M.Wojciechowska - przegięcie czy się czepiam?

20.01.09, 17:59
Nie wiem czy oglądałyście ostatnio w niedzielę "Dzień Dobry TVN". Najpierw był
czat, a potem rozmowa z Martyna Wojciechowską.
No i niestety sporo osób "najechało" na Nią, że zostawiła 9-miesięczne
Dziecko, a sama poszła w świat realizować swoje pasje.
Więc potem już w rozmowie na żywo to Ona "najechała" na krytykujące Ją Kobiety
słowami, że Kobiety w Polsce krzyczą o równouprawnieniu, a to gucio prawda, bo
my wcale nie chcemy równouprawnienia, mamy przestać mówić o równouprawnieniu,
urlopach tacierzyńskich itp.
bo Ona uważa, że to ok że zostawiła Córkę, bo przecież nic Jej się nie stało,
bo była z Tatą, a potem Córka będzie z Niej dumna i powie "super, że robiłaś
takie rzeczy Mamo".
Okej okej - ale sama płakała, że Córce wyszedł ząb, a Ona tego nie widziała,
nie była z Córką.
A poza tym... jest moim zdaniem subtelna różnica w równouprawnieniu
polegającym na tym, że wychodzę na kilka godzin do pracy a potem WRACAM do
Dziecka od równouprawnienia polegającego na tym, że zostawiam Dziecko na kilka
tygodni bez kontaktu z Mamą, bez możliwości przytulenia się... (o piersi nie
wspominam, bo to rozumie się per se).
I co z tego (moim zdaniem), że Córka w przyszłości powie - Mamo jestem z
Ciebie dumna, że robiłaś takie rzeczy, skoro te kilka tygodni nieobecności w
życiu Dziecka w tym wieku jak strata kilku milowych kroków w rozwoju. Moim
zdaniem 9-miesięczne Dziecko jeszcze bardzo Mamy potrzebuje, a dostaje sygnał
- Mama kocha, ale czasem znika na dłuuugi czas (bo nawet kilka dni to u tak
małego Dziecka strasznie długo).
A może się mylę, może trzeba realizować pasje nawet gdy oznacza to zostawienie
Dziecka na kilka tygodni, bo przecież to nie chodzi o to aby być niewolnikiem
macierzyństwa, ale aby się nim cieszyć i równocześnie się samorealizować?
    • budzik11 Re: M.Wojciechowska - przegięcie czy się czepiam? 20.01.09, 18:17
      Nie mierz ludzi swoją miarą. Ja bym swojego dziecka też nie zostawiła, nawet
      16-miesięcznego, tym bardziej, że piersią karmione, ale co kto robi - jego
      rzecz. Widocznie p. Wojciechowska ma inne priorytety, jej sprawa.
      • agnieszka_z-d Re: M.Wojciechowska - przegięcie czy się czepiam? 20.01.09, 18:19
        Tak - Jej sprawa, ale jakby to powiedzieć... skutki Jej decyzji nie dotykają
        tylko Niej.
    • kaeira Re: M.Wojciechowska - przegięcie czy się czepiam? 20.01.09, 18:52
      Zależy.
      Bo co innego, jeżeli matka była jedyną (czy główną) opiekunką dla dziecka, wtedy niefajnie.
      Ale jeżeli np. ojciec, babcia albo niania opiekuje się dzieckiem na co dzień po równi (albo prawie) z matką... ja bym tego nie zrobiła, ale dla mnie do przyjęcia i OK.
      Co do tego "gucio-równouprawnienia", no cóż, prawda. Wiadomo, co uchodzi tatusiowi, a co (nie) mamusi. NIKT nie potępiłby ojca za coś takiego.


      PS. Moja mama mnie odstawiła i wyjechała na wakacje z moim ojcem kiedy miałam 6m. "To były chyba najpiękniejsze wakacje w moim życiu...". tongue_out Ech...
      (Inna sprawa, że ja byłam zdaje się naprawdę ekstremalnie ciężkim dzieckiem, prawdopodobnie jakieś sprawy neurologiczne poporodowe, płacz non-stop, spania tyle co nic, itp)
      • agnieszka_z-d Re: M.Wojciechowska - przegięcie czy się czepiam? 20.01.09, 19:00
        Powiem szczerze - założyłam ten wątek, bo ja wiem, że bym tak nie zrobiła, ale o
        M.Wojciechowskiej - zwłaszcza znając Jej dotychczasowy tryb życia oraz prawdziwą
        pasję... - nie wiem do końca co myśleć i tak sobie chciałabym poznać opinie
        innych. Ale też szczerze przyznam, że jak na razie nie do końca mi się to mieści
        w głowie. Może mam za małą głowę;-D
        • kaeira Re: M.Wojciechowska - przegięcie czy się czepiam? 20.01.09, 19:06
          A na ile ona właściwie wyjechała?
          • agnieszka_z-d Re: M.Wojciechowska - przegięcie czy się czepiam? 20.01.09, 20:29
            Nie udało mi się tak na szybko znaleźć, ale wyszukałam, że wyprawa miała trwać 3
            tygodnie, ale trwała dłużej, bo złapała ich burza śnieżna. W każdym razie Święta
            i Sylwester na Antarktydzie to chyba kiepska opcja - ciężko przyimprezowaćwink
            A i masz rację co do Taty - bo Tata (Mąż M.W.) zaraz po Jej powrocie ruszył do
            Mexyku na kurs nurka jaskiniowego (w DD TVN sama M.W. mówiła) i nikt z tego halo
            nie robi.
    • atenette Re: M.Wojciechowska - przegięcie czy się czepiam? 20.01.09, 19:29
      Oj co chwila tocze z kims dyskusje na ten temat i tez mialam sie Was
      zapytac o zdanie. Wlasciwie nie wiem co o tym myslec. Ja w zyciu nie
      zostawilabym tak malego dziecka. Zreszta nawet teraz nie jestem w
      stanie zostawic moje 1,5 roczne dziecko na wiecej niz pare
      godzin wink. No, ale czy to, ze jestesmy matkami oznacza, ze musimy
      zrezygnowac ze wszystkich swoich pasji? Albo poczekac, az dziecko
      bedzie na tyle duze zeby zrozumiec? Mysle, ze gdybym byla na miejscu
      Martynu to miala bym ogromny dylemat, bo z dzieckiem nie potrafie
      sie rozstac ani na chwile.
      W kazdym razie mi jedno sie zdecydowanie nie podoba w tej sprawie.
      Slowa Martyny i jej meza, ze wybrali najlepszy mozliwy czas dla jej
      wyjazdu i ze psycholog dzieciecy powiedzial, ze dziecko nawet tego
      nie odczuje, ze mamy nie ma! To jest dla mnie jedyna rzecz, ktora
      zdecydowanie mnie bulwersuje w tym wszystkim.
      • akaef Re: M.Wojciechowska - przegięcie czy się czepiam? 20.01.09, 19:46
        Moim zdaniem jeśli nie zaistnieje wyższa konieczność (szpital,
        itp.), matka nie powinna zostawiać dziecka dla własnej przyjemności.
        Przynajmniej do 3 roku życia. I trudno. Macierzyństwo to niestety
        głównie odpowiedzialność za dziecko, o czym dzisiejsze cukierkowe
        mamusie rodem z kolorowych pisemek zdają się często kompletnie nie
        pamiętać.
        Jak już kiedyś pisałam w którymś wątku - w nosie mam poprawność
        polityczną i łagodne przytakiwanie "tak, tak, kobieta może karmić
        butelką z wyboru, kobieta może zostawić dziecko na kilka/kilkanaście
        dni, bo ma prawo realizować własne pasje". Guzik prawda. Pewnie, że
        prawo teoretycznie ma, bo nikt jej za to nie ukaże, ale moim zdaniem
        nie ma moralnego przyzwolenia.
        Szczególnie, że trzy lata takiego "poświęcenia" dla własnego
        dziecka, wobec całego naszego życia, kiedy to możemy sobie do bólu
        pasje realizować, to naprawdę niewiele.
        A poza tym można sobie tak życie poukładać, żeby pasje realizować
        siedząc na d.... z dzieckiem. Albo ewentualnie realizować je z
        dzieckiem u piersi - tyle, że tu też można przegiąć (vide wątek o
        podróży z dziećmi do Birmy).
        Wydaje mi się, że każdy porządek etyczny (religijny czy nie i
        niekoniecznie patriarchalny) zaleca, aby człowiek realizował kolejne
        etapy swego życia w pewnej ustalonej kolejności. Jak zaczniemy
        próbować robić wszystko na raz tylko dlatego, że nie nauczyliśmy się
        powściągliwości - ludzkość czeka marny koniec tongue_out
        • mucta Re: M.Wojciechowska - przegięcie czy się czepiam? 20.01.09, 21:38
          Podpisuję się pod zdaniem akaef.
        • magdalena.sz Re: M.Wojciechowska - przegięcie czy się czepiam? 27.01.09, 21:32
          Zgadzam się z akaef smile
          Mnie generalnie wkurza postawa: "mając dziecko można robić
          wszystko" - może i można, pytanie tylko czy trzeba???
          Przy takiej postawie dziecko niejako wchodzi w rolę mebla.
          Należy mieć pasje, warto je realizować. Tylko czy wszystko naraz?
          Czas szybko leci, dzieci rosną.
    • kukulka11 Re: M.Wojciechowska - przegięcie czy się czepiam? 20.01.09, 19:45
      zgadzam się z tobą, ja ogladalam akurat kiedys DTVN jak byl mąz Martyny i mowil,
      ze dziekco 9 mies to spokojnie mozna zostawic i ze lepiej takie male niz
      kilkulatka, bo male to nei pamieta. szczerze mowiac bylam oburzona. tez mam
      pasje jezdzenia (nie w reiony polarne, wiadomo), ale mysle ze gdyby miala tyle
      kasy, by jechac tam , gdzie chce, majac male dziekco, jezdzilabym z nim. a tam
      gdzie sie z dziekciem nei da, pojechalabym sama, jak dziecko bedzie wieksze
      (kilku- kilkunastoletnie) Antarktyda czy inne cos nie zając - nie ucieknie
    • bathilda Trochę inny punkt widzenia 20.01.09, 20:07
      Mogłabym się dopisać kilku z Was, ale zrobię to w jednym postem, hurtem.

      Kilka z Was mnie zna. Wiecie, że jestem za karmieniem piersią i że dziecko jest dla mnie ważne. Ale uważam, że fakt, ze zostałam matką nie oznacza, że przestałam być osobą. I że wszystko musi iść w kąt bo mam dziecko. Naprawdę uważam, że dziecko jest szczęśliwe jak ma szczęśliwych rodziców.

      Mój syn ma 21 miesięcy. Niedługo zmieniam pracę i w związku z tym będę musiała wyjechać na przeszkolenie na kilka tygodni. Oczywiście że będzie mi ciężko. Oczywiście, że ustaliłam ze swoim szefem, że o ile się da podzielimy to na kilka tygodniowych lub 2-tygodniowych pobytów a nie będzie to jeden wyjazd na 2 miesiące. Oczywiście, że kombinujemy z mężem jak to zrobić, żeby mnie panowie odwiedzili w weekend. Ale jadę. Bo ta praca to dla mnie wielka szansa. Bo jak nie teraz to może nigdy. Bo mój mąż zajmuje się naszym synem równie dobrze jak ja (był pół roku na wychowawczym). Bo nie chcę żeby powtórzyła się sytuacja, którą znam ze swojej rodziny, że jak za 18 lat mój syn się wyprowadzi to ja zostanę z pustymi rękami, bez niczego ważnego, i będę mu wisieć nad głową bo tylko on wypełnia moje życie.

      Pamiętajcie, ze dla Martyny Wojciechowskiej podróże to nie tylko pasja, ale po trochu praca zawodowa. Ona ma taki pomysł na życie i stara się wpasować w nie dziecko najlepiej jak umie.

      Tak jak ktoś napisał na górze - nie oceniajcie wszystkich jedną miarką. Ja ją potrafię zrozumieć. Choć pewnie takiego mikrusa bym nie zostawiła samego. Choć z drugiej strony jak Piotrek miał 10 miesiecy to wróciłam do pracy na 10 godzin dziennie i zostawiłam go z ojcem w domu. Więc ja na pewno nie mam kwalifikacji moralnej żeby podnieść kamień i rzucić nim w Martynę...
      • ila79 Re: Trochę inny punkt widzenia 20.01.09, 20:41
        Podpisuję się pod tym komentarzem i wogóle nie rozumiem tego
        rozprawiania, czy dobrze zrobiła czy nie. Jakby tatuś sobie poszedł
        w długą to nikt by nawet nie zauważył. Małej pewnie i tak nie karmi
        więc co za różnica czy ojciec czy matka się nią akurat zajmuje.
        • agnieszka_z-d Re: Trochę inny punkt widzenia 20.01.09, 20:55
          > więc co za różnica czy ojciec czy matka się nią akurat zajmuje.

          Polemizowałabym. Widzę po swojej Małgosi, że czasem zwyczajnie zgłasza większe
          zapotrzebowanie na Mamę, a czasem na Tatę. Dla Niej nie jest wszystko jedno kto
          się Nią akurat zajmuje.
          • ila79 Re: Trochę inny punkt widzenia 21.01.09, 01:32
            Mój dzieciak co dzien rano głośno domaga się tatusia. I co? Idąc tym
            tropem, mam nie puścić męża do pracy bo synek akurat go potrzebuje?
            • agnieszka_z-d Re: Trochę inny punkt widzenia 21.01.09, 07:58
              Mi chodzi o takie sytuacje kiedy są nawet całe tygodnie, że Małgosia woli jedno
              z nas, z tą osobą się chętniej bawi, tej osobie pokazuje swoje osiągnięcia, do
              Niej więcej gada itp.
              I jest moim zdaniem subtelna różnica między pójściem na kilka godzin do pracy, a
              potem powrotem na wieczór do domu (do dziecka), a zniknięciem z jego życia na
              kilka tygodni.

              Ale też z drugiej strony rozumiem, że bycie redaktorem naczelnym National
              Geographic zobowiązuje, też nie jestem sobie w stanie wyobrazić co M.W. musiała
              przeżywać gdy Ona była tam uwięziona, jedzenie się kończyło, Jej namiot porwała
              burza, a Dziecko zyskuje nowe ząbki, nowe umiejętności a Ją... powoli zapomina
              Mam wrażenie, że nie do końca wiedziała na co się zdecydowała. I pewnie
              zrobiłaby to drugi raz, z tym że... niekoniecznie tak małemu Dziecku.

              I chyba jednak Jej nie potępiam, ale.... wraz nie rozumiem.
    • basiak36 Re: M.Wojciechowska - przegięcie czy się czepiam? 20.01.09, 21:23
      Wszystko jest relatywnesmile
      Bycie mama to tez pewien proces: moje pierwsze dziecko zostawilismy z mezem na
      weekend, mial wtedy 8 miesiecy, pojechalismy na wesele znajomych. I bylo ok,
      odciagalam pokarm (rzadko juz wtedy ssal ale jeszcze). Potem kiedy mial 3 latka
      wyjechalam na tydzien (Japonia ktora jest moja pasja) i bylo mi bardzo ciezko, o
      wiele trudniej.
      A przy drugim dziecku juz bym tak nie mogla, walcze w pracy o to aby w delegacje
      wysylali mnie jednodniowe bez noclegu. I nie poddam siesmile)
      Ogolnie jako mama zmienilam sie bardzo, i kazdy ma swoje tempo, dokonuje
      wlasnych decyzji, podejmuje takie ktore w danym momencie sa super, a kiedys moze
      ich zalowac.
      Nie oceniam tej mamy negatywnie, byc moze gdyby sie nie realizowala i siedziala
      w domu bylaby niezbyt wesola mamasmile
      • fizula Re: M.Wojciechowska - przegięcie czy się czepiam? 20.01.09, 22:08
        Nie dołączę się do ocen, bo nie znam tej pani, sytuacji itd.
        Ale patrząc oczami dziecka- po takim powrocie z eskapady dziecko w
        tym wieku nie będzie w ogóle pamiętać swojej mamy czy taty, będzie
        dla niego obcą osobą. Pamiętam 18-miesięczne dziecko sąsiadów, które
        uciekało przed rodzicami i wstydziło się ich po cudownej podróży do
        Hiszpanii. Nie chciałabym, żeby moje dziecko traktowało mnie jak
        obcą osobę- dla tak małego dziecka takie rozstanie oznacza
        porzucenie, ponieważ ono nie zna w ogóle miary czasu, nie umie się
        porozumiewać przez telefon itd.
        Nawet "bezduszne" polskie prawo rozumie tę potrzebę dziecka i chroni
        matki małych dzieci przed takimi długimi wyjazdami.
        • midla Re: M.Wojciechowska - przegięcie czy się czepiam? 20.01.09, 22:38
          Czasem trzeba zmienić pracę. Mój przyjaciel był korespondentem
          wojennym i kochał swoją pracę nad życie. Urodził mu się syn -
          przestał wyjeżdżać, bo „musi go wychować”. I uważam, że gdyby
          postąpił inaczej, byłby egoistą.
    • kropkaa Re: M.Wojciechowska - przegięcie czy się czepiam? 20.01.09, 22:51
      Na 1. miejscu jestem sobą, na 2. żoną i mamą. Ale to ja chciałam
      mieć dziecko (tak jak MW) i uważam, że skoro je na ten świat
      zaprosiłam, to moim psim obowiązkiem jest dać mu dobry start i dobre
      życie. Z opinii psychologów wynika, że w 1 r.ż. nie należy zostawiać
      dziecka bez matki nawet na noc, nie mówiąć o 20 czy 30 nocach i
      dniach. Oczywiście pomijając jakieś konieczności typu szpital czy
      wypadki losowe. Mnie ta wyprawa zbulwersowała od początku - to nie
      jest kwestia życia i śmierci tylko kwestia JEDNEGO roku - chodzi o
      to, że teraz są tak jakieś sprzyjające warunki pogodowe - ale za rok
      też będą. Oczywiście nie twierdzę, że jest wyrodną matką itd. Ale ja
      bym dziecka nie zostawiła.
      W ogóle żenujące są te wszelkie celebrytki, aktoreczki i
      piosenkareczki, które ledwo, co urodzą, a już do tv i gazet się
      pchają. W "Pani" jest art. o Brodzikowej - już może pić kawę, bo
      bliźniaki skończyły 6 m-cy i nie trzeba karmić piersią... Sorry -
      urodziła wcześniaki (pewnie po megadrogim leczeniu), lekarze stawali
      na rzęsach, by wyprowadzić te kruszyny na ludzi, a mamusia w nosie
      ma karmienie i po 6. m-cu (w przypadku wcześniaków raczej bierze się
      wiek korygowany, nie nominalny...) pasie krówką, bo kariera czeka.
      I takie debilki ślą komunikat do naszych szefów - ja mogę, to
      znaczy, że każdy może. I potem jeden pacan z drugim się dziwi, że
      roczniak na piersi...
      I potem tacy popaprańcy emocjanalni, których mamusie chcieli jako
      kolejny punkt w życiorysie, nami rządzą...
      • izydorek70 Re: M.Wojciechowska - przegięcie czy się czepiam? 21.01.09, 00:17
        Ale sobie pojechałaśsmile-chyba trochę cię poniosło.A co do twojego
        ostatniego zdania -to ja też zaplanowałam swoje obydwie córki-i
        jestem z tego dumna.Ale nie o tym chciałam pisać.
        Gdy moja Ania skończyła rok wróciłam do pracy na pół etatu-nie
        chciałam na więcej,bo chciałam być z dzieckiem.Tym samym odrzuciłam
        pewną szansę zawodową,a życie ułożyło się dość dziwnie.Wielokrotnie
        żałowałam tej decyzji,bo kilka godzin więcej z mamą chyba niewiele
        zmieniło w życiu córki-a bardzo zaważyło na naszej przyszłości.To
        też jest bardzo ważne ale zrozumiałam to dużo później.
        We wszystkim trzeba zachować zdrowy rozsądek i postarać się
        przewidzieć co przyniesie kolejny dzień.
        Ja nie zostawiłabym dziecka na 3tygodnie-po prostu umarłabym z
        tęsknoty i strachu.Ale są osoby ,które radzą sobie z takim
        obciążeniem.Jeżeli poza tym dziecko pozostaje z kochanym tatą i
        babcią(i są mu tak samo bliskie jak mama)-to są to okoliczności
        ułatwiające podjęcie TAKIEJ decyzji.Nie wierzę,że było łatwo ją
        podjąć.I bardzo wspólczuję M.Wojciechowskiej samotnych wieczorów i
        nocy bez ukochanego maluszka,i tych uśmiechów ,które straciła
        bezpowrotnie.
        Nie znam jej,ani jej życia,ani jej priorytetów-i tym bardziej nie
        mam prawa potępiać.
    • edytadk Re: M.Wojciechowska - przegięcie czy się czepiam? 21.01.09, 11:11
      Ja mam mieszane uczucia. Wywiadu z M.W. nie widziałam, widziałam tylko wcześniej wywiad z jej mężem. I pamiętam, że kiedy usłyszałam, że mała i tak nie jest i nie była karmiona piersią, pomyślałam "Eee, to krzywda jej się nie stała, ostatecznie jest z tatusiem, z obcymi nie została, od piersi jej na siłę nie odstawiano". Ja chyba jednak jestem za możliwością realizowania swoich planów zawodowych czy też pasji, o ile jest to w granicach zdrowego rozsądku i nie szkodzi dziecku. Tu szkody nie widzę i jestem zdania, że ojciec tak samo potrafi zaspokoić potrzeby emocjonalne dziecka i dać mu poczucie bezpieczeństwa.

      Niestety nic nie tylko czarne lub białe i myślę, że wiele zależy od samego dziecka. Ja wyjeżdżałam służbowo na tydzień, gdy synek miał 9 miesięcy. Potem na 10 dni, gdy skończył rok. I znowu na tydzień, gdy miał 13,5 miesiąca. Moje wyjazdy zostały przez juniora niemalże zignorowane - nie uronił ani jednej łezki, żadnego tam wołania za mamą, był tak samo pogodny, jak w czasie mojej obecności. A przecież mam dziecko piersiowe, więc czegoś tam powinno mu brakować. Tymczasem synek radośnie żłopał moje mleczko z zamrożonego zapasu podawane przez tatusia, a wieczorem zasypiał błyskawicznie w ojcowskich ramionach. Kiedy wracałam, z entuzjazmem przysysał się do piersi, ale nie było żadnego płaczliwego wieszania się na mamie i odreagowywania przez kolejne dni.

      Moje dziecię ma teraz 16 miesięcy i poważnie zastanowiłabym się nad kolejnym wyjazdem, bo widzę, jak coraz więcej rozumie. Mojego męża nie było przez tylko dwa dni i widać było, jak dziecko tęskni. (Heh, zaraz ktoś podsumuje, że mamusia wyrodna i tylko tatuś kochanywink). Kiedy przychodzi pora mojego powrotu z pracy, babcia donosi mi, że synek coraz częściej wspomina mamę. Myślę, że wyjazd w tej chwili uczyniłby o wiele więcej szkody, w przeciwieństwie do poprzednich, co do których nie mam najmniejszych wyrzutów sumieniasmile.
      • basia707 Re: M.Wojciechowska - przegięcie czy się czepiam? 27.01.09, 12:16
        tak sobie czytam Wasze posty na ten temat i widzę że część kobiet po urodzeniu
        dziecka się chyba ostro radykalizuje. tzn. że matka ma się poświęcić przez 1-3
        lat życia dziecka, że inaczej to po co rodziła itp itd. Dla mnie to dziwne
        podejście bo
        1. gdyby tylko kobiety z takim podejściem miały rodzić to chyba byśmy jako
        gatunek w tych czasach wymarli, są różne zdania, różne kobiety, różne sytuacje
        życiowe.
        2. nie wierzyłabym że wszystko co mówią psycholodzy lub pediatrzy jest
        stuprocentową objawiona prawdą. pamiętajcie że np nasze (moje) pokolenie lat
        70-80 miało być chowane wg zasad tzw. "zimnego chowu". wielkie ówczesne
        autorytety się na ten temat wypowiadały. ostatnio dorwałam książkę o wychowaniu
        małego dziecka napisaną przez 3 lekarzy w ok 1980r - gdzie było o karmieniu
        piersią równo co 3 godziny (bo mleko się nie zdąży strawić), nie dawaniu się
        terroryzować przez niemowlaka, dać się mu wypłakać i inne tego typu bzdety. i
        napisali to dyplomowani lekarze!! na szczęście matki zawsze miały intuicję i
        niektóre stosowały się do niej a nie do zaleceń. teraz też tak powinnyśmy robić.
        jeśli taka Martyna czuje że może zostawić swoje 9mies dziecko, że nie zrobi mu
        tym większej krzywdy to zakładam że ona jako matka na 90 procent wie lepiej niż my.
        3. ja po urodzeniu swojego dziecka zrobiłam się o wiele bardziej tolerancyjna do
        swoich rodziców i w ogóle rodziców jako takich. teraz dopiero rozumiem ile to
        wyrzeczeń i rozumiem że czasami można mieć kompletnie dosyć. i dla własnego
        zdrowia psychicznego trzeba wyjść z domu/wrócić do pracy/zrobić coś tylko dla
        siebie.
        4. bo błędy w wychowaniu NA PEWNO się jakieś popełni. niestety. ja też pamiętam
        z dzieciństwa parę naprawdę błahych zdarzeń które były dla mnie bardzo bolesne.
        i bynajmniej nie były one powiązane z tym że rodzice gdzieś wyszli wink
        5. najgorsze dla mnie są takie kobiety w wieku mojej mamy (ok 50-60 lat), które
        miały jakieś aspiracje zawodowe ale urodziły dzieci i rzuciły wszystko w kąt. są
        na maksa niezrealizowane, żyją przeszłością, cały czas wspominają i mówią o tym
        co one by nie mogły. dajmy więc kobietom-matkom wybór! niech te które chcą
        wrócić do pracy mają nasze, innych kobiet, wsparcie!
        • kam.xt Re: M.Wojciechowska - przegięcie czy się czepiam? 27.01.09, 20:39
          cóż to jest 3 tygodnie ! Moja teściowa oddała 13 miesięcznego synka na
          wychowanie babci na pół roku, bo nie mogła dostać miejsca w żłobku a do
          opiekunek się zraziła bo jedna ją okradła. Babcia mieszkała 300km od teściowej
          więc odwiedzała synka raz w miesiącu na weekend. Odkąd poznałam te historię mam
          mieszane uczucia co do teściowej... Tłumaczyła że musiała pracować, guzik
          prawda, teść dobrze zarabiał, a przymusu pracy dla matek chyba wtedy nie było.
          A tygodniowe żlobki w latach 60tych i 70tych? Dziecko nie widziało matki od
          poniedziałku do piątku, nikt się tym kiedyś nie emocjonował
    • basiak36 Re: M.Wojciechowska - przegięcie czy się czepiam? 28.01.09, 13:51
      Z tego co pisza tutaj:
      dziendobrytvn.plejada.pl/0,1203,artykul,,1,martyna_wojciechowska,czaty_detal.html
      nie bylo jej ponad miesiac. Czy 9 miesieczne dziecko pamieta mame jesli nie
      widzialo jej miesiac?

      I czytalam pare biografii gdzie ludzie swiadomie nie decydowali sie na dziecko,
      bo mieli tak silna pasje i wiedzieli ze nie byloby kompromisu miedzy rodzina a
      pasja. Pasja by wygrala.
      • joannaiwa Re: M.Wojciechowska - przegięcie czy się czepiam? 28.01.09, 13:59
        popieram, jak ktoś ma za piorytet pasję nie powinien decydować się
        na dzieci, bo to niestety jest kosztem dziecka. Nota bene - w
        Warszawie są już 24-godzinne przedszkola - czy ten świat zmierza we
        właściwym kierunku? Bo mam poważne wątpliwości.
        • x.armide Re: M.Wojciechowska - przegięcie czy się czepiam? 16.02.09, 21:17
          z takim podejsciem to chyba bysmy wymarli
          • akaef Re: M.Wojciechowska - przegięcie czy się czepiam? 16.02.09, 23:37
            x.armide napisała:

            > z takim podejsciem to chyba bysmy wymarli

            No i wymieramy, my, rasa biała, cywilizacja zachodnia. Jest nas
            coraz mniej, jesteśmy populacją coraz słabszą i coraz starszą.
            Przyszłość należy do rasy żółtej, czy tego chcemy, czy nie.
            • joannaiwa Re: M.Wojciechowska - przegięcie czy się czepiam? 17.02.09, 11:25
              szczęśliwie Martyna to odosobniony przypadek i na pewno tak wiele
              nie przyczyniłaby się do wymierania rasy białej powstrzymujac się od
              prokreacji. Ograniczona dzietność w Europie jest zupełnie z innych
              przyczyn niz chęć podróżowania, a jakie to przyczyny to nawet nie
              muszę tłumaczyć, bo na pewno każda z Was świetnie sobie zdaje sprawę.
              • bir.ke Re: M.Wojciechowska - przegięcie czy się czepiam? 05.03.09, 14:36
                mam kolezanke, mame 19-latki juz, ktora gdy mala miala kilka mies. wyjechala na
                pol roku na wymiane studencka do holandii, a dziecko zostawila babci i ojcu. I
                owa kolezanka mowi teraz, ze " jej macierzynstwo w niczym nie przeszkodzilo"!
                zgrozawink
                • fizula Re: M.Wojciechowska - przegięcie czy się czepiam? 05.03.09, 23:40
                  Z psychologicznego punktu widzenia w takij sytuacji rolę matki
                  przestaje pełnić matka, a wypełnia ją babcia czy inna niania. Czyli
                  dla samego dziecka to ta babcia/niania staje się mamą. Coś za coś:
                  albo rybki albo akwarium.
Pełna wersja