fizula
08.10.08, 00:18
Zachęcam, byście wpisywały tu na spokojnie Wasze sposoby leczenia,
Wasze refleksje na ten temat.
Widząc jak dużo skutków ubocznych może niekiedy nieść
antybiotykoterapia, w pospolitych chorobach, niezbyt ciężkich,
zwykle ich unikam. Warto jednak pamiętać, że są to leki skuteczne i
lekarze po to je stosują, by uratować życie i zdrowie dzieci.
Najczęściej jednak naturalne antybiotyki stosuję: czosnek, cebulę,
miód, chrzan, greipfruit, ostatnio też nasturcję: liście
(antybakteryjne właściwości) i płatki kwiatu (ślicznie wygląda do
sałatki, interesująco smakuje).
Cała moja trójka dzieciaczków lubi syrop cebulowy: nic prostszego do
zrobienia. Zalewamy posiekaną cebulę np. miodem (można też zasypać
cukrem, gdyby ktoś był uczulony na miód).
Ostatnim hitem mojej rodzinki jest taka mikstura: obrane i
przekrojone na pół ząbki czosnku (w dużych ilościach) zalewamy
kwasem z ogórków kiszonych domowej roboty. Po kilku dniach dopiero
ten ogórkowo-czosnkowy przysmak nabiera mocy, naciąga- co ciekawe,
to najbardziej lubi ten lek moja najmłodsza 22-miesięczna Tosia. Aż
się trzęsie, bo taki mocny dla niej, ale pije go mimo wszystko.
Oprócz tego sama się nauczyłam i uczę też maluchy pić herbatki
ziołowe:
-gdy gorączka: lipa, kwiat bzu czarnego, sok malinowy;
-niestrawność, wymioty: dziurawiec;
-rozwolnienie: suszone jagody;
-osłabienie, anemia: pokrzywa (też sok z pokrzywy dla bardzo
osłabionych jest zdrowy, choć niezbyt smaczny);
Trochę informacji zasięgnęłam z książek: "Domowe sposoby leczenia
dzieci", "Leki z Bożej apteki- dzieciom". Te książki nauczyły mnie
też trochę dystansu do chorób moich skarbów: gorączka, pospolite
choroby to zwykłe ćwiczenia dla układu odpornościowego (hehe, łatwo
mi pisać, gdy wszystkie bąble zdrowe, ale i mi niejeden raz zajrzał
w oczy strach o zdrowie moich pociech). Po tej lekturze zaczęłam też
towarzyszyć rozgorączkowanemu dziecku, a nie za wszelką cenę zbijać
gorączkę. Nawet w pediatrii można przeczytać, że do 38,5 C nie warto
zbijać gorączki (pewnie wyjątkiem będzie ryzyko drgawek
gorączkowych), ponieważ sama gorączka jest właśnie najlepszą obroną
dziecka przed drobnoustrojami. Procesy odpornościowe przebiegają
podczas gorączki kilkakrotnie szybciej niż w normalnej temperaturze.
Jeśli gorączka przekroczy ten pułap, też nie musowo zawsze sięgać po
farmaceutyki: do obniżania temperatury można stosować okłady,
zawijania, kąpiel. Bardzo ważna jest obserwacja dziecka z gorączką:
jeśli jest całe nagrzane łącznie z łydkami, stopami, dłońmi, tzn. że
gorączka na jakiś czas osiągnęła swoje maksimum (i najlepiej właśnie
wtedy ją dopiero obniżać, odkryć dziecko, żeby pomóc mu się
ochłodzić- ma odczucie gorąca). Zimne łydki- to raczej oznaka, że
temperatura wzrasta, dziecku jest wtedy zimno, przykrywamy je
cieplutko, poimy ciepłą herbatą.
Do mojego domowego leczenia też mam trochę dystansu- wydaje mi się,
że warto jednak mieć zaufanego lekarza, by konsultować się z nim,
gdy nas coś niepokoi. I w razie niepokojących objawów mieć się do
kogo zwrócić, mieć się gdzie udać.
Warto też się nauczyć stawiania baniek: nam wystarczają te
bezogniowe, których każdy się może nauczyć stawiać (tym bardziej, że
jest do nich szczegółowa instrukcja dołączona). Niejeden raz
uratowały nas one przed antybiotykiem w sytuacji zapalenia oskrzeli.
Na szczęście właśnie nasz lekarz nam je zaproponował :o) a tym samym
ośmielił. Plus moja położna, która była mocą wykonawczą.
Już niejednego 3-latka można nauczyć płukania gardła, chyba
najłagodniejsza będzie do płukania szałwia albo rumianek, bądź
roztwór soli w sytuacji zapalenia gardła (moje starszaki: 5 i 9 lat
płuczą też wersją apteczną ziół Dentosept).
Podczas przeziębień można też masować maluchy. Nie będę reklamować,
co też można kupić w aptece. Najprościej można zastosować do
nacierania klatki piersiowej: spirytus + oliwa, można też coś z
olejkami wiercącymi w nosie próbować. Warto uczyć inhalacji malucha:
ziołowych, solnych, dziecko po inhalacji ładnie wykrztusza flegmę-
wtedy jest czas na oklepywanie.
Linkuję do starszego wątku pt. wypasiony syrop z czosnku:
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=21000&w=71742500&v=2&s=0
Mam przepis na mniej wypasiony, ale moim szkrabom smakował, może
jutro zechce mi się znaleźć go w kuchni, jeśli ktoś byłby
zainteresowany.
Ważne jest, by w czasie choroby nie zmuszać dziecka do jedzenia,
zapewnić mu pożywienie lekkostrawne (maluch piersiowy zwykle sam o
to dba ssąc na okrągło, a pozostałe posiłki traktując po macoszemu).
Takie domowe tradycyjne leczenie zabiera dużo czasu, jest wymagające
od sprawującego opiekę, wymaga jego odpowiedzialności i bacznej
obserwacji dziecka- ale jak dla mnie warto :o) Stąd wcale się nie
dziwię, że wiele osób wybiera raczej zwykłe leki i odpowiedzialność
składa na barki lekarza.
Nie stosuję homeopatii uważając ją za czysty zysk producenta i 100%
oszustwa. Kukułka fajnie zebrała linki do wyjaśnień, czym jest
homeopatia:
www.nil.org.pl/doc/702/homeopatia.pdf
www.psychomanipulacja.pl/akt/225.htm
Zwróćcie uwagę, że nad chorymi ciężko, obłożnie dziećmi coraz
częściej czwają nie tylko lekarze, ale psychologowie, księża.
Właściwie opiekują się oni całą rodziną, by przynieść ulgę całemu
dziecku, a więc nie tylko ciału, ale i duszy malucha. Podobnie warto
pamiętać, że często nasze maluchy chorują gdy są zbyt obciążone
psychicznie, zmartwione, smutne- stąd podczas choroby trzeba
pamiętać nie tylko o lekach, ale i o najważniejszym leku: miłości,
przytuleniu, obecności. Jakiś czas temu mój Danielek chorował
paskudnie, ale momentalnie zaczął zdrowieć, gdy jego tatuś przywiózł
mu kociątko. Po prostu radość była tak wielka, że choroba nie miała
szans. Zła byłam okropnie na lubego małżonka, że właśnie podczas
choroby zwierza przywlókł do domu, ale jak zobaczyłam kicającą
radość synka i ekspresowe tempo zdrowienia z poważnej choroby, to
stopniał mój gniew w mgnieniu oka. Także lecząc maluszka jego psyche
też trzeba wziąść pod uwagę, starając się o: więcej cierpliwości,
więcej życzliwości, spokoju względem niego (względem rodzeństwa też,
bo dziecko odczuwa też emocje, które kierujemy do rodzeństwa czy
męża). No i odstawianie od piersi w stanie >niezgody wewnętrznej<
naszego malucha też często powoduje choroby.
Choroby dziecka- nie jest to łatwy temat, nie ma tu stuprocentowych
recept tak naprawdę. Dlatego warto się dzielić, uczyć od siebie
nawzajem, słuchać co ma do powiedzenia intuicja, ale też co mają do
powiedzenia lekarze, żeby móc to ocenić, wybrać dobre leczenie dla
siebie, swojego malucha.
Piszcie, odkryjcie zasoby mądrości rodzinnych :o) Ja się chętnie
pouczę.