budzik11
18.05.09, 12:08
Przed chwilą poszła ode mnie teściowa mojej sąsiadki, z wnuczkami. Gadka,
szmatka, coś zeszło na karmienie. I pani mi powiedziała, że ona... PO KRYJOMU,
w tajemnicy przed matką (synową) dokarmiała wnuczkę mlekiem modyfikowanym, bo
"mała wisiała całymi godzinami przy piersi, cała była powyginana od tego
leżenia na boku" i ona nie mogła patrzeć jak dziecko się meczy!!! No i wkrótce
okazało się że babcia "miała rację, bo mleka było coraz mniej, mała nie
chciała już w ogóle ssać piersi, czyli że tego mleka po prostu było za mało
dla dziecka"! Wyobrażacie to sobie? Sąsiadka (matka) jest moją znajomą, nasze
dzieci się razem bawią, wspomniana dziewczynka ma już 3 lata, więc teraz to
niby nie ma znaczenia, ale jak sobie pomyślę, że matka sobie myśli, że nie
dała rady wykarmić dziecka piersią, i nawet nie podejrzewa, że dzięki "pomocy"
teściowej, to mi się nóż w kieszeni otwiera. Jak tak można???
Zaraz zaczęłam się zastanawiać, co jadło moje dziecko pod moją nieobecność
(też miałam opiekunkę z rodziny, teoretycznie córka miała dostawać wyłącznie
moje odciągnięte mleko do końca 6-go m-ca, bo wróciłam do pracy jak miała
3,5m.) - teraz moje zaufanie legło w gruzach. Ja wprawdzie kłopotów z
karmieniem nie miałam, ale może nasza ciocia też nie wierzyła, że da się
dziecko wykarmić samą piersią???