A jednak coś nie tak z Waszą tolerancją....

15.01.07, 22:34
Hm....Godzinę temu dopisałam się, jako mama butelkowa, do niezbyt miłego
postu założonego przez inną mamę butelkową. Napisałam o swoich
doświadczeniach jako mamy butelkowej, swoich przekonaniach - a także szacunku
i wsparciu, jakie odczuwam wobec mam karmiących piersią, także długo.

Jednak sprawne cenzorskie cięcie nie umożliwiło mi przekazania większej
rzeszy forumowiczek tych słów. Ciekawa jestem, dlaczego, bo wątek , a już na
pewno nie moja wypowiedź - nie łamał żadnej zasady forum i był zgodny z
netykietą.

Przykre to i zastanawia mnie - na ile jednak jesteście tolerancyjne - choć
same tej rolerancji tak mocno się domagacie...

Szkoda, ze nie zrobiłam sobie kopii swojego posta, teraz piewrsza lepsza
osoba będzie mogła udowadniać, że "coś" w nim było nie tak.

No cóż, w takim razie z zadyszką i zygzakiem uciekając przed koszącym
cenzorskim rykoszetem - raz jeszcze - POZDRAWIAM WSZYSTKIE MATKI.
    • fizula Re: A jednak coś nie tak z Waszą tolerancją.... 16.01.07, 00:06
      Twój post mi się nawet podobał, jeśli masz ochotę na Twoim własnym wątku Ci go
      przytoczę (jeśli się zgodzi osoba, która skasowała Twój post). Ale list Twojej
      poprzedniczki łamał zasadę WZAJEMNEGO SZACUNKU I KULTURY nie tylko w moim
      odczuciu.
      Zresztą zauważ, że jest to forum dla mam karmiących piersią. Ja jednak nie
      kasuję naszych gości, jeśli nie obrażają nikogo. Twoja przedmówczyni jednak nas
      nieładnie nazwała. Co za dużo, to niezdrowo.
      Z pozdrowieniem dla mam butelkowych! (Ja jednak mam szacunek, a na 100% i
      tolerancję również dla mam "butelkowych", dlatego daję im sobie w spokoju
      udzielać wsparcia na ich forum. Zresztą wyssałam go z butli od mojej własnej
      mamy, której powiedziano, że z powodu płaskich brodawek nie ma nawet co
      próbować mnie karmić piersią).
      Iza
      • melba76 Re: A jednak coś nie tak z Waszą tolerancją.... 16.01.07, 00:28
        Decyzję czy przytaczać wykasowany post, czy nie - zostawiam administarcji tego
        forum. Ja wiem, co napisałam, w jakiej intencji i że nie godziło to w nikogo.
        Co więcej - odcinałam się od ironicznego tonu autorki wątku.
        Myślę, że jeśli tamten, a nie mój post, łamał zasady - można było ciachnać
        tylko jego i pozwolić wątkowi się rozwinąć lub też umrzeć śmiercia naturalną.
        Ale nie ja tu moderuję wink

        Niemniej - jeśli Wasze forum jest wyciągnięte na stronę główną gazety, musicie
        się chyba liczyć teraz z przypadkowymi odwiedzinami przypadkowych GOŚCI i
        różnymi, nie tylko pełnymi poparcia, wypowiedziami, prawda?

        Ja jestem zwolenniczką wolności słowa, nawet jeśli poglądy zdecydowanie mi się
        nie podobają. Dopóki są wyrażane godnie i kulturalnie - niech będą widoczne.....

        Ja sama, robiąc akcję butelkową, doświadczyłam na łamach for gazetowych
        agresywnych i wulgarnych ataków od zwolenniczek karmienia/długiego karmienia,
        także od bardzo aktywnych i zaangażowancyh tu forumek. Niemniej chciałam się
        wypowiedzieć "ponad podziałami" i zdystansować do pierwszego, niegrzecznego
        postu matki butelkowej.

        Nie podoba mi się dzielenie matek na lepsze i gorsze, butelkowe i cyckowe, i
        tak dalej. Dla mnie są tylko matki złe (wszelkie patologie) i dobre. I do
        takich zaliczam większość tu się wypowiadających osób. Oraz siebie smile

        Skoro dorwałam się już do głosu, chciałam szczególnie serdecznie pozdrowić
        Jagandrę, która od początku stała murem za ideą szacunku wobec macierzyństwa
        butelkowego (dziękuję) i dała mi - osobiście - mądrą lekcję tolerancji wobec
        rzeczy i modeli, które nie do końca rozumiem. smile)))))
        • dagmama Re: A jednak coś nie tak z Waszą tolerancją.... 16.01.07, 09:19
          Jestem ciekawa co napisałaś.
          Osobiście uważam, że wybralam odpowiadający mi model karmienia i macierzyństwa.
          Co do mam butelkowych: szczerze, naprawdę szczerze szanuję wybór. Ale kiedy
          spotykam znajomą mamę butelkową i ona skarży się, że maleństwo (noworodek) ma
          kolki i krzyczy całe noce, to ZAWSZE wydaje mi sie, że to wina tego
          nienaturalnego mleka. I nic na to nie poradzę.
          Na fora o butelce nie wchodzę, bo nie mam po co. Na pewno nie będę tam
          przekonywac do naturalnego, ani długiego karmienia.

          A nie, raz byłam, "Butelka pełna miłości" czy jakoś tak. Odniosłam bardzo miłe
          wrażeniesmile
          • melba76 Re: A jednak coś nie tak z Waszą tolerancją.... 16.01.07, 09:22
            Czy dzieci na piersi nie mają kolek? Moje, butelkowe - miało. I znam kupę
            dzieciaków karmionych piersią, które też miały kolki i to upiorne.
            • dagmama Re: A jednak coś nie tak z Waszą tolerancją.... 16.01.07, 09:29
              Moje nie mialo. Autentycznie.
              Ja winie butelkę za kolki, a jest mnóstwo osób, które wchodza na to forum, zeby
              nas oskarżac o uzależnienie dziecka, że jeśli male boi się obcych, to dlatego,
              ze jest dlugo karmione.
              Czyli przekonanie o tym, że sposób karmienia ma wpływ na różne rzeczy, jest po
              obu stronach.
              • melba76 Re: A jednak coś nie tak z Waszą tolerancją.... 16.01.07, 09:35
                Tzn. ja nie zapytałam o Twoje dziecko, tylko ogólnie o dzieci piersiowe.
                Oczywiście rozumiem, że Ty akurat winisz za kolki mleko sztuczne, natomiast
                FAKTY są takie, że dzieci karmione piersią miewają kolki równie uporczywe,
                dolegliwe i bolesne, jak te, które piersią karmione nie są.
                Statystyk nie znam - i pewnie ich nawet nie ma.
                Niemniej jednak znam więcej matek i dzieci "piersiowych" niż "butelkowych" - bo
                to, przynajmniej w pierwszych 3/6 miesiącach życia dziecka powszechniejszy
                model. Siłą rzeczy - znam wiele, naprawdę wiele przypadków kolek u dzieci na
                piersi.
                Btw. ponieważ moja córka miała kolki duże - czytałam wszystko, co się dało na
                ten temat, wszędzie , gdzie się dało i atakowałam każdego pediatrę, jaki
                nawinął mi się na rękę. NIGDY I NIGDZIE nie natknęłam się na choćby sugestię,
                ni emówiąc już o badaniach naukowych - że za kolki odpowiada pokarm sztuczny!

                Ok, to tyle, bo nie chciałabym skręcić w nurt dyskusji "co lepsze, co gorsze" -
                nie po to tu zabrałam głos.
                • dagmama Re: A jednak coś nie tak z Waszą tolerancją.... 16.01.07, 09:42
                  Fakt, chodziło o tolerancjęsmile
                  Umówmy się, że nic nie zależy od sposobu karmienia, jeśli matki kochają dzieci
                  i chcą dla nich jak najlepiej.
                  Mam nadzieję, że Twoja wypowiedź się znajdzie.
                • ik_ecc co do kolek 16.01.07, 23:50
                  Istnieje teoria, ze pokarm nie ma wplywu na kolki, czy raczej na wiekszosc tego
                  co sie nazywa "kolka". Na tzw. zachodzie termin kolka (collic) nie oznacza bolu
                  brzucha tylko pewna ilosc placzu przez pewna ilosc dni w tygodniu (3 godziny
                  dziennie przez 3 dni w tygodniu chyba). Rozwiazania na to, wg wiekszosci
                  pediatrow, "nie ma". Jest jednak pewien pediatra, ktory sugeruje konkretne
                  traktowanie dziecka na rozwiazanie kolek. Ja sie akurat stosowalam i moje
                  dziecko kolek nie mialo (ani zachowan ogolnie nazwanych "kolkami").
              • monee.1 Re: A jednak coś nie tak z Waszą tolerancją.... 17.01.07, 12:15
                Witam,
                ja karmię już rok i 9 miesięcy i z własnego doświadczenia wiem,że dziecko
                karmione wyłącznie piersią też może mieć kolki, i to jakie....
                Moje miało przez miesiąc, dopóki nie wypróbowałam wielu lekarstw i nie trafiłam
                wreszcie na to, które poskutkowało (Gripe Water). Działo się tak mimo
                rygorystycznego przestrzegania przeze mnie diety.
                Pozdrawiam wszystkie mamusie.
        • jagandra Re: A jednak coś nie tak z Waszą tolerancją.... 16.01.07, 21:25
          > Skoro dorwałam się już do głosu, chciałam szczególnie serdecznie pozdrowić
          > Jagandrę, która od początku stała murem za ideą szacunku wobec macierzyństwa
          > butelkowego (dziękuję) i dała mi - osobiście - mądrą lekcję tolerancji wobec
          > rzeczy i modeli, które nie do końca rozumiem. smile)))))

          Melba, Ty się lepiej ustosunkuj do moich dobrych rad zawartych w mailu do Ciebie ;PPP bo się doczekać nie mogę.
          Co do poparcia akcji butelkowej, to przyznam, że był czas, gdy tego poparcia żałowałam, bo okazało się, że raczej nie mogę liczyć na poparcie mam butelkowych dla długiego karmienia. A w sumie czemu miałabym być taka bezinteresowna, dawać i nie dostawać? Teraz już bym nie poparła akcji butelkowej, poparłabym chętnie ogólniejszą akcję namawiającą do przyznania kobietom prawa do tego, by to czy karmią i jak długo uzależniały od potrzeb swoich i dziecka; by nie twierdzić, że matki karmiące butelką krzywdzą dziecko brakiem miłości, a te karmiące 2-, 3- czy 4-letnie dziecko krzywdzą je nadopiekuńczością.
          Pozdrawiam nawzajem smile
          • melba76 Re: A jednak coś nie tak z Waszą tolerancją.... 16.01.07, 23:15
            Jagandra, ogólnie Cię rozumiem, myślę jednak, że jest subtelna różnica - Ty
            jako mama piersiowa, nie doświadczasz dyskryminacji, szyderstw, poniżania,
            odmowy pomocy ze strony pediatrów, pielęgniarek, położnych itp. Przynajmniej
            tak zakładam.
            Myślę, że mamy i butelkowe i długo-piersiowe borykają się z debilnymi uwagami -
            na forum, w rodzinie, w pracy, wśród znajomych itp. Jednak tylko butelkowe (tak
            zakładam) doświadczają opresji ze strony służby zdrowia. To było głównym
            motorem akcji.

            PS. Do rad sie ustosunkowuję mentalnie, wiesz że ze mną jak z domowym
            bimberkiem - muszę podojrzewać, a potem kipię wink Niedługo wykipię.
            • fizula Re: A jednak coś nie tak z Waszą tolerancją.... 18.01.07, 00:40
              melba76 napisała:
              Ty
              > jako mama piersiowa, nie doświadczasz dyskryminacji, szyderstw, poniżania,
              > odmowy pomocy ze strony pediatrów, pielęgniarek, położnych itp. Przynajmniej
              > tak zakładam.
              Cha cha! To jest wyłącznie Twoja prespektywa. Ponieważ przyjeżdżam z pomocą do
              mam karmiących piersią najczęśćiej tuż po porodzie (albo rozmawiam wtedy przez
              telefon) i do domu, i do szpitala, tudzież ostatnie 1,5 roku przepracowałam na
              położnictwie, to mam na ten temat dosyć wyrobione zdanie. Odmowy pomocy?-
              bardzo często, obojętności- na co dzień, poniżania- oczywiście wtedy, gdy mamy
              mają największe problemy.
              Niestety, ale notorycznie się stykałam z dokarmianiem (mieszanką, 5% glukozą)
              dzieci karmionych piersią wbrew woli ich rodziców, czasem za ich plecami, bez
              ich wiedzy. Czasem strzykawką, czasem, o zgrozo, butelką, co powodowało u
              części dzieci trudności w ssaniu piersi (np. nadmierna ospałość, zaburzenia w
              sposobie ssania piersi), a u mam podkopanie wiary w siebie, w swoje możliwości
              wykarmienia piersią własnego dziecka czy zbyt małe pobudzenie do wytwarzanie
              mleka. Wyszydzanie czy niezrozumienie bólu (np. pokrzykiwanie) podczas ssania
              dziecka przy uszkodzonych brodawkach, podczas nawału. Nie będę już opisywać
              drogi przez mękę mam wcześniaków, które chcą karmić piersią. Niestety
              rozdzielenie matki i dziecka nierzadko owocuje tym, że personel stawia matkę
              przed faktem dokonanym: karmimy butelką (jakby nie było innych alternatyw poza
              tymi dwoma formami karmienia). Niestety personel czy z racji niedouczenia czy
              własnych "ciekawych" przekonań często nie raczy nawet poinstruować matki
              wcześniaka, że powinna jak najszybciej po porodzie zacząć odciągać pokarm.
              Opresji ze strony służby zdrowia doświadczają też mamy karmiące piersią na
              późniejszym etapie. Nie dalej jak kilka tygodni temu zadzwoniła do mnie
              zrozpaczona mama, której pediatra kazał odstawić dziecko od piersi, bo "może
              być uczulone na jej mleko". Już mi się nie chce nawet komentować potwornie
              niskiego poziomu takiej wypowiedzi: dziecko może być uczulone na składnik diety
              matki, a nie na jej mleko. Dzieciątko miało tylko nieznaczną wysypkę na buzi,
              matka zresztą nie wykluczała alergii kontaktowej (na coś z otoczenia, tu:
              proszek).
              Jak dla mnie brakiem pomocy ze strony służby zdrowia jest też to, że nierzadko
              pediatrzy, gdy przyrost wagi jest zbyt mały, podają jako jedyne rozwiązanie
              dokarmianie sztucznym mlekiem, podczas gdy powinni zachęcić do rozbudzenia
              laktacji i dokarmiania alternatywnymi metodami,ale matczynym odciągniętym
              mlekiem. Tu się też kłaniają przestarzałe dane, którymi się posługują,
              wymagając od dzieci wyższych przyrostów wagowych niżby należało.
              No ale trudno im się dziwić: o zaletach karmienia piersią dowiadują się tylko
              na studiach, później bez samodzielnego douczania, to tylko od producentów
              mieszanek same zalety sztucznego mleka poznają.
              Wszelkie oddzielanie matki od dziecka jest niestety też utrudnianiem karmienia,
              a w wielu jeszcze szpitalach z byle powodu następuje separacja. Np. przy
              fototerapii w żółtaczce fizjologicznej (w tym okresie, gdy najbardziej dla
              laktacji liczy się kontakt matka-dziecko).
              No to sobie tej żółci upuściłam trochę, bo ja tak bardzo lubię szpitale ;o)
              Zauważ jeszcze, że mamy karmiące piersią głodne niemowlę, nie mówiąc już o
              starszym dziecku mogą być jeszcze posądzane o skłonności ekhibicjonistyczne, o
              przekarmianie (np. gdy mama ma szybki wypływ i dziecko dużo ulewa albo dziecko
              często ssie, co jest normalne przy naturalnym karmieniu), o niedokarmianie (bo
              się często domaga ssania i płacze, żeby się upomnieć o nie).
              Także nie masz racji pisząc, że tylko butelkowe mamy doświadczają opresji ze
              strony służby zdrowia. Takie sytuacje podkarmiania za plecami matki dodatkowym
              pożywieniem jest też niestety zjawiskiem występującym nawet w szpitalach
              odznaczonych jako przyjazne dziecku (w mojej miejscowości :o(), chociaż matki
              wybierając taki szpital miałyby prawo oczekiwać, że będzie wspierane karmienie
              piersią.
              Ciekawe jest jednak, że mamy butelkowe nawet u nas szukają akcpeptacji swojego
              sposobu karmienia. Ja jakoś nie mam potrzeby, by przyklaskiwały mi również
              mamy karmiące butelką.
              Otwarcie przyznam, że u mnie nie znajdziecie tejże akceptacji karmienia
              butelką, to są wyjątkowe, zazwyczaj tragiczne, bardzo trudne sytuacje, gdy
              karmienie butelką jest uzasadnione. Chociaż mamy karmiące butlą niezależnie od
              tego mogę lubić i nie utrudniać, nie obrzydzać im tego, co robią. Dlatego też
              nie wchodzę na forum butelkowe i nie oceniam tamtejszych mam. Po co mam je
              denerwować??? (Raz tylko mi się zdarzyło, gdy doktorek pisał, że po roku to
              karmienie piersią już jest do kitu).
              Cz. ostatnia pt. Kochajmy się! :o)
              • jagandra Re: A jednak coś nie tak z Waszą tolerancją.... 18.01.07, 19:00
                No właśnie, też mi się wydaje, że raczej przydałaby się jakaś akcja skierowana do personelu medycznego, by szanował matki po prostu. Ja też słyszałam niefajne teksty na oddziale położniczym, mimo że karmiłam piersią. Nie tylko w związku z karmieniem jako takim, ale ponieważ chciałam, by mała była ze mną w pokoju, dowiedziałam się, że mam poczucie winy: "matka, ty masz poczucie winy".

                > Ciekawe jest jednak, że mamy butelkowe nawet u nas szukają akcpeptacji swojego
                > sposobu karmienia. Ja jakoś nie mam potrzeby, by przyklaskiwały mi również
                > mamy karmiące butelką.

                Ja to inaczej rozumiem. Nie szukam u osób karmiących butelką akceptacji mojego długiego karmienia, ale raczej odczepienia się, niekrytykowania i uznania, że niezależnie od sposobu karmienia ja jako ja jestem OK, tak z grubsza.
                • fizula Re: A jednak coś nie tak z Waszą tolerancją.... 19.01.07, 21:13
                  > Ja to inaczej rozumiem. Nie szukam u osób karmiących butelką akceptacji
                  mojego
                  > długiego karmienia, ale raczej odczepienia się, niekrytykowania i uznania, że
                  n
                  > iezależnie od sposobu karmienia ja jako ja jestem OK, tak z grubsza.

                  Coś w tym jest.
                  Mi się jednak wydaje, że mamy karmiące butlą mogą korzystać z takiej
                  racjonalizacji "słodka cytryna". Nie udało się karmić piersią, ale trudno się
                  przyznać przed sobą jaki to cios dla matki. Więc można zacząć udowadniać sobie
                  i innym, że właściwie to karmienie piersią jest nic nie warte.
                  No i oczywiście miło mi, że oburzona autorka wątku potrafi akurat nasz wybór
                  uszanować i nie udowadniać nam, że karmienie piersią jest do kitu, a długie to
                  już całkiem bez sensu.
                  Ja osobiście staram się też szanować wybory inne od mojego własnego, co się
                  czasem przejawiało w tym, że pomagałam w karmieniu butelką.
                  Pozdrawiam ciepło!
                  Iza
                  • jagandra Re: A jednak coś nie tak z Waszą tolerancją.... 20.01.07, 16:17
                    > Coś w tym jest.
                    > Mi się jednak wydaje, że mamy karmiące butlą mogą korzystać z takiej
                    > racjonalizacji "słodka cytryna". Nie udało się karmić piersią, ale trudno się
                    > przyznać przed sobą jaki to cios dla matki. Więc można zacząć udowadniać sobie
                    > i innym, że właściwie to karmienie piersią jest nic nie warte.

                    Na pewno tak jest w niektórych przypadkach. Ale znam też przeciwniczkę długiego karmienia, która pierwsze swoje dziecko karmiła rok piersią, drugie pół roku i nie można powiedzieć, że jej karmienie nie wyszło, za to zdecydowanie tego nie lubiła. Miałyśmy na forum też przynajmniej jedną zagorzałą przeciwniczkę długiego karmienia, która w ogóle nie miała dzieci smile Z drugiej strony trzeba jednak przyznać, że bywają matki, które karmią długo np. kierując się poczuciem winy, ambiwalencją w stosunku do dziecka, chcąc udowodnić sobie i innym, że są dobrymi matkami. Ile matek tyle historii.
                    W ogóle chyba w tej potrzebie udowadniania, że się jest dobrą matką leży problem. Nie karmiłam wcale lub karmiłam krótko, a chcę uważać siebie i być uważaną przez innych za dobrą matkę, więc szukam grupę kobiet, które karmiły dużo dłużej i pokazuję, że to one postępowały niesłusznie. Albo odwrotnie. Najlepiej byłoby nie mieć takiej potrzeby udowadniania. Z drugiej strony trudno nie udowadniać, skoro jest się jakoś tam atakowaną.
                    • fizula Jagandra 21.01.07, 23:04
                      Ty to umiesz mądrze wytłumaczyć. Rzeczywiście nie ma co generalizować. Ale z
                      drugiej strony, gdyby nie ta chęć udowadniania, nie byłoby tylu ciekawych
                      dyskusji.
                      • jagandra Fizula 24.01.07, 21:24
                        Ty mnie tak nie łechcz, bo mi woda sodowa do głowy uderzy wink I tak jesteś pod wieloma względami ode mnie mądrzejsza.
                        • fizula Re: Jagandra 26.01.07, 10:35
                          A pod wieloma głupsza.
                          • gosiaa_p Opowiastka 26.01.07, 11:58
                            to bedzie o mnie winki chyba zaczne od początku smile

                            Urodziłam Młodego duzo po trzydziestce.
                            Wcześniej na pytania innych o dzieci dostawałm szłu, białej gorączki i tym
                            podobnych odczuć. Nawet mój mąż zbytnio mnie nie namawiał jak widział moje
                            reakcje. Uważałam i mówiłam, że do posiadania dziecka trzeba dorosnąć ( każdy
                            dorasta w innym wieku - jedni wczesniej inni później ) i nikt niema prawa w to
                            ingerować, ze to sparawa pomiedzy mną a mężem.
                            Dorosłam ale napocząlku tak niedokońca wink
                            Jak słyszałam z różnych ust o karmieniu piersia to mi sie nóż w kieszeni
                            otwierał. Głownie to były takie mocno nachalne i presyjne teksty.
                            Tłumaczyłam na początku, ze niewiem czy będe mogła karmić ze względu na chorobę
                            i przyjnowane lekarstwa ( astma) i że jak ja mam karmic a "zdychać" bo niemoge
                            brać lekarstw to bedę karmic butelką. Wiedziałm ,że będzie cc bo gin i
                            pulmunolog niechcieli podjąc ryzyka porodu naturalnego ( astma i operacja oczu,
                            zresztą na sale wjechałam dierżąc w łapie inhalator).
                            Nakupiłam butelek a co wink
                            Zaczełam chodzic do szkoły rodzenia. Tam tez było mówienie ( super położna -
                            zachęcała i rozumiała lęki moje) o karmieniu naturalnym ale żadnych nacisków.
                            Pani Basia powiedziała, że jest to wybór matki i ona może ja w tym wyborze
                            wspierać i zachęcac ale do niczego na siłe namawiać nie ma prawa. Jest ona
                            kwalifikowanym doradzca laktacyjnym.
                            Jak mielismy spotykanie z psychologiem a ta kobita na siłe usiłowała wmówić, że
                            butelka jest bee a cycuś cacy to prawie się z nia tam pożarłam wink i nic nie
                            było mnie w stanie jeszcze wtedy przekonać do karmienia naturalnego.
                            Potem był poród i ponieważ wyszły jakieś komplikacje to nie uspili na koniec
                            całościowo ( a miałam częściowe znieczulenie). Jak sie obudziłam i zobaczyłam
                            ta małą czarna główkę leżącą przy mnie na ramieniu i ssącą to wsztstkie moje
                            wątpliwości jak "ręka odjął" zniknęły.
                            Nawet przez mysl mi nie przeszło tego niekontynuować. W sposób naturalny
                            zakceptowałam to ( hihih i karmie do tej pory czyli 35 m-cy).
                            Młody ponoć wg pań połoznych miał tak silny odruch ssania ,że niepotrzebna była
                            jakakolwiek pomoc dla niego. Wiedział chłopak gdzie sie przyssać wink
                            Potem też słyszałam:
                            a niedopajasz?
                            a co ze smoczkiem - a Młody wygrywałby olimpiadę w pluciu smoczkiem na odległość
                            a może masz za chudy pokarm - jak jeden dzień sobie popłakał ( a nazajutrz na
                            ważeniu wyszło, że Młody w wieku 1.5 mca waży ciut więcej niz 3 m-ny synek
                            koleżanki )
                            ot i moja historyjka.
                            Mogłabym byc i ja mamą butelkową i wcale nieuważałaby się - ani ich nie uważam -
                            za zła matkę.

                            Tak na marginesie to tez mozna by rozważać ( oby nie trafił sie taki oszołom),
                            że kobieta po cc jest gorsza matka niz ta po porodzie naturalnym. Hmmm zreszta
                            taki tekst usłyszałam od jednej koleżanki ale pusciłam go mimo uszy.

                            Wszystkie jesteśmy MATKAMI i howk




                            ~~~~~~~~~~
                            jestem mamą Łobuziaka wink
                  • melba76 Re: A jednak coś nie tak z Waszą tolerancją.... 23.01.07, 21:21
                    Fizula, ale myślenie typu "cios dla matki" jest bardzo jednostronne. Ja uważam,
                    że karmienie piersią jest wiele warte, ale w Twoich słowach, to naprawdę
                    niewiele je rózni od "religii" - jak pisała jakaś osoba w innym wątku, a to już
                    jest gruba przesada. Karmienie piersią jest ok, ale po co robić z niego bożka?
                    Znam kupę matek butelkowych, których JEDYNYM problemem jest zmaganie się z
                    terrorem laktacyjnym, a nie z niemożnością/ niechęcią karmienia. Wiem, że może
                    być Ci trudno to sobie wyobrazić - bo Twój model to długie karmienie piersią,
                    ale nie kazda kobieta taki wybiera.
                    • fizula Re: A jednak coś nie tak z Waszą tolerancją.... 23.01.07, 23:34
                      Oczywiście, że karmienie piersią nie jest dobrem absolutnym, ale jest jednak
                      bardzo dużym dobrem. W naszym kraju, gdzie panuje też terror smoczkowy (i
                      butelkowy) jest też niedocenianym dobrem.
                      Drobne przykłady z mojego osobistego życia:
                      -"Ależ dlaczego nie dopajacie?"
                      -"Smoczka dziecku żałują!"
                      -"A po co tak dużo karmić piersią?
                      Twój model to długie karmienie piersią,
                      > ale nie kazda kobieta taki wybiera.
                      Nie każda kobieta wybiera to, co dobre dla niej samej i jej dziecka, a dla
                      znaczącej większości mam i dzieci najlepszą rzeczą jaką oferuje natura jest
                      właśnie karmienie piersią. Jest naprawdę bardzo niewiele przeciwskazań do
                      karmienia piersią zarówno ze strony matki jak i dziecka.
                      > Fizula, ale myślenie typu "cios dla matki" jest bardzo jednostronne.
                      To nie jest generalizacja mojego myślenia, ale opis niektórych matek (z którymi
                      się spotkały i które tak to opisywały). Dla niektórych matek jest to cios,
                      zwłaszcza dla tych, którym bardzo zależało na karmieniu piersią, wiedziały o
                      jego wielkich walorach, zmagały się z tym długo, żeby jednak pobudzić laktację
                      i wykarmić swoje dzieci. Dla niedouczonych, lekceważących karmienie swojego
                      dziecka, z grupy "rzeczywiście niemogących karmić piersią" i in. to oczywiście
                      nie musi być "cios", tylko np. "wybawienie". Widzisz, mnie też wykarmiła krowa
                      sąsiada rękami mojej mamy. Może dlatego wyssałam dużo tej tolerancji dla mam
                      karmiących butlą. Bo wiem, że naprawdę wspaniałe kobiety i matki czasami karmią
                      tak swoje dzieci. Co nie znaczy, że nie odbije się to na zdrowiu ich samych
                      oraz ich dzieci (oby nie).
                      Pozdrawiam!
                      • melba76 Re: A jednak coś nie tak z Waszą tolerancją.... 27.01.07, 17:05

                        > Co nie znaczy, że nie odbije się to na zdrowiu ich samych
                        > oraz ich dzieci (oby nie).

                        Łaska boska, że to, co głosisz, to tylko mity, a nie nauka. Szkodliwe, ale
                        jednak tylko mity.

                        A propos wiedzy - poszukaj kiedyś przy okazji badań o zawartości DDT w ludzkim
                        mleku - tylko usiądź, zanim odważysz się przeczytać.
                        wink)))
                        • fizula Re: A jednak coś nie tak z Waszą tolerancją.... 29.01.07, 16:17
                          Gdyby jakikolwiek lek był skorelowany z tak wielką liczbą korzyści zdrowotnych
                          jak karmienie piersią, to wszystkie dzieci musiałyby go brać. Cały wielki sztab
                          naukowców odkrył mnóstwo korzyści zdrowotnych z karmienia piersią zarówno dla
                          dzieci jak i ich matek.
                          > Łaska boska, że to, co głosisz, to tylko mity, a nie nauka. Szkodliwe, ale
                          > jednak tylko mity.
                          A wiesz co to WHO, kobieto? Akurat zalecenia tam podane tyczące się karmienia
                          piersią nie są wyssane z palca, ale danych zaczerpniętych z bardzo wielu badań
                          naukowych.
                          Czytałam o zawartości toksyn w mleku matki, między innymi DDT. Ale mimo to jest
                          to lepszy wybór niż karmienie dzieci takimi chemikaliami jak mleko modyfikowane
                          prosto z fabryki. Co ciekawe, co rusz się dowiadujemy, że wcześniej było ono
                          złe, bo nie zawierało tego i tego, a teraz już zawiera. A później znów się
                          dowiadujemy, że wcześniej to nie było jednak dobre, bo nie zawierało tego i
                          tego, a zawierało to i to. I tak w kółko. Zresztą nie są one również pozbawione
                          toksyn. Jaką czyściutką świeżo umytą trawkę jedzą te nasze krowy, które dają
                          mleko naszym "butelkowym" dzieciom, mmm, palce lizać. Zero trucizn,
                          nieprawdaż? ;o) Myślisz, że fabryka jest w stanie dużo z tych toksyn usunąć
                          zanim zapakuje w piękne torebeczki? He he! Skoro nasz organizm jest tak
                          zatruty, jak piszesz, to może wszystkie dzieci powinny zacząć się rodzić jako
                          wcześniaki, żeby tylko ustrzec się tych wszystkich szkodliwych substancji z
                          naszego organizmu?
                          Wybacz, że jestem złośliwa, ale wydawało mi się, że szanujesz nasz wybór, to po
                          co chcesz go teraz podkopywać? Idź w pokoju na forum dla mam wspierających się
                          w karmieniu butelką. My naprawdę tam nie wchodzimy, by nie pisać, że te
                          wszystkie mieszanki są niemal równie do kitu dla niemowląt jak mleko prosto od
                          krowy.
                          Ja jednak, na szczęście mam wybór tego, co sama jem i co je moje dziecko.
                          Staram się odżywiać zdrowo i jeść myte owoce i warzywa w odróżnieniu od mam-
                          krówek, które dają mleko Waszym-butelkowym dzieciom.

                          Pozdrawiam i życzę wreszcie zauważenie dla kogo jest przeznaczone to forum.
                        • kayah73 Re: A jednak coś nie tak z Waszą tolerancją.... 30.01.07, 14:13
                          melba76 napisała:

                          > A propos wiedzy - poszukaj kiedyś przy okazji badań o zawartości DDT w
                          > ludzkim
                          > mleku - tylko usiądź, zanim odważysz się przeczytać.

                          Toksyny maja to do siebie ze wlaza we wszystko, w to co jesz Ty, Twoje dziecko,
                          oraz krowy. DDT nie dostaje sie bynajmniej JEDYNIE do ludzkiego mleka. Krowy
                          karmione sa tak samo toksycznym jedzeniem, doprawianym hormonami, antybiotykami
                          i innymi swinstwami w duzo gorszych, bo z reguly niekontrolowanych i
                          niebadanych, ilosciach. DDT, plus te inne fantastyczne dodatki, jest tak samo w
                          mleku modyfikowanym.

                          Ja np. staram sie jesc produkty organiczne badz wyhodowane wlasnorecznie, nie
                          uzywam chemikaliow w domu, itd. Nie mam watpliwosci, ze odzywiam sie lepiej niz
                          krowa z ktorej sie produkuje mleko modyfikowane...
                    • falafala Re: A jednak coś nie tak z Waszą tolerancją.... 24.01.07, 10:39
                      Dlaczego "niewiele rozni sie od religii", jezeli ktos jest przekonany do faktu
                      ze jakis styl zywienia, zachowania jest zdrowy i jest wielkim jego zwolennikiem
                      to normalne jest ze do tego przekonuje.
                      Ja nie wiem co kobiety karmiace piersia sa winne "terrorowi laktacyjnemu", nie
                      przez nich tworzonemu, tylko przez nawiedzony personel medyczny niemajacy
                      wyczucia kiedy pomoc. Ten personel jest tak samo nieprzyjemny wobec wszystkich
                      kobiet niezaleznie od sposobu karmienia.
                      Tego typu terrorow jest duzo wiecej uprawianie sportu ,zdrowe odzywianie, do
                      tego terrory ubierania sie, a ja jakos mam wrazenie ze ten laktacyjny jest
                      najwiekszym problemem. Doszlo do tego, ze jak ktos pyta czy karmie piersia to
                      jest mi glupio ze to robie, czego nigdy nie odczuwalam w przypadku sportu.
                      Czy na forum zwolennikow joggingu wchodza ludzie bez nogi i maja pretensje ze
                      ktos promuje ten rodzaj aktywnosci jako zdrowy?
                      • dagmama Re: A jednak coś nie tak z Waszą tolerancją.... 24.01.07, 11:35
                        Zastanawiam sie nad tym terrorem...
                        U mnie w klinice był nacisk na karmienie piersią, ale ja miałam takie wewnętrzne
                        przekonanie, że to jest dobre dla mojego dziecka.
                        A butelką raz położne nakarmiły małego, bo jeszcze pokarmu nie miałam. Nikt mi
                        dziecka nie głodził.
                        Bolało jak diabli, ledwo żyłam, ale karmiłam. Nawet mi do głowy nie przyszło,
                        żeby się "wybawić". A mojej mamie przyszło po dwóch tygodniach.

                        Czy są jakieś badania dotyczące wieku matek karmiących? Ja mam wrażenie, że te
                        młodsze szybko przechodzą na butlę.
                        Tamta klinika była prywatna, wszystkie rodzace po trzydziestce i wszystkie
                        karmiły piersią.
              • myszunia1982 Re: A jednak coś nie tak z Waszą tolerancją.... 21.01.07, 23:01
                witam jestem mama jednoczesnie butelkowa jak i piersiowa pierwszy syn byl
                karmiony wylacznie butelka drugi praie wylacznie piersia teraz ma ponad rok i
                nie akceptuje sztucznego mleka i dalej mam diete bo maly ma alergie ale pod
                twoim postem podpisuje sie dwoma rekami ze karmienie i nie karmienie w
                wiekszosci zalezy od sluzby zdrowia
    • moofka Re: A jednak coś nie tak z Waszą tolerancją.... 16.01.07, 09:45
      a ja zdazylam przeczytac obydwa posty i mysle, ze zarzuty o nietolerancje sa
      troszke na wyrost
      uwazam ze slusznie sie stalo, ze zostal wykasowany poniewaz nic wartosciowego
      na foum nie wnosil
      ani nawet nie byl przyczynkiem do ciekawej dyskusji wink)
      tolerancja nie ma z tym nic wspolnego
      okazuje sie ze trzeba znosic z wielbladzim wyrazem twarzy obelgi jako matka
      karmiaca - laktowariatka - dojna krowa - obwisle cyce w brzydkiej bieliznie
      niebzykane przez mezow itd - bo jesli matka karmiaca nie ma ochoty tego sluchac
      pod wlasnym adresem jest zacieklą, zapiekłą i ciasnoglową terrorystką laktacyjną
      jesli w ogóle ośmiela sie wymienic choc jedna zalete naturalnego karmienia (a
      takie sa big_grin)
      to juz w ogole jest przypadkiem beznadziejnym
      w dobrym tonie i zabawne jest niewybrednie opluwac naturalnie karmiace
      oburzenie budzi jakakolwiek wzmianka o wyzszosci mleka naturalnego nad
      modyfikowanym
      czy ja dobrze rozumiem te tolerancje, czy moze cos przeoczylam? wink
      • fizula Re: A jednak coś nie tak z Waszą tolerancją.... 16.01.07, 10:06
        Ja jednak czytałam badania, że dzieci karmione mlekiem sztucznym mają częściej
        kolki. Co nie znaczy, że te na piersi nie mają wcale, mają, tylko mniej z nich
        cierpi z powodu kolki. Często też się zdarza, że kolki u dzieci na piersi
        bywają spowodowane różnymi dziwnymi dietami, które są stosowane "na wszelki
        wypadek", np. takie, które nie zawierają surowych warzyw i owoców. Ja się
        często spotykam też z niewłaściwym, zbyt częstym wykorzystaniem tego słowa.
        Rodzice niekiedy za kolkę każdy rodzaj płaczu, którego nie rozumieją są w
        stanie brać.
      • melba76 Re: A jednak coś nie tak z Waszą tolerancją.... 16.01.07, 11:31
        To dokładnie tak, jak trzeba zmagać się z presją, żeby karmić cyckiem, nawet
        jeśli się nie może / nie chce, z pogardą i obwinianiem, jeśli się tego nie
        robi, z zarzutami o wychowywanie chorowitego "debila", o egoizm, o bycie pustą
        idiotką, dla której najważniejsze jest mieć jędrne piersi, nawet kosztem "dobra
        dziecka", z oceną siebie jako matki krzywdzącej, nieczułej, zimnej,
        niekochającej, dorzucającej swoje dziecko, ogólnie - wyrodnej. Aha, plus
        jeszcze teorie o tym, że dziecko przytulone do matki i słuchające jej serca nie
        czuje z jej strony takiej miłości i bliskości, jak te, które ssie sutek - bo
        ssie smoczek...
        I tak dalej.....


        Więc po co nam to = po obu stronach? Ja tego nie rozumiem.
        • moofka Re: A jednak coś nie tak z Waszą tolerancją.... 16.01.07, 11:59
          > Więc po co nam to = po obu stronach? Ja tego nie rozumiem.


          po obu stronach? ja tez nie rozumiem
          ktos przekonany o slusznosci swojego postepowania nie musi obrazac innych
          negujac ich wybory
          ja na forum widze tendencje do dyskredytowania karmiacych naturalnie i ich
          kosztem leczenia swoich frustracji, ze nie wyszlo, chociaz wyjsc mialo
          a mnie - jak i inne foremki tutaj jak sadze, naprawde niewiele obchodzi czym
          kto karmi swoje dzieci, czasem moge sie dziwic niektorym wyimaginowanym
          problemom, choc wiem, ze jest tez wiele prawdziwych, ktore rzeczywiscie moga
          karmienie uniemozliwic
          natomiast moj sprzeciw budzi wlazenie tutaj z buciorami i wmawianie nam czegos,
          co w ogole nie ma miejsca
          a ze czasem mniej grzecznie, jak w watku nikkki - takie forumowe lusterko dla
          niektorych smile)
    • anaj75 Re: A jednak coś nie tak z Waszą tolerancją.... 16.01.07, 10:35
      Witaj,
      Przyznaję, że to ja wycięłam ten wątek, bo był po prostu niezgodny z ideą tego,
      jakby nie było, prywatnego forum. To chyba jest tak jak z prywatnym klubem.
      Przychodzi ktoś, otwiera drzwi i mówi: 'jesteście wariatami'. Można oczywiście
      próbować tłumaczyć, że mamy odmienne zdanie na własny temat ale jeśli nikogo to
      nie przekonuje, to cóż... chyba ktoś pomylił drzwi. Dlatego pretensje możesz
      mieć do mnie a nie do całej populacji długokarmiącychwink Ale Twoja wypowiedż
      podobała mi się. Nie widziałam jednak sensu zostawiać jej, bez równoczesnego
      pozostawienia postu inicjującego. Możliwe, że niesłusznie. Jednak jeśli Twoje
      słowa były skierowane bardziej do nas (za wsparcie dziękuję) niż do tamtej
      osoby, chętnie je z powrotem opublikuję. Przyznaję jednak, że mam dość
      udowadniania, że nie jestem wielbłądem. Chyba wiesz o co chodzi...
      Ja bezwarunkowo szanuję matki karmiące butelką. Zdarzyło mi się również czytać
      fora dla mam 'butelkowych', by poznać także ten aspekt rzeczywistości i
      zrozumieć taki wybór. Jakoś jednak nigdy tam się nie wypowiadałam, nawet, gdy
      wylewano żółć na mamy 'piersiowe', bo to forum nie było kierowane do mnie...
      Ale każdy jest inny i faktycznie ktoś może mieć większą potrzebę 'niesienia
      kaganka oświaty'.
      A tak w ogóle to myślę, że czasem karmienie mieszanką jest lepszym wyborem niż
      karmienie piersią i to zarówno z powodów zdrowotnych, jak i psychicznych, np.
      przy silnych oporach psychicznych mamy.
      Pozdrawiam wszystkich - matki i niematkismile
      • anaj75 Re: A jednak coś nie tak z Waszą tolerancją.... 16.01.07, 10:38
        Te nie matki, żeby nie było posadzenia o jakieś dziwne podteksty - chodziło mi
        o ojców oraz odwiedzające nas kobiety, które dzieci nie mająsmile
        • moofka Re: A jednak coś nie tak z Waszą tolerancją.... 16.01.07, 10:40
          smile
        • skkalina Re: A jednak coś nie tak z Waszą tolerancją.... 16.01.07, 10:57
          dorzucę 3 grosze do dyskusji - kolka, kupka. Podczas laktacji stosowałam
          odpowiednią dietę, przynajmniej przez pół roku. Skład mleka matki zależy od tego
          co je. Przypadki kolek dzieci karmionych piersią były najczęściej spowodowane
          przez nieodpowiednią dietę i to nie jednakową dla wszystkich dzieci i matek...
          Ja mogłam pić mleko zsiadłe, moja koleżanka nie, bo jej syn dostawał takiej
          kolki, że hej. W dzisiejszych czasach pewnie mniej ważne, ale... dopóki córka
          była karmiona piersią (wyłącznie), mój mąż z ochotą prał pieluchy tetrowe,
          twierdząc, że taka kupka wręcz pachnie... rzadko korzystałam z Pampersów. Po
          roku miałam pieluchy z ... głowy.
          Nie potępiam mam butelkowych, nie odmawiam im troski o swoje dzieci, i nie
          wchodzę na fora traktujące o butelkach bo mnie to kompletnie nie interesuje.
          Jeżeli ktoś chce urządzać krucjatę, niech założy własne forum i tam sobie
          pisze... i wycina. Posty negujące wartości długiego karmienia piersią należałoby
          pozostawiać bez odpowiedzi, gdyż są nie na temat.
      • melba76 Re: A jednak coś nie tak z Waszą tolerancją.... 16.01.07, 11:24
        Moje słowa, jak pisałam powyżej, były odcięciem się od nieprzyjemności, które
        padły ze strony matki butelkowej pod adresem matek piersiowych.
        I próbą wyrażenia tego, że mimo różnic w poglądach i róznych wyborów - super by
        było, gdybyśmy się nawzajem szanowały.

        Co do prywatności - forum - jednak wisi ono teraz na widoku - i stąd pewnie te
        wizyty. Sama tą drogą na nie zajrzałam ciekawa byłam, co słychać wink a ponieważ
        natknęłam się na tak niemiły post - chciałam się do tego zdystansować. Jego
        autorka robi zły PR matkom butelkowym wink i sieje niepotrzebne podziały.
        • anisr Re: A jednak coś nie tak z Waszą tolerancją.... 16.01.07, 12:16
          Jaki miły wąteksmile))Nikt sie obrzuca błotem za sposób karmienia...to tak tez mozna?wink
          Ja tylko słówko jeszce o kolkach i miliardach temu podobnych
          spraw-samodzielności itp.Otóż ja w ogóle bym tego niełączyła-moja starsza panna
          długokarmiona nie maiła kolek wcale, jest otwarta,śmiała ...a młodsza-tez
          długokarmiona-kolkowała 8 miesięcy, do teraz jest zajączek-bojączek.I co z tego
          wynika?Nic.Ale i tak sie cieszę,że karmiłam długo.Powiem inaczej-te straszliwe
          wrzaski młodszej pomogło mi jakos znieść właśnie karmieniesmile
          Pozdrawiam wszytskie karmiące i nie-wink nie pozdrawiam tylko tych zacietrzewionychsmile
          • gosiaa_p Re: A jednak coś nie tak z Waszą tolerancją.... 16.01.07, 12:59
            moja kuzynka ( 20 lat temu) bardzo chciała karmic piersia swoja córcię ale
            niewyszło - teraz są doradcy itp - a wtedy niemiał jej kto pomóc i była mamą
            butelkową.
            koleżanka ( 12 lat temu) tez chciała ale mały po przystawianiu do piersi prężył
            sie, krzyczał a nawet darł sie w niebogłosy i niechciał za nic ssać. Pomoc (
            ponoć cyli na siłe przystawianie przez położne i pokrzykiwanie na nią) miała
            ale w tej sytuacji wybrała butelkę.
            Jakie sa dzieci inteligentne, otwarte, radosne. Czy miały kolki tego
            niepamietam i wcale nieuważam, zeby były gorszymi matkami.

            ~~~~~~~~~~
            jestem mamą Łobuziaka wink
          • anaj75 Re: A jednak coś nie tak z Waszą tolerancją.... 16.01.07, 14:16
            No, cóż ja też się przyznam: byłam karmiona piersią tylko 3 miesiące i to w
            sposób mieszany, podobnie zreszta jak mój ukochanysmile I tez fajni jesteśmysmile Ale
            ja, skoro, nie miałam przeszkód nie do pokonania wybrałam dla moich dzieci
            karmienie naturalnesmile I równiez są świetnesmile
    • falafala Re: A jednak coś nie tak z Waszą tolerancją.... 17.01.07, 11:39
      "Jagandra, ogólnie Cię rozumiem, myślę jednak, że jest subtelna różnica - Ty
      jako mama piersiowa, nie doświadczasz dyskryminacji, szyderstw, poniżania,
      odmowy pomocy ze strony pediatrów, pielęgniarek, położnych itp. Przynajmniej
      tak zakładam."
      Tak mi sie tylko nasunelo, ze w tym temacie to w skali roku wychodzi na zero. Na
      poczatku mamy butelkowe czuja ncisk od strony personelu medycznego (pretensje do
      personelu, ze nie potrafi szanowac roznych podejsc), ale pozniej, czym dluzsze
      karmienie szala przechyla sie na strone matek karmiacych piersia (widocznie
      pediatrzy umilowali sobie pouczanie w tematach, ktore nie powinny ich az tak
      bardzo zajmowac zwlaszcza gdy dziecko normalnie sie rozwija, mnie nikt nie pyta
      co jem gdy ide do lekarza z przeziebieniem). juz w 4 miesiacu lekarze zachecaja
      mamy "piersiowe" do dokarmiania dziecka by kolo 6 miesiaca zaczac propagowac
      teorie o straceniu przez mleko swoich wlasciwosci. A po roku mama karmiaca
      piersia musi zejsc do "podziemi" by miec spokoj od generalnej nagonki na nia.
      Wniosek, pretensje powinnismy kierowac do personelu medycznego, nieczolego,
      niedouczonego, zalatwiajacego swoje prywatne interesy. Linia podzialu przebiega
      nie w tym miejscu, energie na przekonywanie powinno sie spozytkowac w szpitalach
      w przychodniach i wsrod lekarzy .
      Bo wystarczyloby krotkie pytanie przed porodem, jakie tutaj zadaja matkom, jak
      pani chce karmic dziecko i zgodnie z wola kobiety polozna pomaga i uczy. Moze
      sie tego doczekamy, a w koncu wyimaginowany podzial, karmiace piersia contra
      karmiace butela zniknie.
      • aska9912 Re: A jednak coś nie tak z Waszą tolerancją.... 17.01.07, 13:28
        racja, ja zazdroszę mamom butelkowym, tak tak, urodziłam pierwsze dziecko w
        trakcie studiów zaocznych wprawdzie ale zawsze (miałam 25lat)córka nie
        przyjmowała butelki wcale! żadnej gumy, ani smoczka nic w wieku 3 miesięcy
        czekała na mnie aż wrócę z uczelni, jeździłam w kratkę wybierałam zajęcia,
        wykłady ale podołałam, teraz mój synek to samo!!! butelkę (z moim mlekiem)pił
        może do drugiego miesiąca później żadnej mocy nie było żeby wypił również
        głodował z tej przyczyny u fryzjera byłam 6 mcy temu, nie mogę jechać na
        długie zakupy ani nic z tych rzeczy, zazdroszczę wam mamy butelkowe!!!
        • oliwe Re: A jednak coś nie tak z Waszą tolerancją.... 17.01.07, 14:36
          I ja się zgodzę. Wolałabym już nie karmić. W moim przypadku też nie ja
          zdecydowałam, to dziecko zdecydowało, że karmię piersią i to długo. Nie znoszę
          drastycznych środków a bez takich by się nie obeszło gdybym chciała odstawić
          córkę. Szęśliwie ze mną postępowano w delikatnie i w poszanowaniu moich potrzeb
          i tak też podchodzę do różnych spraw w stosunu do córki. Długie karmienie jest
          dużym wyrzeczeniem. O ile na początku jest trochę łatwiej bo nie trzeba wstawać
          w nocy i szykować mieszanek, wszędzie zabierać mnóstwa akcesoriów butelkowych o
          tyle potem gdy dziecko je już stałe posiłki mleko można podać lub nie, może to
          zrobić każdy a matka karmiąca jest na każde zawołanie, musi zrezygnować z
          mnóstwa rzeczy i to naprawdę wyczerpujące fizycznie i psychicznie. Moja córka
          nie choruje ale ja jestem osłabiona i zapadam na różne infekcje o wiele
          częściej niż przed ciążą. Mam więc nadzieję, że wpadanie tu z różnymi atakami
          nie jest próbą usprawiedliwienia się, że nie stać kogoś było na takie
          poświęcenie.
          • fizula do Oliwe 17.01.07, 23:17
            ja jestem osłabiona i zapadam na różne infekcje o wiele
            > częściej niż przed ciążą.
            To nie jest normalne podczas karmienia, bo ono jest fizjologią. Duża
            zapadalność na różne infekcje może być np. wynikiem niskiego poziomu
            hemoglobiny we krwi. Warto w takim przypadku zrobić badania (np. morfologię
            krwi) i dbać o siebie, o swoją odporność.
            Bywajcie zdrowi!
            • oliwe Re: do Oliwe 18.01.07, 11:47
              robiłam badania i są przyzwoite. Naprawdę czuję się zmęczona. Ale rzeczywiście
              nie dbam o siebie.
Pełna wersja