kropkaa
28.08.09, 19:35
Terroryzm laktacyjny, terrorystka laktacyjna - wiadomo, to znamy i
lubimy

Ostatnio usłyszałam nowe określenie mamusi, mojej koleżanki, które
bardzo przypadło mi do gustu.
Otóż koleżanka oświadczyła innej koleżance, że miała do wyboru: albo
karmić piersią i być nieszczęśliwą, albo dać butelkę i być
szczęśliwą. No i oczywiście wybrała to drugie. Karmiła całe dwie
doby, czyli niecałe, bo drugiego dnia kazała dać noworodkowi
butelkę. Problemem nie do przejścia było, że dziecko chciało cały
czas być przy piersi... A najgorsze było to, że próbowały jej
przemówić do rozumu położne i jakoś jej pomóc zrozumieć to wszystko.
I tu w opowieści pojawia się wdzięczne określenie: napadła na nią
MAFIA LAKTACYJNA! Ale ona dzielna się nie dała i nie poddała, do
apteki po Enfamil lata (wiadomo, najlepszy), T. Hogg czyta, a karmi
co 3 godz. jak przykazano...