Oczami dziecka...

10.08.07, 00:06
Czy próbujecie czasami popatrzeć na Wasze długie karmienie piersią
oczami Waszego dziecka? Czym jest dla niego?
W wieku ok. roku, kiedy jest bardzo aktywne, ruchliwe, zaczyna
opuszcać mamę tuptając nieporadnie, żeby zaraz znowu wrócić i
chwileczkę possaać. Od ciekawego, nieznanego, czasem niebezpiecznego
świata wraca do bezpieczeństwa piersi swojej mamy. Ażeby potem tym
szybciej i tym dalej pobiec naprzód już z naładowanym akumulatorem.
Mleko w dalszym ciągu stanowi podstawę, która bezpiecznie pomaga
próbować tyle nowych ciekawych smaków z rodzinnej kuchni. Podstawę,
która nadal zapewnia ochronę dla przewodu pokarmowego, do którego
czasem nioczekiwane rzeczy potrafią się dostać z podłogi, bo
wszystko się przylepia do tych bardzo ciekawskich rocznych rączek.
Dopiero niedawno roczniak nauczył się o czymś bardzo ważnym: o
stałości przedmiotów. Dlatego tak bardzo bawi go zabawa w "a ku ku".
Ale ponieważ dopiero co się tego nauczył, to jeszcze często
zapomina. Zwłaszcza jak jest zmęczony, śpiący może się bardzo
przestraszyć, że nie ma ukochanej mamy pod ręką. Wtedy włącza mu się
dawny tok myślenia ("nie widzę mamy =nie ma jej") Albo przestraszyć
się, bo jak zasypiał, to była, a po obudzeniu jej nie ma. Ssanie
pomaga dziecku zachować równowagę psychiczną: upewnić się, że
wszystko jest w najlepszym porządku, bo mam mamę pod ręką. Gdy
emocje staną się zbyt silne, ukoić je przy piersi. W nocy, gdy rozum
nabyty "się wyłącza" (to, co wyuczone), dziecko dalej się zachowuje
w drugim roku życia podobnie jak w pierwszym. Szuka odruchowych
sposobów uspokojenia, uśpienia. Ciekawe, że niektórzy psychologowie
uważają, że onanizm u dwulatka nie jest żadną patologią, a podważają
potrzebę ssania. Nie zgadzam się z takim poglądem. Takie
odruchowe "nałogowe" zachowania jak onanizm, ssanie palca, smoczka w
drugim, trzecim roku życia pojawiają się, gdy dzieci mają
niezaspokojoną potrzebę ssania piersi (która to bardzo wycisza,
uspokaja dziecko).
Ale czas upływa nieuchronnie i już półtoraroczny maluch wie o wiele
więcej, może mówić o wiele więcej. Rozumie duuużo więcej. Co nie
znaczy, że umie się zachować zgodnie z tym, co wie. Tak, jak ktoś,
kto dopiero uczy się grać na instrumencie. Potrafi rozpoznać chwyt,
prawidłową melodię, ale właściwe zachowanie może przychodzić
baaardzo wolno, z największym trudem, skupieniem i nie za często.
Maluch może się starać, bo bardzo mu zależy na rodzicu, ale
rozumienie i staranie idzie swoją drogą, a wykonanie swoją drogą
całkiem niezależną. Przywiązanie do mamy osiąga w tym mniej więcej
wieku punkt kulminacyjny. Dziecko potrzebuje tak jak roczniak mieć
do kogo wrócić się przytulić. Z dalekich wędrówek na własnych
nóżkach, wraca po wyciszenie się do ssania, z całych sił potrafi
okazywać swoje przywiązanie. Jest to też okres dużego buntu. I
łatwiej dziecku spokojniej się buntować, gdy czuje że akceptuje się
go razem z tymi nowymi zdolnościami, jak i z dotychczasową
kruchością, słaboością przejawiajacą się dalszym częstym ssaniem. W
mojej opinii 1,5 roku to najgorszy dla dziecka okres na odstawienie
od piersi. Zwłaszcza te dobrze mówiace dzieci długo mogą (nie muszą)
tęsknić za ssaniem, za czułością, jakiej wtedy doznawały, kontaktem
fizycznym, jakiego wtedy doswiadczały. Bedą raczką szukały, mogą
często mówić po swojemu o piersi, o ssaniu. Te które nie mówią mogą
odreagowywać w inny sposób rozstanie ze ssaniem. Dla
półtoraroczniaka najważniejsze jest jego przywiązanie. Im więcej w
tym przywiązaniu do mamy bezpieczeństwa, spokoju, pewności
przekazanej przez mamę, tym łatwiej im rezygnować w kolejnych
miesiącach z bardzo częstego ssania. Półtoraroczne dziecko nie
potrafi jeszcze zrozumieć, że niektóre zachowania można odłożyć na
później, tak bardzo żyje chwilą obecną, nie bardzo rozumie pojęcie
czasu. Stąd naturalne jest bardzo gwałtowne domaganie się ssania tu
i teraz, niechęć do czekania. SSanie pomaga przetrwać ten okres
dużej nierównowagi, burzliwych emocji, które miotają dzieckiem.
Dwulatki często po chwilowym spadku zainteresowania ssaniem znowu
wracają do bardzo częstego ssania. Niektóre potrafią przyjąć, że w
niektórych miejscach można je karmić, a w innych nie. Tym łatwiej im
przyjąć takie zrządzenia losu, gdy czują się pewne, że np. po
powrocie do domu będą mogły się znowu wtulić w ciepłą pierś mamy.
Mam wrażenie, że po drugim, czasem 2,5 roku życia zazwyczaj spada
już zainteresowanie ssaniem. Oczywiście zwiększa się ono w okresach
choroby, bo wtedy dziecko czerpie siły do wyzdrowienia też z mamy.
Ale po wyzdrowieniu znowu więcej różności zajada maluch. Tyle rzeczy
go pasjonuje, że ssanie i przytulanie przestaje być aż tak ciekawe.
Około 3-4-5 lat dziecko zazwyczaj jest w stanie samo zrezygnować z
matczynej piersi, jeśli nie zrobiono z niej owocu zakazanego. Czasem
wtedy niewielka zachęta, pomoc ze strony rodziców sprawia, że
dziecko bezboleśnie, naturalnie żegna ten etap w swoim życiu.
Zdaję sobie sprawę, że dużo w tym uproszczeń. Podzielcie się swoimi
refleksjami.Pozdrawiam ciepło!
    • spoodle Re: Oczami dziecka... 10.08.07, 13:44
      Uwazam, ze to co napisalas jest prawda.

      Ja starsza corke odstawilam w wieku 10 miesiecy, bo bylam w ciazy i zaniklo mi
      mleko (nawiasem mowiac, skorzystalam wowczas z porady laktacyjnej i to
      konsultantka stwierdzila, ze nie mam juz mleka i poradzila wprowadzenie butelki,
      dzis uwazam, ze tamta laktacja byla do odratowania). Odstawienie od piersi plus
      ciaza, ktora utrudniala mi poswiecanie dziecku odpowiedniej ilosci czasu i
      czulosci (noszenie na rekach, wspolne zabawy) zaowocowaly smutkami, ktore moje
      dziecko mialo pomiedzy 1 a 2 r.z. Chodzi o ssanie palca, a potem smoczka.
      Wygladalo to bardzo przygnebiajaco - siadala na ziemi i potrafila przez kilka
      minut sie "wylaczyc" i ssac palca.

      Paluch "zamienilam" na smoczek, a teraz, po 2 urodzinach udalo sie "zamienic"
      smoczka na piers. Licze, ze choc troche nadrobimy stracony czas.
    • druuna Re: Oczami dziecka... 13.08.07, 11:51
      Widzę, że moja mała roczna Zuzia zamiast coraz rzadziej domagać się
      piersi chce ssać coraz częściej! wink Fakt, że miała biegunkę
      (prawdpodobnie jakas nieotlercja pokarmową) i że byłam z nią cały
      czas (zamiast wychodzic do rpacy na pół dnia) sprawił, że w niektóe
      dni prawie w ogóle nie jadła stałych pokarmów! ech ... Pozatym
      czasami to jej ssanie trwa minutke i wtedy nawet mleczko nie zdąrzy
      napłynąć! Tylko rzeczywiścei jest to raczej takie rpzytulanie. Albo
      wczoraj pospała godzinkę i jak na pozytywne przebudzenie dałam jej
      pierś to znowu zasnęła i spałyśmy tak razem jeszcze godzinkę! To
      było bardzo miłe! Widać, że ten cycek czasem jest jak smoczek - tak
      żeby tylko pociumkać a czasem żeby się najeść (i do czterech razy na
      jedno ssanie potrafi mleczko napłynąć!). Ssie jedna pierś a rąćzką
      bawi się guzikami koszuli albo drugim sutkiem! smile To rpawda, że
      pierś jest najlepszym ukojeniem na wszelkie smutki: wczoraj też jak
      wracałyśmy ze spaceru to była już bardzo zmęczona i bradzo płakła>
      Usiadłam na ławcę, opatuliłam kocykiem i podałam pierś! Nie minęły 3
      minutki a Zuzia oderwała się od piersi z uśmiechem od ucha do ucha i
      zawołaniem "tiatia!" i znowu mógł tata wziąć na ręce i zanieść do
      samochodu wink Chcę karmić długo - najchętniej dopóki Zuzi nie minie
      nietolerancja "krowia".
      • oda100 Re: Oczami dziecka... 13.08.07, 23:48
        ja krotko: 1 rok - pozywienie, 1 - 1,5 - pozywienie +
        zasypianie/uspokajanie, okolice 2 r - picie, przytulanie, relaks,
        maskotka, smoczek, lekarstwo na zly sen; wydaje mi sie ze piers jest
        dla mojego synka wciaz niezastapiona. Nie wyobrazam sobie jak za
        pare/parenascie miesiecy bedzie tracic na waznosci
    • petisu Re: Oczami dziecka... 23.08.07, 13:28
      Pięknie napisane. Zgadzam się ze wszystkim. smile
      • fizula Re: Oczami dziecka... 23.08.07, 21:49
        Miło, że Wam się podoba. Ale proszę mi za często nie schlebiać, bo
        jestem okropnie próżna, hehe.
        Tak to sobie napisałam, ale wydaje mi się, że nie zawsze musi tak
        być :o) Różne mamy dzieciska. U mnie każdy egzemplarz zupełnie
        niepowtarzalny. Różna wrażliwość, temperamenty, upodobania. Myślę,
        że jeszcze niejeden raz mnie zaskoczy najmłodszy ssak. Na razie
        zadziwia mnie swoimi upodobaniami kulinarnymi: głównie lubi pić,
        lubi kosztować dziwne warzywa, ale za to na zupki kręci nosem po
        początkowym zachwycie.
Pełna wersja