jak to było z Waszymi dziećmi?

22.05.09, 12:02
Mój synek boi się dzieci, poszliśmy do psychologa dziecięcego, okazało się że rozwija sie prawidłowo, a te zachowania aspołeczne mogą mieć związek z tak długim karmieniem piersią. Że młody się nie odpępnił i stąd ma problemy.
Czy Wasze dzieci faktycznie po zaprzestaniu karmienia stały śmielsze w kontaktach z innymi dziećmi? czy w sposób zauważalny zmieniły swoje zachowanie?

Daję dziecku pierś bo uważam ze to dla niego dobre, a tymczasem słyszę, że przez to może mieć problemy z rozwojem społecznym...

Drugą sprawą na która w związku z karmieniem zwróciła mi uwagę psycholożka było że jak sie pojawi rodzeństwo, to jak syna będe nadal karmić to on sie cofnie w rozwoju i będzie jeszcze gorzej...

Pocieszcie, napiszcie że to bzdury, że u Waszych dzieci nic takiego się nie zdarzyło, chyba że jest w tym cień prawdy...

sadsadsad
    • atenette Re: jak to było z Waszymi dziećmi? 22.05.09, 12:12
      Ja piernicze, nóż się w kieszeni otwiera. Zmień psychologa.
      Moja mała, prawie 2 lata, jest otwarta, śmiała, ufna i dzieci
      napewno się nie boi. Jest wręcz przeciwnie - dzieci karmione piersią
      mają zazwyczaj bardzo duże poczucie bezpieczeństwa i silne oparcie w
      mamie i dlatego są zazwyczaj odważniejsze niż pozostałe dzieci.
      Prawdopodobnie przyczyna tego strachu leży zupełnie gdzie idziej,
      albo po prostu wynika z charakteru dziecka - nie każde dziecko, tak
      jak nie każdy człowiek dorosły, jest duszą towarzystwa. Moim
      skromnym zdaniem odstawienie Twojego synka od piersi doprowadziłoby
      do pogłębienia się tego strachu.
      • elowik Re: jak to było z Waszymi dziećmi? 22.05.09, 12:34
        dokladnie jak napisala atenette
        dzieci karmione piersia maja wieksze poczucie bezpieczenstwa, a
        potem maja wieksze poczucie wlasnej wartosci, co bardzo istotne jest
        przy zawieraniu znajomosci,
        mysle, ze to zalezy od cech charakteru, sa dzieci niesmiale i tak
        zostanie , mysle ze przy takich niesmialosciach troszke trzeba pomoc
        dziecku, pokierowac i bedzie ok, choc taki czlowiek nie zostaje
        dusza towarzystwa, ale czy to jest w zyciu najwazniejsze....
        • szczur.w.sosie Re: jak to było z Waszymi dziećmi? 22.05.09, 12:46
          Ja karmiłam tylko 2 i pół roku. Ale myślę, że takie dzieci, do 3 lat, to za
          bardzo nie lgną do rówieśników. Mój synek miał 4.5 jak poszedł do szkoły (UK) i
          nie miał żadnych problemów z dziećmi, jest b. towarzyski, łatwo nawiązuje
          znajomości, jest śmiały, otwarty. Ma teraz 6 lat.
          A wcześniej, bawił się sam, przecież takie maluchy nie mają potrzeby przebywania
          z innymi dziećmi. To trochę takie na siłę "przyspiesznie" rozwoju dziecka -
          wcześniej odstawić, wcześniej ma chodzić, mówić i bawić się zdziećmi itp.
    • elowik Re: jak to było z Waszymi dziećmi? 22.05.09, 12:27
      wypowiem sie tylko w jednej kwestii, bo miedzy moimi dziecmi jest 12
      lat roznicy, wiec co do drugiego bedzie trudniej.
      mojego syna, ktory teraz ma 13 lat karmilam dlugo, ale on zawsze
      kleil sie do dzieci, nawet piszczal do dzieci w telewizji, zreszta
      moja 16 miesieczna tez tak reaguje, na spacerze w wozku wyciaga
      raczki i chociaz chce dotknac,zrobic czesc, albo papa,
      syn moj nigdy nie mial problemow z zawieraniem znajomosci i nalezy
      do osob bardzo odwaznych,zawierajacych pierwszy znajomosc i wybiera
      zawsze towarzystwo weglug swoich wartosci, nie jest wplywowym
      chlopcem, zawsze byl wygadany-to tak w skrocie postac mojego
      pierwszego dziecka. uwazam, ze teoria, ktora przedstawila ci
      psycholozka u mnie zupelnie sie nie sprawdzila.
      co do cofania sie dzieci po narodzinach mlodszego rodzenstwa, to
      owszem wystepuje, lecz to raczej przez naturalna zazdrosc, a nie ma
      to nic wspolnego z karmieniem
    • asia889 Re: jak to było z Waszymi dziećmi? 22.05.09, 12:51
      Nie ma w tym nawet cienia prawdy big_grin.

      Moja najstarsze dzieci, karmione 2 lata, bały się obcych dzieci dosyć długo tak
      około 4-5 lat. Czyli odstawienie tu nic nie zmieniło. Kolejne dziecko, karmione
      prawie 3 lata, wcale nie bało się dzieci. Debiut przedszkolny rewelacyjnie
      zaliczony, choć woli jednak dom. Jak się pojawiło młodsze rodzeństwo nie było
      cofnięcia się w rozwoju (a przygotowana psychicznie byłam, że będzie się np.
      moczyć a tu nic). Moje bardzo silne "przypępienie" z dzieckiem niczego nie
      zepsuło a może nawet pomogło w nabraniu pewności siebie. Faktem jest, że dzieci
      są różne, bardziej i mniej śmiałe, i moim zdaniem mają prawo bać się obcych,
      nawet jeżeli tymi obcymi są tylko dzieci.
    • jola_ep Re: jak to było z Waszymi dziećmi? 22.05.09, 12:53
      > Mój synek boi się dzieci, poszliśmy do psychologa dziecięcego, okazało się że rozwija sie prawidłowo, a te zachowania aspołeczne mogą mieć związek z tak długim karmieniem piersią

      Sięgnęłam do "Rozwój psychiczny dziecka 0d 0 do 10 lat" i czytam charakterystykę dla wieku Twojego synka:
      "Z wyjątkiem rodziców, dziecko takie ma skłonność do traktowania innych ludzi, a szczególnie innych dzieci, jak przedmioty. Jest tak samo prawdopodobne, że nadepnie swojego kolegę, jak to, że go obejdzie"

      Czyli zachowania aspołeczne są normą rozwojową.

      Boi się? Różnego typu lęki są typowe dla tego wieku. Głównie związane z hałasem. A małe dzieciaki zazwyczaj głośno hałasują. I w ogóle są nieprzewidywalnymi "przedmiotami" wink


      > Czy Wasze dzieci faktycznie po zaprzestaniu karmienia stały śmielsze w kontaktach z innymi dziećmi?

      Starsza była śmiała od zawsze. W pewnym sensie oczywiście, bo przedszkola długo nie mogła zaakceptować - nie wiem tylko, czy aby nie dlatego, że mnie tam nie było wink Ale brylowała na placach zabaw smile

      Młodszy ... Hmmm... chyba zmienił swoje zachowanie...
      Karmiałam go prawie trzy lata. Pamiętam, że jako trzy-czterolatek, więc już po zakończeniu karmienia zaczął uciekać z piaskownicy, jak tylko weszło tam inne dziecko. Szczególnie dziewczyna. Oczywiście ze znajomymi, z rodziną, bawił się. Czyli nawiązywał kontakty tylko z dziećmi bardzo dobrze mu znanymi.

      W wieku 4,5 zaprowadziłam go na wizytę zapoznawczą do przedszkola. Na widok dzieciarni wpadł w ciężką panikę i schował się przy mnie pod ławeczką (tzn. usiłował, bo ławeczka była za niska). Ale i tak poszedł do przedszkola po wakacjach. Ku mojemu zaskoczeniu zaaklimatyzował się dużo szybciej niż starsza siostra (choć teoretycznie taka śmiała). Tylko przez miesiąc siedział na ławeczce. Co ja się namartwiłam, nadenerwowałam, psychologów już sprawdzałam i wizyty umawiałam. A jego wychowawczyni (mądra, doświadczona kobieta) mnie uspokajała. I zamiast go wciągać, pozwoliła mu na tej ławeczce siedzieć.
      - Co robiłeś w przeszkolu?
      - siedziałem na ławeczce
      - Sam?
      - nie, siedział ze mną Marcin, pani go posadziła za karę

      I miała kobieta rację. Bo chłopak sobie posiedział, poobserwował i zdecydował się włączyć w zabawę. Pani go zaczęła wciągać dopiero wtedy, gdy uznała, że dojrzał.

      Teraz wiem, że to taki typ introwertyka. Ma przyjaciół - najlepszych, najbliższych. Ma w szkole kolegów. Jak ktoś mu podpadnie, to na stałe. Problemy lubi kisić w sobie. Zamiast płakać i szukać pocieszenia u mnie - włazi do szafy. Zupełnie odwrotnie od jego starszej siostry, która zawsze leciała do mnie... Inna sprawa, że jak on właził do szafy, a ja nie zauważyłam, to córa leciała do mnie wołając, że znowu się "zżółwikował".

      Widzisz więc, dwójka dzieci, karmiona tak samo długo, a zupełnie inne charaktery smile

      > że jak sie pojawi rodzeństwo, to jak syna będe nadal karmić to on sie cofnie w
      > rozwoju i będzie jeszcze gorzej...

      Dziecko rozwija się w rytmie: dwa kroki w przód, jeden w tył. Nie przejmuj się, jak się cofnie o krok do tyłu. On tylko zbiera siły, aby znowu wyskoczyć do przodu.

      Pozdrawiam
      Jola
    • ata99 Re: jak to było z Waszymi dziećmi? 22.05.09, 12:53
      Bzdura do kwadratu. Jeśli już dopatrywac się, jakichkolwiek
      zależności, jest dokładnie na odwrót. Tak wynika z moich obserwacji
      zachowania dzieci na placu zabaw. Mój syn ma 2 lata i prawie 3 mies,
      karmiony bez ograniczen z czego nadal chętnie i często korzysta. Na
      dworze-absolutnie niezależny facet. Podchodzi do obcych ludzi,
      "zagaduje", pokazuje swoje możliwości typu: skoki, upadki,
      zjeżdżalnia, rower. Pozdrawia mijane osoby, macha łapką, sle
      uśmiech. Z dziećmi też nie ma problemu, są małe scysje o zabawki (on
      daje swoje bez problemu, ale sam nie zawsze dostaje -co bywa
      frustrujęce, ale bez przesady). Ogólnie-samodzielny i
      samowystarczalny gośc. Widze sporo dzieci zalęknionych i
      płaczliwych, reagujących nerwowo na rozne niedogodności. Często w
      rozmowach wychodzi, że dziecko żłobkowo-butelkowe. Nie ma zresztą
      reguły, bo spotkałam mamę z dziewczynką w wieku mojego syna, ktora
      potrafiła przesiedziec przy mamie 2 godziny(!), tylko obserwując co
      sie dzieje dookoła. Reagowala też lękiem ana zbliżanie się innych
      dzieci. Kiedy wyszło, że ja karmię Łukasza, mama szeptem "wyznała",
      że też jeszcze karmi córkę, ale już raczej sporadycznie i b. się
      tego wstydzi. Uważała, że robi źle - tak jej nagadała lekarka, bo
      dziecko "w tym wieku...itp" bzdurstwa,a ona się przejęła. Tak to
      jest właśnie, więc nie przejmujmy się i karmmy ku chwale naszych
      ratolośli smile. Pozdrawiam.
    • jutycha Re: jak to było z Waszymi dziećmi? 22.05.09, 12:54
      Moja obecnie juz 6 latka byla karmiona piersia okolo 2 lat.Jest do tej pory
      dzieckiem raczej wycofanym, choc to sie powoli zmnienia i nigdy nie przyszlo mi
      do glowy ze to "wina" dlugiego karmienia, ona po prostu taka jest.
      Natomiast mlosza 2 latka tez nadal na piersi to zupelne przeciwienstwo siostry.
      Jak dla mnie to sie wiarze z cechami charakteru i z osobowaoscia z ktora dzieci
      przychodza na ten swiat.
      Tak, to sa bzdury,a na odpepnienie to u dzieci roznie przychodzi pora, jedne sa
      no to gotowe szybciej, inne pozniej.
      A Ty karm synka na zdrowie i nie przejmuj sie "madrosciami" pani psycholog.
    • fiamma75 Re: jak to było z Waszymi dziećmi? 22.05.09, 13:50
      Przecież to zależy od temperamentu dziecka! Moja prawie 3-latka
      nadal cycusiowa jest osóbką b. śmiałą, zwł. w stosunku do dzieci,
      lubi narzucać swoje zdanie itd. Nic dziwnego, jest bowiem
      cholerykiem smile
      Trudno mi powiedzieć czy się "cofnie" czy nie, jakoś nie wierzę w
      to, że stanie się dzidziusiem smile
    • mama_jana Re: jak to było z Waszymi dziećmi? 22.05.09, 13:52
      Dzięki, zwłaszcza za przykłay dzieci starszych, że to właśnie kwestia charakteru, a nie bliskiej relacji z matką i karmienia.

      Piszecie, że karmienie daje dziecku poczucie bezpieczeństwa- a mi kobieta powiedziała to tak: on się czuje przy mnie bezpieczny i dlatego mnie się tak trzyma i stroni od dzieci.

      Wiem że nie trafiłam do kogoś komu byłabym skłonna zaufać w 100% ale jednak jakąś niepewność we mnie zasiała.
      Każde dziecko jest inne, a więc może mojemu lepiej by było bez mamy w domu i bez cyca... bo widzę dzieci tak żyjące i one brykają jak przestało na dzieci, a mój wylękniony jakbym go w komórce trzymała.
    • basiak36 Re: jak to było z Waszymi dziećmi? 22.05.09, 14:01
      mama_jana napisała:

      > Mój synek boi się dzieci, poszliśmy do psychologa dziecięcego, okazało się że r
      > ozwija sie prawidłowo, a te zachowania aspołeczne mogą mieć związek z tak długi
      > m karmieniem piersią. Że młody się nie odpępnił i stąd ma problemy.

      Jest dokladnie odwrotnie. Byc moze u dzieci ktore same decyduja kiedy sa gotowe
      na odstawienie od piersi nastepuje to pozniej - ale za to bez zmuszania w
      efekcie jest o wiele lepsze.
      Moja coreczka, karmiona piersia, 19 mcy, jest o wiele bardziej smiala niz moj
      synek ktory karmiony byl krotko. Widze inne dzieci bo chodze na rozne grupy
      zabaw mam z dziecmi, i nie zauwazylam zeby te nie karmione byly bardziej smiale.

      A pani psycholog gada bzdury - pewnie uznalaby to za normalne gdyby np 3 latek
      po narodzinach rodzenstwa nagle zachcial butelki? Ale piers, bron Boze, nie.
      Obawiam sie ze ta pani jest typowym przedstawicielem kultury butelkowejsmile
      Nastepnym razem popros o te badania na ktorych sie wzoruje.
      Jesli znasz angielski, poczytaj tutaj:
      www.kellymom.com/bf/bfextended/ebf-benefits.html#social
    • anaj75 Re: jak to było z Waszymi dziećmi? 22.05.09, 14:03
      Jak nie wiem co się dzieje, to szukam czegoś z czym nieczęsto się
      spotykam, np. karmienie piersią i już! - tak chyba zadziałała ta
      pani.
      Owszem, mało pedagogów i psychologów zgłębiło temat dłuższego
      karmienia piersią. I wygadują takie teorie, że głowa boli. A
      środowisko znam, bo jako psycholog bywam na salonachwink
      I faktycznie dziecko do 3 a nawet 4 lat w większości wypadków nie
      potrzebuje towarzystwa a jeśli bawi się to obok dzieci a nie z nimi.
      W ogóle do lat około 5 to rodzina jest środowiskiem, z którym
      dziecko dość niechętnie się rozstaje. Czasem na niechęć wobec dzieci
      mogą wpłynąć niedojrzałe lub zaburzone procesy integracji
      sensorycznej (a przyczyny tego mogą leżeć w genach, przebiegu ciąży,
      porodu, infekcjach, wypadkach).
      Co do regresu po urodzeniu rodzeństwa to jest to typowe zachowanie.
      Jedne dzieci wracają do moczenia, inne chcą ssać smoczek lub
      butelkę, jeśli widzą w użyciu a jeszcze inne życzą sobie częstszego
      przystawiania do piersi. I mają prawo do wyrażenia swojej zazdrości,
      nawet w ten sposób. W tym stwierdzeniu, że dziecko cofnie się w
      rozwoju widzę całkowity brak zaufania dziecku w jego potrzebę
      dojrzewania i uczenia się. Regres nawet jak się pojawi, to jest
      przejściowy. No, chyba, że rodzic zacznie panikować, zabraniać to
      może pewne zachowania utrwalić.
      A co do moich dzieci - starszy karmiony 2,5 roku, także wraz z
      młodszym bratem, zawsze był towarzyski (no, może poza krótkim
      okresem około 8 m.ż.). Na widok dzieci piszczał, dołączał się do
      starszych, rówieśników, lubił i lubi opiekować się młodszymi. Zawsze
      był wygadany, chętnie zaczepiał obce osoby - ekstrawertyk.
      A młodszy - 3 lata przy piersi - jak już niedawno pisałam - dzieci
      akceptował tylko sobie dobrze znane, niechętnie rozmawia z obcymi,
      wszystko trzyma w sobie aż do momentu, gdy już nie może i wybucha.
      Jego układ nerwowy nieco wolniej dojrzewa i choć wszystkie etapy
      rozwojowe pokonuje po kolei, to niespiesznie. Ot, taki żółwik. Ale
      ostatnio od ukończenia 3,5 roku zaczął ciągnąć do dzieci. I to
      pewnie ten typ, co to nigdy nie będzie lubił tłumu ale znajdzie
      sobie jednego, dwóch przyjaciół i to sprawi mu satysfakcję.
      Czasem sobie myślę, że gdybym tego młodszego nie karmiła piersią,
      nie nosiła, mógłby mieć jeszcze większe trudności w rozwoju
      emocjonalnym i społecznym niz teraz występują.
      Zresztą ja też usłyszałam od logopedy, że gdyby był krócej karmiony
      piersią, to może szybciej miałby dojrzały sposób połykania (wg
      stomatologów zmieścił się w normie) ale z drugiej strony, gdyby nie
      był karmiony - miałby dużo słabszy aparat artykulacyjny.
      Szczerze mówiąc, ja czuję się na tyle pewnie, ze w ciągu kilku
      ostatnich lat, dyskutowałam sobie nt. karmienia ze specjalistami, u
      których konsultowałam dzieci - z neurologiem, psychologami,
      logopedami, lekarzami.
      No, i oczywiście, może się zdarzyć, że karmiąca długo matka nie
      będzie w ten sposób dawać dziecku tego, co najlepsze ale to zwykle
      nie samo karmienie jest problemem ale jej stosunek do dziecka,
      lekceważenie komunikowanych potrzeb - do tej pory spotkałam się z
      jednym opisanym w literaturze takim przypadkiem, w rzeczywistości
      nie miałam takiej nieprzyjemności. Jednak wyciąganie przez
      psychologa wniosków o całej populacji karmiących i karmionych na
      podstawie jednego niezdrowego przypadku przypomina mi Freuda, który
      próbował opisać człowieka jako takiego analizując zaburzenia
      nielicznej grupy osób.
      Zatem ja napiszę, dla mnie ta opinia to faktycznie bzdury,
      stereotypy, niezrozumienie jak w zdrowy i naturalny sposób następuje
      uniezależnianie i dojrzewanie człowieka.
Pełna wersja