ahniszka
30.01.06, 14:18
niby już było wiele na ten temat, a nie znalazłam wiele dla siebie, może któraś z Was miała podobne doświadczenia...
Pierwszy maluch ma 19 m-cy (ale rozmiary 2,5 latka), zawsze był strasznym ssakiem, drugi - w brzuszku - 14 tyg. A ja jestem mamą karmiącą, pracującą zawodowo, remontującą i w ogóle aktywną. I widzę, jak zmniejszyła mi się ilość pokarmu. Skąd wiem? Ano, Szymon melduje po paru chwilach "nie ma". Nie przeszkadza mu to jednak ssać pół godziny, budzić się o 5 rano (wtedy ssanie trwa z godzinę). Czuję się... smoczkiem

. Zawsze podobała mi się idea karmienia dwójeczki, ale zaczynam zadawać sobie pytanie, gdzie tu korzyść dla kogokolwiek? Może emocjonalna dla Szymka, ale naprawdę głupio się czuję jako smoczek, trochę wykorzystana. Zresztą intuicja mi mówi, że on jest dość dojrzały psychicznie i traktuje pierś jak należącą mu się przyjemność, taką jak czytanie książek itp. Gdzie jest ta wąska granica sensowności? Rezygnacja z pracy ani ze sportu nie wchodzi w grę... poradźcie, proszę.