fizula
08.11.05, 22:17
Jak w tytule czyli: Dlaczego niektórzy ludzie z niechęcią, obrzydzeniem,
mieszanymi uczuciami, a niekiedy nawet z nienawiścią odnoszą się do karmienia
piersią? Doświadczamy tego i w rzeczywistości, i na tym forum nierzadko. A
nawet, jeśli ktoś akceptuje karmienie piersią, to zdarza się, że jest to z
wieloma z zastrzeżeniami. Czyli akceptuje karmienie piersią, ale... zawsze
znajdzie jakieś "ale", jakiś sposób "zmiany" naszego karmienia, który
ktoś "musi" nam radzić.
I można by wieść spór z takimi osobami, lekceważyć je, ale może lepiej
przyjrzeć się, co za tym stoi. Dlaczego niektórzy przejawiają niechęć, wstręt
czy inne negatywne uczucia odnośnie karmienia piersią?
Może jeśli lepiej zrozumiemy co za tym stoi, nie będziemy tak łatwo brały do
siebie osobiście ich argumentów, ich ubliżania, słów niechęci czy "dobrych
rad".
No więc właśnie chciałabym lepiej zrozumieć, co kieruje tymi osobami, jaka
czasem głęboka motywacja za tym stoi?
Pierwsza taka myśl, jaka mi przyszła to oczywiście negatywne doświadczenie,
które matka miała z własnym karmieniem piersią. A więc trudno oczekiwać
wsparcia od kobiet, które same nie wykarmiły piersią dziecka. Niestety
pokolenie naszych mam (zwłaszcza 40-50-60 latków) często doświadczało
niepowodzenia w tym względzie z powodu "dobrych rad" wówczas panujących
dotyczących dopajania, karmienia według harmonogramu godzinnego itd. Ale też
obecnie wielu mamom nie udaje się zwycięsko sprostać pierwszym problemom przy
karmieniu (bolesność brodawek, zapalenie piersi, niedobór pokarmu itd.) czy
na tyle uzbroić w cierpliwość by przetrwać "kryzysy laktacyjne" (skoki
wzrostowe maluszków) czy zwykłej ale silnej potrzebie ssania dziecka. Dlatego
warto u "zwycięzców" szukać rad czyli tych mam, które wykarmiły dziecko, mają
generalnie pozytywną postawę względem możliwości wykarmienia dziecka i
pozytywnego zakończenia tego karmienia.
Druga sprawa to kobiety, które pomimo braku własnego doświadczenia w tym
względzie z powodu braku akceptacji własnego ciała w ogóle odrzucają
karmienie piersią. A więc niektóre z nich od razu będą walczyć o prawo
podania swemu dziecku sztucznego mleka wynajdując różne ku temu powody.
Dlaczego nie akceptują tego aspektu ciała kobiecego i jego bliskiego kontaktu
fizycznego z dzieckiem? Myślę, że może być wiele ku temu powodów. Między
innymi taki, że same nie doświadczyły zwłaszcza w dzieciństwie szacunku,
troski i akceptacji własnego ciała. Wydaje mi się, że wulgaryzm w tym
względzie też jest tu jakimś sygnałem: nie mówię z szacunkiem i miłością o
własnym ciele i ciele innych osób, bo może mnie ktoś zranił pod tym względem,
nie doświadczyłam szacunku wobec spraw ciała ludzkiego. Szczególnie mogą tu
doświadczać problemów kobiety, które doświadczyły jakiejś przemocy, nadużyć
seksualnych. Myślę, że niektóre z tych kobiet mogą z góry z błotem mieszać
karmienie piersią (typ agresywny), a inne doświadczać podczas karmienia
piersią silnego psychicznego bólu (karmiąc piersią pomimo negatywnych przeżyć
z tym związanym), niechęci czy innego rodzaju trudności.
Wydaje mi się, że też możliwa jest taka sytuacja, kiedy kobiety pozornie
niezależne, pewne siebie, bardzo dbające o siebie będą żywić głęboki lęk
przed utratą miłości swojego męża, mężczyzny. Do tego stopnia, że wolą
odrzucić bliską fizyczną więź z dzieckiem , aby tylko być stale dyspozycyjna
dla męża, aby nie utracić nic z jego uczucia. Żeby przypadkiem pierś nie
stała się brzydsza, dłuższa, bardziej naznaczona naczyniami krwionośnymi wolą
na wszelki wypadek nie karmić. Tak bardzo się boją utracić uczucie kochanej
osoby. Oczywiście można gdybać, że doświadczyły już kiedyś takiej utraty (np.
w dzieciństwie strata miłości ojcowskiej, rozwód itd.). I może to skutkować
tym ukrytym brakiem zaufania do małżonka. Bo kobieta, która ufa swojemu
mężowi z całym spokojem i wolnością karmi piersią mając to poczucie pewności,
że "on będzie mnie kochać nawet gdybym trochę straciła na swej urodzie". I
troszczy się o swoje ciało nie z obawy, że przestanie być kochana, ale
dlatego, że sama lubi siebie i kocha swojego męża.
Czasami też widzę, że przyczyną niechęci do karmienia piersią jest silne
skoncentrowanie na swoich potrzebach. I w tym wszystkim ginie dziecko i jego
potrzeby, i jego indywidualny rozwój również w tym aspekcie. Często spotykam
się (już na sali położniczej) z takimi określeniami świeżo upieczonych mam
dotyczącymi ich dzieci: "To moje dziecko jest leniwe, złośliwe, ma zbyt dużą
potrzebę ssania itd.) Dla mnie takie postawienie sprawy może świadczyć, że
kobieta widzi problem w dziecku ("to zachowanie dziecka trzeba zmienić"), a
nie w braku własnego zrozumienia (potrzeba większego zrozumienia dziecka,
akceptacji, pomocy mu zamiast zmieniania go czyli "to moje zachowanie można
zmienić, żeby pomóc dziecku").
Oczywistym powodem niechęci do karmienia piersią jest też niepogłębiona
wiedza.
Ciekawa jestem Waszych opinii. Niejednokrotnie osoby, które się wypowiadają
na tym forum (nie-matki karmiące) rysują nasz portret psychologiczny jako
niedbającej o siebie, skoncentrowanej na dziecku, sfrustrowanej matki-polki,
nierzadko nie przebierając w słowach. Nie dołączajmy się do nich w tym
szkalowaniu siebie nawzajem. Raczej chodzi mi o zrozumienie, dlaczego inni
nie mogą, nie potrafią docenić karmienia piersią i naszego tutaj wspierania
się. Z całą kulturą i szacunkiem to zróbmy.
Przyznam się, że biłam się z myślami czy ten wątek założyć tu czy na naszym
prywatnym forum... Ale co tam, ryzyk-fizyk, jestem dobrej myśli.
Bywajcie zdrowi (tym razem moja starsza latorośl jest z anginą)!