smutna obserwacja...

03.02.08, 19:21
Byliśmy wczoraj na spotkaniu ze znajomymi. Takie spotkanie po latach. Dzieci
się nam posypały smile W sumie było 6 dziewczynek w wieku od 2,5 roku do 9
miesięcy i 2 chłopców w wieku 2 latka i 1 roczek.
I byłam jedyną mamą karmiącą piersią sad
Dobrze, że przynajmniej nikt mnie nie atakował i w głowę się nie pukał...
To się wygadałam...
    • uczula Re: smutna obserwacja... 03.02.08, 19:35
      serio?
      a moze wszystkie juz dziewczyny do pracy wrocily?
      wiesz to wystarczy zeby przestac karmic...
      • fiamma75 Re: smutna obserwacja... 03.02.08, 20:06
        Bez przesady. Wróciłam do pracy jak młoda maiła 5 mies. a minęło od
        tego czasu pond 13,5 mies. - jakoś nie przeszkadza mi to dalej
        karmić. zresztą w pracy znam kilka dziewczyn, które karmiły ok. 2
        lat, pracując. Jak komuś zależy, to praca nie jest żadną przeszkodą,
        zwł. gdy karmi się większe dziecko.
      • przelotnie Re: smutna obserwacja... 03.02.08, 20:30
        Praca to nie przeszkoda w karmieniu. Ja pracując karmiłam dziecko do ponad dóch lat. To raczej nasza kultura taka niekarmiąca. Ja też byłam takim karmiącym "dinozaurem" w swoim środowisku smile A jest w nim też parę mam niepracujących.
    • karawana123 Re: smutna obserwacja... 04.02.08, 12:52
      Wśród moich znajomych mam, jestem także jedyna karmiąca.
    • kasiaczekg a ja się ostatnio podbudowałam :) 04.02.08, 21:06
      też wśród moich sąsiadek nie ma długo karmiących mam (jedna będzie do ok 1,5
      roku karmić i to chyba najdłużej, a tu na spacerku spotkałam mamę z 2,5 letnią
      dziewczynką i tak od słowa do słowa, okazało się, że ona jeszcze karmi. Szkoda,
      że tak późno się poznałyśmy, bo ona właśnie kończy karmienie.
    • kropkaa Re: smutna obserwacja... 04.02.08, 22:07
      Przeczytałam kilka tygodni temu, że z badań w Polsce wynika, że
      tylko piersią przez pierwsze 6 m-cy życia dziecko karmi 7-10% mam...
      Wg mnie jest to skandalicznie mało. Pewnie do końca pierwszego roku
      dociąga niewiele więcej, skoro tak wcześniej wprowadzają inne
      jedzenie.
      Przyczyn jest wiele. Z moich doświadczeń wynika, że "winni" są:
      1. pediatrzy - nie zachęcają do karmienia piersią, tylko wręcz
      namawiają, by w 4 m-cu wprowadzać owocki (określenie lekarki mojego
      dziecka), soczki, inne słoiczki, bo dziecko na piersi będzie grube;
      2. pediatrzy raz jeszcze - nie starają się zachęcać do karmienia,
      tylko przy pierwszej panice matki, że dziecko się nie najada,
      doradzają butlę;
      3. położne w szpitalach - niepotrzebnie odśluzowują dziecko,
      wkładają paluch do buźki dziecka (brrr!), by sprawdzić, czy ma
      odruch ssania, podają butlę i dokarmiają dziecko bez zgody i wiedzy
      rodziców, poją wodą z glukozą; nie wspierają matek po karmieniu, bo
      najzwyczajniej w świecie im się nie chce - lepiej wypić kawę i
      pooglądać jakiś tasiemiec w tv;
      4. rodzina - jeśli mama, babcia, ciocia nie karmiły, to uwielbiają
      dzielić się swoimi teoriami, że dziecko wiecznie głodne, skoro tak
      często je, a ew. kolki się rozwiąże butlą;
      5. koleżanki, które piersią nie karmiły - podświadomie im żal, że im
      się nie udało i chętnie snują opowieści dziwnej treści, jaka to
      butla jest wygodna;
      6. same matki, które zdają się na łaskę i niełaskę innch - zamiast
      się solidnie przygotować i będąc w ciąży trochę poczytać, to
      najpierw olewają (przepraszam za wyrażenie), a potem narzekają, że
      są takie bezradne i znikąd pomocy.

      Powiem szczerze, że ja zawsze się staram bardzo delikatnie zachęcać
      i do piersi, i do czytania, i do niewprowadzania niczego przez
      pierwsze półrocze i zawsze argumentuję to od strony dziecka, ale...
      rzadko kiedy działa. A właściwie nie działa. No bo co znaczą moje
      słowa w porównaniu z lekarzem? Albo argument, że wreszcie śpi i nie
      budzi się co 1,5 h. Albo, że wreszcie nie jest głodne (kto by był po
      butli mleka zagęszczonego kleikiem???). Czasem się pytam siebie: "po
      co mi to? Moje dziecko?" I tylko zniechęcam do siebie, że się mądrzę
      (choć robię wszystko, by to tak nie wyglądało). Tylko... dzieci żal.
      No to się wygadałam...
      • reyka Re: smutna obserwacja... 05.02.08, 00:13
        ja do twojej listy dodam jeszcze jedna
        7 kolezanki, ktore karmily a przestaly z wymienionych przez ciebie
        powodow. nie wiem,z czego to wynika, moze z zalu, ze one juz nie, a
        moze z zadrosci, ze mi sie udaje karmic mimo przeciwnosci, a one
        sobie odpuscily(czego osobiscie nie krytykuje)
        mam taka jedna wlasnie, i ona do pol roku oboje dzieci karmila i
        przestala, chyba glownie pod presja rodzinki i mnie probowala
        uswiadamiac, ze taki duzy to juz powinien przestac, bo pozniej sie
        nigdzie bez niego nie rusze; bedzie maminsynkem;mleko juz mu nie
        wystarcza. ja jak zwykle takie "rady" grzecznie olewamsmile czego i
        innym rzycze
        • anqa_77 Re: smutna obserwacja... 11.02.08, 19:45
          Jak zaczęłam karmić pierworodnego, chciałam wszystkich przerabiać na swoje
          metody...różnie wychodziło, raczej efekt marny, mimo wszystko matki odczytują to
          jako atak crying
          Drugie dziecko i mam większy luz i podejście olewające, co robią inne matki. Tak
          zdrowiej dla mojej psychiki. A jak pytają, to mówię, co myślę.
      • druuna Re: smutna obserwacja... 11.02.08, 11:22
        Napisałaś: Powiem szczerze, że ja zawsze się staram bardzo delikatnie zachęcać i
        do piersi, i do czytania, i do niewprowadzania niczego przez pierwsze półrocze i
        zawsze argumentuję to od strony dziecka, ale...

        Ja natomiast bynajmniej nie namawiam delikatnie tylko głośno i drobinie
        prezentuje swoje poglądy. Nie obchodzi mnie czy ktoś się do mnie zniechęci czy
        nie. Jeśli tak to nie wart mojego zachodu. Jeśli nie, a wysłucha i powie, że
        on/ona uważa inaczej to potrafię to uszanować. Choć też nie stawiam sprawy na
        ostrzu noża. wink)
        • kropkaa Re: smutna obserwacja... 11.02.08, 22:21
          Jeśli chodzi o mije dziecko i moje karmienie to sprawę przedstawiam
          tak, że nikt (NIKT) ze mną nie dyskutuje... I to oni są delikatniwink
          Wygląda to komiczne, zwłaszcza w rodzinie. Zresztą po porodzie
          domowym już nic nikogo z naszej strony nie zdziwi.
          Natomiast jeśli chodzi nie o moje dzieci, tu sprawa wygląda inaczej.
          O ile potrafię zwrócić uwagę, że nie bije się dziecka (np. na placu
          zabaw), to z butlą już nie jest to takie oczywiste, bo tłumaczy się
          (zresztą fałszywie i niesłusznie), że to jest sprawa matki czym
          karmi swoje dziecko.
          Kiedyś lekarka mi opowiadała, że ona jest taką terrorystką
          laktacyjną, że potrafiła podejść do karmiącego butlą taty i pytała,
          co jest nie tak z żoną. Dobre!
          • miszy_m Re: smutna obserwacja... 13.03.08, 22:39
            Strasznie smutno mi sie zrobilo jak przeczytalam ten watek.

            Karmie moje dziecko 14 miesiecy, bardzo sie ciesze, ze mi sie udalo. Gdyby nie
            moj maz, to nie wiem jakby sie skonczylo (na poczatku nie bylo latwo, jak pewnie
            wielu mamom smile

            Zastanawia mnie jedna rzecz. Ja nigdy nie zwracam uwagi mamom karmiacych
            butelka, "o takie male dziecko, a z butelki, a nie z piesi". Nawet do glowy by
            mi to nie przyszlo.
            Natomiast jako karmiaca piersia juz kilka razy spotkalam sie z komentarzem
            "takie duze dziecko i z piersi".
            Zawsze pozniej jestem na siebie zla, ze nic lub prawie nic nie odpowiadam. To
            niesamowite, ze ludzie traktuja piers jako cos nienormalnego, a butelke nie.

            Dodajac jeszcze komentarz do przyczyn rezygnacji z karmienia
            Mysle, ze kluczowym problemem sa jednak pediatrzy. Moj od 5 piesiaca nas
            molestowal, ze juz marchewka i gluten. Jak mowilam, ze "tylko" cyc, to on znowu
            o glutenie. I ....zebym poczytala najnowsze zmiany w zywieniu... Zero wsparcia.
            • kajkasz1 Re: smutna obserwacja... 27.03.08, 08:40
              Karmię Kubusia już od prawie dwóch lat. Jestem cała szczęśliwa, on
              także. Ale jak słyszę z wszystkich stron, że mam przestać karmić, to
              mną trzęsie. Jeszcze teściową i mamę to rozumiem, to inne pokolenie,
              inna wiedza na temat karmienia. I dadzą sobie wytłumaczyć, dlaczego
              podjęłam taką, a nie inną decyzję. Dodam, że jestem jedyną znaną mi
              osobą w gronie kilkunastu matek, która karmi tak długo.
              Ostatnio miałam poważną infekcję. Po dwóch tygodniach samodzielnych
              starań o opanowanie choróbska poszłam po antybiotyk. I w ciągu dwóch
              dni, od czterech lekarzy usłyszałam, że powinnam przestać karmić, bo:
              "moje dziecko jest już za duże i już nie potrzebuje mojego mleka",
              "grozi mi osteoporoza" (owszem, grozi, ale na własne życzenie, bo
              wypłukiwałam wapń pepsi, a podczas karmienia byłam na diecie
              bezwapniowej, teraz staram się "poprawić")
              no i najgorsze, które mnie wpieniło na maksa - "a co pani tam ma?
              już nic" z wulgarnym, pogardliwym spojrzeniem na moje piersi.
              I pomyślałam sobie, że wiele dziewczyn, które nie mają takiego
              przekonania wewnętrznego o karmieniu (bo ktoś im zafundował papkę
              butelkową) i intuicji da sie takimi argumentami przekonać. I
              przestaną karmić.
              Bo lekarz pierwszego kontaktu przy zapisywaniu mi antybiotyku
              powiedziała, że powinnam "odstawić! zaraz! natychmiast!".
              Nie odgryzłam się, bo spokojny człowiek jestem. Ale musiałam do Was
              zajrzeć, po raz kolejny przekonać sie, że robię dobrze.
              Nie mam rzetelnej wiedzy, co moje mleko ma za wartości odżywcze, ale
              na zdrowy rozum wiem, że skoro mleko krowie jakieś ma, to moje tym
              bardziej. I o wiele lepsze dla mojego ssaka niż to od krowy.
              A o jego dobroczynnych właściwościach może świadczyć fakt, że moje
              dziecko samo wyleczyło się z ciężkiej, operacyjnej wady dróg
              moczowych (lekarze mówią, że to cud), a przy moich i rodziny
              poważniejszych infekcjach co najwyżej ma katar.
              A tej pani doktor na takie głupie pytanie "co ja tam mam" na drugi
              raz odpowiem - miłość, czułość, bezpieczeństwo i zdrowie dla mojego
              dziecka.
              Howk, musiałam sie wygadać.

              .
              • mruwa9 Re: smutna obserwacja... 27.03.08, 09:46
                kajkasz1 napisała:

                Ostatnio miałam poważną infekcję. Po dwóch tygodniach samodzielnych
                > starań o opanowanie choróbska poszłam po antybiotyk. Bo lekarz
                pierwszego kontaktu przy zapisywaniu mi antybiotyku
                > powiedziała, że powinnam "odstawić! zaraz! natychmiast!".

                Byc moze bylo tak, ze dostalas antybiotyk, przeciwskazany podczas
                karmienia piersia. Mozliwe? Ulotke przeczuytalas? Czy w ogole
                sluchalas, co lekarz ma do powiedzenia, czy uslyszalas tylko
                pierwsza czesc zdania, o zaprzestaniu karmienia?


                >
                > na zdrowy rozum wiem, że skoro mleko krowie jakieś ma, to moje tym
                > bardziej. I o wiele lepsze dla mojego ssaka niż to od krowy.

                Tu sie zgadzam.

                > A o jego dobroczynnych właściwościach może świadczyć fakt, że moje
                > dziecko samo wyleczyło się z ciężkiej, operacyjnej wady dróg
                > moczowych (lekarze mówią, że to cud), a przy moich i rodziny
                > poważniejszych infekcjach co najwyżej ma katar.

                Tego nie wiesz. nie wiesz, czy cudowne ozdrowienie nastapilo WSKUTEK
                czy MIMO karmienia piersia. Takie badania sa nie mozliwe do
                przeprowadzenia, bo nie sposob jednoczesnie karmic to samo dziecko
                piersia i mieszanka, aby porownac ewentualne roznice. Jesli Twoje
                dziecko nalezy do tcyh zdrowych, to sie ciesz. Moje dzieci, choc
                dlugo karmnione piersia, chorowaly jak opetane, tylko o czym to
                swiadczy? Chyba o niczym. Taka uroda. Znam dzieci karmione mieszanka
                od urodzenia, ktore nie przechorowaly nawet 10% tego, co moje
                dzieci. To, co za to badania wykazuja, to pozne korzysci z karmienia
                piersia (np.dzieci karmione piersia sa mniej zagrozone otyloscia i
                cukrzyca typu II w wieku doroslym). Ale wyciaganie wnioskow, ze
                Twoje dziecko jest tak rewelacyjnie zdrowe wskutek karmienia
                piersia, jest co najmniej lekkim naduzyciem.
                • kajkasz1 Re: smutna obserwacja... 27.03.08, 12:00
                  Mruwa, ja dokładnie słuchałam lekarki. I prosiłam o antybiotyk,
                  podczas brania którego mogę karmić dziecko. I taki dostałam. Ulotki
                  leków też czytam. Zawsze. Do tego mam pomoc farmaceutyczną w domu,
                  więc wiem, czego mi nie wolno podczas karmienia.
                  Ale ta lekarka na mnie napadła. Zupełnie bez powodu. Wręcz
                  krzyczała. Ale argumentów przeciw karmieniu nie podała żadnych. Po
                  prostu nie, bo nie. A kompetentna nie jest, bo co można powiedzieć o
                  lekarzu, który bada ci gardło prze szerokość biurka w ciemnym pokoju?

                  Co do dobroczynnych skutków karmienia dzieci to się zgodzę, że
                  chorowanie uzależnione jest od tak wielu czynników, że mówienie, że
                  moje dziecko jest zdrowe tylko dlatego, że tak długo karmię, jest
                  nadużyciem. I wiem, że dzieci na butli też są i zdrowe, i chore,
                  więc to żaden argument.

                  Ale mam porównanie ze starszakiem i młodszy, który teoretycznie z
                  powodu wady nerek powinien co chwilę zapadać na jakieś infekcje, nie
                  choruje. Poodwiedzaliśmy też troche szpitale. I jestem przekonana,
                  że część jego odporności wynika właśnie z tego, że jest karmiony
                  naturalnie. Może taki egzemplarz, nie wiem.

                  I absolutnie nie jestem przeciw karmieniu butelką. Wiem, że sytuacje
                  w życiu są różne, są różne mamy, różne dzieci. Mnie tylko wkurza ta
                  nagonka konkretnie na mnie i brak wsparcia tam, gdzie powinnam się
                  go spodziewać. I wszędobylski brak tolerancji. Ja nikogo nie
                  oceniam. Jak karmi dziecko butelką i jest zadowolony, to oki. Jego
                  życie, jego dziecko, jego wybór. Tylko czemu słyszę ciągle
                  niepochlebne komentarze? Namawianie do zaprzestania karmienia, kiedy
                  oboje z Kubą nie jesteśmy na to gotowi? Dlaczego wszyscy na około
                  wiedzą lepiej, co jest potrzebne mojemu dziecku? A zamiast
                  konkretnych argumentów słyszę wyświechtane frazesy?
                  • kajkasz1 Re: smutna obserwacja... 27.03.08, 12:07
                    Przepraszam, że się tak wyżalam, ale nie mam wsparcia ani w mojej
                    rodzinie, ani wśród lekarzy, ani wśród znajomych. Ja tylko
                    instynktownie wiem, że najlepsze, co mogę teraz Kubie dać, to moje
                    karmienie.
                    Mruwa, i masz rację, moje twierdzenie, że Kuba wyzdrowiał dlatego,
                    że go karmiłam, jest nadużyciem. Ale fakt jest faktem, obyło się bez
                    powikłań, ciężkiej operacji i dużego uszkodzenia nerek. I nieważne,
                    czy z cycem, czy bez, ważne, ze wyzdrowiał. Czy do końca, nie wiem.
                    Czeka nas jeszcze jedna przeprawa z lekarzami i nieprzyjemnymi
                    badaniami.
                    I wiem, że jak małemu podam pierś, to zniesie to lepiej niż bez niej.
    • olivia38 Re: smutna obserwacja... 20.02.08, 17:12
      Dolacze sie tez do tych smutnych obserwacj. Sama karmie 11 mies synka piersia i uwazam ze to najwieksza przygoda mojego zycia, cudowna bliskosc matki i dziecka. Po prostu marze o jeszcze 1 dziecku zeby znow moc karmic jak juz skoncze karmic Jasia. Starszego synka Pawelka karmilam ponad 1,5 roku i takze nie moglam doczekac sie kiedy znow bede matka karmiaca. Dlatego tez nie rozumiem dziewczyn, ktore przy pierwszych klopotach z karmieniem podaja butelke. Przyznam ze moje dzieci nigdy nie pily z butelki, nie znaja tego. Naczytalam sie wiele o wartosci karmiena piersia i jestem do tego na 100 procent przekanana, ale wiem ze jjesli ktos nie nastawia sie na karmienie to zadne argumenty go nie przekonaja. Delikatnie probowalam tlumaczyć ciezarnej bratowej ze pierwsze tygodnie dziecko lub byc wiele godzin przy piersi, i ze to dobrze bo laktacja sie rozkreca, no ale to wymaga poswiecenia tych godzin dla dziecka, ale ze jest tego warte. A ona mi na to ze na pewno nie bedzie siedziec tyle z dzieckiem przy piersi bo ona ma dosc siedzenia i musi do ludzi. No i zgodnie z moim smutnym przewidywaniem po kilku dniach po porodzie '' nie miala pokarmu" i ''wiatr jej w piersiach hulał " i MUSIALA podac coreczce butelke.
      Dodam ze mam kilka kolezanek, ktore karmia maluszki piersia i rozumiemy sie bez słów w kwestii karmienia, natomiast z bratowa kontakt zaden, ona obstaje przy swoim a ja przy swoim. Ale tez szanuje jej poglady. Choc szkoda mi maluszkow ktore tak wiele traca pijac przez butle sztuczna mieszanke.
      • myroad Re: smutna obserwacja... 28.02.08, 18:52
        Witam.
        Ja także byłam lekko poganiana w tych kwestiach ale zbywałam to
        humorem smile
        Nie chce nikogo obrazic ale mam pewne przemyslenia na temat bardzo
        długiego karmienia . Sama karmiłam przez 2 lata mojego synka i
        wiecie co...dziecku mniej brakuje karminia piersia niz mi...suspicious
        Moj mały majac prawie 2 lata wcale nie pił mleczka z piersi tylko ja
        ssał jak smoczek...wiec karmienie piersia jako sposob na zasypianie
        nie miał juz sensu..smile
        Bałam sie takze ze po odstawieniu bedzie dlugo zasypiał , budził sie
        w nocy i nie bede miała jak go uspic bo cycy juz nie bedzie( czyli
        zywego smoczka wink )
        Ale wszystko poszło ok i jestem zadowolona ze zniosl to naprawde
        dzielnie .
        Ujme to krotko...czasami chce matki karmiacej bardzo długo jest
        takze dyktowana strachem przed zmianami. Tak było u mnie smile
        Pozdrawiam
        • anqa_77 Re: smutna obserwacja... 27.03.08, 09:02
          > Moj mały majac prawie 2 lata wcale nie pił mleczka z piersi tylko ja
          > ssał jak smoczek...

          Każde dziecko jest inne... mój młodziak ( z czerwca 2006) przed snem wyjątkowo
          intensywnie ssie i słyszę jak łyka, wiec na pewno pije bo chce się napić. Co
          innego w ciągu dnia, różnie to bywa. Ale nadal ssie na życzenie.
    • karawana123 Re: smutna obserwacja... 31.03.08, 10:20
      A moja teściowa nie karmiła żadnego dziecka piersią, bo nie miały jej grupy
      krwi. Lekarze jej w szpitalu odradzili uncertain
      • dagmama Re: smutna obserwacja... 31.03.08, 17:03
        karawana123 napisała:

        > A moja teściowa nie karmiła żadnego dziecka piersią, bo nie miały
        jej grupy
        > krwi. Lekarze jej w szpitalu odradzili uncertain

        Supersmile))
    • karawana123 Re: smutna obserwacja... 31.03.08, 10:21
      I dalej uważa to za świętą prawdę.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja