Jestem mamą - to moja kariera!

03.12.08, 22:12
Witam!
Dzisiaj wypatrzyłem fajną piosenkę z teledyskiem Natalii Niemen.
Co prawda nie ma tu nic o karmieniu, ale wątek "BYCIA MAMĄ" często
tu jest poruszany.
Życzę miłego słuchania i oglądania.
Mi się podoba fragment "wychować ludzi chcę na ludzi ..)

pozdrawiam
Grzesiek
    • gfizyk Re: Jestem mamą - to moja kariera! 03.12.08, 22:41
      Link:

      pl.youtube.com/watch?v=2XDmimpyhRA
      • fizula Re: Jestem mamą - to moja kariera! 04.12.08, 09:18
        Dla mnie wzruszająca, tym bardziej, że ja lubię moją karierę mamy, a
        do innych mnie nie ciągnie za bardzo.
        • kasiale73 Re: Jestem mamą - to moja kariera! 04.12.08, 11:56
          pięknesmile
          i podpisuję się pod słowami fizuli...
    • atenette Re: Jestem mamą - to moja kariera! 04.12.08, 12:54
      A propos kariery mamy, to nie rozumiem wlasnie dlaczego kazda inna
      kariera, kazda inna praca jest dobra, ale kariera mamy (swietne
      okreslenie) jest be, kobieta sie obija lub jest okreslana kura
      domowa. Dlaczego kobiety (te ktore nie musza) oddaja dziecko w
      opieke obcej osobie, bo cytat "chyba by zwariowaly z dzieckiem w
      domu", a same uciekaja do pracy gdzie musza sie np. uzerac z
      klientami? Dlaczego musze sie tlumaczyc, ze pracuje w domu, bo
      samo "siedzenie z dzieckiem" jest zle postrzegane? Dlaczego gadanie
      godzinami o pracy jest w porzadku, a gadanie godzinami o swoim
      dziecku odbierane jest zle? Przeciez dziecko jest dla kazdego
      rodzica najwazniejsze na swiecie.
      Wychowanie mojego dziecka jest najbardziej satysfakcjonujacym
      zajeciem jakie do tej pory robilam w zyciu, a pracowalam w roznych
      miejscach, takze na dosyc wysokich stanowiskach. Ciesze sie, ze mam
      mozliwosc robienia kariery mamy i jak najbardziej mi ta rola
      odpowiada smile
      • dagis.1 Re: Jestem mamą - to moja kariera! 04.12.08, 16:55
        a przejmujesz sie tym? bo ja nie smile
        • atenette Re: Jestem mamą - to moja kariera! 04.12.08, 21:03
          No w sumie nie smile
          • monicus Re: Jestem mamą - to moja kariera! 04.12.08, 22:18
            heh i slusznie. ja mam ostatnio swietna zabawe w podkreslanie ze siedze w domu,
            karmie piersia i 'jak to mozliwe?!'pracuje w domu. i ze do przedszkola nie chce
            dawac i w ogole.
      • basiak36 Re: Jestem mamą - to moja kariera! 04.12.08, 21:21
        Dlaczego kobiety (te ktore nie musza) oddaja dziecko w
        > opieke obcej osobie, bo cytat "chyba by zwariowaly z dzieckiem w
        > domu", a same uciekaja do pracy gdzie musza sie np. uzerac z
        > klientami?

        Naprawde tak uwazasz i taka masz opinie o matkach ktore ida do pracy nawet jesli
        nie sa do tego zmuszone? Czy ja to jakos zle wyjmuje z kontekstu smile
        • atenette Re: Jestem mamą - to moja kariera! 04.12.08, 23:19
          Ale jaka opinie?
          • basiak36 Re: Jestem mamą - to moja kariera! 05.12.08, 12:50
            atenette napisała:

            > Ale jaka opinie?

            Ano taka ze kobiety ktore nie musza, oddaja dziecko bo zwariowalyby z nim w
            domusmile I uciekaja do pracy.
            Pytam bo nie chce zle zrozumiecsmile

            Nie oceniam dlaczego ktos zostaje w domu cale zycie, albo idzie do pracy kiedy
            dziecko ma 5 tygodni. Kazdy ma swoje powody i problemy.
            Tak samo nie mozna oceniac mamy ktora moze lubic swoja prace.
            Mam kolezanke ktora wrocila do pracy kiedy dziecko mialo 6 tygodni, zostalo z
            niania, super osoba ktora zajmowala sie nim swietnie. Mama odciagala mleko
            dlugo, karmila go chyba do roku. Dzisiaj ma 7 lat i wyjatkowo wesole i pogodne z
            niego dziecko. Z drugim dzieckiem zostala w domu dluzej.
        • gfizyk Re: Jestem mamą - to moja kariera! 05.12.08, 08:57
          Wydaje mi się, że chodziło o ten rodzaj RODZICÓW, którzy idą
          specjalnie do pracy, żeby nie być z dziećmi.
          Jeżeli ktoś idzie do pracy "żeby nie zwariować z dzieckiem" - co coś
          jest nie tak jak powinno.

          Mnie się podoba określenie - KARIERA MAMY. Jakoś wcześniej się z
          takim nie spotkałem.

          pzdr
          G
          • atenette Re: Jestem mamą - to moja kariera! 05.12.08, 09:26
            Tak o takie mamy mi chodzi, tylko, ze ja w moim poscie nie wyrazilam
            zadnej OPINII o tych mamach, zadalam pytanie DLACZEGO smile.
            Przyklad - moja bliska znajoma, dentystka ze swoim prywatnym
            gabinetem, wrocila do pracy kiedy dziecko mialo 6 tygodni (nie
            musiala, miala pracownikow), bo ona z dzieckiem nie wysiedzi w domu
            i nie moze zyc bez pracy. Od tamtego momentu dzieckiem opiekuje sie
            obca osoba, a rodzice dziecka pracuja od 8 rano do 8 wieczorem...
            Mama dziecka chwali sie, ze ma taka fajna nianie, ze dziecko woil
            nawet ja od wlasnej mamy...
            • midla Re: Jestem mamą - to moja kariera! 05.12.08, 11:15
              Ojej, atenette, wydaje mi się, że bardzo dużo mam „nie musi” i
              oddaje dzieci obcym osobom, bo woli swoją pracę od pracy mamy. Może
              trudno ci to sobie wyobrazić, ale to wcale nie musi oznaczać, że są
              gorszymi matkami, albo że przekładają swoje dobro nad dobro dziecka.
              Nie mówię o tych drastycznych przypadkach, kiedy wracają do pracy po
              sześciu tygodniach i nie ma ich całymi dniami, ale o kobietach,
              które kochają swoje dzieci, ale i swoją pracę, w której robią całą
              masę potrzebnych rzeczy.
              Na przykład pani wiceminister pracy, która właśnie urodziła trzecie
              dziecko - mogłaby oczywiście zająć się ich wychowywaniem, ale czy
              warto „marnować” taki wybitny umysł? I czy dziecko zawsze musi
              tęsknić i źle znosić nieobecność mamy? Nawet jeśli spędza czas z
              ukochaną nianią, babcią, czy dziadkiem?
              • joannaiwa Re: Jestem mamą - to moja kariera! 05.12.08, 12:46
                midla napisała:

                >
                > "Na przykład pani wiceminister pracy, która właśnie urodziła
                trzecie
                > dziecko - mogłaby oczywiście zająć się ich wychowywaniem, ale czy
                > warto „marnować” taki wybitny umysł? I czy dziecko zawsze musi
                > tęsknić i źle znosić nieobecność mamy? Nawet jeśli spędza czas z
                > ukochaną nianią, babcią, czy dziadkiem? "

                A może ten wybitny umysł zająłby się pracą zamiast rodzeniem dzieci
                i podrzucaniem ich do wychowania wszystkim wkoło? Myśląc w ten
                sposób jak to przedstawiasz, najlepiej narodzić dzieci i zająć się
                wyższymi celami, a dziećmi niech zajmuje się ktoś inny. Chyba jednak
                nie o to chodzi. Sama pracuję, lubię swoją pracę i jestem w niej
                dobra, ale nie zgadzam się z takim tokiem myślenia i robię wszystko,
                aby spędzać z dzieckiem jak najwięcej czasu (do ok. 2 lat byłam na
                wychowawczym) przedtem i teraz (zmieniłam pracę na bardziej w
                ludzkich godzinach, kupiłam mieszkanie bliżej pracy by ograniczyć
                dojazdy, przerzuciłam inne obowiązki na osoby trzecie). Wiem nie
                każdy może, ale Panią Wiceminister o to akurat nie podejrzewam. A
                jeśli małe dziecko nie tęskni za matką, to żadna z niej matka.
                >
              • atenette Re: Jestem mamą - to moja kariera! 05.12.08, 12:59
                No wlasnie ja tego nie potrafie pojac. Rozumiem, ze mozna kochac
                swoja prace, ale kochac bardziej niz swoje dziecko? No bo jak
                inaczej wytlumaczyc to, ze to dziekco tak szybko sie oddaje? Ze nie
                zalezy tym matkom na byciu z dzieckiem, na opiekowaniu sie nim? Nie
                mowie o spedzeniu z dzieckiem pierwszych 3 lat zycia (choc jestem
                jak najbardziej za), ale na spedzeniu z dzieckiem przynajmniej tych
                pierwszych kilku miesiecy.
                Jednak w moim poscie chodzilo o cos innego, moze zle sie wyrazilam.
                Chodzilo mi o to, ze normalne jest w naszym spoleczenstwie, ze
                matka, po ilus tam miesiacach wraca do pracy i nikogo to nie dziwi.
                Natomiast dziwi ludzi to, ze sie zostaje z dzieckiem 2-3 lata.
                Pojawiaja sie wtedy komentarze typu "o kurcze, to pewnie masz juz
                dosyc swojego dziecka", "nie wyobrazam sobie siedzenia tyle z
                dzieckiem i nic nie robienie, chyba bym zwariowala" itd. Tak wiec
                chodzi mi o samo podejscie ludzi do kariery zawodowej i kariery mamy.
                • joannaiwa Re: Jestem mamą - to moja kariera! 05.12.08, 13:09
                  Ja tu dodam coś jeszcze bardzo drastycznego, ale wartego myślę
                  rozważenia. Otóż jakaś część facetów (nie wszyscy na szczęście, ale
                  jest taki stereotyp) myśli, że jest przeznaczona do wyższych celów -
                  praca, a wychowanie dzieci to sprawa matek. Teraz częsć matek
                  zaczyna myśleć, że są przeznaczone do wyższych celów, a wychowanie
                  to sprawa dziadków i niań. Ciekawe co będzie, gdy dziadkowie dojdą
                  do podobnych wniosków (nieodległe w związku z przesunięciem wieku
                  emerytalnego) i zabraknie kandydatek na nianie - internaty od wieku
                  niemowlęcego, inkubatory do 18-tki (trochę science fiction ale kto
                  wie)?
                • basiak36 Do atenette 05.12.08, 13:10
                  > Chodzilo mi o to, ze normalne jest w naszym spoleczenstwie, ze
                  > matka, po ilus tam miesiacach wraca do pracy i nikogo to nie dziwi.
                  > Natomiast dziwi ludzi to, ze sie zostaje z dzieckiem 2-3 lata.
                  > Pojawiaja sie wtedy komentarze typu "o kurcze, to pewnie masz juz
                  > dosyc swojego dziecka", "nie wyobrazam sobie siedzenia tyle z
                  > dzieckiem i nic nie robienie, chyba bym zwariowala" itd.

                  To ja juz rozumiem w takim raziesmile Rozumiem czemu moze Cie wkurac takie
                  podejscie, mnie tez by wkurzalo.
                  Mnie nie dziwi zostawanie w domu 6 miesiecy czy 10 lat. Przy pierwszym dziecku
                  firma dala mi mozliwosc pracy z domu i mialam dziecko przy sobie do 2 roku
                  zycia, z niewielka, 2 dni w tygodniu, pomoca 'childminder'.
                  Z coreczka wykorzystalam maksymalnie bezplatny urlop, wzielismy 'wakacje' od
                  splat hipoteki za dom na pol roku itp. I bylam w domu z mala do 11 miesiaca.
                  Potem z rykiem wrocilam do pracy. Mimo ze finansowo nie musze.
                  I nie jest mi latwo, ale wiem ze gdybym do pracy nie wrocila, na darmo idzie 8
                  lat trudnych studiow, ze za 2-3 lata musialabym zaczynac od zera. Ze gdyby moj
                  maz stracil prace, to bylibysmy bez srodkow, wiec nie mozemy polegac tylko na
                  jednym z nas pracujacym. Itp.
                  Kompromisy wywalczylismy bo maz jeden dzien w tygodniu wychodzi wczesniej z
                  pracy wiec coreczka jest z niania 2.5 dnia w tygodniu, syn w szkole do 4.
                  Jestem mama ktora nie musiala wrocic do pracy. Ale jak widac, rozne rzeczy sie
                  na to skladaja, wiec chcialam wyjasnic ze roznie bywasmile

                  Calym sercem chcialabym zostac z coreczka caly czas az skonczy 2 lata, i gdyby
                  mi w pracy powiedzieli ze daja mi urlop bezplatny to bym go wziela od razusmile Jak
                  najbardziej wyobrazam sobie zajmowanie sie moimi dziecmi w domu, ale te inne
                  sprawy ktore opisalam wyzej, powoduja ze robie inaczej.
                  • atenette Re: Do atenette 05.12.08, 13:18
                    No widzisz, z tego co piszesz jednak musialas w pewnym sensie smile, a
                    mi chodzi o mamusie, ktore UCIEKAJA od swojego dziecka, nie chca sie
                    nim opiekowac, z westchnieniem ulgi oddaja dzieci nianiom i uciekaja
                    do pracy.
                    • joannaiwa Re: Do atenette i Basiak 36 05.12.08, 13:30
                      dokładnie - ja też tylko o takich piszę. Pewne kompromisy w życiu
                      niestety są konieczne, ale jeśli to wszystko odbywa się wyłącznie
                      kosztem dziecka a celem jest wyłacznie samorealizacja kobiety (ja to
                      nazywam egoizmem) to coś jest tu nie tak.
                      • joannaiwa Re: Do atenette i Basiak 36 05.12.08, 13:49
                        Aha, jeszcze jedno - dziecko potrzebuje obojga rodziców. I obojętnie
                        kto znika - czy ojciec (do tej pory to właśnie ojcowie byli często
                        tymi wielkimi nieobecnymi w życiu dziecka), czy matka, jest tak samo
                        źle, choć z uwagi na karmienie (o ile matka karmi) często w
                        pierwszych latach życia dziecko jest bardziej zwiazane z matką (też
                        nie zawsze reguła).
                        • midla joannaiwa 05.12.08, 13:57
                          Zakładasz, że zostawienie, czy „podrzucenie' dziecka jest zawsze
                          czymś złym. Bo ja wiem... Znam osoby, które były wychowywane przez
                          nianie i do dziś zachowały z nimi cudowną więź, podobną do tej, jaką
                          mają z rodzicami. To chyba fajne, że mają o jednego rodzica więcej?
                          Kiedyś żyło się w rozszerzonych rodzinach i dziecko zawsze miało
                          pełno ludzi wokół siebie, uczyło się społecznych więzi. Teraz często
                          jest tylko mama, drugiego rodzica nie ma całymi dniami. Czy to też
                          jest tak dobrze?
                          • joannaiwa Re: joannaiwa 05.12.08, 14:21
                            Nie jest dobrze i tez ubolewam, że zanikają rodziny
                            wielopokoleniowe - to była i jest fantastyczna sprawa, dlatego
                            ściągnęłam moich rodziców 500 km do miasta, w którym obecnie
                            mieszkam (to była zaplanowaqna akcja, raz z uwagi na starzejacych
                            się rodziców, dwa z uwagi na wnuki). Nie mam tez nic przeciwko
                            fajnym nianiom, gdyby nie dziadkowie, pewnie tez musiałabym kogoś
                            takiego poszukać. Tu bardziej chodzi o postawę, oddałam w dobre
                            ręce - mam to z głowy, niech się kto inny martwi i zajmuje, bo ja
                            mam ważniejsze sprawy. A jeśli dziecko ma lepszy kontakt z nianią
                            niż z rodzicami - uważam to za kompletną porażkę rodziców. Powinni
                            mieć co najmniej równie dobry kontakt, bo tak jest dla dziecka
                            najlepiej (nie ukrywam, że zawsze bronię dziecka jako strony
                            słabszej, która nie potrafi się obronić przed róznymi dziwnymi
                            pomysłami rodziców, a niektórych to właściwie "pseudorodziców").
                            Nigdzie tez nie napisałam, że zawsze zostawienie dziecka pod cudzą
                            opieką jest czymś złym, sama zostawiam pod opieką dziadków, gdy idę
                            do pracy, czy czasem muszę coś załatwić.

                            Odnośnie "znikających matek" (w tym przykład wyżej Pani
                            Wiceminister) mam jeszcze jedno przemyślenie. Czasami dochodzi do
                            tzw. zamiany ról w rodzinie, zwłaszcza gdy kobieta zarabia więcej.
                            Wtedy ona musi urodzić (mąż nie ma niestety takiej możliwości),
                            szybko wraca do pracy i zarabia (czuje się wtedy w pewnym sensie
                            zwolniona z obowiązków rodzicielskich - tak jak część facetów
                            obecnie i dawniej), a funkcje wychowawcze przejmuje mąż, dziadkowie,
                            nianie, itd. Ale to też jest złe (tak samo jak w przypadku
                            nieobecnych ojców). Dodam, że nadal zarabiam więcej niż mąż i wiem o
                            czym mówię, bo ten model obserwują w swoim środowisku, choć sama nie
                            stosuję.
                            • gfizyk Re: joannaiwa 05.12.08, 21:14
                              W ciekawym kierunku zdąża wątek ...

                              Tak mi do głowy przyszło, że rzadko zdarza się mówić o matkach jako
                              o KOBIETACH-SUKCESU. Nikt nie nazwał matki pewnego Karolka, Kobietą-
                              Sukcesu, chociaż jej syn stał się Wielkim Papieżem.

                              A wychowanie dziecka na "ludzi" jest chyba największym i
                              najtrudniejszym sukcesem.

                              Wiele razy słyszymy, że niestety mamo/ojcom - nie udało się. Dziecko
                              zaczęło kraść, brać narkotyki, pić, itepe I co się okazuje? Że
                              rodzice o niczym nie wiedzieli. Dlaczego nie wiedzieli? Bo jak moli
                              wiedzieć, skoro wychodzą z domu rano a wracają wieczorem?

                              Wcale nie twierdzę, że ucieczka w pracę przed dzieckiem jest zawsze
                              czymś negatywnym. Czymś negatywnym stanie się wtedy, kiedy zaważy na
                              relacji z dzieckiem. I dotyczy to obojga rodziców

                              pzdr
                              g
                              • basiak36 Re: joannaiwa 05.12.08, 23:14
                                gfizyk napisał:


                                > o KOBIETACH-SUKCESU. Nikt nie nazwał matki pewnego Karolka, Kobietą-
                                > Sukcesu, chociaż jej syn stał się Wielkim Papieżem.

                                No mysle ze chodzi o to co matka zrobila, a nie jej synsmile Matka moze byc w domu
                                cale zycie z dzieckiem, starac sie bardzo, i dziecko nie osiagnie jakichs
                                sukcesow - ale nie mysle ze po to zostaje sie z dzieckiem w domu, po prostu
                                chcemy zostac i juz.

                                . Dlaczego nie wiedzieli? Bo jak moli
                                > wiedzieć, skoro wychodzą z domu rano a wracają wieczorem?

                                To nie jest takie czarne-biale. Wierz mi ze znam rodziny gdzie mama jest w domu
                                i z dziecmi nie spedza w ogole czasu. Dzieci graja na komputerze albo sa u
                                kolegow, mama zajeta jest domem i mlodszymi dziecmi. Tak samo znam rodziny gdzie
                                kazda wolna chwila poswiecana jest dzieciom mimo ze rodzice pracuja. Wspolne
                                weekendy, duzo czasu spedzanego na zabawach itp.
                                Nie ma reguly, i nie mozna w ten sposob podsumowac. Musialbys dokladnie zobaczyc
                                z jakich rodzin takie dzieci pochodza. I mysle ze nie chodziloby tu o to czy
                                mama z tata byli w domu ale o zaangazowanie rodzicow w zycie dziecka, szanowanie
                                dziecka, wspolne zabawy, itp. Jesli rodzice pozwalaja aby dziecko podczas ich
                                nieobecnosci lazilo nie wiadomo gdzie, to oczywiscie roznie moze to sie skonczyc...
                                No i rola ojca, wedlug mnie super wazna. A jest tak ze tata wraca z pracy, uwaza
                                ze jest zmeczony i musi odpoczac, nie szuka towarzystwa swoich dzieci. Dla mnie
                                tata po powrocie z pracy od razu idzie zajac sie swoimi dziecmi, bawi sie z
                                nimi, itp.
                                • gfizyk Re: joannaiwa 06.12.08, 23:25
                                  Basiak - uwierz mi, pomimo, że miałbym ochotę, to po 10-12 godzinach
                                  pracy, po powrocie marzę o chwili odpoczynku. Nie jestem wtedy w
                                  stanie pobawić się z dziećmi. Przynajmniej nie od razu. Tu raczej
                                  chodzi o ucieczkę przed dziećmi w pracę.
                                  Oczywiście nie twierdzę, że takie sytuacje jakie opisałem w
                                  poprzednim poście się zdarzają zawsze. Ale często.

                                  Co do wykształcenia - to chyba każdy z nas liczy na to, że dziecko
                                  skończy studia itd. Ale czasami jest to niemożliwe. Ważne chyba
                                  wtedy jest to, żeby ten fakt zaakceptować.
                                  Z drugiej strony poświęcając czas dziecku, pomagając mu, ucząc go
                                  jak się uczyć - możemy wspomagać go w tym, żeby później miał łatwiej.
                                  Dla mnie sukcesem byłoby, gdyby moje dzieci powiedziały o mnie, że
                                  chciałyby być takim rodzicem jak ja.
                                  Niestety widzę moje wady sad ...

                                  pzdr
                                  G
                                  • basiak36 Re: joannaiwa 06.12.08, 23:56
                                    gfizyk napisał:

                                    > Basiak - uwierz mi, pomimo, że miałbym ochotę, to po 10-12 godzinach
                                    > pracy, po powrocie marzę o chwili odpoczynku. Nie jestem wtedy w
                                    > stanie pobawić się z dziećmi.

                                    Mozna nie byc w stanie, ale trzebasmile Ja wychodze do pracy o 5.30 wracam o 17.30,
                                    z dlugimi dojazdami (dobrze ze tylko 3 dni w tygodniu), i jak wracam musze
                                    coreczke nakarmic piersia, nosic ja bo steskniona, zajac sie synkiem, odrobic z
                                    nim lekcje. Jak maz wraca, od razu do nas dolacza. Czasem nawet nie zdazy sie
                                    przebrac w domowe ciuchy, bo od razu go dzieciaki obsiadajasmile
                                    Marzyc sobie moznasmile))
                                • fizula Re: joannaiwa 07.12.08, 00:33
                                  A jest tak ze tata wraca z pracy, uwaz
                                  > a
                                  > ze jest zmeczony i musi odpoczac, nie szuka towarzystwa swoich
                                  dzieci. Dla mnie
                                  > tata po powrocie z pracy od razu idzie zajac sie swoimi dziecmi,
                                  bawi sie z
                                  > nimi, itp.

                                  Ja jestem bardziej wyrozumiała pod tym względem. Wydaje mi się, że
                                  dużo zależy jaką kto ma pracę, jaką osobowość. I chwila ciszy i
                                  samotności po pracy niektorym mężczyznom może być bardzo potrzebna.
                                  Wydaje mi się, że jak facet ma pracę np. mechanika i cały dzien coś
                                  sam dłubie, to może odpoczynkiem dla niego być, że po pracy od razu
                                  będzie gadał i bawił się z dziećmi. Ale jak współpracuje z
                                  kilkudziesięcioma osobami, to może chwila ciszy po pracy być
                                  nieodzowna.
                                  • basiak36 Re: joannaiwa 07.12.08, 09:58
                                    fizula napisała:

                                    . Ale jak współpracuje z
                                    > kilkudziesięcioma osobami, to może chwila ciszy po pracy być
                                    > nieodzowna.

                                    Tylko co jesli oboje pracuja?smile Wyglada na to ze mama jednak zawsze musi byc w
                                    stanie, obojetnie cosmile Ja jednak jestem za totalnym rownouprawnieniem w tej
                                    kwestii, jedyna taryfa ulgowa jaka ma moj maz to fakt ze nie karmi piersiasmile)
                                    • gfizyk Re: joannaiwa 07.12.08, 19:11
                                      Basiak - koło się zamyka. Sama sobie odpowiedz na to pytanie. Może w
                                      takich sytuacjach lepiej jest jak jedno z pracy zrezygnuje.
                                      Specjalnie piszę JEDNO, żeby nie określać z góry które wink

                                      Fizula - dzięki. Właśnie o takiej sytuacji myślę.
                                      pzdr
                                      g
                                      • basiak36 Re: joannaiwa 07.12.08, 20:15
                                        Może w
                                        > takich sytuacjach lepiej jest jak jedno z pracy zrezygnuje.
                                        > Specjalnie piszę JEDNO, żeby nie określać z góry które wink

                                        Na pewno byloby latwiejsmile) Tylko jesli to jedno pracujace straci prace to cala
                                        rodzina nie ma utrzymania. Taki swiat, trzeba sobie jakos radzicsmile
                                        A ja osobiscie uwazam ze odpoczynek przy dzieciach jest calkiem fajny, moj maz
                                        kladzie sie na podlodze i po nim lazasmile
                                        Zapytalam meza, powiedzial ze nie wyobraza sobie nie isc od razu do dzieci po
                                        powrocie z pracy, tylko na przyklad odpoczywac przed TV bez dzieci.
                                  • midla po pracy... 08.12.08, 11:36
                                    Też bym czasem marzyła o chwili ciszy po pracy wink żartuję, wolę
                                    jednak się bawić z dzieckiem, bo przecież w pracy sobie doskonale od
                                    niego ”odpoczywam”.
                                    • abiela Re: po pracy... 08.12.08, 11:51
                                      Zawsze można spóbować się zrelaksować w drodze z pracy. Ja sobie nie
                                      wyobrażam, nie zająć się od razu dzieckiem po pracy, mimo że jestem
                                      strasznie skonana. No ale nie jestem mężczyznąsmile
                    • basiak36 Re: Do atenette 05.12.08, 23:23
                      Rozumiem co masz na mysli.. Mysle ze z taka ucieczka od dziecka moga sie wiazac
                      tez jakies inne powody, depresja poporodowa na przyklad?
                • midla Re: Jestem mamą - to moja kariera! 05.12.08, 13:59
                  atenette, te komentarze są dlatego, że osoby je wypowiadające
                  naprawdę tak myślą wink co oczywiście nie znaczy, że są taktowne...
    • anqa_77 Re: Jestem mamą - to moja kariera! 04.12.08, 14:30
      Piosenka fajna ale już ją znamy z wątku założonego przez Freske.2 smile
      • joannaiwa Re: Jestem mamą - to moja kariera! 05.12.08, 11:19
        Dla mnie pytanie jest inne - po co ludzie, którzy w gruncie rzeczy
        nie lubią dzieci i nie chcą się nimi zajmować (tak ja odbieram
        znikanie w pracy po 6 tygodniach od urodzenia - przy czym wyłączam z
        tego samotne matki i ojców, którzy często nie mają wyjścia) oraz z
        radością przekazują opiekę nad dziećmi dziadkom lub niani, mają te
        dzieci? Bo wypada (jeszcze by ktoś podejrzewał że niepłodni a to
        wstyd)?, bo nacisk rodziny i otoczenia?, bo wpadka?, bo trzeba komuś
        przekazać dorobek życia i zapewnić opiekę na starość? Myślę, że może
        to być kombinacja tych przyczyn, a w gruncie rzeczy ludzie ci byliby
        bardziej szczęśliwi bez dzieci. A może chodzi tylko o małe dzieci,
        którymi więcej trzeba się zajmować? Chyba do końca nigdy nie poznamy
        odpowiedzi. Rodzice tacy szykują sobie jednak wiele problemów, bo w
        braku więzi z dziećmi i w związku z wysokim ryzykiem jak obca osoba
        wychowa takie dziecko (niektóre są hodowane po prostu w sensie
        zaspokajania fizycznych potrzeb) rozwój takiego dziecka może
        przebiegac bardzo problematycznie.
        • mama.rozy Re: Jestem mamą - to moja kariera! 06.12.08, 13:17
          to ja z innej strony,w tej piosence są słowa-ambicję niesłychaną mam,wychować
          ludzi chcę na ludzi-myślałyście o tym.ja od urodzenia najstarszej córki
          twierdzę,że nieważne,kim będą,mają być dobrymi ludźmi.między innymi o to
          pokłóciłam się z matką,która uważa,że bez wykształcenia jest się nikim.co wy na to?
          • basiak36 Re: Jestem mamą - to moja kariera! 06.12.08, 14:32
            mama.rozy napisała:


            > pokłóciłam się z matką,która uważa,że bez wykształcenia jest się nikim.co wy na
            > to?

            Zawsze jest sie kims. Nie kazdy musi chciec miec wyksztalcenie typu studia,
            mozna chciec zrobic np kursy i byc dobrym hydraulikiem.
            Ja chcialam pracowac tam gdzie pracuje i do tego potrzebowalam wielu lat studiow.
            I nie dzieki temu czuje sie 'kims' tylko dlatego ze mam fajna rodzine i
            przyjaciolsmile
            Z tym wyksztalceniem - mysle ze wazne po prostu aby moc sobie radzic jakos w
            zyciu i miec mozliwosc utrzymania sie i jakichs tam zarobkow, bo bez tego jednak
            ciezko zycsmile
            • mama.rozy Re: Jestem mamą - to moja kariera! 06.12.08, 14:53
              no i tak mi się wydaje.mojej matce nie.dla niej ktoś poniżej wyższego
              wykształcenia nie jest wart inteligentnej rozmowy.szkoda mi jej,ale jest nie do
              naprawy.
              a moja córka chce być kioskarką,ew.strażaczką.i fajnie mi z tym(a mała ma 5lat).
              pozdrawiam obiadowo.
Pełna wersja