Leczenie dzieci- przepisy, przemyślenia, dyskusje

08.10.08, 00:18
Zachęcam, byście wpisywały tu na spokojnie Wasze sposoby leczenia,
Wasze refleksje na ten temat.
Widząc jak dużo skutków ubocznych może niekiedy nieść
antybiotykoterapia, w pospolitych chorobach, niezbyt ciężkich,
zwykle ich unikam. Warto jednak pamiętać, że są to leki skuteczne i
lekarze po to je stosują, by uratować życie i zdrowie dzieci.
Najczęściej jednak naturalne antybiotyki stosuję: czosnek, cebulę,
miód, chrzan, greipfruit, ostatnio też nasturcję: liście
(antybakteryjne właściwości) i płatki kwiatu (ślicznie wygląda do
sałatki, interesująco smakuje).
Cała moja trójka dzieciaczków lubi syrop cebulowy: nic prostszego do
zrobienia. Zalewamy posiekaną cebulę np. miodem (można też zasypać
cukrem, gdyby ktoś był uczulony na miód).
Ostatnim hitem mojej rodzinki jest taka mikstura: obrane i
przekrojone na pół ząbki czosnku (w dużych ilościach) zalewamy
kwasem z ogórków kiszonych domowej roboty. Po kilku dniach dopiero
ten ogórkowo-czosnkowy przysmak nabiera mocy, naciąga- co ciekawe,
to najbardziej lubi ten lek moja najmłodsza 22-miesięczna Tosia. Aż
się trzęsie, bo taki mocny dla niej, ale pije go mimo wszystko.
Oprócz tego sama się nauczyłam i uczę też maluchy pić herbatki
ziołowe:
-gdy gorączka: lipa, kwiat bzu czarnego, sok malinowy;
-niestrawność, wymioty: dziurawiec;
-rozwolnienie: suszone jagody;
-osłabienie, anemia: pokrzywa (też sok z pokrzywy dla bardzo
osłabionych jest zdrowy, choć niezbyt smaczny);
Trochę informacji zasięgnęłam z książek: "Domowe sposoby leczenia
dzieci", "Leki z Bożej apteki- dzieciom". Te książki nauczyły mnie
też trochę dystansu do chorób moich skarbów: gorączka, pospolite
choroby to zwykłe ćwiczenia dla układu odpornościowego (hehe, łatwo
mi pisać, gdy wszystkie bąble zdrowe, ale i mi niejeden raz zajrzał
w oczy strach o zdrowie moich pociech). Po tej lekturze zaczęłam też
towarzyszyć rozgorączkowanemu dziecku, a nie za wszelką cenę zbijać
gorączkę. Nawet w pediatrii można przeczytać, że do 38,5 C nie warto
zbijać gorączki (pewnie wyjątkiem będzie ryzyko drgawek
gorączkowych), ponieważ sama gorączka jest właśnie najlepszą obroną
dziecka przed drobnoustrojami. Procesy odpornościowe przebiegają
podczas gorączki kilkakrotnie szybciej niż w normalnej temperaturze.
Jeśli gorączka przekroczy ten pułap, też nie musowo zawsze sięgać po
farmaceutyki: do obniżania temperatury można stosować okłady,
zawijania, kąpiel. Bardzo ważna jest obserwacja dziecka z gorączką:
jeśli jest całe nagrzane łącznie z łydkami, stopami, dłońmi, tzn. że
gorączka na jakiś czas osiągnęła swoje maksimum (i najlepiej właśnie
wtedy ją dopiero obniżać, odkryć dziecko, żeby pomóc mu się
ochłodzić- ma odczucie gorąca). Zimne łydki- to raczej oznaka, że
temperatura wzrasta, dziecku jest wtedy zimno, przykrywamy je
cieplutko, poimy ciepłą herbatą.
Do mojego domowego leczenia też mam trochę dystansu- wydaje mi się,
że warto jednak mieć zaufanego lekarza, by konsultować się z nim,
gdy nas coś niepokoi. I w razie niepokojących objawów mieć się do
kogo zwrócić, mieć się gdzie udać.
Warto też się nauczyć stawiania baniek: nam wystarczają te
bezogniowe, których każdy się może nauczyć stawiać (tym bardziej, że
jest do nich szczegółowa instrukcja dołączona). Niejeden raz
uratowały nas one przed antybiotykiem w sytuacji zapalenia oskrzeli.
Na szczęście właśnie nasz lekarz nam je zaproponował :o) a tym samym
ośmielił. Plus moja położna, która była mocą wykonawczą.
Już niejednego 3-latka można nauczyć płukania gardła, chyba
najłagodniejsza będzie do płukania szałwia albo rumianek, bądź
roztwór soli w sytuacji zapalenia gardła (moje starszaki: 5 i 9 lat
płuczą też wersją apteczną ziół Dentosept).
Podczas przeziębień można też masować maluchy. Nie będę reklamować,
co też można kupić w aptece. Najprościej można zastosować do
nacierania klatki piersiowej: spirytus + oliwa, można też coś z
olejkami wiercącymi w nosie próbować. Warto uczyć inhalacji malucha:
ziołowych, solnych, dziecko po inhalacji ładnie wykrztusza flegmę-
wtedy jest czas na oklepywanie.
Linkuję do starszego wątku pt. wypasiony syrop z czosnku:
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=21000&w=71742500&v=2&s=0
Mam przepis na mniej wypasiony, ale moim szkrabom smakował, może
jutro zechce mi się znaleźć go w kuchni, jeśli ktoś byłby
zainteresowany.
Ważne jest, by w czasie choroby nie zmuszać dziecka do jedzenia,
zapewnić mu pożywienie lekkostrawne (maluch piersiowy zwykle sam o
to dba ssąc na okrągło, a pozostałe posiłki traktując po macoszemu).
Takie domowe tradycyjne leczenie zabiera dużo czasu, jest wymagające
od sprawującego opiekę, wymaga jego odpowiedzialności i bacznej
obserwacji dziecka- ale jak dla mnie warto :o) Stąd wcale się nie
dziwię, że wiele osób wybiera raczej zwykłe leki i odpowiedzialność
składa na barki lekarza.
Nie stosuję homeopatii uważając ją za czysty zysk producenta i 100%
oszustwa. Kukułka fajnie zebrała linki do wyjaśnień, czym jest
homeopatia:
www.nil.org.pl/doc/702/homeopatia.pdf
www.psychomanipulacja.pl/akt/225.htm
Zwróćcie uwagę, że nad chorymi ciężko, obłożnie dziećmi coraz
częściej czwają nie tylko lekarze, ale psychologowie, księża.
Właściwie opiekują się oni całą rodziną, by przynieść ulgę całemu
dziecku, a więc nie tylko ciału, ale i duszy malucha. Podobnie warto
pamiętać, że często nasze maluchy chorują gdy są zbyt obciążone
psychicznie, zmartwione, smutne- stąd podczas choroby trzeba
pamiętać nie tylko o lekach, ale i o najważniejszym leku: miłości,
przytuleniu, obecności. Jakiś czas temu mój Danielek chorował
paskudnie, ale momentalnie zaczął zdrowieć, gdy jego tatuś przywiózł
mu kociątko. Po prostu radość była tak wielka, że choroba nie miała
szans. Zła byłam okropnie na lubego małżonka, że właśnie podczas
choroby zwierza przywlókł do domu, ale jak zobaczyłam kicającą
radość synka i ekspresowe tempo zdrowienia z poważnej choroby, to
stopniał mój gniew w mgnieniu oka. Także lecząc maluszka jego psyche
też trzeba wziąść pod uwagę, starając się o: więcej cierpliwości,
więcej życzliwości, spokoju względem niego (względem rodzeństwa też,
bo dziecko odczuwa też emocje, które kierujemy do rodzeństwa czy
męża). No i odstawianie od piersi w stanie >niezgody wewnętrznej<
naszego malucha też często powoduje choroby.
Choroby dziecka- nie jest to łatwy temat, nie ma tu stuprocentowych
recept tak naprawdę. Dlatego warto się dzielić, uczyć od siebie
nawzajem, słuchać co ma do powiedzenia intuicja, ale też co mają do
powiedzenia lekarze, żeby móc to ocenić, wybrać dobre leczenie dla
siebie, swojego malucha.
Piszcie, odkryjcie zasoby mądrości rodzinnych :o) Ja się chętnie
pouczę.
    • mruwa9 Re: Leczenie dzieci- przepisy, przemyślenia, dysk 08.10.08, 00:46
      .,.poniewaz jestem wyznawca EBM wink , moja apteczna nie jest jakos
      szczegolnie rozbuchana. Wychodzac z (udokumentowanego) zalozenia, ze
      wiekszosc chorob i infekcji u dzieci ma podloze wirusowe (widac po
      przebiegu), nie ma w tym pzypadku leczenia przyczynowego, jedynie
      objawowe, sluzace ulzeniu w dolegliwosciach, zwiazanych z choroba (a
      wiec- leki przeciwbolowe, przeciwgoraczkowe, jakies krople do nosa,
      z dawnych czasow, gdy mialam dwoch astmatykow przeziebieniowych,
      zostakly jakies leki wziewne lub do nebulizacji , na szczescie juz
      niepotrzebne od kilku lat. Wlasciwie do tego ogranicza sie repertuar
      lekow,o ile w konkretnej sytuacji nie potrzeba czegos wiecej, np.
      antybiotyku. Syropami czosnkowymi czy cebulowymi, jako
      niewplywajacymi w istotny sposob na proces i tempo zdrowienia, nie
      mecze dzieci. BTW spodobalo mi sie wyczyrttane kiedys na innym forum
      (autorka. chyba grzalka) , ze nie ma domowych sposobow wzmacniania
      odpornosci, sa za to sposoby podworkowe, tj, jak najczestsze okazje
      przebywania na powietrzu, zamiast kiszenia w czterech scianach.
      • mruwa9 troche za szybko poszlo 08.10.08, 00:51
        mam wlasna teorie na temat naduzywania antybiotykow czy popularnosci
        homeopatii w Polsce: bardzio latwo i chetnie,z kazdym katarem,
        matki biegaja do lekarza, a dla przecietnego polskiego pacjenta
        wizyta bez otrzymania recepty sie nie liczy i swiadczy o
        niekompetencji lekarza. Stad przepisuje sie cokolwiek, niezaleznie,
        czy dziala, czy nie, czy ma uzasadnienie, czy nie, byle tylko
        pacjent byl zadowolony i zeby lekarz mial go z glowy.
        Gdyby polski pacjent przyzwyczail sie do tego, ze nie kazda goraczka
        i nie kazde przeziebienie wymaga porady lekarskiej, nawet nie kazda
        grypa i nie kazda biegunka u dziecka, to spozycie antybiotykow
        mogloby sie znacznie zmniejszyc...
        • kukulka11 Re: troche za szybko poszlo 08.10.08, 08:53
          mruwa9 napisała:

          > mam wlasna teorie na temat naduzywania antybiotykow czy popularnosci
          > homeopatii w Polsce: bardzio latwo i chetnie,z kazdym katarem,
          > matki biegaja do lekarza, a dla przecietnego polskiego pacjenta
          > wizyta bez otrzymania recepty sie nie liczy i swiadczy o
          > niekompetencji lekarza. Stad przepisuje sie cokolwiek, niezaleznie,
          > czy dziala, czy nie, czy ma uzasadnienie, czy nie, byle tylko
          > pacjent byl zadowolony i zeby lekarz mial go z glowy.
          > Gdyby polski pacjent przyzwyczail sie do tego, ze nie kazda goraczka
          > i nie kazde przeziebienie wymaga porady lekarskiej, nawet nie kazda
          > grypa i nie kazda biegunka u dziecka, to spozycie antybiotykow
          > mogloby sie znacznie zmniejszyc...
          zgadzam się w 100 procentach

          ja metod leczenia okazji wypróbować nei miałam na razie zbyt wiele, bo mały
          tylko raz był chory - zapalenie gardła.
          faktycznie dostał wtedy antybiotyk. jedyny raz w swoim zyciu. no, poza
          sytaucjami ekstermalnymi, gdy 2 razy po operacjach (dwu) dostawal antybiotyk
          profilaktycznie, ale tu nei dyskutowalam z lekarzami - zakazenia pooperacyjne w
          jamie brzusznej koncza sie tragicznie (znam taki przypadek), tu akurat chyba
          wiec lekarze maja racje,z e dmuchaja na zimne.
          a na co dzien - z biegunkami, lekka goraczka, gorszym snem dziecka - do lekarza
          nei chodze, bo po co.
          tylko jak wyraznie widzialam,z e cos mu jest - poszlam,z eby laekarka zbadala,
          bo maluch wiadomo - nei powie. no i wtedy to bylo to gardlo, na co bym w zyciu
          sama nie wpadla.
        • jola_ep Re: troche za szybko poszlo 08.10.08, 14:10
          Lekarze twierdzą, że to przez pacjentów, pacjenci, że przez lekarzy.
          To taki samonakręcający się mechanizm.

          Chodziłam do lekarza, bo moje dziecko kaszlało i zwyczajnie obawiałam się np.
          zapalenia płuc. To nie jest choroba, którą powinno się lekceważyć.
          Moja córa dostawała masę antybiotyków. Ale ona chorowała: zapalenie oskrzeli,
          angina ropna itp.

          Ja dopiero z czasem dowiedziałam się, że na zapalenie oskrzeli w większości
          wypadków antybiotyk jest niepotrzebny, podobnie jak na zapalenie ucha u dzieci.
          A już na pewno nie jest potrzebny w wypadku "zapalenia gardła" (angina ropna
          jest stosunkowo rzadka i w miarę łatwa do podejrzewania ze względu na ropne
          nacieki, ale już "białe plamki" takim wskazaniem nie są). Mój syn miał zapalenie
          ucha i zapalenie oskrzeli w pierwszym roku życia _nie leczone antybiotykiem_.
          Ale pod kontrolą lekarza. Dla mnie nieodpowiedzialne jest nie pójście do
          lekarza, bo obawiam się antybiotyku.

          Ja potrzebuję lekarza, aby zdiagnozował dziecko. Określił, jakie leczenie jest
          konieczne. Szukam kogoś w miarę inteligentnego. Ustalam, że czekamy z
          wprowadzeniem leku. Jak lekarz się kłóci i gada bzdury, to idę do innego. Dość
          dobrze sprawdzali się lekarze pracujący w szpitalu (choć może to przypadek) - ze
          względu na to, że oni widzą efekt "przeantybiotykowania" dzieci.

          Czasem zaś trzeba iść do lekarza nawet przy banalnym przeziębieniu, aby uzyskać
          zwolnienie lekarskie.

          Pozdrawiam
          Jola
      • fizula Re: Leczenie dzieci- przepisy, przemyślenia, dysk 08.10.08, 14:48
        >Syropami czosnkowymi czy cebulowymi, jako
        > niewplywajacymi w istotny sposob na proces i tempo zdrowienia, nie
        > mecze dzieci.

        To tak jak ja ;o) Ja ich wcale nie męczę tymi syropami, muszę ich
        powstrzymywać, żeby naraz nie wypili całej zawartości ;o) (zwłaszcza
        ulubionego cebulowego zaprawionego cytrynką). Powiem Ci szczerze, że
        ja osobiście też nie widzę, by te najpopularniejsze leki
        (przeciwzapalne, wykrztuśne, przeciwgorączkowe) wpływały w
        jakikolwiek sposób na tempo zdrowienia. Natomiast na wątrobę, nerki
        itd. działają na pewno, co jest też udokumentowane.
        Do domowego leczenia skłoniła mnie zwłaszcza moja najmłodsza Tosia,
        której leki apteczne służyły do prowokacji wymiotów. Nie była w
        stanie przyswajać żadnych, nawet tych w kropelkach. A syrop cebulowy
        przyswaja :o) ogórkowo- czosnkowy również- nawet sobie sama aplikuje
        ten ostatni, bo jej daję w strzykawce, a ona sobie powoli spija.
        Piszesz, że działanie czosnku czy cebuli jest nieudokumentowane. Ale
        czy to nie właśnie naukowcy donoszą o doskonałych właściwościach
        tych przypraw? Ale medycyna nie wszystkim lubi się zajmować
        Na "jakąś tam" cebulę nie ma już czasu, bo zajmowanie się
        farmakologią zajmuje jej za dużo czasu. To tylko moje gdybanie
        oczywiście.

        >Gdyby polski pacjent przyzwyczail sie do tego, ze nie kazda
        >goraczka
        >i nie kazde przeziebienie wymaga porady lekarskiej, nawet nie kazda
        >grypa i nie kazda biegunka u dziecka, to spozycie antybiotykow
        >mogloby sie znacznie zmniejszyc...

        Właśnie niedawno moja znajoma poszła do lekarza z dzieckiem, które
        ma katar. No i przepisał jej antybiotyk- to jest właśnie ilustracja
        tego, o czym piszesz. Znajoma nie podała tego antybiotyku- dziecko i
        tak wyzdrowiało. To jest też kwestia odpowiedzialności rodzica i
        lekarza. Przepisując antybiotyk lekarz jest "w syuacji" niewinnego-
        przecież zrobił co mógł najlepszego.
        Tak sobie lubię porozmyślać o tym chorowaniu/zdrowieniu, bo moje
        dzieci sporo swego czasu chorowały. Zapalenie gardła, oskrzeli,
        krtani, ucha (wysiękowe i zwykłe), angina, trzydniówki, wirsówki
        żołądkowo-jelitowe, pleśniawki nie są mi obce. Ale, brr niestety,
        przy trójce bąków, które nie unikają kontaktów z rówieśnikami na
        pewno jeszcze się wiele nauczę.
    • kukulka11 Re: Leczenie dzieci- przepisy, przemyślenia, dysk 08.10.08, 09:47
      fizula, zainspierowałaś mnie i aż się do biblioteki po te dwie książki wybiorę smile
      a ja mam jeszcze taki sposób na różne historie skórne, w tym mój asz (u dziecka
      nie mam potrezby tego staosowac,a le wiem,z ę można)- wywar z orzechów piorących
      robię (albo tylko zalewam ciepłą wodą) czyni cuda, a lepsz eniż najlepsze kremy,
      łagodzi, nawilża, no rewelacja. nawiasem mówiąc ma tez działanie przeciwgrzybicze
      • joannaiwa Re: Leczenie dzieci- przepisy, przemyślenia, dysk 08.10.08, 14:29
        kukulka11 napisała:
        wywar z orzechów piorącyc
        > h
        > robię (albo tylko zalewam ciepłą wodą) czyni cuda, a lepsz eniż
        najlepsze kremy
        > ,
        > łagodzi, nawilża, no rewelacja. nawiasem mówiąc ma tez działanie
        przeciwgrzybic
        > ze"

        Kukułko, a możesz coś wiecej napisać jak ten wywar przygotować z
        tych orzechów - mam w rodzinie osobę z problemami skórnymi
        • kukulka11 Re: Leczenie dzieci- przepisy, przemyślenia, dysk 08.10.08, 14:39
          www.floreo.pl/component/page,shop.browse/category_id,46/option,com_virtuemart/Itemid,6/vmcchk,1/Itemid,6/
          aha, z tym, ze nie nalezy uzywac tradycyjnego mydla, nawet dla dzieic. ja nawet
          po dzieciecym mydle mam podraznienia.
          u mnie efekt jest juz po 2 dniach stosowania (rano i wieczorem). przemywam
          twarz najpierw ciepla woda z kranu, potem ta mikstrua, znow ciepla woda i
          delikatnie osuszam recznikiem. na to stsouje krem emolium (ale nei zawsze,
          czasme nei smaruje niczym)

          (ja uzywam tej recepty co do złota i srebra, z tym że wstrząsam od razu po
          wrzuceniu do wody z kranu i nie odczekuję. tez działa. taką miksturę mozna w
          temp pokojowej przechowywać 10 dni.
          • joannaiwa Re: Leczenie dzieci- przepisy, przemyślenia, dysk 08.10.08, 14:57
            Dzięki
    • miko_mama Fizula tylko uważaj z tym dziurawcem 08.10.08, 14:11
      Dziurawiec jest fotouczulający mam nadzieję że doczytałaś smile
      Teraz słońca tyle już nie ma ale latem bym odradzała picie dziurawca bo można
      się dorobić plam i przebarwień
    • ila79 Re: Leczenie dzieci- przepisy, przemyślenia, dysk 08.10.08, 21:20
      A ja właśnie stosuję homeopatię. Genialny "psikacz" do noska
      euphorbium ułatwia oddychanie już po pierwszym użyciu (jejku
      zabrzmiało jak tania reklama), a po 3 dniach nie ma śladu po
      katarze. Sprawdza się i u mnie i u synka. Przy ostrzejszych
      infekcjach mam homeopatyczne tabletki rozrzedzające śluz. Wogóle ja
      w zasadzie leczę się wyłącznie homeopatią i widzę,że na synka też
      działa. Dodam tylko,że nie jest to kwestia wiary w skuteczność, bo
      pierwszy raz takie leczenie zlikwidowało moją wieloletnią bardzo
      męczącą dolegliwość, kiedy nie miałam pojęcia co to homeopatia i co
      mi lekarka przepisała i z góry założyłam, że to jakieś nieskuteczne
      ziółka.
      • jola_ep Re: Leczenie dzieci- przepisy, przemyślenia, dysk 08.10.08, 22:05
        > Genialny "psikacz" do noska
        > euphorbium

        Stosowałam. A potem używałam soli morskiej w spray-u, ostatecznie stanęło na roztworze soli fizjologicznej. Działało równie dobrze, a kosztowała dużo mniej. Chwaliłam też sobie zwykłe "inhalacje" nad termosem (aby było bezpieczniej) - dobre efekty daje czosnek (wystarczy pokroić na wrzątek). Śmierdzi strasznie, ale działa szczególnie dobrze na taki gęsty katar ze skłonnością do nadkażania (domena mojego dziecka swego czasu). Jak nie byłam zdesperowana, to po prostu układałam obok niego czosnek (np. przy karmieniu piersią, he, he).

        W jakieś inne specyfiki mogę uwierzyć, bo nie próbowałam smile

        A w "ziółka" wierzę. Medycyna ma z nimi jeden problem: nie da się przewidzieć i określić dokładnie dawki, tak jak ona to lubi. Zioła mają bowiem różną zawartość substancji aktywnych.
        Mimo to działają, szczególnie jak są przepisane przez fachowca smile

        Pozdrawiam
        Jola
        • monicus Re: Leczenie dzieci- przepisy, przemyślenia, dysk 08.10.08, 22:48
          oj ziola dzialaja, dzialajasmile mnie doktory z 10 lat leczyli katar lejacy nie
          alergiczny, w ogole nie wiadomo na co. glownie na zmiany temp.
          i doprowadzili do takiego stanu ze nie moglam w ogole spac bo przez usta sie
          oddychac dlugo nie da, a nos zapchany i cieknacy. i na poczatku pierwszej ciazy
          przestalam stosowac te ich sterydy (dodam,ze jedna firma wyjatkow skutecznie
          lobbuje). poszlam do bonifratrow. i okazalo sie, ze w dwa tyg wiecej zdzialaly
          te herbatki niz medyki latami. teraz po kilku latach nie brania tych ich
          psikaczy mam katarek czasami, ale to juz pikuś i z tym to mozna zyc i spac
          przede wszystkim.
          • fizula Re: Leczenie dzieci- przepisy, przemyślenia, dysk 08.10.08, 23:35
            Mój małżonek lubi (o, dziwo!) też ziółka na migrenę, ściągnięty
            przepis z internetu. I nawet mu smakują (czemu też się dziwię, bo on
            nie pija ziółek, hehe).
            • kristin4 Re: Leczenie dzieci- przepisy, przemyślenia, dysk 09.10.08, 00:07
              U nas szerokie zastosowanie ma czosnek, cebula, miód olekjek
              pichtowy. Jak mała ma katar (drugi raz w życiu) to na poduche i pod
              nos olejek a do gazy do łóżeczka zgnieciony czosnek, ulga murowana.
              • chatka76 Re: Leczenie dzieci- przepisy, przemyślenia, dysk 09.10.08, 19:08
                Witam wszystkichwink
                Staram się leczyć mojego 20 miesięcznego synka naturalnymi metodami, kilka z
                nich już wymieniła Fizula - lipa, rumianek itp...
                Moim ostatnim odkryciem jest propolis - zlikwidował przeciągający się zielony
                katar w 2 dni...Oprócz tego citrosept, na kaszel Hedelix i homeopatyki - w które
                wierzę i których działanie odczułam sama i widziałam działanie "naocznie"wink
                Paracetamol stosowałam chyba 3 razy, kiedy moim zdaniem był naprawdę
                potrzebny... Staram się kierować intuicją - najpierw obserwuję dziecko, potem
                staram się naturalnie walczyć, z chemią wkraczam jak najpóźniej (jak na razie
                nie było potrzeby) ale myślę że są takie sytuacje kiedy trzeba podać
                np.antybiotyk...


                A najlepszym lekarstwem na wszystko jest cycekwink
                pozdrawiam
        • ila79 Re: Leczenie dzieci- przepisy, przemyślenia, dysk 10.10.08, 00:28
          U nas sól morska nie działa zupełnie (wypróbowałam różne), na mnie
          również. "Nieskuteczne ziółka" to przenośnia, która nie oznacza, że
          nie wierzę w działanie ziółsmile. Zioła są genialne, szczególnie
          odpowiednio skomponowane. Niestety u mnie nie ma takiej możliwości,
          żeby synek choćby skosztował lub powąchał coś, co zawiera czosnek
          lub cebulę (a my z mężem się zajadamy).
    • hodos Re: Leczenie dzieci- przepisy, przemyślenia, dysk 09.10.08, 22:40
      My leczymy się przede wszystkim homeopatią i metodami naturalnymi.
      Na szczęście ja i córka nie mamy powodów do leczenia a mąż,
      regularnie pije kilka kropelek proposlisu i też rzadko go coś łapie.

      Jak Amelka skończyła ok. 9 miesięcy miała trzydniówkę ale nie
      przebiegała ona ksiażkowo, co dla mojego lekarza (niestety też i
      mojej Mamy) było powodem do wysłania nas do szpitala, a ja niestety
      niedoświadczona w przypadku chorób, nie umiałam się przed tym
      obronić. Na dodatek stos błędnie wykonanych badań 'wykrył' chorobę
      metaboliczną i skierowano nas do innego szpitala gdzie na szczęście
      było więcej fachowców i wyniki wyszły w normie. W każdym razie mała
      dostała antybiotyki na 'rozwijającą się' anginę ropną, co
      spowodowało, że wypróżniała się potem raz na tydzień i to z wielkim
      bólem. To jest kolejna ilustracja jak to lekarze chcą się szybko
      pozbyć choroby. Nauczona doświadczeniem nie panikowałam przy
      kolejnych gorączkach i to lekkich i nie informowałam 'lekarza
      dyżurnego'wink

      Bardzo ciekawy jest ten wątek i dużo przepisów, które postaram się
      wypróbować, mam nadzieję, ze nie będą potrzebne ale zima idzie to
      kto wie. W każdym razie jakby działo się coś poważnego to diagnoza
      lekarza jest nieodzowna.
Pełna wersja