fizula
18.08.09, 01:46
Komu może zależeć na tym, by:
-obrzydzać innym karmienie piersią?
-wstydzić się karmienia piersią?
-promować termin "terror laktacyjny" zamiast zwrócić uwagę na brak
rzetelnego wsparcia w karmieniu piersią?
-podtrzymywać mity dotyczące karmienia piersią?
-jak najszybciej rezygnować z karmienia piersią?
-nie doceniać karmienia piersią w pierwszym, a także w drugim czy
trzecim roku życia?
-podważać poczucie własnej wartości karmiącej piersią matki np.
porównując ją do krowy, żerując na jej braku wsparcia?
-wtłoczyć matki karmiące piersią w myślenie o własnym pokarmie jako
o "wybrakowanym", podsuwając w zamian "dopracowane naukowo pokarmy"?
Nie ma sensu konkretnych osób wymieniać (chociaż pewne loginy się
nasuwają), ale jest sens zachęcić do myślenia. Komu takie
kształtowanie myślenia, takie zachowania mogą służyć?
A jeśliby zajrzeć na drugą stronę medalu reklam? One takie
ugrzecznione, upięknione, poprawne politycznie, żyjące w zgodzie z
karmieniem piersią, bo nawet pokazujące czasem matki karmiące, a
więc niby nikomu nie szkodzące. Druga strona medalu tychże
reklam to fakt, że żerują one na niepowodzeniach laktacyjnych,
wykorzystują chwile i okresy słabości, zwątpienia, trudności czy
nawet bezmyślności kobiet. A więc zacierają ręce, gdy nam się
powinie noga pochwalając: "bardzo dobrze, nic nie szkodzi".
Dlaczego?
Bo to dla nich "czysty" zysk. Globalna roczna wartość żywności dla
niemowląt jest szacowana na 20,2 bilionów dolarów, z których 2/3
przypadają na mieszanki.
Takie refleksje i dane po rozpoczęciu "The Politics of
Breastfeeding. When breast are bad for business". (Za którą to
książkę dziękuję Basiak36).
Książka jest rzeczywiście świetna.
Okazuje się np. że koncerny zachęcały i wspierały finansowo
planowanie szpitali tak, by samo budownictwo ułatwiało karmienie
przez personel butelką poprzez rozdzielenie matki i dziecka. Taka
skuteczna "milutka" strategia firmy.
Obecne taśmy produkcyjne naszych szpitali, gdzie kontakt matka-
dziecko tuż po urodzeniu jest skracany do minimum, bo następni
czekają w kolejce też nie sprzyja udanemu karmieniu, a nabiciu w
butelkę owszem.
Dziwię się niejednokrotnie, gdy wiele wśród Was wyraża się o wolnym
prawie wyboru dla karmienia butelką. Ale zawsze trzeba myśleć o obu
osobach, które wchodzą tu w grę- jakie prawo wyboru ma tu dziecko?
Jake są jego potrzeby? Nie odsądzam od czci i wiary mam karmiących z
butelki "nie z wyboru". Życie bywa pod górkę.
Ale wspierać trudności nie trzeba, wspierać trzeba ich
przezwyciężanie i wychodzenie na prostą.
Często dziwicie się niewiedzy lekarzy na temat karmienia piersią-
ale chciałoby się powiedzieć "A co się dziwisz?"
Kto wysyła lekarzy na szkolenia? Komitet Upowszechniania Karmienia
Piersią (który się składa w większości z położnych, pediatrów,
ginekologów, psychologów itp.) czy koncerny produkujące mieszanki,
herbatki czy słoiczki?
Kto rozdaje im bezpłatnie gadżety, ulotki, informatory?
Kto organizuje bezpłatne konferencje poświęcone żywieniu dzieci w
drogich lokalach i kto je sponsoruje?
Niestety na pewno nie KUKP, w którym niemal za wszystko trzeba słono
płacić, a firmy produkujące mieszanki zbijające na tym fortuny. A
jaką wiedzę, dzięki takim bezpłatnym szkoleniom mają lekarze? Jakie
horyzonty?
Niestety ograniczone w znacznej mierze do sztucznej żywności.
Nielicznym chce się samodzielnie douczać, szukać informacji,
dopłacać do szkoleń, skoro obowiązkowych egzaminów, zdobywania
punktów itp. mają już mnóstwo.
Przez te kilkadziesiąt-kilkaset ostatnich lat odchodzenia od
naturalnego karmienia dzieci nasza mentalność bardzo się zmieniła.
Nie obraźcie się, ale nawet tu wśród weteranek karmienia wychodzi
czasem nasza niewiedza o funkcjonowaniu własnego organizmu,
laktacji, potrzeb dziecka. A cóż mówić o osobach, które karmią
krócej bądź wcale? Czasami też same piszecie, że na początku
macierzyńskiej drogi nie do pomyślenia było, ze można się obyć bez
smoczka, mieszanki czy butelki? Często mamom się wydaje, że powinny
karmić dzieci kaszkami Nestele czy Bobovity, żeby się dzieci
najadały. A są to przecież kaszki wymyślone dla dzieci nie
karmionych piersią! Ciekawe, jak wielka jest siła reklamy, że
mnóstwo mam karmiących piersią wciska dodatkowe podwójne porcje
mleka (swoje mleko plus modyfikowane z kaszki) za pomocą tych
właśnie kaszek. W to graj producentom! Przypuszczam, że mogą być
naparwdę usatysfakcjonowani, że wtłoczyli nawet do głów mam
karmiących piersią, że ich mleczne kaszki są niezbędne ich dzieciom.
Też próbowałam podawać je mojej najstarszej Liduni 9 lat temu. Ale
ona była ode mnie mądrzejsza- bo pogardziła tym modyfikowanym
badziewiem na rzecz poczciwej nieprzetworzonej jęczmiennej kaszy,
gryczanej czy jaglanej, zwykłego ryżu. No i dała mi porządną lekcję
na przyszłość.
Taki tam cd. do kultury butelkowej.