Zamyślenia wielkopostne

06.04.09, 23:25
"I doszłam do wniosku, że nawyk rozmyślania jest dla człowieka
twórczy- integrujący. Sam fakt analizy możliwie dogłębnej stwarza
warunki do uspokojenia..."- cyt. z "Beskidzkie rekolekcje. Dzieje
przyjaźni ks. Karola Wojtyły z rodziną Półtawskich" Wandy
Półtawskiej.
Jeśli ktoś ma możliwość- to warto zajrzeć do tej lekturki, jest się
przez co przegryzać.
Tak sobie myślę, że podczas karmienia piersią ten czas do rozmyślań,
zamyśleń mamy niejako darowany. Można wówczas wiele rzeczy
przemyśleć, przemodlić. Zwłaszcza jak dziecko uczy nas przy tym na
czym polega cierpliwość :o)
Ostatnio podczas moich zamyśleń przyszła mi do głowy analogia
naszego macierzyństwa do zdobywania szczytu, bieguna, wyprawy
mrożącej krew w żyłach. Takie niewinne porównanko, tym bardziej że
widzę, że Was ekscytuają jednak kobiety zdobywające jakieś
ekstremalne doświadczenia, podróżniczki.
Wielki zachwyt nad zdobywcami mało komu jest obcy: udało się,
niezwykłe osiągnięcie, pokonanie tego, co do tej pory wydawało się
niemożliwe!
I nawet to zmęczenie, trud, cierpienie, zniechęcenie po drodze-
nabiera w kontekscie zwycięstwa blasku i jakiegoś splendoru. I
okazuje się, że aby zdobyć trofeum trzeba było zrezygnować z
egocentryzmu, wziąść swój krzyć zmęczenia, utrudzenia, zmagania się
ze sobą, z prawami natury.
Tak się zastanawiam: czy my też nie zdobywamy szczytów
macierzyństwa? Czy ktokolwiek ma prawo odbierać znaczenie i wartość
naszych poświęceń, niekiedy zmęczenia, znużenia? Media lansują taki
styl bycia: "lekko-łatwo-i przyjemnie", ale czy tym sposobem
jakikolwiek warty zdobycia szczyt osiągniemy? Idąc na łatwiznę
wejdziemy co najwyżej na górkę saneczkową, z której zjeżdżają
dzieci. Bo już żeby wejść na jakiś nie za duży Giewont czy Kasprowy
Wierch, to trzeba już i czasu trochę poświęcić, i wysiłku włożyć
odrobinę.
Podobnie z naszym macierzyństwem: łatwizna opłaca się na krótką
metę. Zdobycie tego, co wartościowe zazwyczaj wymaga wysiłku,
wytrwałości, czasem jakiegoś cierpienia. Jeśli chcemy piąć się w
górę, to trzeba uczyć się rezygnować z siebie, pokonywać swoje
granice, doceniać nawet swój trud i krzyż. Oczywiście tę górę warto
zdobywać z zachwytem: czy nie piękne widoki mamy, gdy patrzymy w
oczy radosnego dziecka, gdy same odczuwamy radość życia?
O ile łatwiej nam wierzącym kobietom, że za krzyżem zmęczenia,
znużenia, trudności dostrzegamy blask zwycięstwa Zmartwychwstałego.
Jakie Wy macie przemyślenia z okresu tego Wielkiego Postu i
Wielkiego Tygodnia?
    • mimi040908 Re: Zamyślenia wielkopostne 07.04.09, 13:31
      Piękne słowa i myśli. Zgadzam sie z Tobą. Dla mnie macierzyństwo stało się
      drogą, wyzwaniem, radością, dumą ale przede wszystkim ogromną lekcją. Lekcją
      pokory, cierpliwości i hartu. Także droga mojego synka przez swoje krótkie życie
      (18 miesięcy) jest wyboista. Zaczęła się w dniu jego przyjścia na świat.
      Zawiodła nas służba zdrowia, rodzina i wszystko co wyczytała w idiotycznych
      poradnikach. Poznałam smak depresji poporodowej, ogromnej pustki. Aż, którejś
      nocy mój skarb się do mnie uśmiechnął i nasze drogi się spotkały. Od tamtej
      chwili mamy wspólną drogę, chociaż różne ścieżki. Idziemy dzielnie, wspierając
      się. żadne drugiego nie zostawi. Nigdy nie poszliśmy na skróty, chociaż tak by
      było prościej. A doradców było mnóstwo: daj smoczek, nakarm butelką, niech się
      wypłaczę, nic mu nie jest, oddaj do żłobka itp. I choć kiedy patrzę w lustro i
      widzę jak bardzo się postarzałam, jak bardzo jestem zmęczona, a w oczach brakuje
      tego wewnętrznego blasku wiem, że moja droga jest słuszna. Bo ten mały/wielki
      człowieczek wybrał właśnie mnie na swoją mamę, właśnie w tym momencie mojego
      życia. Brakuje mi siebie, owszem. Brakuje mi czasu i snu. Ale jeszcze bardziej
      brakuje mi radości w oczach mojego synka, kiedy choruje. Wiem, że wszystko da
      się pogodzić. W swoim czasie odnajdę samą siebie nie tylko w roli matki. Ale
      zawsze już będę mamą. Nawet kiedy moje dziecko będzie dorosłe. Bycie mamą, to
      Wielka rzecz. Cudna i potwornie trudna. Dopiero się uczę. Nie jestem osobą
      religijną, chociaż zostałam wychowana w tradycji katolickiej. Krzyż kojarzy mi
      się z narzędziem tortur, za to Matka Boska z ikoną macierzyństwa. I ją szanuje.
      Dla mnie jest boska. Mama, która całe życie stała u boku swoje dziecka,
      wspierając go i szanując jego indywidualność, aż do śmierci. Taką matką pragnę
      być. Och tak miło się piszę, a tu obiadek trzeba gotować, bo szkrabik mój zaraz
      się obudzi.... smile
      • mimi040908 Re: Zamyślenia wielkopostne 07.04.09, 14:16
        Panierując kotleciki, wzięło mnie na refleksje i kolejne przemyślenia wink
        Otóż, większość swojego życia szukałam Boga. Szukałam w Bibli, W koranie, w
        Torze. Szukałam w kościele i w narkotykach. Zaczęłam go odczuwać w malarstwie,
        snach i w tańcu. Moją modlitwą był każdy oddech, a każde zierenko piasku, każda
        kropla deszczu była przejawem Boga.I gdy byłam już bardzo blisko i wydawało mi
        się, że jestem już bardzo mądra narodził się Vincent. Po raz pierwszy spojrzałam
        w oczy. Bogu. Mądre, głębokie spojrzenie. Wtych niebieskich, nieprzeniknionych
        oczkach zobaczyłam całą mądrość wszechświata. To jest człowiek, który przed
        chwilą był z Bogiem i nadal nosi jego zapach. Patrzę na mojego mądrego synka i
        widzę jaki jest prawdziwy. Każdy gest, uśmiech, każda łza jest szczera,
        wypływająca prosto z serca, a przecież właśnie tam jest Bóg!!! Widzę, że ma brwi
        jak jego tata i usta jak mama, a kolor oczu ma i po tacie i po mamie. Widzę,
        krew z krwi, kość z kości Nasza energia. Powstał ze mnie i z mojego partnera, a
        jednak Vincent jest zupełnie niepowtarzalnym, jedynym w swoim rodzaju
        człowiekiem. Oddzielnym bytem. Wszystkim i niczym. Całym wszechświatem. Właśnie
        dzięki macierzyństwu, odkrywam na nowo Boga.
        Fizulo, dzięki, że prowokujesz do takich refleksji!!!!!! smile
    • ata99 Re: Zamyślenia wielkopostne 08.04.09, 13:42
      Poświęcenie, takie bez oczekiwania nagrody, że dziś ja dla Ciebie ,
      jutro Ty dla mnie. Tak sobie wczoraj myślałam, a czasu miałam sporo
      bo czekałam u lekarza z moim 2 latkiem. Tam gdzie byliśmy-szpital
      moloch z przymusu jeździmy tam czasem na kontrolę.Napatrzę się tam
      zawsze na dzieci bardzo, bardzo chore.Takie których mamy nie mają
      nadziei na usamodzielnienie się dziecka, lub sa skazane na oglądanie
      jego cierpienia zawsze. Czasem czuję się zmęczona, ale czym jest
      moje zmęczenie? Mam wspaniełego, pięknie rozwijającego się szkraba.
      Każdy dzień przynosi coś nowego, radosnego. Nocne karmienie? sama
      przyjemnośc, lekkie niedospanie i co z tego? Żadne to poświęcenie.
      Matka która taszczy w ramionach swoje chore, ciężkie dziecko i mimo
      usilnej wiary coraz bardziej rozumie, że tak już zostanie...Ten
      wysiłek bezgraniczny, ktorego kresem nie będzie ten wspaniały dzień,
      kiedy dziecko wyzdrowieje, ale ten kiedy matce zabraknie sił.
      Jednocześnie ta radość z każdego grymasu na twarzy dziecka, tylko
      Ona wie o co chodzi, mają kontakt ze sobą. Niepowtarzalny. Potęga
      miłości i wiary, że wszystko ma swój sens.
    • kinga_owca Re: Zamyślenia wielkopostne 08.04.09, 16:28
      poryczałam się
      dziękuję...
Pełna wersja