agnieszka_z-d
20.01.09, 17:59
Nie wiem czy oglądałyście ostatnio w niedzielę "Dzień Dobry TVN". Najpierw był
czat, a potem rozmowa z Martyna Wojciechowską.
No i niestety sporo osób "najechało" na Nią, że zostawiła 9-miesięczne
Dziecko, a sama poszła w świat realizować swoje pasje.
Więc potem już w rozmowie na żywo to Ona "najechała" na krytykujące Ją Kobiety
słowami, że Kobiety w Polsce krzyczą o równouprawnieniu, a to gucio prawda, bo
my wcale nie chcemy równouprawnienia, mamy przestać mówić o równouprawnieniu,
urlopach tacierzyńskich itp.
bo Ona uważa, że to ok że zostawiła Córkę, bo przecież nic Jej się nie stało,
bo była z Tatą, a potem Córka będzie z Niej dumna i powie "super, że robiłaś
takie rzeczy Mamo".
Okej okej - ale sama płakała, że Córce wyszedł ząb, a Ona tego nie widziała,
nie była z Córką.
A poza tym... jest moim zdaniem subtelna różnica w równouprawnieniu
polegającym na tym, że wychodzę na kilka godzin do pracy a potem WRACAM do
Dziecka od równouprawnienia polegającego na tym, że zostawiam Dziecko na kilka
tygodni bez kontaktu z Mamą, bez możliwości przytulenia się... (o piersi nie
wspominam, bo to rozumie się per se).
I co z tego (moim zdaniem), że Córka w przyszłości powie - Mamo jestem z
Ciebie dumna, że robiłaś takie rzeczy, skoro te kilka tygodni nieobecności w
życiu Dziecka w tym wieku jak strata kilku milowych kroków w rozwoju. Moim
zdaniem 9-miesięczne Dziecko jeszcze bardzo Mamy potrzebuje, a dostaje sygnał
- Mama kocha, ale czasem znika na dłuuugi czas (bo nawet kilka dni to u tak
małego Dziecka strasznie długo).
A może się mylę, może trzeba realizować pasje nawet gdy oznacza to zostawienie
Dziecka na kilka tygodni, bo przecież to nie chodzi o to aby być niewolnikiem
macierzyństwa, ale aby się nim cieszyć i równocześnie się samorealizować?