dagmama 17.11.05, 08:30 Po namyśle stwierdzam, ze dobrze, ze wynaleziono butelkę)) Przeczytajcie: wiadomosci.onet.pl/1,15,10,5835365,17433054,80395,0,forum.html Odpowiedz Link czytaj wygodnie posty
falafala Re: Jeszcze o mamkach. 17.11.05, 08:58 A juz kiedys czytalam podobny artykul wlasnie z naciskiem na instynkt maciezynski. Tu nie chodzi o sposob karmienia (to tylko jedno z wytlumaczen (gdyby ktos chcial, tak jak na dworch polskich, moglby znalezc mamke na miejscu), ale stylowi zycia - mozna powiedziec wielce rozpustnemu panujacemu na dworach francuskich (i nie tylko) dziecko nijak nie przystawalo), ale o podejscie do niemowlaka, ktore przez wieki byly uwazne za nieczlowieka, a w najlepszym przypadku za niepelnego czlowieka (jakis produkt uboczny bycia kobieta, kobiety w tamtych czasach mialy okres gora kilka razy w zyciu, reszte czasu byly w ciazy). Wszystko mozna sobie wmowic, dlatego w swietle takich i innych zwyczajow (jak np. usmiercanie niepelnosprawnych niemowlakow, czy pierworodnych niemowlakow plci zenskiej) smiesznym jest wmawianie komukolwiek, ze istnieje instynkt maciezynski. Osobiscie uwazam, ze podlega on kulturowym wplywom i jest slabszy nawet od popedu plciowego. Odpowiedz Link
dagmama Re: Jeszcze o mamkach. 17.11.05, 09:34 Oczywiście. Nawet nie można tego nazwać instynktem, bo przecież nie dotyczy on wszystkich kobiet. Jestem w złośliwym nastroju i wysnułam też wniosek, że stosunek do karmienia piersią, jakoby niszczyło figurę i psuło stosunki z mężem, pozostał do dziś w jakiejś formie. Odpowiedz Link
falafala Re: Jeszcze o mamkach. 17.11.05, 10:36 Ha ha, masz racje dagmama, ja to zawsze, jak ktos mi mowi ze jest rownouprawnienie to twierdze, ze nie ma rownouprawnienia poki kobiety nie patrza na siebie jako czlowieka, a tylko jako przedmiot zainteresowania mezczyzn. Musialybysmy potrafic sie wyzwolic z tego syndromu uzaleznienia, choc sie na to nie zanosi (co pewnie i mnie osobiscie dotyczy). Nie chodzi tu o zapuszczenie wlosow na nogach, spalenie stanikow itd (bo skoro lubie wlasne cialo to dbam o nie ) ale jakas zdrowa akceptcje wlasnej plci, co udaje sie wielu mezczyznom, a tylko nielicznym kobietom. Jak swiat dlugi i szeroki istnieje dominacja mezczyzn we wszystkich kulturach i oni narzucaja kobietom sposob myslenia i postrzegania siebie i swojego ciala i tego co dla nich jest dobre. Odpowiedz Link
dagmama Re: Jeszcze o mamkach. 17.11.05, 11:40 Otóż to. Często postrzega się nasze długie karmienie (a czasem też w ogóle karmienie piersią) jako rezygnację z bycia kobietami swoich mężczyzn, a także z wyglądu (legendy o piersiach po pas, wypadających zębach) na rzecz bycia wyłącznie matką. Tak, jakby powstawał jakiś dylemat i ja bym wybrała dziecko. W każdym razie zwykle pada pytanie, co na to mój mąż! W tym koszmarze wychowywania dzieci w tamtych czasach uderza mnie też to, że prawie nic z tego nie ma we wcześniejszej literaturze. Nie ma miesiączek, ciąży, karmienia piersią, kobiety istniały tylko stworzone przez mężczyzn. "Nana" to przecież Zola, a "Lalka" to Prus, mężczyźni. Przez wiele wieków nikt się z kobietami nie liczył i teraz, kiedy wiem, jakie to ważne, mimo, ze, kobiece, sprawy, przeraża mnie los naszych przodkiń. Odpowiedz Link
falafala Re: Jeszcze o mamkach. 17.11.05, 12:22 Przykre. Oj dobrze, ze nam dano jakis wybor w tym moze nie doskonalym, ale zawsze o wiele lepszym niz kiedys i gdzies swiecie. I wogole dobrze, ze moj maz przyjmuje normlnie, ze jestem w ciazy i ze pozniej karmie dziecko i ma "radoche" ze wszystkich zmian Przeciez to ciekawsze niz wiecznie idealna, perfekcyjna lala z obrazka, ktora odstawia sie jak sie znudzi. W koncu np. karmienie piersia dziecka jest takie krotkie, jak porownac z dlugoscia zycia. Ale wstrzasa mnie to co wciaz sie dzieje na swiecie. Wlasnie dostalam ulotke UNICEF, pisza ze na swiecie jest 130mln kobiet obrzezane, co 15sec dziewczynke dotyka ten los. Przerazajace i nie wiadomo czy ten proceder czy tez nie bardziej fakt, ze to kobiety robia kobietom i czesto matki robia corkom. Odpowiedz Link
dagmama Re: Jeszcze o mamkach. 17.11.05, 13:11 Ponieważ to przede wszystkim kobiety stoją na straży tradycji, obyczajów, stereotypów. Obrzezanie działa jak fala w wojsku z pokolenia na pokolenie. Na przykład nas w Polsce to głównie kobiety wychowują dzieci, (można powiedzieć, że nasi mężowie są pierwszym pokoleniem ojców przewijających i pokazujących się z wózkiem) i jest to nadal wychowanie tradycyjne. Dziewczynka pomaga w domu, chłopiec swobodniej rozwija swoje zainteresowania. Gorzej się uczy, ale na tę naukę jest kładziony większy nacisk - musi zdobyć dobrą pracę. Dziewczynka ma wyjść za mąż i sprawdzić się w roli matki a przecież tradycyjnie pomija się wychowanie seksualne. Może za bardzo generalizuję. No i ta presja społeczna. Jeśli pracujemy, to zaniedbujemy rodzinę. Jeśli nie, to jesteśmy kurami domowymi bez ambicji. Długie karmienie, przynajmniej moje, zwykle to inne kobiety negują. I to kobiety nas krytykują, teściowe, szwagierki, sąsiadki, nie mężczyźni. Odpowiedz Link
falafala Re: Jeszcze o mamkach. 17.11.05, 13:57 Cos w tym jest, ale nie wiem wlasciwie z czego to glownie wynika? Czy mezczyzni po prostu milcza, bo uwazaja, ze to nie ich sprawa i nie beda sie wtracac w babskie "sekrety", czy raczej w rzeczywistosci nie przywiazuja tak wielkiej wagi do tego ze kobieta karmi piersia jak sie to moze wydawac. Tak jak z wygladem zewnetrznym, zaloze sie, ze i w twoje szkole najwieksze powodzenie mialy dziewczyny wcale nie najladniejsze, a czasami znacznie odbiegajace od tego oficjalnego wzorca (co nie znaczy ze brzydkie). Moze oficjalnie mezczyzni komentuja i zachwycaja sie jakimis laskami, ale jak przychodzi co do czego to zakochuja sie w zupelnie przecietnych dziewczynach. Skonczylam elektronike i mialam duzy przeglad typow meskich dookola. Wiele z tych gadatliwych "antyszowinistow" uczestniczylo z wielkimi emocjami w porodzie zony, jakos nie przeszkadzalo im, ze karmi dziecko piersia, traktowali to tak typowo po mesku, czyli normalnie jest jak jest. Za to najgorsi sa ci zakompleksieni, wtedy zawsze beda swoje fobie przerzucac na plec przeciwna. Odpowiedz Link
dagmama Re: Jeszcze o mamkach. 17.11.05, 14:44 Może chodzi o to, że kobieta realizuje się głównie jako matka? Jest na tym polu doświadczona i młode matki (koty, he he) lubi ustawiać. Źle jest, kiedy mężczyźni nie wtrącają się w te konflikty. Wtedy zostawiają żonę samą z problemami, zrzucając na nią również samo wychowanie. Na szczęście u mnie jest jasne, że liczymy się my i nasze dziecko. Do karmienia nikt się nam nie wtrąca (oprócz mojej mamy telefonicznie), a kiedy mama męża sugerowała mi wczesne sadzenie na nocniku, sam z nią załatwił, żeby szanowała nasz wybór. A mógłby pozwolić, byśmy miesiącami się o to kłóciły, co w wielu rodzinach ma miejsce. A propos lasek, moja mama mówi, że nie robi się z żony kochanki, a z kochanki żony. Jest to przekonanie, że kobieta nie może być jednym i drugim, a zarazem przyzwolenie na zdradę (bo żonie nie wypada być dobrą w łóżku). Odpowiedz Link
falafala Re: Jeszcze o mamkach. 17.11.05, 14:52 Tak jak we Wloszech mama to tlusciutka baba przy garach a inne laseczki ho ho... Moja cora sie odstawila w wieku 14 miesiace, ale mimo, ze w koncu bardzo dlugo nie karmilam, to jednak powyzej sredniej i tesciowa juz subtelnie pytala, czy nie przekarmiam dziecko, bo to kolacja a pozniej jeszcze z piersi na dobranoc. Ale rozbudowalysmy ten watek, od mamek do kochanek. Odpowiedz Link
jagandra Re: Jeszcze o mamkach. 17.11.05, 18:13 Jaka dyskusja )) Przede wszystkim wydaje mi się, że mamka nie ma tu nic do rzeczy, bo można by też dziecko oddać gdzieś daleko, powiesić na kołku i karmić butelką. Albo wynająć mamkę i jednak dbać o dobro dziecka. Straszny ten artykuł (( Ale wiecie co? Jestem feministką i dla mnie naturalny poród i karmienie piersią są wyrazem feminizmu (a jak wiadomo jest tyle definicji feminizmu ile feministek )). Bo jest w tym szacunek dla ciała kobiety, przekonanie, że ma dużą siłę sprawczą - może urodzić dziecko i wykarmić je, jaka to potęga! I jaki mistycyzm, ciąża - 2 osoby w jednej, poród - wyłonienie jednej osoby z drugiej, karmienie piersią - przedłużenie tej mistycznej więzi. I jak głęboko to jest w naszej kulturze pogrzebane. A z szacunkiem dla kobiety i jej cielesności wiąże się szacunek dla małych dzieci, im mniejsze tym bliższe matki, im bardziej traktowane jako niepełni ludzie, tym większa przemoc wobec kobiet. Te pytania "co na to mąż?" - na karmienie piersią, na spanie z dzieckiem - sprawiają, że czuję, jakbym musiała wybierać między dzieckiem a mężem Nie chcę wybierać. Ale jakbym musiała, wybrałabym dziecko, bo mąż w końcu jest dorosły i poradzi sobie beze mnie. Na szczęście żyję w czasie i miejscu, który nie skazuje na zależność od mężczyzny i nie każe rezygnować z siebie i dziecka, by zaspokajać jego potrzeby. Odpowiedz Link
mizinke Re: Jeszcze o mamkach. 17.11.05, 19:09 Całkowicie zgadzam się z Tobą co do feminizmu rozumianego jako dawanie sobie prawa do przeżywania i "konsumowania" swojej kobiecości we wszystkich jej aspektach. Dla mnie ciąża, poród i karmienie to absolutny mistycyzm, którego częścią jest ból,zmęczenie,krew. Mój mąż też woli spać ze mną, niż sam, ale wie, że młodych nie karmi się wiecznie (bo chyba do wojska to nie jest za długo )?. Jest to wyrzeczenie z jego strony, ale on nie robi tego dla mnie, tylko dla swojego dziecka. Odpowiedz Link
dziubulek111 Re: Jeszcze o mamkach. 20.11.05, 19:52 Zmieniło się wiele, ale nie wszystko... Kura domowa jako stereotyp wciąż ma się świetnie, a z mojej byłej klasy dwie trzecie jeszcze samotnych (mam prawie 30 lat). Dziś moda na europejskość, na kariery itd. W tym wszystkim gdzieś gubi się to, co ważne. Jasne, że nie każdy chce być rodzicem, ale bycie rodzicem nie jest w modzie. Szczególnie rodzicem przed trzydziestką, nie mówiąc już o 25-letnich mamach i młodszych. Marzy mi się świat, w którym szacunkiem byłyby darzone młode pary z dziećmi, nawet te, które ekonomicznie nie radzą sobie świetnie i wspaniale. W którym dziecko byłoby w porę nawet u studentki bez grosza i nikt nie pukałby się w czoło, że tacy młodzi i już są małżeństwem... - i nie podejrzewał o wpadkę, jak mnie... Nie chodzi mi o pomaganie finansowe, pomoc społeczna itd., ale akceptację. Radość dziadków. A nie kiwanie głowami nad naszą głupotą, że tak młodo mamy młode Teresa Odpowiedz Link
ss34 Re: Jeszcze o mamkach. 20.11.05, 19:55 a ja dokarmiałam od czasu do czasu dwoje dzieci, dwóch moich koleżanek, za ich zgodą oczywiście. Odpowiedz Link