karmienie piersią a smoczki

14.09.05, 12:36
Cześć dziewczyny!
Macie tutaj fajne forum,bardzo je lubię podczytywać.Pewnie nie tylko ja,więc
proszę nie zamykajcie go-to nawiązanie do innego wątku.
Ja chciałam głównie zabrać głos w sprawie smoczków uspokajaczy.Czytając
liczne wypowiedzi widzę wyrażnie,że większość,jeśli nie wszystkie z Was jest
ich zdecydowaną przeciwniczką.Chciałabym się z Wami podzielić swoimi
obserwacjami w tym temacie.
Z całą pewnością smoczek może byc bardzo szkodliwy przez pierwsze 1-2 może 3
miesiące życia dziecka.Dlaczego wszyscy chyba wiedzą-zaspokojenie potrzeby
ssania,co może doprowadzić do zbyt rzadkiego i mało efektywnego ssania,co
może z kolei nie wystarczyć do wystymulowania i utrzymania laktacji na
odpowiednim poziomie,inna technika ssania-to chyba najważniejsze.Natomiast po
okresie ustabilizowania laktacji,nauczeniu się karmienia naturalnego,wcale
nie łatwego,przez matkę i dziecko,co trwa przeciętnie ok.6 tygodni,smoczek
nic tu nie może już zepsuć.Może natomiast pomóc matce odetchnąc czasami,w
przypadku,kiedy dziecko ma wyjątkowo silną potrzebę ssania-ssania a nie
jedzenia.
Tu pojawia się pewien inny problem związany z karmieniem naturalnym-jak
większość z nas,matek karmiących wie,karmienie piersią nie tylko jest
dostarczaniem pożywienia,ale służy także uspokojeniu dziecka,zaspokojeniu
potrzeby bliskości,bezpieczeństwa.Wszystkie te inne potrzeby możemy zaspokoić
w inny sposób-dlatego dzieci karmione sztucznie nie mają żadnych deficytów
emocjonalnych,czy psychicznych.Natomiast jesli chodzi o mleko kobiece jako
pokarm,to wszelkie "podróbki"są dalekie od orginału.Jaki z tego wniosek-można
karmić dziecko piersią,a uspokajać czy usypiać z pomocą innych rekwizytów-
pieluszek,przytulanek czy wreszcie smoczków.Nie dotyczy to może najmłodszych
niemowląt,ale jak dziecko ma już roczek ,2 lub 3latka,to karmienie go na
żądanie,bo chce się uspokoić czy wyciszyć jest już kontrowersyjne,np.w
miejscach publicznych chyba łatwiej dziecku podać na chwilę smoczka?I co w
tym złego?Żeby nie było wrażeniam,że jestem przeciwna karmieniu w miejscach
publicznych to chcę od razu wyjaśnić,że absolutnie nie,w ogóle mi to nie
przeszkadza.Sama karmiłam nie raz i nie dwa,choc staram się zawsze robić to
dyskretnie.Natomiast takie podrośnięte dziecko,szarpiące matkę za bluzkę i
robiące widowisko to coś ,co można by porównać do dziecka,które wpada w
histerię bo mama nie kupiła mu batonika-jest wyrazem pewnej niewydolności
wychowawczej.Przecież dziecko,które ma powyżej roku je juz naprawdę dużo
innych rzeczy i posiłki mleczne,czyli karmienie piersią,wystarczy podawać 3-4
razy dziennie.Jesli więc karmi się,a nie uspokaja dziecko to karmienie
rano,po powrocie z pracy i przed snem,i ew.w nocy jeśli ktoś lubi nocne
pobudki lub spać z dzieckiem w zupełności wystarczy.Można więc dziecko
nauczyć,że pierś jest tylko w zaciszu domowym,gdzie nikomu z całą pewnością
nie będzie to przeszkadzać.
Stąd mój apel-nie współczujcie dzieciom ze smoczkiem w buzi.Skąd możecie
wiedzieć,że nie są karmione piersią?Moje już drugie dziecko ma i to,i to i
uważam ten wariant za bardzo szczęśliwy.Kiedy w ciągu dnia jest
zmęczone,potrzebuje się wyciszyć,zasnąć w dzień po obiedzie,to smoczek
doskonale mu do tego służy.
Jeszcze powiem Wam coś co traktuję jako wyjątkową formę przegięcia w sprawie
smoczków.Czytałam ostatnio słynną"Zaklinaczkę dzieci".W jednym ustępie
stwierdza ona,że każde dziecko musi wypracować sobie jakąś technikę
samodzielnego uspokajania.Ale absolutnie odradza smoczki.Napisała przy tym,że
zna przypadki,kiedy dziecko wyrywało sobie włosy przed zaśnięciem,albo
uprawiało onanizm.No cóż skoro takie zachowania uważa się za pożądane,a
neguje się naturalną dla każdego dziecka,ale nie u każdego równie
silną,potrzebę ssania...Wybór jak zwykle należy do nas,matek.
    • weronikaglow Re: karmienie piersią a smoczki 14.09.05, 13:13
      Mika01,
      Chociaż karmię piersią to był czas kiedy faktycznie chciałam dawać mojej małej
      smoczek. Było to mniej wiecej ok. 4 - 5 miesiąca jej życia. Mała wówczas zaczęła
      długo i mocno ssać czubeczek swojego języczka.
      Przeczytałam, że ssanie języka moze być przyczyną poważnych kłopotów ze zgryzem
      i z tego względu zaczęłam podawać jej smoczek.
      Ale za każdym razem, gdy jej go podawałam było prychanie, plucie, coś jakby
      oruchy wymiotne (kupiłam kilka smoczków o różnych kształtach). Mala nie nauczyła
      się a ssanie języczka jej przeszło.
      pzdr
    • jagandra Re: karmienie piersią a smoczki 14.09.05, 20:10
      Mika,
      napisałaś, że wszelkie "podróbki" kobiecego mleka są dalekie ideału. Myślę, że
      smoczek jest równie daleką od ideału "podróbką" piersi. Dawanie dziecku
      smoczka, zwłaszcza gdy ma ono ponad rok, przyczynia się do powstawania wad
      zgryzu i wymowy. A ssanie piersi ma wręcz przeciwny efekt - dziecko używa
      więcej mięśni i świetnie gimnastykuje aparat artykulacyjny (czy jak to się tam
      mądrze nazywa).
      Dawanie smoczka lub nie to indywidualny wybór. Ale jednak smoczek ma wady.
      Sama czułam silną, instynktowną niechęć do smoczka. Wolałam małej dawać tylko
      pierś, chociaż miała bardzo silną potrzebę ssania i spędzała mnóstwo czasu przy
      piersi. Ale gdybym musiała codziennie ugotować i posprzątać, i nie mogła liczyć
      na pomoc męża, prawdopodobnie nie poradziłabym sobie bez smoczka.
      Tylko wiesz, widok 2, 3-letnich dzieci ze smoczkiem w buzi robi na mnie bardzo
      przykre wrażenie. Zdecydowanie wolę zobaczyć takiego dzieciaczka, którego ktoś
      dorosły przytula, który je kanapkę lub jest karmiony piersią.
      Pozdrawiam
      • dagmama Re: karmienie piersią a smoczki 14.09.05, 23:46
        Ja dawałam dziecku wyłącznie pierś. Całe długie godziny leżałam z nim na łóżku i
        karmiłam, karmiłam, karmiłam...
        To była kwestia wyboru, podobnie jak spanie razem.
        A "Zaklinaczka dzieci" czasami mnie przeraża.
        Toż to jakiś zimny wychów! Wymaganie od niemowlęcia dojrzałości emocjonalnej,
        umiejętności pogodzenia się z nieobecnością mamy. Nic dziwnego, ze dzieci
        rekompensują sobie brak bliskości mamy, nawet uspokajającego ssania w jakiś
        chory sposób.
        I zgadzam się z Miką, że smoczek już normalniejszy od takich zachowań.
        Mój maluszek usypia przy piersi i to jest dla mnie idealne rozwiązanie. Od
        blisko półtora roku mam pogodne, ufne, zdrowe dziecko.
        Pozdrawiam
        • a.chudziak Re: karmienie piersią a smoczki 15.09.05, 10:54
          Jestem przeciwna smoczkom, karmię piersią i bywało też tak ze Kubuś wręcz
          wisiał na cycu, no ale było to gdy np. był chory, ząbek wychodził, miał zły
          chumor, albo muchy w nosie. Pewnie ze łatwiej jest wcisnąć smoka, ale wnerwiają
          mnie dzieci ze smokiem a raczej mamy które wygodnie spławiają dziecko...
          Smoczek ma wady i to jest niestety prawda, z którą matki podające smoczka muszą
          się pogodzić
          • azoorek Re: karmienie piersią a smoczki 15.09.05, 16:28
            U mnie maly ma 2 lata i nadal przy zasypianiu uzywa smoczka. Przez pierwsze 3
            miesiace nie dostawal, dopiero jak z powodu alergii byl caly zsypany i nie mogl
            spac. Doszlam do wniosku, ze lepiej bedzie jak dostanie smoczek niz caly czas
            bedzie wisial przy piersi (od poczatku b. ladnie jadl- co 3 godziny), wkoncu
            zoladek tez musi miec przerwy m. posilkami- wtedy przynajmniej sie wysypial. I
            tak zostalo do tej pory. Ostatnio probowalam go odzwyczaic, ale byl b.
            rozdrazniony. Dorosnie, to sam zrezygnuje. Z tym, ze dostaje tylko do spania.
    • fizula Re: karmienie piersią a smoczki 16.09.05, 00:01
      Dzięki Mika za podzielenie się swoimi uwagami, przemyśleniami. No to ja też się
      podzielę, bo lubię wylewać czasem swoje myśli na klawiatrę ;o)
      mika01 napisała:
      Czytając
      > liczne wypowiedzi widzę wyrażnie,że większość,jeśli nie wszystkie z Was jest
      > ich zdecydowaną przeciwniczką.
      Przeczytałam wszystkie wypowiedzi na tym forum i uważam, że zdania w tym
      temacie są podzielone, a większość niekoniecznie jest bezsmoczkowa. Raczej dużo
      mam karmiących piersią daje równocześnie swoim dzieciom smoczka. Może pół na
      pół, ale nie dałabym głowy, kogo jest więcej.
      Napiszę czym dla mnie osobiście jest smoczek. To rodzaj tłumika dla dziecka,
      gdy już trudno cokolwiek wymyślić dla płaczącego dziecka lub gdy rodzice nie
      umieją (nie wiedzą jak) zaspokoić jakieś potrzeby dziecka. Obserwuję często w
      jakich sytuacjach rodzice podają smoczek i żadna dla mnie samej nie
      usprawiedliwiałaby podania go (dlatego dzieci spokojnie mi się wychowują bez
      smoczka):
      #gdy dziecko jest zmęczone, śpiące: należałoby je wtedy uspokić, uśpić, a nie
      uczyć niepotrzebnego (nic nie dającego) psującego zgryz ssania;
      #gdy dziecko dużo gaworzy (np. w kościele, gdy się rozmawia ze znajomymi), a
      rodzice chcą uciszyć dziecko: chyba lepiej zająć czymś dziecko niż zatykać mu
      buzię, by nie mogło się uczyć gaworzyć; podczas takiej sytuacji policzyłam
      kiedyś, ile razy dziecko miało wtykanego smoczka: 11 razy; ten maluch najpierw
      usiłować "pogadać" z rodzicami (ładnie gaworzył), potem zwrócić na siebie ich
      uwagę, potem jeszcze chciał być wzięty na ręce (wyciągał je do rodziców), a na
      koniec był już znudzony, rozzłoszczony (i zaczął w swojej bezsilności krzyczeć
      i płakać, wypluwać jak najdalej smoczka, ale rodzice nadal mu go wtykali) itd.
      #gdy dziecko ma dużą potrzebę ssania; wówczas też widzę bezsensowność zatykania
      dziecka smoczkiem; bo przecież ta duża potrzeba ssania coś wyraża, np.: *duże
      potrzeby energetyczne: często dziecko dużo ssące to dziecko również ruchliwe,
      bardzo żywotne, a więc potrzebujące więcej kalorii, więc należałoby je dać;
      * dziecko dużo ssące to czasami dziecko bardzo wrażliwe, potrzebujące bardzo
      dużo kontaktu fizycznego, więc dlaczego mu go zastępować "tłumikiem", lepiej
      przytulić czy nakarmić piersią, gdy głodne; * dziecko potrzebujące więcej ssać
      to często dziecko, które przeżywa zwiększony wzrost (tzw. kryzys laktacyjny), a
      więc dlaczego nie dać mu tej szansy maksymalnie wykorzystać, pozwolić, by
      zwiększyło sobie wytwarzanie mleczka, mogło się wreszcie najeść; * w końcu
      dziecko potrzebujące więcej ssania to niejednokrotnie dziecko zbolałe czy
      chore; nie wiem czy wiecie, ale odruch ssania jest tak silny, że nawet dziecko
      może nie czuć bólu; zresztą jeśli ma siłę więcej ssać, gdy jest chore, to
      należałoby się z tego tylko cieszyć, bo dzięki temu dostanie więcej ciał
      odpornościowych i innych składników, np. chociażby wody (co jest ważne gdy ma
      gorączkę).
      mika01 napisała:
      Natomiast po
      > okresie ustabilizowania laktacji,nauczeniu się karmienia naturalnego,wcale
      > nie łatwego,przez matkę i dziecko,co trwa przeciętnie ok.6 tygodni,smoczek
      > nic tu nie może już zepsuć.Może natomiast pomóc matce odetchnąc czasami
      A może należałoby się uczyć tak karmić piersią nasze dzieci, by właśnie był to
      czas wytchnienia, a nie czekania z niecierpliwością, kiedy maluch skończy.
      Często zwracam mamom uwagę, że karmiąc swoje świeżo upieczone maleństwa muszą
      też się troszczyć o siebie: powyginane, bojące się ruszyć, w niewygodnej
      pozycji, znudzone będą niecierpliwymi mamami, a to na pewno odczują ich dzieci.
      Często poprawa pozycji z niefizjologicznej (ze skrzywionym kręgosłupem) na
      wygodną owocuje, że mama karmi zadowolona, a dziecko zaczyna lepiej przybierać
      na wadze. Tak samo warto czasami wydłużające się karmienia wykorzystać na to,
      co się lubi, żeby nie było to zbyt uciążliwe: śpiewanie, czytanie, rozmawianie
      itd.
      Karmienie piersią nie ma być zamęczaniem siebie i dziecka i tak to warto
      wykorzystać, żeby było przyjemne dla obu stron: i mamy, i dziecka.
      mika01 napisała:
      Natomiast takie podrośnięte dziecko,szarpiące matkę za bluzkę i
      > robiące widowisko to coś ,co można by porównać do dziecka,które wpada w
      > histerię bo mama nie kupiła mu batonika-jest wyrazem pewnej niewydolności
      > wychowawczej.
      Surowo oceniasz. A może po prostu jest wyrazem typowego zachowania i uporu,
      kształtowania swojego zdania u 1,5 oraz 2 czy 3-lataka? Dzieci w tym wieku
      (zwłaszcza od 1 do 2,5 roku) jeszcze nie mają zbytnich umiejętności
      opanowywania swoich emocji i nie odsądzałabym ich rodziców od czci i wiary za
      to, że sobie ich dzieci pokrzyczą. A niejednokrotnie takie zachowanie jest
      wyrazem zmęczenia dziecka, a nie skutkiem postępowania rodziców. Nie wszystkie
      dzieci mają spokojne temperamenty, niektóre już od pierwszych godzin życia
      odreagowują swoje negatywne emocje krzykiem. A zmienia się to niesłychanie
      trudno.
      Dla równowagi, dla mnie, dziecko wrzeszczące wniebogłosy, że koniecznie chce
      smoka nie jest objawem niewydolności wychowawczej rodziców, ale wyrazem
      przyzwyczajenia go do smoczka.
      mika01 napisała:
      Przecież dziecko,które ma powyżej roku je juz naprawdę dużo
      > innych rzeczy i posiłki mleczne,czyli karmienie piersią,wystarczy podawać 3-4
      > razy dziennie.
      Nie każde dziecko powyżej roku je dużo innych rzeczy. Niektóre np. alergiczne
      dzieci dopiero zaczynają chcieć próbować (ale nie najadać się) inne rzeczy.
      Zresztą to się bardzo stopniowo zmienia, zwłaszcza u mam, które nie pracują
      zawodowo, a więc nie "wymuszają" tych zmian na swoich dzieciach. Wtedy gdy
      nadal są większość czasu z dzieckiem, zmiany od piersi do innego jedzonka
      przebiegają łagodniej i raczej wolniej (oczywiście zależy wiele od konkretnej
      mamy). IMiDz zaleca w wieku 1 roku proporcję: mleko-produkty bezmleczne w
      stosunku: 75% - 25%. A w wieku 2 lat: 25% - 75%. Ja sobie jednak myślę, że
      każde dziecko dojrzewa w swoim tempie i to, że wiele obserwowanych przeze mnie
      noworodków nie potrzebuje odbijać sobie połkniętego powietrza (tak dobrze
      łykają), to nie znaczy, że mój synio nie mógł mieć takiej potrzeby np. w wieku
      dwóch lat (do tego wieku po każdym posiłku koniecznie musiał beknąć, nawet
      siadał przez sen, żeby to robić). Podobnie jest z dojrzłością przewodu
      pokarmowego dziecka do innych pokarmów. Jedne dzieci są szybciej dojrzałe do
      przyswajania dodatkowego pożywienia, inne wolniej. Generalnie w drugim roku
      życia dzieci cierpią na największe niedobory żywnościowe w cywilizowanych
      krajach. Dzieje się tak dlatego, gdyż mamy odmawiają im swojego mleka (czy
      ograniczają mleko, do którego było przyzwyczajone), a inne pokarmy maluchy
      wówczas dopiero uczą się trawić i jeszcze nie przyswajają tak dobrze. Można się
      o tym przekonać chociażby obserwując zawartość pieluszki (czy nocnika) dziecka
      w drugim roku życia. Dziecko uczy się dopiero rozdrabniać i trawić składniki
      pokarmowe, a więc większość jest słabo rozdrobnione i niewchłonięte.
      A więc ta ilość: 3-4 razy na dobę dla dziecka powyżej roku dla mnie jest
      absolutnie nie do przyjęcia. Jest to bardzo arbitralne. Owszem czasami
      niektórym dzieciom w tym wieku może to wystarczać, ale nie mierzmy wszystkich
      jedną miarką. To że raz mój dwulatek ssie 3 razy, nie oznacza, że drugiego dnia
      też musi tyle samo razy ssać. Drugiego dnia może potrzebować bardzo częstego
      ssania jako np. wyraz bronienia się organizmu przed rozpoczynającą się infekcją
      (co nie zawsze tak od razu można stwierdzić, często dopiero post factum).
      mika01 napisała:

      > Stąd mój apel-nie współczujcie dzieciom ze smoczkiem w buzi.Skąd możecie
      > wiedzieć,że nie są karmione piersią? Moje już drugie dziecko ma i to,i to i
      > uważam ten wariant za bardzo szczęśliwy.
      Ja tam im nie współczuję, też kochają je rodzice, nikt nie jest doskonały. I
      nie zakładam, że nie są karmione piersią, bo często widzę
    • myszka785 Re: karmienie piersią a smoczki 19.09.05, 22:30
      moja maleńka miała bardzo mocną potrzebę ssania, cały czas z cycusiem w buzi,
      nie mogłam nic zrobić, bo bez cycusia w buzi nawet spać nie mogła!!! więc
      zaczęłam jej dawać smoczek w drugim miesiącu życia i wcale nie czuję się z tego
      powodu winna!... teraz córeczka ma 9 miesięcy, ciągle karmię ją piersią i będę
      pewnie karmić do roczku małej, a smoczek jest już jej coraz rzadziej potrzebny,
      sama się powoli odzwyczaja... jest przecież tyle innych rzeczy które można
      wkładać do buzi!!!
Pełna wersja