Na ile dzieci umieją same dbać o własne bezpieczeń

17.05.09, 15:30
bezpieczeństwo?
Po lekturze Liedloff zastanawiam się, ile jest prawdy w tym jej twierdzeniu, że dzieci same dbają o swoje bezpieczeństwo i że rodzice powinni tej umiejętności od nich wymagać.
Jakie macie doświadczenia? Ja mam wrażenie, że córka (ma niespełna rok) szybko uczy się na swoich błędach, ale jednak te błędy popełnia - przewraca się, spada itp.
    • fiamma75 Re: Na ile dzieci umieją same dbać o własne bezpi 17.05.09, 19:36
      Taa, a świstak siedzi i zawija w papierki...
      Młoda w niespełna 3-letniej karierze oprócz nieliczonej ilości
      upadków itd., parę razy rozkrwawiła sobie wargi, wlazła na wysoki
      stół (zejść nie umiała), wylała na siebie gorącą herbatę (mimo
      zakazu, ostrzegania itd.) - szczęście w nieszczęściu, że skończyłó
      się na oparzeniu I st.
      • monicus Re: Na ile dzieci umieją same dbać o własne bezpi 17.05.09, 20:55
        hm a ja widze, ze im wiecej daje swobody tym mlodszy ostrozniejszy i
        jednoczesnie pewniejszy siebie. bez szalenstw oczywiscie - nie pozwalam wlazic
        na stol, nie pozwalam dotykac goracych garnkow (ale mocno cieple tak) - zakazy
        sa. ale jednak jest znacznie sprytniejszy, ostrozniejszy i mniej spada niz
        starszy, ktroego bardziej pilnowalam.
      • basiak36 Re: Na ile dzieci umieją same dbać o własne bezpi 17.05.09, 21:23
        Moja coreczka jakos sie malo rozbija, w sumie od kiedy zaczela raczkowac,
        pozwalalismy jej wlazic gdzie chciala,na stol itp. Obkladalam tylko stol
        poduszkami na podlodze, to samo z kanapa. Pare razy spadla ale szybko sie
        nauczyla. Na schody wchodzi bez problemu, zejsc tez potrafi trzymajac sie
        poreczy, ale jeszcze sie boje troche i zawsze ide kilka krokow przed nia.
    • moofka Re: Na ile dzieci umieją same dbać o własne bezpi 18.05.09, 08:21
      musze ja te liedloff wreszcie do konca przeczytac wink
      ja bardziej wyznaje zasade ze troche tego i troche tego - jak zawsze big_grin
      dom jest zabezpieczony - balkon zawsze zamkniety, dostepu do gniazdek brak, nie
      zwisaja kable, obrusy, a chemia, noze albo drobne elementy typu klocki lego sa z
      dala od malenkich raczek
      po obszarze wzglednie zabezpieczonym dziecko chodzi gdzie chce i jak chce
      zdarza sie ze mu sie reka omsknie i raczkujac upadnie na buzie
      zdarza mu sie stac przy czyms i przewrocic, uwielbia szuflady, pokonal mi juz
      dwa rozne rodzaje zabezpieczen, bo sile ma konska
      w koncu odpuscilam i grzebie jak chce w kontrolowanej zawartosci, tylko czasem
      paluszek przycisnie
      ale widze ze jest coraz bardziej skoordynowany
      czasem sie drapnie, czasem obije - ma dwie niewielkie blizny
      ale moj szesciolatek chodzi w podobnym stanie, jak nie gorszym - wiec nie wiem
      czy traktowac to jako stan naturalny dla rozwoju i koszty radosnej eksploracji,
      czy niedopilnowanie i krzywde dziecka smile
      • jagandra Moofko 20.05.09, 15:50
        Kupiłam niedawno na allegro i jeśli chcesz, to mogę Ci porzyczyć wersję papierową smile
    • budzik11 Re: Na ile dzieci umieją same dbać o własne bezpi 18.05.09, 09:24
      No u mnie akurat jest odwrotnie, jak tylko się odwrócę, zaraz jakaś katastrofa.
      Wystarczy, że spuszczę dzieci z oczu, a zaraz krew się leje (dosłownie).
      Potrafią przewrócić się na prostej drodze i rozbić nos, albo walnąć głową w
      schodek i rozbić czoło, i to nie kończy się na siniaku, ale krew zalewa oczy. Ja
      nie wiem, może jestem nadopiekuńcza i moje dzieci spełniają moje podświadome
      oczekiwanie katastrofy i wypadku, jak to Liedloff pisze uncertain W każdym razie z
      nożami nie pozwalam im chodzić wink
      • abiela Re: Na ile dzieci umieją same dbać o własne bezpi 18.05.09, 09:55
        Ja mam wyjątkowo ostrożne dziecko, pozwalałam niemal na wszystko -
        zabezpieczone tylko gniazdka i noże. Wypadków naprawdę b. mało.
        Myślę, że tu jednak osobowość dziecka gra rolę.
    • mama_jana Re: Na ile dzieci umieją same dbać o własne bezpi 18.05.09, 15:07
      Ja uważam, że wszystko zależy co rodzice są w stanie zaakceptować jako normalne wypadki w życiu dziecka. Ja akceptuję sporo, wyraźnie ostrzegam tylko przed faktycznym niebezpieczeństwem i młody szybko zapamiętuje, więc nie muszę go stale pilnować. Oczywiście przestrzeń, w której przebywa jest jakoś dostosowana do dziecka.

      W każdym razie jeżeli uznać za sukces, że dziecko przeżyło dzieciństwo, to faktycznie można uwierzyć że ma jakiś wewnętrzny instynkt chroniący go i w dużej części sie to sprawdzi.
      Ale nie wierzę że zostawione zupełnie samo sobie dziecko by nie zrobiło sobie krzywdy! Uważam że mamy dużo większą ciekawość świata niż opisani Indianie, a zatem i dużo większą potrzebę eksperymentowania. I jakie możliwości!
      Przykładowo: nóż kuchenny- skąd dziecko które widzi że my go używamy na co dzień ma wiedzieć że to narzędzie jest niebezpieczne? A że chwyta się go za uchwyt? Patrząc jak moje dziecko manewruje innymi przedmiotami wątpię by przywiązywało aż takie znaczenie do tego jak PRAWIDŁOWO należy trzymać nóż. Nie zaryzykuję!

      Gdy czytałam o dziecku siedzącym tyłem do dziury i nie wpadającym do niej miałam przed oczami mojego syna, który sam wszedł na łóżko, usiadł plecami do krawędzi (nie na krawędzi, siedział stabilnie) i właśnie poleciał po pewnym czasie takiego siedzenia do tyłu! Wg autorki to niemożliwe! Inna sprawa, że śpi na normalym łóżku, bez żadnych zabezpieczeń i nie udało mu się jeszcze spaść, choć kula się po łóżku strasznie. Może jego instynkt działa bardziej przez sen...
    • kropkaa Re: Na ile dzieci umieją same dbać o własne bezpi 18.05.09, 20:58
      Zero prawdy...
      Dziecko do roku ma b.krótką pamięć i po prostu nie pamięta, że tu
      jest próg, o który się przewróciło wczoraj, a poza tym nie ma
      świadomości niebezpieczeństwa. 2-latek chyba nie zdaje sobie sprawy,
      że może się nożem nawet zabić. Mnie przerażają takie rzeczy jak
      możliwość czegoś nieodwracalnego - wybicie oka, ucięcie palca etc.
      Dziecko nie wie, że skoro rana się goi i nie boli, to po oparzeniu
      już tak prosto nie będzie.
      Poza tym moja dziś stanęła na krzesełku do karmienia (czyli
      wysokie), sięgnęła po leki (tak określamy wszystkie wit. C i inne
      syropy), wydłubała i połknęła. Mimo naszego stanowczego sprzeciwu,
      że ma tego nie robić i próśb o wyplucie ("nie ma"... + szelmowski
      uśmiech, że sie udałowink). Poza tym doskonale wie, że nie wolno
      dotykać leków i na wiedzy się kończy - potrafiła sobie sama odkręcić
      syrop i się napić, a jak wylała, to ze stołu zlizywała... Nie
      wyobrażam sobie ufać dziecku w kwestiach poważnych. A dajemy sporo
      wolności, uczymy samodzielności, nie liczymy upadków ani brudnych
      kolan, pozwalamy się uczyć na błędach.
      Znam przypadki, że małe dziecko zmarło nałykawszy się leków babci
      czy tak rozbiło czoło, że było szycie i szrama na całe życie na
      szerokość brwi. Do tego kilka koleżanek i kuzyn tak się poparzyli,
      że blizny na zawsze. Na szczęscie wszyscy na klatce piersiowej, ale
      dla dziewczyn i tak ból, gdy był w LO basen czy na plaże się idzie.
    • zaisa Re: Na ile dzieci umieją same dbać o własne bezpi 19.05.09, 07:43
      Mam mieszane uczucia względem Liedloff. Z jednej strony wydaje mi się, że
      indianie w dżungli mieli/mają inny zakres niebezpieczeństw. "Ich"
      niebezpieczeństwa są hmmm... bardziej naturalne, są z nimi niejako zżyci,
      instynkt miał czas się do nich dostosować, także drogą selekcji naturalnej (ale
      wśród dorosłych całkiem sporo osób znika - bo ich śmierć nie jest opisana między
      jedną wizytą autorki a drugą).
      "Nasze" niebezpieczeństwa w wielu sytuacjach są nowe lub stosunkowo nowe -taki
      prąd elektryczny np., pojazdy mechaniczne, urządzenia gospodarstwa domowego. I
      choć nasze dzieci mają często zabawki niby miniatury tych urządzeń to te ich
      zabawki nie niosą zagrożeń, są tylko atrapami - np. roboty kuchenne,
      drewniane/plastikowe sztućce, wiertarki itp.
      Dziecko żyjące od urodzenia w dżungli ma się pilnować rodzica i samo za nim
      lecieć. Tylko nigdzie nie jest powiedziane od jakiego wieku. Czy indiański
      dwulatek leci za mamą czy jest brany i niesiony? Ale NA PEWNO indiański rodzić
      nie musi przechodzić z dzieckiem przez ulicę aby dojść do domu i raczej w swojej
      okolicy nie boi się oddalić od dziecka, bo są inni ludzie, którzy w jakiś sposób
      mogą dziecko skrzywdzić.
      I J.L. jednak była gościem wśród indian - nawet jak uczestniczyła w sporej
      części życia gospodarzy to jednak nie do końca. I gdyby mieszkała kolejne lata
      miałaby kolejne spostrzeżenia i wnioski - być może bardzo się różniące od obecnych.
      Synkowi pokazywaliśmy, że bezpiecznie schodzi się z wersalki, łóżka nóżkami do
      tyłu. W ciągu jednego dnia załapał. Tylko my wiedzieliśmy, że go uczyliśmy.
      Niestety, nasze dzieci nie żyją w gromadzie społecznej jak indianie. Nie ma tej
      ciągłości obserwacji osób w otoczeniu w KAŻDYM wieku. Przyszło mi też do głowy,
      że jest jakaś mądrość w tym, że dzieci trochę starsze opiekują się trochę
      młodszymi - przy małej różnicy wieku dziecko będzie uczyło się zachowań,
      pokonywania przeszkód, które dla niego są do osiągnięcia, nie stanowią takiego
      zagrożenia, jak wzorowanie się, naśladowanie kogoś zdecydowanie starszego.

      Ale szlag mnie trafił jak czytałam, że to, że indiańskie dzieci nie kaleczą się
      nożami to zasługa instynktu, ich wychowania a to, że dziecko naszej cywilizacji
      wyleje na siebie gorący płyn to wina rodziców. Bo nieświadomie czy tez
      podświadomie zostawili go w zasięgu dziecka. Tego rozumowania nie mogłam pojąć.

      Ps. Eskimosi nie mają słowa "wychowanie" - dzieci uczą się naśladując rodziców.
      Ps.2 Igor Newerly w jednym opowiadaniu b. ciekawie opisuje różne źródła słowa
      oznaczającego "wychowanie" i świadczy o tym, co w danym społeczeństwie było
      najtrudniejsze - np. nasze "wyCHOWANIE" to ukrywanie dziecka (przed
      niebezpieczeństwem, wrogiem), rosyjskie "wospitanie" - wykarmienie, wyżywienie
      itd. Poszukam kiedyś i przepiszę kawałek, bo to ciekawe.
      • zaisa Przepraszam za dziwną polszczyznę. 19.05.09, 14:57
      • jola_ep Re: Na ile dzieci umieją same dbać o własne bezpi 19.05.09, 18:24
        > "Ich"
        > niebezpieczeństwa są hmmm... bardziej naturalne

        I proste.
        Mój synek bez problemu nauczył się, że ogień jest niebezpieczny.
        Ale dlaczego ma bać się gorącej kawy w kubku? Przecież mama ją pije bez obawy. Te same przedmioty mogą być jednocześnie zupełnie niegroźne i niebezpieczne. Niemal bez widocznej zmiany. Trudno zauważyć kabel w gniazdku, który zmienia niegroźne żelazko w gorącego potwora wink Prądu nie widać, więc jak się go bać? Sparzyć się? I jak się bać samochodu, skoro jeździmy nim razem na wycieczki?

        > instynkt miał czas się do nich dostosować, także drogą selekcji naturalnej

        odobno mamy naturalny, wkodowany lęk przed niebezpieczeńśtwami czyhającym w dżungli. Stąd tak wiele osób ma fobie: boją się węży, pająków, wysokości.

        Pozdrawiam
        Jola
    • koko.6 Re: Na ile dzieci umieją same dbać o własne bezpi 19.05.09, 16:52
      Ja jestem w trakcie czytania Liedloff. Jeszcze nie skończyłam ale ten fragment o
      którym mowa mam już za sobą. Ogólnie książka jest ciekawa ale ten fragment też
      mnie wkurzył. Kilka dni temu moja 11-to miesięczna córeczka spadła mi z łóżka.
      Było to rano, spałyśmy sobie razem w łóżku, ona przy ścianie. Zwykle jak się
      budzi to mnie zaczepia, wchodzi mi na głowę, ciągnie za włosy itd. ale tym razem
      poszła w nogi, ja się nie obudziłam i spadła. Obudził mnie huk, walnęła głową o
      gołą podłogę- na czole miała czerwony placek po uderzeniu.Przeraziłam się. Wg
      tej autorki dziecko ma tak silny instynkt samozachowawczy, że samo nic sobie nie
      zrobi, a jeśli zrobi to z Twojej inicjatywy. Wina Twoja polega na tym, że Ty
      wydając komunikaty typu " nie rób tego bo spadniesz" wywołujesz u dziecka chęć
      spadnięcia. Dziecko ponoć myśli, że Ty tego od niego oczekujesz i chce Cię
      zadowolić. Dla mnie to bzdura. Babka wysnuła daleko idącą teorię na podstawie
      jednego przypadku. W dodatku ja mojemu dziecku nie wydawałam żadnych komunikatów
      i spadło. Poza tym sądzę, że nawet gdybym je wydała to i tak ich nie zrozumie w
      tym wieku więc raczej nie wiedziałoby jak ma to moje życzenie spadnięcia
      spełnić. Zresztą teoria oderwana jakby totalnie od znajomości zachowań dziecka w
      tym wieku. Jak moja córka "siedzi " ze mną na kanapie to nie wydaje jej
      komunikatów co pół minuty że może spaść ale jak bym jej nie łapa co chwilę za
      fraki to non stop by spadała z kanapy.
      Lepiej niech się kobitka cieszy, że tam przy tym 1,5 metrowym wykopie nie była
      świadkiem wypadku.
    • anaj75 Re: Na ile dzieci umieją same dbać o własne bezpi 19.05.09, 17:32
      Czytając miałam wrażenie, że autorka zbyt uogólniła swoje wnioski z
      obserwacji tej konkretnej grupy plemiennej. Ciekawiej i dużo
      bardziej przekonywująco byłoby przeprowadzić pod tym względem
      obserwacje w większej liczbie gromad żyjących w sposób pierwotny,
      czy zbliżony do pierwotnego. W końcu ta grupa mogła mieć pewne cechy
      wyselekcjonowane i charakterystyczne tylko dla niej.
      Ja zauważyłam, że mój starszy syn rozsądek w różnych niebezpiecznych
      sytuacjach zaczął przejawiać około 4 r.ż. - wtedy był już dość
      doświadczony. Młodszy mając teraz 4 lata dopiero zaczyna zachowywać
      się sensownie. Ale ostatnio wbiegł na dziurawy pomost nad głęboką
      wodą i chciał iść dalej, mimo, że deski się już kończyły. Mój
      małżonek ze stoickim spokojem stwierdził wtedy z carnym
      humorem: "Najwyżej ja go wyłowię, a ty będziesz reanimować". Coż
      wolałam jednak młodemu wytłumaczyć cokolwiek a jak nie skutkowało,
      zmienić trasę.
      Jakoś nigdy w moim poczuciu nie asekurowałam ich specjalnie. Od
      niemowlęctwa pozwalałam im dotykać przedmioty bardzo ciepłe, lekko
      parzące, by potem rozumieli co to znaczy 'gorące'. Ale nie uchroniło
      to mojego dziecka przed tym, by z ciekawości dotknąć dopiero co
      wyłączony palnik gazu (jeden raz użyłam od zewnętrznej strony, by
      pomógł mi coś pomieszać). Gdy jako maluszki siadali na brzegu łóżka,
      mówiłam tylko, że "patrz tu się łóżko kończy, tam jest podłoga" i w
      sumie jak spadli to nigdy jakoś groźnie.
      Ale mój młodszy syn odczuwa ból mniej dotkliwie niż inni i,
      niestety, jest bardziej skłonny zachowywać się niebezpiecznie.
      Myślę, że w gronie tamtych Indian mogło nie być takich osobników.
    • jola_ep Re: Na ile dzieci umieją same dbać o własne bezpi 19.05.09, 18:15
      > dzieci same dbają o swoje bezpieczeństwo i że rodzice powinni tej umiejętności
      > od nich wymagać.

      I tak, i nie.
      Z jednej strony mój syn uczył się wyraźnie na swoich doświaczeniach. Bardzo szybko zrozumiał, co oznacza słowo "gorące" i dlaczego nie należy pakować łapek do pieca. Moja mama nauczyła go starym sposobem, czyli przytrzymując za rączkę i zbliżając ją do rozgrzanego pieca. Ogień, ciepło - to był jasny dla niego sygnał. I chociaż miał tylko 10 miesięcy nigdy nie przyraczkował do pieca i traktował go z należytą ostrożnością.

      Przy podciąganiu się do stania chwytał za nistabilne przedmioty. Ja latałam za nim i przytrzymywałam je. Aż w końcu raz nie zdążyłam i w efekcie dość mocno się uderzył przy próbie przytrzymania się otwartych drzwi. Wtedy mnie olśniło. I jak podciagał się przy niestabilnym taborecie - ja wyrodna matka - tylko lekko przytrzymałam taboret. Zachwiał się, mały się uderzył - ale było to kontrolowane, wiedziałam, że krzywda mu wielka się nie zdarzy. Zrozumiał, że za krzesła się nie łapie.

      Tak więc przez pierwszy etap jego życia - tak gdzieś do około roczku - rzeczywiście wyraźnie dbał o swoje bezpieczeństwo.

      Ale potem wkroczył na kolejny etap: poczuł się pewnie. Sprawnie i szybko się poruszał. Wydawało mu się, że wszystko potrafi. Bez lęku wspinał się, biegał - wywalając się, uderzając się głową itd. itp.

      Zmądrzał jak miał jakieś 3 lata (też nie do końca). Pamiętam jednak, że jeszcze długo był przekonany, że samochód nie stanowi zagrożenia, bo on od niego szybciej biega wink

      Pozdrawiam
      Jola
      • anaj75 Re: Na ile dzieci umieją same dbać o własne bezpi 19.05.09, 19:34
        jola_ep napisała:


        >
        > Zmądrzał jak miał jakieś 3 lata (też nie do końca). Pamiętam
        jednak, że jeszcze
        > długo był przekonany, że samochód nie stanowi zagrożenia, bo on
        od niego szybciej biega wink

        A ja pamiętam jak w wieku ok. 4 lat przekonywałam 3 letnią
        koleżankę, że przebieganie tuż przed maską jadącego samochodu jest
        niebezpieczne. Nie wierzyła mi, więc się założyłyśmy: ja miałam ją
        popchnąć przed nadjeżdżające auto a ona miała próbowac przeskoczyć
        na drugą stronę jezdni. Na nasze szczęście po tej drugiej stronie
        ulicy szła kobieta z dzieckiem w wózku, która pogroziła nam palcem i
        odstąpiłyśmy od tego eksperymentu. Nawet nie chcę myśleć, co by
        było, gdyby...
    • jagandra Re: Na ile dzieci umieją same dbać o własne bezpi 19.05.09, 23:13
      Nie chodziło mi o to, czy dziecko rozumie i przestrzega zakazów, to inna bajka. Według tego co napisała Liedloff, dziecko powinno samo instynktownie czuć, co jest dla niego niebezpieczne, bez zakazów.

      No i chodziło mi oczywiście o te "naturalne" niebezpieczeństwa, na które dziecko napotyka przy nauce raczkowania, chodzenia (chociażby nierówności terenu takie jak łóżka czy progi wink), manipulowania przedmiotami, a nie o nasze nowoczesne wynalazi takie jak prąd czy samochody.

      Mama_jana napisała:
      "Gdy czytałam o dziecku siedzącym tyłem do dziury i nie wpadającym do niej miałam przed oczami mojego syna, który sam wszedł na łóżko, usiadł plecami do krawędzi (nie na krawędzi, siedział stabilnie) i właśnie poleciał po pewnym czasie takiego siedzenia do tyłu!"

      To tak jak moja córka - ona wstała na moment, potem usiadła i już pupą nie wcelowała dokładnie w łóżko. Też wtedy pomyślałam o tym dziecku siedzącym tyłem do dziury.

      "Inna sprawa, że śpi na normalym łóżku, bez żadnych zabezpieczeń i nie udało mu się jeszcze spaść, choć kula się po łóżku strasznie. Może jego instynkt działa bardziej przez sen..."

      Moja starsza córka nie spada ze swojego łóżka, ale z łóżka, na którym spała u babci, spadała co noc.

      Kropkaa napisała:
      "Dziecko do roku ma b.krótką pamięć i po prostu nie pamięta, że tu
      jest próg, o który się przewróciło wczoraj."

      Moja pamięta i świetnie uczy się na błędach. Gdy uczyła się siadać, poleciała raz albo dwa razy do tyłu, potem podpierała się rękami do momentu, gdy potrafiła usiąść pewnie. Gdy nauczyła się stać, z radości skakała i wtedy przewracała się do tyłu - też raz lub dwa. Potem przestała skakać i zaczęła dopiero chyba po 2 miesiącach. Przez próg łazi z godnym podziwu uporem przewracając się dwa razy na trzy przejścia wink Na ogół są to upadki kontrolowane, bo właśnie zdaje sobie sprawę, że na progu jest trudniej smile

      Zaisa napisała:
      "Synkowi pokazywaliśmy, że bezpiecznie schodzi się z wersalki, łóżka nóżkami do tyłu. W ciągu jednego dnia załapał. Tylko my wiedzieliśmy, że go uczyliśmy."

      Ja też to pokazałam małej. A jak byliśmy nad jeziorem, próbowała w ten sposób zejść z kładki do wody wink

      "Ale szlag mnie trafił jak czytałam, że to, że indiańskie dzieci nie kaleczą się nożami to zasługa instynktu, ich wychowania a to, że dziecko naszej cywilizacji wyleje na siebie gorący płyn to wina rodziców. Bo nieświadomie czy tez podświadomie zostawili go w zasięgu dziecka. Tego rozumowania nie mogłam pojąć."

      O, ja też nie lubię tego sposobu myślenia. Pamiętam z zajęć z psychoanalizy twierdzenie, że "nadmierny" lęk o dziecko jest wyrazem nieuświadomionej agresji w stosunku do tego dziecka, do dziś myślę o tym z irytacją. Na pewno w NIEKTÓRYCH przypadkach może tak być, ale może też być przecież wiele innych przyczyn takiego lęku, choćby brak doświadczenia w opiece nad dziećmi.

      Zaiso, poszukaj tych znaczeń słowa "wychowanie" w różnych językach smile))

      Ogólnie wychodzi chyba na to, że dziecko musi zebrać odpowiednią porcję doświadczeń, żeby zrozumieć, co oznacza gorąco-zimno, daleko-blisko, wysoko-nisko, stabilnie-chwiejnie itp. (Tu przypomina mi się, jak moja starsza córka w wieku 8 miesięcy próbowała dotknąć oddalonego o jakieś 3 metry gołębia - nie rozumiała jeszcze pojęcia odległości, bo jeszcze wtedy nie raczkowała.) Sam instynkt najwyraźniej nie wystarcza. Domyślam się, że w jakiś sposób dziecko zbiera już te doświadczenia będąc noszonym w pierwszych miesiącach życia. A potem poruszając się samodzielnie. To pokazuje, jak bardzo szkodliwe są kojce i tym bardziej chodziki!

      W każdym razie mi ta teoria Liedloff dobrze zrobiła, chętniej pozwalam małej przewracać się i nie czuję się winna, gdy przez chwilę płacze.
      • fizula Re: Na ile dzieci umieją same dbać o własne bezpi 20.05.09, 00:21
        > Według tego co napisała Liedloff, dziecko powinno samo
        instynktownie czuć, co
        > jest dla niego niebezpieczne, bez zakazów.

        I rzeczywiście tak jest, ale nie do końca. Choć zbieranie takich
        naturalnych doświadczeń działa na dziecko pozytywnie. Mam porównanie
        jak zachowują się dzieci nie obeznane z ogniem, a jak moja Tośka,
        która od małego kilkumiesięczniaka miała możliwość raczkowania koło
        kominka, dokładała ze mną do kominka w chuście-kangurce itd. A więc
        była bardzo ostrożna, dzieci nieobeznane z ogniem- niekoniecznie.
        Wczesne doświadczenie dotyczące wysokości też procentowało. Od ok. 9-
        10 miesiąca moja pociecha raczkowała po schodach w górę i w dół.
        Przez kilka miesięcy zamykaliśmy furteczki na klatkę schodową, ale
        przynajmniej kilka razy dziennie przeraczkowała po tych schodach.
        Ale już po kilku miesiącach łaziła już sama po schodach, nigdy nie
        spadła, nie zdarzyło jej się też sturlać z naszej górki (a działkę
        mamy baaaardzo pochyłą). Jestem przekonana, że nadmierne ochranianie
        dziecka graniczące ze śledzeniem uczy jednak malucha, że na jego
        bezpieczeństwie to głównie zależy rodzicom, a jemu samemu nie musi.
        Więc wystarczy zrobić coś niebezpiecznego, by zwrócić uwagę na
        siebie. Stąd jakieś zdroworozsądkowe zachowania rodziców wydają mi
        się sensownijsze: ani całkowita samowolka dzieci ani ochranianie
        zawsze i wszędzie. Ale wina nie jest tak jednoznaczna jak insynuuje
        autorka- ciekawe w ogóle po co jej było to oskarżanie rodziców?
        Mam porównanie między opieką nad każdym z dzieci- widzę, że jednak z
        każdym nieco odmiennie postępowaliśmy. Najwięcej samodzielnych
        doświadczeń miała możliwość właśnie zbierać Tosia- i ona jest w
        dziedzinie tych "naturalnych niebezpieczeństw" najbardziej
        roztropna. Spowodowane to też było naszą wyprowadzką na wieś-
        możliwość biegania po trawie, obcowania z dziećmi, ze zwierzętami-
        wiele daje dziecku. Ale wydaje mi się, że te starsze dzieci jednak
        czasem są mniej przewidywalne niż takie 1-2-letnie maluchy, ponieważ
        ich wyobraźnia potrafi być już niesłychanie rozwinięta.
        Wydaje mi się, że jednak dzieci plemion indiańskich aż takiej bujnej
        wyobraźni nie miały (? no nie wiem, może się mylę). Na nasze dzieci
        działa jednak nie tylko natura, ale także kultura, technika- stąd
        ich pomysłowość może być nieraz zadziwiająca. I często nie da się u
        nas oddzielić jednego od drugiego. Mnie nie raz zaskakuje zwłaszcza
        synio pod tym względem. Ciekawe co z tego wynalazcy i domorosłgo
        słowotwórcy wyrośnie.

        Mam to samo odczucie co wiele z Was, że autorka idealizuje te
        plemiona. Owszem ich wyczucie potrzeb małych dzieci jest świetne,
        ale sposób życia i wychowania nie przekłada się na naszą
        cywilizację. O ile jeszcze sposób wychowania niemowlęcia i w pewnym
        stopniu dziecka w wieku poniemowlęcym (np. kontinuum bliskości i
        karmienia) jest wart polecenia, ale przedstawienie tego jako
        idealnego modelu dla wychowania w ogóle to jednak jakaś utopia.
        Zbaczając z tematu pozwolę sobie na dygresję, jak to miło spotkać w
        necie tyle czytających umiejących kulturalnie "się sprzeczać ludzi".
        Dzięki Wam, dziewczyny, za taką świetną atmosferę dyskutowania.
        • jagandra Re: Na ile dzieci umieją same dbać o własne bezpi 20.05.09, 15:49
          Ale wydaje mi się, że te starsze dzieci jednak
          > czasem są mniej przewidywalne niż takie 1-2-letnie maluchy, ponieważ
          > ich wyobraźnia potrafi być już niesłychanie rozwinięta.
          > Wydaje mi się, że jednak dzieci plemion indiańskich aż takiej bujnej
          > wyobraźni nie miały (? no nie wiem, może się mylę). Na nasze dzieci
          > działa jednak nie tylko natura, ale także kultura, technika- stąd
          > ich pomysłowość może być nieraz zadziwiająca.

          No fakt, to mnie mocno przekonuje i pasuje też do pomysłu małoletniej Anaj wink Sama za to pamiętam, że jako dziecko wierzyłam w możliwość powolnego spadania z parasolem i przejścia paru kroków w powietrzu, tak jak to pokazują w kreskówkach. Na szczęście wypróbowałam jedno i drugie z krzesła a nie okna np. Byłam bardzo rozczarowana.
      • anaj75 Re: Na ile dzieci umieją same dbać o własne bezpi 20.05.09, 08:23
        No, tak ja odeszłam, póki co, mentalnie od okresu niemowlęcego i
        wczesnodziecięcego moich dzieci, że jakoś trudno mi sobie nawet to
        przypomnieć.
        Ale pamiętam jakim szokiem był dla mnie styl opieki nad moimi
        dziećmi jednej z ich babćwink Rzeczona babcia nie pozwalała im się
        potknąć, chodziła za nimi krok w krok (między m/w wiekiem rok a
        dwa/trzy lata)a płacz niemowlęcia był dlań nie do zaakceptowania,
        choćby był jak najbardziej uzasadniony (radziła zatkać smokiem, bo
        dziecko zapłakać nawet nie może). Ja sama od najmłodszego wieku, coś
        koło 2-3 lat byłam już puszczana samopas poza obszar podwórka i
        jakoś swoje doświadczenie zebrałam. Nie przerażały mnie upadki
        dzieci ale mojego małżonka owszem - początkowo trudno mu było to
        zaakceptować (no, ale łatwo się domyślić skąd to miał).
        • midla Re: Na ile dzieci umieją same dbać o własne bezpi 20.05.09, 21:46
          Zgadzam się, że dziecko przestaje się pilnować, jeśli się je za
          często ostrzega - i z przekory, i z przekonania, że rodzice za mnie
          mnie przypilnują. Już dawno się oduczyłam mówienia - oddaj ten
          kubeczek, bo się stłucze, albo oddaj ten nóż, bo się skaleczysz, bo
          od razu kubeczek zrobi bam, a nożem spróbuję trafić do oka smile
          Więc wyjmujemy teraz razem naczynia ze zmywarki, łącznie z nożami i
          dbam tylko o to, żeby je szybko dostać do rąk. Co prawda te
          indiańskie maczety miały być ostrzejsze...

    • piwonia01 Re: Na ile dzieci umieją same dbać o własne bezpi 21.05.09, 10:50
      Ja też się nad tą kwestią po lekturze Liedloff zastanawiałam. Myślę, ze trudno
      tutaj coś uogólniać, różne są dzieci i różne warunki. Nie bardzo wierzę w te
      dzieci siedzące na krawędzi dołu... 10 razy nie spadną, ale za jedenastym tak.
      Jak zwykle trzeba znaleźć złoty środek - uczyć zasad bezpieczeństwa, pokazywać,
      jak bezpiecznie schodzić z kanapy itp., pilnować, ale zachować przy pilnowaniu
      rozsądek i dać się dziecku swobodnie rozwijać.
      A tak w ogóle czytając ten fragment książki pomyślałam sobie o rodzicach, którzy
      dzieciom kaski kupują do nauki raczkowania albo w kojcach maluchy godzinami
      przetrzymują - jak zwykle - skrajności niewskazane.
    • m.a.r.t.a0 Re: Na ile dzieci umieją same dbać o własne bezpi 21.05.09, 13:03
      A mnie ostatnio zastanawia inna kwestia. Jak to jest z samodzielnością dzieci.
      Wg Liedloff nie powinno się za dziecko nic robić o ile jest chociażby
      podejrzenie, że potrafi to zrobić samo. Przypomina mi sie jeden opis z książki
      gdzie do wioski przybywa jakiś indianin, który mieszkał przez większość swojego
      życia gdzieś indziej (chyba w mieście, ale nie pamiętam dokładnie), ożenił się z
      indianką Yequana i zamieszkał z nią. Każdy z miejscowych miał swój własny ogród
      do uprawiania warzyw, ten nowy natomiast nie był zbyt chętny żeby ten ogród
      sobie wykarczować i uprawiać, nie chciało mu się czy coś. Okazuje się że nie
      musiał, korzystał do woli z ogrodu sąsiada, który nie miał nic przeciwko temu i
      chętnie obdarowywał go swoimi plonami. W pewnym momencie dojrzał do tego żeby
      założyć sobie swój własny ogród, nie z przymusu czy poprzez naciski, ale z
      własnej woli, bo tak chciał.
      Wracając do dzieci, moja córka (3,5 roku) za nic nie chce sama ubierać się,
      zakładać butów itp, chociaż wiem, że potrafi. Próbowałam ją namawiać, później
      zostawiać z poleceniem założenia np butów i nie reagować na jęczenie, ale to
      niewiele daje.
      Ostatnie moje podejście to zakładać te buty i wciągać te majtki na pupę dopóki
      ona sama nie zdecyduje, że chce sama. Staram się robić to w ten sposób, że
      zostawiam jej ubrania gotowe do założenia, czasem proponuję mimochodem, żeby
      sama się ubrała, ale jeśli ona nie chce, to ja to robię bez żadnych komentarzy.
      Ciekawa jestem jak jest z waszymi pociechami, czy też macie takie rozterki?
      • anaj75 Re: Na ile dzieci umieją same dbać o własne bezpi 21.05.09, 13:27
        Myślę, że w tym indiańskim podejściu jest wielkie zaufanie w rozwój
        człowieka i jego instynkt społeczny.
        Ja ostatnio zostałam przywołana do porządku przez pewną mądrą
        specjalistkę, neuropsychologa, by bardziej ufać dziecku, że ono sie
        rozwija. Tak jakoś mocniej nastawiłam się na stymulowanie, bo
        dziecko wyraźnie odstaje od rówieśników, jest zawodnikiem, który
        jedzie prawidłowym torem ale wyraźnie za peletonem.
        Ale my jesteśmy skażeni, koncentrujemy się często na deficytach,
        zamiast przede wszystkim cieszyć sie mocnymi stronami naszych
        dzieci. Do tego wszyscy mają robić wszystko równo - zaczynać
        przedszkole, szkołę itd a to takie nierealne, by w tym samym
        momencie każdy miał podobną dojrzałość i umiejętności.
        A co do problemów z ubiorem to znam to z powodu mojego starszaka.
        Stawałam na głowie jak wyegzekwować to ubieranie, podobnie
        przedszkolanka i nic nie działało. Dopiero przyszedł moment kiedy z
        dnia na dzień dziecko zaczęło robić to samo. Fakt, że u niego
        powodem oporów mogły być problemy z motoryką małą. Dopiero po
        długomiesięcznym uczestnictwie w ceramice i tego typu zajęciach i
        zadaniach w domu, poprawiła się koordynacja oraz precyzja a do tego
        wzrosła motywacja (ciągle był ostatni w grupie) i zaczął się ubierać.
        W zasadzie dziecko ma zawsze jakiś powód takich zachowań.
      • jagandra Re: Na ile dzieci umieją same dbać o własne bezpi 22.05.09, 23:30
        Też o tym myślałam, zwłaszcza że mam podobny problem, tyle że moja córa ma 5,5 roku uncertain Byłaby zadowolona, gdyby ją ubierać, rozbierać, zakładać buty i kurtkę i podcierać pupę. W tej chwili już ją tylko ubieram rano, bo inaczej trudno ją ściągnąć z łóżka. Ale nie dorosła sama do tej samodzielności, ja już w pewnym momencie miałam dość. Po iluś tam awanturach umówiłyśmy się, że ona będzie się sama ubierała/ rozbierała, a ja za to poświęcę godzinę dziennie tylko jej, tata w tym czasie zajmie się siostrą. Mówiłam jej też, że mam dużo pracy i takie ubieranie jej itp. to dla mnie dodatkowa robota. Różnie było z dotrzymywaniem umów z obu stron niestety (taka godzina dziennie to luksus jednak jest), ale jest lepiej. Nie wiem, jaka potrzeba stoi za tym jej zapotrzebowaniem na bycie obsługiwaną, ona sama nie umie jej nazwać. Może to po części wynik zazdrości o siostrę, no ale wcześniej też nie ubierała się raczej sama, chyba że akurat miała chęć.
        W każdym razie gdy miała 3,5 roku raczej ją jeszcze obsługiwaliśmy. Czasem ubierała się sama z własnej woli, ale rzadko.
    • jagandra Wiecie co? 05.06.09, 11:29
      Ostatnio codziennie razem zmywamy. Dziś mała chwyciła ostry nóż za ostrze i podała mi w ten sposób. Nic a nic sobie nie zrobiła, widocznie faktycznie wie, jak łapać smile Za to ze schodów pięknie spada do tyłu (w moje ramiona oczywiście).
    • kasiale73 Re: Na ile dzieci umieją same dbać o własne bezpi 05.06.09, 14:36
      książki niestety nie czytałamsad ale nawiązując do Waszej dyskusji, uważam że zupełnie odmiennie kształtuje się instynkt dziecka w zależności od jego miejsca zamieszkania.
      coś w tym jest, że dzieci pilnowane "za bardzo" wcale nie umieją o siebie zadbac, sama jestem takim dzieckiem za którym babcia chodziła krok w krok i nie miałam szansy się przewrócic... efekt? do teraz nie umiem się przewracac i jak już upadnę to kończy się to gipsemsad
      sama staram się dla córki znaleźc złoty środek, ale nie ufam w jej instynkt, raczej mówię nie wolno bo... i nie pozwalam stawac na autko-jeździk, ale na krzesło już tak. miała roczek jak zrozumiała, że do kominka się nie podchodzi, ale do tej pory próbuje łapac za kubek z gorącą herbatąsad
      ma prawie 20m-cy i większośc czynności domowych robimy razem (pranie, odkurzanie, mycie podłogi, gotowanie), zajmuje to o wiele więcej czasu, ale... no ja akurat mam dużo wolnego czasuwink rozbierac i ubierac się też chce sama (oczywiście nie bardzo jej to jeszcze wychodzi). zastanawiam się czasem na ile to wszystko się zmieni jak urodzi się jej siostra...
    • jagandra Re: Na ile dzieci umieją same dbać o własne bezpi 27.06.09, 17:58
      Kilka dni temu widziałam na placu zabaw półtorarocznego chłopca. Ze smoczkiem i brudnymi uszami. Bawił się na zjeżdżalni, do której dochodziło się po ruchomym mostku, tylko pod opieką starszych dzieci - mniej więcej od 5 do 8 lat. Co chwilę mi serce zamierało, bo wydawało mi się, że spadnie! Nie spadł ani razu, choć nie raz siadał na pupie tuż przy krawędzi tego mostku. Mama spokojnie przyglądała się dzieciom siedząc na ławce.
      Ale moja by na bank spadła wink Może dlatego, że jest przyzwyczajona do asekuracji?
      Dziś wyczyniała cyrki w łóżeczku dla misiów - nie upadła, zresztą wysoko by nie miała wink Ale musiałam wyjść z pokoju, tak silny niepokój to we mnie budziło. Cóż, sama byłam wychowana w "bezpieczny sposób", czyli "najlepiej się nie ruszaj, to nic sobie nie zrobisz".
Pełna wersja