sytuacją b. zmęczona i bywa że humoru też mi
        zaczyna brakować. o samodzielnym zasypianiu nie ma w ogole mowy. Z drugiej
        jednak strony wiem ze to co teraz nas łączy jest niepowtarzalne i wcześniej czy
        poźniej minie... Jeszcze raz dzięki - Pa Agata
      • iwaka_ Re: długo, długo... ale ile jeszcze 31.07.05, 22:23
        Fiz,

        Jak to jest, że Daniel coraz rzadziej dopomina się piersi? Czy widzisz w tym
        jedynie "dorastanie", czy też wpływ jakiegoś Twojego działania? Jakiego?

        Moja ambiwalencja jest porównywalna jedynie do wakacji w RPA - w kostiumie, ale
        na nartach, ze szczytu - wprost do wody. : )))

        Wygląda na to, że pomimo zupełnie innych planów, będę jednak (finansowo) za
        kilka miesięcy zmuszona do powrotu do firmy: na poczatek oznacza to jakieś 6, a
        później pewnie i do 10 godzin poza domem. Obawiam się bardzo, że nieprzespane
        noce (w szczycie Gagu nie odrywa się wcale!) odbiją się nie tylko na moim
        profesjonaliźmie, ale mogą zagrażać bezpieczeństwu (przejazd 2 razy dziennie
        przez calusienką warszawę w godzinach szczytu!). Tak więc pomimo, iż
        wewnetrznie czuję, że ani ja, ani Tom nie jesteśmy na to gotowi, to zaczynam
        myśleć o tym jak mu ograniczać cycunia. Musi być jakaś stosunkowo mało bolesna
        metoda. Bardzo, bardzo chciałabym zostawić choć ze 2 karmienia jeszcze z rok -
        do następnej jesieni, po upałach, po pierwszych krokach w przedszkolu...

        Mów, mów proszę, co wiesz, co czujesz, co podejrzewasz - Twoje słowa zawsze mi
        dobrze robią.

        Iw
    • situsia Re: długo, długo... ale ile jeszcze 05.08.05, 18:51
      Hej, hej smile))! Ja też jestem mamą 2,5 letnich dwóch ssaków, którzy się w tym
      ssaniu troche napędzają- jak jeden ssie, to drugi koniecznie też. Moi chłopcy
      ssają często- i w dzień i jeszcze częściej w nocy. Niestety, myślę, że to po
      części wynika z mojej postawy - czasem mam dość karmienia i komunikuję to zbyt
      ostro, także domaganie się "citusia", to domaganie się o bliskość, akceptację.
      Jestem wewnętrznie pozytywnie nastawiona na karmienie do 3-cich urodzin, może
      troszkę dłużej. Obawiam sie tylko, czy chłopcy dojrzeją do pożegnania z cycusiem
      przed pójściem do przedszkola- tzn. we wrześniu przyszłego roku smile)))). PA!
      • gosiak7619 Re: długo, długo... ale ile jeszcze 18.08.05, 11:02
        To pytanie , czasem też sobie zadaje : )))
        Córeczka ( 16 m ) jest jeszcze za mała , abym zaczęła myśleć o dorastaniu do
        pożegnania z piersią.
        Synek ( 3 lata i 2 m ) to dopiero zagadka : ) Kiedy zrezygnuje? Narazie nic
        tego nie zapowiada , a wręcz przeciwnie ostatnio częściej prosi o cycusia w
        dzień , a tego mu nie odmaiam. Dodatkowo też budzi się w nocy z taką prośbą ,
        po przytuleniu się do mnie i zapewnieniu , że rano cycuś będzie pełny mleczka ,
        zasypia.
        Co ciekawe on naprawdę chce się napić mojego mleczka , a nie tylko przytulić
        jak wiekszość " specjalistów" pisze o karmieniu w tym wieku.Dodatkowo mówi , że
        cycuś jest: "smaczny , słodki , ciepły i bardzo mi smakuje"
        Dla mnie to bardzo miłe słowa.
        Mąż sobie żartuje, że musimy wybrać szkołę podstawową blisko domu , żeby zdążył
        przybiec na przerwie, na mleczko. smile))
        Ten wątek , bardzo mi się spodobał.Może odezwą się jeszcze mamy długodystansowe?
        Pozdrawiam
        Małgosia
    • norga Re: długo, długo... ale ile jeszcze 19.08.05, 00:13
      moje dziecko ma 2 lata i 1 miesiąc. Ja też liczę na samoodstawienie się, jednak
      gdyby to miało nastąpić teraz to chyba by mi było trochę smutno. To chyba
      naturalne, ze czasem pojawiają sie wątpliwości.
    • gaga.bu Re: długo, długo... ale ile jeszcze 22.08.05, 17:50
      hej!
      tak, jak pisalam na samym początku - zlamalam sie dając małemu cycusia w dzień
      po dwóch miesiącach dziennego niekarmienia (noce zawsze są wspólne). I wiecie
      co, szczerze Wam powiem że nie żałuję tego powrotu. Mały zrobił się weselszy i w
      ogóle biorąc pod uwagę "kryzys dwulatka" myślę, że jest nam (rodzicom) teraz
      trochę lżej. mały biega, czasem pomarudzi i da upust swemu niezadowoleniu, ale
      po chwili przychodzi do mnie i mówi: "Już jestem uspokojony - Bedzie cycuś,
      prawda?" I jak mu wtedy odmówić... Tak więc postawiłam na jego dorosnięcie do
      samoodstawienia. Czytam Wasze różne posty i coraz bardziej dochodzi do mnie, jak
      wiele stracę wówczas, kiedy nadejdzie ta chwila zakończenia karmienia. Więc póki
      co, niech trwa!!!
Inne wątki na temat:
Pełna wersja