Dodaj do ulubionych

Prawo do bycia zmęczoną, utrudzoną?

18.02.08, 12:45
Jest okres Wielkiego Postu, drogi krzyżowe, Gorzkie Żale. Może ktoś
przygotowuje się w ten sposób do Świąt Zmartwychwstania Pańskiego? A
czy naszego trudu karmienia, nocnych pobudek, to, że w wychowaniu,
zachowaniu dziecka nie wszystko się dzieje tak jak byśmy tego
oczekiwały nie możemy złączyć z trudem, cierpieniem naszego
Zbawiciela? I nie jest to żadne cierpiętnictwo, tylko zaakceptowanie
realiów życia złączone z oddaniem ich w Pewne Ręce. Jak się czyta
różne czasopisma, ogląda TV, to macierzyństwo bywa tam
tak "polukrowane", takie prosto od kosmetyczki-fryzjerki-wizażystki
itp. że niekoniecznie prawdziwe. Tak jak się czyta wypowiedzi
różnych ludzi, że właściwie to nie ma co się trudzić, bo to nic nie
warte. Lepiej wszystko robić, by uniknąć trudu. Wychodząc z tego
założenia, to właściwie od początku nie warto karmić, bo:
-nieprzespane noce;
-dużo trudu fizycznego, ale i psychicznego to kosztuje; matka się
oddaje dziecku; służy mu dosłownie samą sobą, swoimi siłami;
Takie podejście jest tak naprawdę bezsensowne. Nikt np. nie
kwestionuje tego, że praca zawodowa wymaga poświęcenia swoich sił,
że ma prawo być męcząca. A po roku karmienia, gdy matka ma prawo
odczuwać zmęczenie, utrudzenie, to odmawia jej się prawa i racji do
karmienia. A tymczasem może być ono tym bardziej owocne duchowo, bo
zaczyna nas coś kosztować (wcześniej często było oczywiste dla nas,
łatwe, gdy miną nawały, zastoje i zapalenia początkowe). Można ten
trud ofiarować Panu Bogu w intencji swojego dziecka, rodziny, w
jeszcze innej.
Dla mnie Wielki Post to też czas zastanowienia od kogo mam wymagać
więcej dojrzałości: od siebie czy od dziecka. Bo dziecko łatwo (albo
nieco trudniej) zmusić, jest słabsze psychicznie i fizycznie od nas.
I wymagać dojrzałości, zasypiania bez piersi, samodzielnego spania,
grzecznego zachowania itp. Chociaż zwykle jest to nasz brak
konsekwencji: bo początkowo uczymy zaspokajania potrzeb dziecka
według jego potrzeb, uspypiania, tak jak tego potrzebuje i domaga
się do rozwoju. Aż tu nagle stwierdzamy, że dość. Zwykle nasza
niecierpliwość znajduje ujście w tym stwierdzeniu. Zresztą świat nam
przytaknie: "Rzeczywiście dość tego. Trzeba usypiać tak, żeby nam
było wygodnie, lepiej nie zastanawiając się, co bardziej sprzyja
rozwojowi kruchego dziecka".
Ale tak naprawdę cierpliwość na dłuższą metę jest lepsza, przynosi
dobre owoce, pozwala dziecku spokojniej dorastać bez zachowań
zastępczych (ssanie smoczków, palców, masturbacja, kurczowe
trzymanie się rodzica, zachowania będące wyrazem lęku
separacyjnego). Wytrwanie w tym, czego się nauczyło dziecko, co
stopniowo się zmienia, gdy dziecko wyrasta. Patrząc na krótką metę
uczenie samodzielnego zasypiania, "oduczanie" ssania piersi zdaje
się korzystne, bo wygodne, niewymagające od rodzica, za to
wymagające dojrzałości od dziecka. Ale na dłuższą metę warto wytrwać
przy karmieniu, potrudzić się te 2-3 lata dla zdrowia malucha, dla
jego dobrego rozwoju.
Nie chcę w ten sposób oceniać jakichś mam, nie interesuje mnie to
(bardzo dobrze rozumiem, że generalnie rzeczywistość bywa bardziej
skomplikowana, rozumiem różne motywacje uzasadniające inne decyzje),
ale po prostu uzasadnić, że podjęcie tego trudu dłuższego karmienia
również w nocy dla wielu mam ma sens. Też nasze trudy mają sens,
choć wielu da się uniknąć (zmniejszyć), to jednak na pewno nie
wszystkich. Niestety, a może właśnie stety...
Chyba brakuje mi takich rekolekcji, w których by właśnie aspekt
macierzyński rozpracowano. Podobają mi się rozważania ojca J.
Augustyna, czytał ktoś?
Pozdrawiam ciepło :o)
Obserwuj wątek
    • kropkaa Re: Prawo do bycia zmęczoną, utrudzoną? 18.02.08, 22:19
      Coś może i w tym jest.

      >Podobają mi się rozważania ojca J. Augustyna, czytał ktoś?
      Z przykrością muszę napisać, że po wszystkich wpadkach moich różnych
      autorytetów (x. Maliński, x. Czajkowski) oraz historiach z abp.
      Wielgusem, abp. Paetzem, o. Rydzykiem i in vitro nie zajmują mnie
      więcej przemyślenia jak bardzo zła i grzeszna jestem i co robić, by
      się nawrócić.
      Czajkowski i Maliński to była dla mnie taki szok, że nie mogłam
      oddychać.
      Podobnie było zresztą z autorytetami cywilnymi - Eichelbergiem i
      Samsonem.
      Teraz mam tylko dwie guru - Agnieszkę Kręglicką i Martę Gessler - i
      im tylko wierzę. W kwestii gotowania i przepisów oczywiściewink
      Moje trzecie guru - Zofia Milska-Wrzosińska coś zniknęła.
      Generalnie opieram się tylko i wyłącznie na opiniach kobietsmile
      A Augustyna kiedyś i czytałam, i słuchałam (w tematach bożych mi się
      podobał).
    • przelotnie Re: Prawo do bycia zmęczoną, utrudzoną? 19.02.08, 11:53
      Taka jest nasza dzisiejsza „kultura egoizmu”, według której
      macierzyństwo to poświęcenie, rezygnacja z siebie, a właściwie nawet
      zaprzeczenie kobiecości (stereotyp matki polki z piersiami do pasa,
      obiekt antyseksualny). Jest takie forum „nie lubię dzieci” można
      sobie tam poczytać o tych stereotypach związanych z macierzyństwem
      (ale niestety często w formie bardzo nieprzyjaznej) – z jednej
      strony nie do zaakceptowania trudy macierzyństwa, a z drugiej strony
      człowiek bezdzietny tzn. wygodny , wolny i spełniony (kariera,
      wycieczki, znajomi…wink. Tymczasem macierzyństwo nie jest relacją
      jednostronną. My dajemy dziecku siebie, a ono siebie nam oddaje.
      Rzadko postrzega się bycie mamą właśnie w ten sposób. Ja pozwalam
      dziecku spokojnie dojrzewać, bez pośpiechu, bez harmonogramu, bez
      samodzielnego zasypiania, bez odrywania od piersi. W oczach innych w
      zamian dostaję nieprzespane noce, zmęczenie i brak czasu dla siebie.
      Ale tak naprawdę to wszystko jest margines, to co naprawdę mam to
      wielka satysfakcja, kiedy obserwuję harmonijny rozwój mojego synka,
      kiedy mówi „mamusiu” i „kocham”, poczucie bezpieczeństwa jakie mi
      daje, kiedy się do mnie przytula, kiedy woli mleko z piersi od
      czekolady (zwycięstwo natury nad cywilizacją wink W tym widzę sens.
      Czasami warto na chwilę zapomnieć o sobie, żeby zauważyć w swoim
      macierzyństwie małego człowieka.
      • fizula Re: Prawo do bycia zmęczoną, utrudzoną? 19.02.08, 12:29
        Przelotnie, fajnie to napisałaś. Szczególnie podoba mi się to
        zwrócenie uwagi na relacyjność. My dajemy coś z siebie, ale dziecko
        też się powierza, oddaje z całym swym kruchym zaufaniem.
        Ta słodycz spojrzenia mojej Tosieńki pozwala nie raz spojrzeć ponad
        swoje zmęczenie, które wobec tego wydaje się zupełnie nieważne i
        małe.
        >kiedy woli mleko z piersi od
        > czekolady (zwycięstwo natury nad cywilizacją wink W tym widzę sens.

        Ale nie wszystkie dzieci tak mają :o) Niektóre łączą te dwie
        potrawy, a inne znów wybiorą czekoladę. A Twój maluch ma rodzeństwo?
        Dla Daniela np. niesłychanie ważna była starsza Lidzia: koniecznie
        chciał to próbować i jeść, co siostra (z czego nie zawsze byłam
        zadowolona hehe).

        > Czasami warto na chwilę zapomnieć o sobie, żeby zauważyć w swoim
        > macierzyństwie małego człowieka.
        Nic dodać, nic ująć.
        • przelotnie Re: Prawo do bycia zmęczoną, utrudzoną? 19.02.08, 15:31
          Mój synek ma 2 lata i 4 msc, a rodzeństwo w drodze - 22 tydzień smile
          Niecały miesiąc temu przy mojej delikatnej pomocy i jego akceptacji
          przestaliśmy się karmić (Czekolady nadal nie lubi, u nas najlepsze
          na świecie są żelki wink Od tamtej pory przesypia też całe noce. Tak,
          jak wiele razy podkreślasz w swoich postach - ważne aby dojrzeć do
          zmian. Dzięki temu można spokojnie przechodzić z jednego etapu na
          kolejny i cieszyć się macierzyństwem, zamiast zadręczać, że dziecko
          nie chce "chodzić jak zegarek".
    • kropkaa Re: Prawo do bycia zmęczoną, utrudzoną? 19.02.08, 21:02
      A tak mówiąc szczerze to ja się wcale zmęczona nie czuję. Bardziej
      wykańczała mnie praca w korporacji, debilny, znęcający się
      psychicznie szef i inne korpoatrakcje typu praca do 3-4 nad ranem,
      jak trzeba było.
      Przy moim kochanym dziecku to ja wypoczywam. Spacerek, zabawa,
      książeczka. Jak była malutka, to spałam z nią w dzień i okres
      początkowy nie był wcale ciężki. Kolek nie miała, marudzić też nie
      marudzi, nie choruje (odpukać). Żadnych zapaleń piersi, zastojów nie
      miałam, traumy szpitalnej też nie;-O)
      A że nie mogę nigdzie wyjść na dłużej? To jest mój wybór. Na
      wszelkie wesela, imieniny, wyjazdy (zaliczyliśmy razem i morze, i
      narty) zabieramy dziecię ze sobą. Nie wyobrażałam sobie w ciągu
      pierwszego roku zostawić dziecko komuś na noc. Ponieważ długo
      karmiłam tylko piersią, a odciąganie mi nie leżało, nie robiłam z
      tego problemu, że do lekarza, restauracji czy urzędu biorę dziecko.
      My przecież chcieliśmy zosatć rodzicami i świadomie się
      zdecydowałam, że na razie do pracy nie wracam tylko biorę urlop.
      Poza tym żadna praca nigdy mi tyle radości nie dała, ile dał mi nasz
      potomek. Dla mnie nie jest żadnym wyrzeczeniem karmienie persią,
      tylko wielką wygodą. I mam świadomość, że ten czas tak strasznie
      zachrzaniacrying i te pierwsze lata już się nigdy nie powtórzą. Dziecko
      szybko rośnie, idzie do przedszkola, ma swoje zajęcia, zabawy,
      kolegów, koleżanki i już tak mamy nie potrzebuje 24 godz. na
      okrągło. Na pracę jeszcze będę mieć czas. A to, co teraz dostaje
      dziecko od rodziców, to jest jego kapitał na całe życie. A ja
      naprawdę chcę, by moja pociecha była w życiu szczęśliwa.
      • olcia1412 Re: Prawo do bycia zmęczoną, utrudzoną? 20.02.08, 14:00
        witajcie,
        ja na tym forum wypowiadam się chyba po raz pierwszy, choć od czasu
        do czasu czytuję. A czas szybko leci i mój synek ma już 14 miesięcy,
        tak więc chyba się już tutaj "kwalifikuję" smile) Tez ostatnio myślałam
        na temat trudów karmienia w kategoriach Wielkiego Postu i związanych
        z tym wyrzeczeń. Sama się zastanawiam od jakiegos czasu nad
        odstawieniem, ale nie jestem gotowa a mój synek na pewno też nie.
        Choć nasza lekarka pediatra namawia (że niby duży, że dobry moment
        itd.) Mąż też lekko sugeruje, ale to głównie dlatego, że ja bywam
        załamana, gdy wieczorem biegam co dwadzieścia minut do małego i go
        uspokajam. Piersią oczywiście. Ale ja wcale nie uwazam, że to dobry
        moment i jeśli zdecyduję się odstawić to chyba z własnej słabości.
        Idealnym rozwiązaniem byłoby, gdyby synuś jednak dorósł do tego
        rozstania, ale boję się, że nie wytrzymam. Chciałabym mieć chwilę
        dla siebie wieczorem, już nawet nie dla siebie, ale żeby spokojnie
        pozbierać zabawki i "odgruzować" mieszkanie, a tu ciągle alarm. Tak
        więc wniosek jest taki, że postanawiam wytrwać do końca Wielkiego
        Postu, a potem zobaczę. Nic na siłę. W każdym razie ta dyskusja
        podniosła mnie na duchu. serdecznie dziękuję.
    • daisy74 Re: Prawo do bycia zmęczoną, utrudzoną? 24.02.08, 19:00
      Wiesz,fizula,ja właśnie przedwczorajszej nocy miałam ostry kryzys
      dotyczący karmienia,ale natury psychicznej.Miałam wysoką
      temperaturę,przeziębienie mnie "rozbierało",a do tego dziwne kłucie
      w boku-wyrostek?woreczek żółciowy?a może za długo noszę synka na
      jednym boku?A dziecię jak na złość budziło się co pół
      godziny.Myślałam-nie dam rady,ja poroszę o dwa dni urlopu od
      karmienia,przeniosę małego do łóżeczka.No,ale jakoś radę dałam.Tak
      naprawdę nie wyobrażam sobie odstawić młodego od piersi(ma 9
      miesięcy)-przy niej zasypia,ona jest Jego pocieszycielką
      • mi_lamaj Re: Prawo do bycia zmęczoną, utrudzoną? 26.02.08, 02:38
        piękne słowa tu padły, ja może wypowiem sie bardziej przyziemnie

        ja rzadko odczuwam zmęczenie karmieniem, uwielbiam karmić, czasem tylko raczej
        zniecierpliwienie, jak maluszek długo ssie a ja muszę coś zrobić... i wtedy się
        zastanawiam czy naprawdę muszę? smile
        i myślę o tym,ze to jest jego jedzenie i jakbym ja się czuła jakby ktoś mi
        zabrał talerz w połowie posiłkusmile Nigdy nie odmawiałam synkom piersi, bliskości,
        wspólnego zasypiania
        dorastać będą później, i tak za szybkosmile
        starszak i tak już jest samodzielny w jedzeniu, a ma niecałe dwa latka
        czasem warto się podbudować takimi ciepłymi słowami i zastanowić się nie tylko
        nad sobą, nad tym, co my dajemy przez karmienie, ale i nad tym, co dostajemy od
        dzieci karmiąc
    • mruwa9 ja troche odwrotnie/przewrotnie ;-) 27.02.08, 11:27
      Oczywiscie, ze karmienie piersi to nie taki bezproblemowy cud-miod,
      jak to przedstawiaja kolorowe tygodniki i wiaze sie z calodobowa
      dyspozycyjnoscia matki, zmeczeniem, etc, etc.. Ale kazdy czlowiek
      ma pewien punkt krytyczny, pojemnosc naszych "naczyn z
      cierpliwoscia" jest ograniczona i w pewnym momencie zaczyna przlewac
      sie gora..i to jest ten moment, gdy warto zakonczyc karmienie.
      Pojemnosc owego niewidzialnego naczynia jest zmienna osobniczo,
      niektorym wystarcza zaledwie na kilka tygodni, innym- na 2-3 lata,
      ale , IMHO, dziecko potrzebuje przede wszystkim mamy pogodnej i
      szczesliwej. Umeczona, zniecierpliwiona i zla z niewyspania mama nie
      bedzie w stanie odgrywac przed dzieckiem kogos innego, maluch
      zdecydowanie sie na to nie nabierze, przejmujac negatywne emocje
      matki oraz inicjujac bledne kolo. Pytanie: po co? czy naprawde
      warto, za wszelka cene?
      Ja nie jestem Chrytsusem. Jestem czlowiekiem z krwi i kosci, lata
      trudnego macierzynstwa sprawily, ze daje sobie prawo do egoizmu i
      zmeczenia. jak zauwazylam - z korzystnym efektem dla calej rodziny.
      • fizula Re: ja troche odwrotnie/przewrotnie ;-) 27.02.08, 23:14
        Mruwa, fajny Twój post przewrotno-odwrotny ;o) Lubię taką rzeczową
        polemikę.

        Pytanie: po co? czy naprawde
        > warto, za wszelka cene?

        Nie, za wszelką cenę na pewno nie. Ale trochę wysiłku, trudu z
        naszej strony, to nie musi być zaraz wyczerpanie całych zasobów
        cierpliwości, to nie jest znowu sprawa życia i śmierci. Moim zdaniem
        wiele zależy od tego, jak się człowiek nastawia. Jak mamy się
        koncentrują wyłącznie
        na niemowlęctwie, to rzeczywiście tylko w pierwszym roku mają
        cierpliwość do dziecka. Może czasem warto się też nastawiać na te
        kolejne lata. Odbieram je jednak jako trudniejsze, bardziej
        wymagające od rodziców.

        Umeczona, zniecierpliwiona i zla z niewyspania mama nie
        > bedzie w stanie odgrywac przed dzieckiem kogos innego, maluch
        > zdecydowanie sie na to nie nabierze, przejmujac negatywne emocje
        > matki oraz inicjujac bledne kolo. Pytanie: po co?

        A dlaczego ma odgrywać kogoś innego? Dlaczego ma udawać wypoczętą i
        w skowronkach, jak potrzebuje przyznać się do swojego zmęczenia i
        dać sobie prawo do odpoczynku. Ja widzę w takiej jak ta opisywana
        sytuacja 2 główne "najlepsze" możliwości rozwiązania:
        1. decyzja o rezygnacji z karmienia piersią i stanowcze wychodzenie
        z niego;- to jest najczęstszy scenariusz; wcale ta matka po
        odstawieniu nie musi być bardziej wypoczęta i zrelaksowana, bo
        zazwyczaj problem bywa głębszy niż samo karmienie piersią; a dziecko
        może się budzić równie często jak wcześniej, bo taka już jego uroda;
        2. decyzja o dalszym karmieniu piersią i uzyskaniu pomocy dla siebie
        w celu regeneracji sił-cierpliwości-pogody ducha; wtedy można
        zapytać samej siebie: "Co mogę zrobić dla siebie, dla malucha, by w
        tej relacji, w tej sytuacji mieć więcej sił, cierpliwości?"; czasami
        to może być pomoc z zewnątrz, np. w opiece nad maluchem albo w
        sprzątaniu, albo wsparcie uzyskane od przyjaciółki, babci, męża,
        forumowiczki :o)
        Rzeczywiście taka opcja, by nie przyznawać się do swojego zmęczenia,
        udawać kobietę w pełni sił przed innymi, przed dzieckiem, a w głębi
        serca mieć dość, to nie za dobry wariant. Ani karmienie bez
        przekonania, ani odstawianie bez przekonania.
        Zmęczenia w karmieniu piersią nie brakuje zwłaszcza jeśli się
        wybrało opcję "według potrzeb dziecka", ale radość i ukojenie
        malucha rzeczywiście zakrywa te niedogodności.
        Pozdrawiam ciepło!
    • situsia Re: Prawo do bycia zmęczoną, utrudzoną? 28.02.08, 22:35
      Fizula, jakie rozważania Ojca Augustyna? Trochę jego książek czytałam, byłam też
      na prowadzonych przez niego rekolekcjach. Dawno temu smile.
      Co do Drogi Krzyżowej, to pamiętam, jak dzieci były malutkie i mój mąż pojechał
      na Drogę Krzyżową do Kalwarii - był wtedy u mnie mój tata i powiedział mi: "On
      ma Drogę Krzyżową w Kalwarii, a ty masz ją w domu". Pozdrawiam!
    • basienkas Re: Prawo do bycia zmęczoną, utrudzoną? 08.03.08, 08:08
      ok, poczekaj chwile,
      bo nie bardzo rozumiem:
      "Ale tak naprawdę cierpliwość na dłuższą metę jest lepsza, przynosi
      dobre owoce, pozwala dziecku spokojniej dorastać bez zachowań
      zastępczych (ssanie smoczków, palców, masturbacja, kurczowe
      trzymanie się rodzica, zachowania będące wyrazem lęku
      separacyjnego)."

      A co ma masturbacja do karmienia piersia?
      Twierdzisz, ze masturbacja jest czyms nienaturalnym i niezdrowym?
      • reyka Re: Prawo do bycia zmęczoną, utrudzoną? 08.03.08, 23:44
        basienkas napisała:

        > ok, poczekaj chwile,
        > bo nie bardzo rozumiem:
        > "Ale tak naprawdę cierpliwość na dłuższą metę jest lepsza,
        przynosi
        > dobre owoce, pozwala dziecku spokojniej dorastać bez zachowań
        > zastępczych (ssanie smoczków, palców, masturbacja, kurczowe
        > trzymanie się rodzica, zachowania będące wyrazem lęku
        > separacyjnego)."
        >
        > A co ma masturbacja do karmienia piersia?
        > Twierdzisz, ze masturbacja jest czyms nienaturalnym i niezdrowym?

        chyba chodzilo tutaj fizuli o moment, w ktorym dziecko poprzez
        masturbacje zaczyna zaspokajac swoje potrzeby emocjonalne i jest to
        jedyny, albo glowny sposob na np odreagowanie frustracji czy zlosci,
        czy smutku. wtedy nalezaloby sie zastanowic dlaczego nasze dziecko
        tak a nie inaczej sie zachowuje.
      • fizula Situsia, Basienkas 10.03.08, 10:26
        Situsia, to chyba były "Rozważania o rodzinie" plus jakiś podtytuł,
        nie mam przy sobie tej pozycji.

        > A co ma masturbacja do karmienia piersia?
        > Twierdzisz, ze masturbacja jest czyms nienaturalnym i niezdrowym?

        Czyżbyś była zadowolona, gdyby Twoje maleńkie dziecko tak sobie
        rozładowywało napięcia masturbując się? Ja na pewno nie, szukałabym
        sposobów pomocy takiemu maluchowi.
        Mam taką swoją prywatną teorię, że dziecko, które zasypia w
        ramionach mamy nie ma potrzeby tak rozładowywać napięć. Ale gdy
        niektórzy uczą zasypiać dzieci same, oduczają ssania przez
        wypłakanie, to może dziecko sobie znaleźć jakieś zachowania, które
        pozwolą mu się samemu uspokoić, przestać rozpaczać, np. częściej
        jest to ssanie palca, ale może też być masturbacja.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka