lekcje video

31.12.10, 13:17
Hej,
mam propozycję pracy w szkole, w której każda lekcja jest nagrywana na video. Mimo, ze zawsze przygotowuję się do zajęć to jednak taka myśl powoduje u mnie pewien dyskomfort.
Czy zgodzillibyscie się na cos takiego? Czu u Was w szkolach praktykuje sie nagrywanie lekcji?
    • anna335 Re: lekcje video 31.12.10, 16:27
      pierwsze słysze o takich praktykach, w jakim celu lekcje sa nagrywane?
      • allaround Re: lekcje video 31.12.10, 18:11
        Niby zeby przeslac nieobecnemu słuchaczowi nagranie lekcji.
        • nikorason Re: lekcje video 31.12.10, 19:50
          ;) czyli za każdą obejrzaną lekcję dostaniesz tantiemy, rozumiem :D.
          • chinwag Re: lekcje video 01.01.11, 14:29
            By wysłać uczniowi, który lekcje opuścił?
            Chryste, niektórzy w pogoni za innowacyjnością i "wspieraniem ucznia" wymyślają takie idiotyzmy, że głowa boli.

            No ale cóż. Na Twoim miejscu nie obawiałbym się tego nagrywania, wszak - jak piszesz - nie masz nic do ukrycia, trema szybko minie.

            Ja natomiast obawiałbym się tej "pomysłowości". Może to tylko czubek góry lodowej ;)


    • aga.p.p Re: lekcje video 01.01.11, 15:12
      Niedawno czytałam o podobnym działaniu w jednej z łódzkich szkół. Ponoć kamery w salach dają metodykom możliwość "częstych hospitacji" zajęć:) IMO świadczy to o lenistwie metodyków i o braku zaufania dyrekcji do pracowników. Nie chciałabym pracować z takimi ludźmi.

      Dla mnie takie filmowanie to zwykłe szpiegostwo. I nie ma znaczenia, czy chodzi o sprawdzanie uczniów, czy o kontrolę nauczycieli. Nie poszłabym na to - ani jako lektor, ani jako uczeń. Skąd można wiedzieć co potem ktoś z tym nagraniem zrobi. A może uzna, że to fajna metoda na kurs online i puści dalej w eter? Zresztą jak mnie ktoś chce nagrywać w celach zawodowych, to niech zaba o moją garderobę i specjalny makijaż. Jak miałabym zostać gwiazdą telewizji, to chciałabym jakoś wyglądać:)

      Jak czytam o takich pomysłach, to myślę sobie, że ludziom czasami nieźle odwala. Nie dość, że kursy już teraz są tanie jak barszcz, nie dość, że połowy z nich w ogóle nie powinno być, bo nie spełniają żadnych standardów porządnego nauczania, to jeszcze teraz szkoły, w ramach robienia dobrze klientom, będą za nich odwalać robotę. Bo argumentacji z wysyłaniem video do nieobecnych to ja nie kupuję. Jeśli połowa zajęć to praca w podgrupach, to jaki z tego można mieć pożytek?
      • mewa-01 Re: lekcje video 01.01.11, 15:52
        No cóż, Big Brother zaczyna powoli doskwierać. Nasz świat, a właściwie wielcy tego świata powoli do tego zmierzają, czyli do kontrolowania wszystkich bez wyjątku...

      • nikorason Re: lekcje video 01.01.11, 17:13
        Może nie napisałam tego wprost, ale uważam, że nagranie lekcji to kradzież praw autorskich. Moje metody nauczania, moje środki dydaktyczne, mój scenariusz zajęć, ćwiczenia, praca, czas poświęcony na przygotowanie ciekawej, merytorycznie poprawnej lekcji. Nagranie tego i puszczanie innym to kradzież intelektualna. Jeśli ktoś chce być na mojej lekcji niech mi zapłaci, to chyba logiczne.
        • chinwag Re: lekcje video 01.01.11, 19:40
          Nie zgadzam się.

          Jako nauczyciel danej szkoły "sprzedajesz" jej swoje umiejętności prowadząc zajęcia, a więc te prawa przekazujesz, a pewne osoby mają prawo to "obejrzeć" - np. dyrektor w formie hospitacji, Twoi koledzy podczas lekcji koleżeńskiej, a uczniowie w formie uczestnictwa, za które już zapłacili - w formie czesnego lub poprzez właściwą część przekazanej szkole subwencji. Nie zabronisz raczej też rodzicowi obejrzenia takich zajęć, jeśli chcą się upewnić co do jakości usługi serwowanej ich pociechom.

          Dopóki takie nagranie nie zostanie gdzieś wykorzystane bez naszej zgody o naruszeniu jakichkolwiek praw moim zdaniem nie ma mowy i to prędzej prawa chroniącego wizerunek, a nie prawa autorskie. Samo podglądanie jeszcze o naruszeniu takich praw nie stanowi.

          Nawet kwestia praw autorskich jest wątpliwa, chyba, że jest to szkoła, z którą mamy podpisaną umowę o dzieło z uwzględnieniem praw autorskich i pokrewnych.
          Myślę, że częściej jest to umowa o pracę lub zlecenia, a prywatne szkoły nie rzadko stosują klauzule w umowie chroniącą ich "know-how" przed wykorzystaniem w innych miejscach, który nam lektorom w formie szkoleń przekazują.
          Poza tym na "chłopski rozum" ile tak naprawdę w tym Twoim przygotowaniu zajęć jest własnych, nowatorskich metod, a ile po prostu właściwie zaadoptowanych metod cudzego autorstwa, że o materiałach nie wspomnę ;)

          Zakładając, że autorka wątku rozważa podpisanie umowy z taka szkołą, zapewne nie znajdzie powodu, by uznać takie działanie za bezprawne, bo pewnie umowa odpowiednią klauzulę zawiera.

          Nie widzę absolutnej przeszkody, bym miał kategorycznie się na sfilmowanie moich zajęć nie zgodzić. nie widzę w tym sensu, a raczej nieprzemyślane decyzje podejmowane na "fali bycia lepszym" za wszelką cenę, łatwiej jest nawet podejrzewać niewłaściwe podejście pracodawcy i nieodpowiednie relacje między pracodawcą i pracownikiem.
          • nikorason Re: lekcje video 01.01.11, 20:29
            Mamy odmienne zdanie w tej kwestii:). Uważam, że jeśli ktoś (czyli nadzór metodyczny, dyrekcja itp) chce zobaczyć jak pracuję, powinien przyjść do mnie na lekcję i zobaczyć. Oczywiście nie jestem jakąś fanatyczką, jeśli komuś odpowiada nagrywanie jego pracy nie mam nic do tego. Warto jednak pamiętać gdzie żyjemy i pracujemy i jak łatwo jest wykorzystać takie nagrane lekcje zwłaszcza w epoce e-learningu, uczulam dlatego lektorów by czytali dokładnie swoje umowy, bo potem się może okazać, że na naszej pracy żerują inni, sprzedając nasze lekcje w internecie.
          • aga.p.p Re: lekcje video 01.01.11, 21:09
            Gdyby szkoła sama rozpisywała mi każdą lekcję minuta po minucie, gdyby sama dawała mi do ręki konkretne materiały dodatkowe, gdyby sama oceniała uczniów i ich postępy, gdyby potem na tej podstawie sama dostosowywała plan do poszczególnych potrzeb; ogólnie mówiąc, gdyby szkoła podawała mi na tacy wszystko to, co do poprowadzenia zajęć jest mi potrzebne, to wtedy bym się z Tobą zgodziła. Ale przecież tak nie jest. Jeśli pracuję dla szkoły, to nie sprzedaję jej swoich umiejętności, tylko pozwalam z tych umiejętności korzystać.

            To nawet nie jest kwestia stosowania własnych nowatorskich metod - ale kwestia kilku "tricks of trade" zebranych przez lata pracy. I umiejętności zdobytych na innych studiach. Albo chociażby czasu, który poświęciliśmy na szukanie, zbieranie i opracowanie różnych informacji.

            A tak z innej beczki - takie nagranie musi się strasznie oglądać. Trafiłam ostatnio na jakiś wykład w tv edukacyjnej. Horror. Tzn. sam wykład był straszny, bo pani przynudzała niemiłosiernie, ale praca kamery (wróć, jaka praca, zwykłe point&shoot) zrobiła z tego wykładu coś kompletnie bezwartościowego. Dla mnie to jeszcze jeden argument, żeby nie firmować czegoś takiego swoją twarzą i nazwiskiem.
            • chinwag Re: lekcje video 02.01.11, 09:52
              Prawa autorskie mogą zostać zastosowane, gdy dla danego kursu układasz własny program.
              To nie jest kwestia stosowania "kilku tricków".
              Szkoła nie podaje Ci niczego na tacy, ale czy to oznacza, że Ty wszystko tworzysz sama?

              Korzystając podczas kursu z gotowego podręcznika, uczysz grupę wg planu pracy stworzonego przez jego autorów, tak więc nie ma tu Twoich praw autorskich.

              One mogą oczywiście mieć zastosowanie np do samodzielnie wymyślonych i stworzonych zestawów ćwiczeń, ale ile takowych posiadamy w swoich zbiorach?

              Uczę dużo, od kilkunastu lat, stworzenie autorskiego programu było dla mnie konieczne 3 razy - wynikało to ze specyfiki grupy i jej potrzeb.
              Gross moich "własnych materiałów", powiedzmy 3/4, zostało stworzone poprzez przeróbkę istniejących w rożnych publikacjach, dostosowanie ich wg mojego "gustu".
              Mnóstwo gotowych materiałów ściągam też z internetu, kopiuję z różnych publikacji.

              "Tricki"? A cóż w nich takiego jest charakterystycznego, że udowodnić można by łamanie moich praw autorskich?

              Dopóki nie doszłoby do wykorzystania nagrania i udostępnienia go komukolwiek odpłatnie, czy nieodpłatnie, to do naruszenia prawa nie dochodzi. Zakładam istnienie odpowiedniego zapisu w umowie.


              • allaround Re: lekcje video 02.01.11, 10:32
                Jednak nie zdecyduję się na taką pracę, mam duzo wątpliwosci co do tcyh nagran wideo i nie czułabym się z tym dobrze. A nie ma sensu robic czegos wbrew sobie. Robi sie teraz wszystko zeby przyciagnąc uczniów ale ja tez nie muszę sie na wszystko godzic. Dla mnie to jednak przesada. Na innych kursach jak kogos nie ma to zawsze pisze do mnie maila a ja przesylam zeskanowane materiały, w skrócie pisze co bylo i co jest zadane. I mysle, ze to wystarczy.
                • alina.walkowiak Re: lekcje video 02.01.11, 11:57
                  Myślę, że ja też bym na coś takiego nie poszła. Po co mi dodatkowy stres?
              • aga.p.p Re: lekcje video 02.01.11, 12:45
                Nie pisałam o "trickach" w kontekście prawnym, ale w kontekście sekretów, których postronnym ujawniać nie chcę. A tak naprawdę, to nigdy nie wiadomo, co się potem z takim nagraniem stanie. Niby ma być dla Iksińskiego, ale jaką masz gwarancję, że Iksiński nie puści tego dalej? Nikorason dobrze to ujęła - chcesz być na mojej lekcji, to zapłać:)

                Ale gdybyśmy weszli w dyskusję o prawach autorskich: wkład własny nie polega tylko na tym, że od początku do końca układasz wszystko, łącznie z materiałami. Każde opracowanie istniejącego dzieła (w tym przypadku materiałów, planu, itp.), w którym widać pracę twórczą autora (tu: lektora) podlega ochronie prawnej. Sposób połączenia i przedstawienia tych materiałów to też de facto dzieło.

                Na przykładzie - załóżmy, że mamy grupę początkującą i robimy jej zajęcia owocowe. Dla ilustracji przynosimy własnej roboty prezentację typu fotka+słowo. Kto ma prawa autorskie do takiej prezentacji? Czy szkoła może ją sfilmować i rozpowszechnić?
    • testman Re: lekcje video 02.01.11, 15:15
      nie zgodziłbym się na nagrywanie wszystkich lekcji i to z kilku powodów.

      1. nie bardzo rozumiem jaki jest cel nagrywania lekcji. uczeń, który nie był na lekcji powinien mieć inne sposoby, by dowiedzieć się co stracił i/lub nadrobić materiał. metodycy powinni przychodzić na wizytacje w realu. żadne nagranie (pewnie nagrywane ze statycznej kamery i pewnie oglądane w przyspieszeniu) nie odda dynamiki pracy w grupie.

      2. nie podoba mi się brak możliwosci kontroli nad nagraniem - w jaki sposob nagrania sa przechowywane i udostepniane?!? pewnie szybko pojawia sie bardziej zabawne fragmenty nagran na "youtubie". wolalbym nie mieć zadnego dodatkowego zycia w internecie! dodatkowa kwestia jest mozliwosc wykorzystania nagran przez szkole dla zarabiania pieniedzy w internecie.

      3. nie chcialbym rowniez nagrywany jako uczen - kamera pewnie bedzie przeszkadzala uczniom, szczegolnie tym bardziej "wstydliwym".

      4. wydaje mi sie, ze bycie nagrywanym wykracza poza standardowe obowiazki lektora w szkole jezykowej. nagrywanie na pewno nie powinno byc "wliczone" w normalna stawke.

      dodatkowa uwaga o prawach autorskich: uczenie w szkole językowej to wykonywanie USŁUGI. zwykle nauczyciel nie ma praw autorskich do przeprowadzonej lekcji, a podpisywanie umów o dzieło lub dzieło autorskie to potencjalny problem podatkowy.
      • chinwag Do agi.p.p. 02.01.11, 16:17
        Kwestia praw autorskich nie jest zawsze jednoznaczna.

        Dlatego na Twoje "kategoryczne" zdanie o ich łamaniu zareagowałem sprzeciwem.

        Wkład własny zauważyć można w każdej pracy, która nie polega na mechanicznym wykonywaniu określonych czynności.

        Jednak, by z pełnym przekonaniem zastosować przepis o prawach autorskich w stosunku do nauczyciela prowadzącego kurs języka obcego nie wystarczy przygotowanie kilku ćwiczeń.

        Weźmy ten Twój przykład "owocowy".

        Jeśli stworzysz np. prezentację w formacie Powerpoint, w której wykorzystasz własne zdjęcia i własnoręcznie sporządzone ćwiczenia, to oczywiście, że prawa autorskie do niej masz.

        Ale czy to jest równoznaczne z tym, że w lekcji, która prowadzisz korzystasz jedynie z narzędzi, do których masz prawa autorskie?
        Czy to ćwiczenie uzupełnia tylko lekcję prowadzoną za pomocą podręcznika, do którego nie masz praw autorskich? Czy kurs prowadzisz wg programu autorskiego, czy realizując określony podręcznik korzystasz z programu, który jest własnością innego autora?

        Tak więc jeśli ktoś za pomocą takiego nagrania wejdzie w posiadanie "Twojego owocowego ćwiczenia" i wykorzysta je bez Twojej zgody dla osiągnięcia korzyści materialnej, to złamie ustawę o prawach autorskich.
        Natomiast nagranie lekcji i przekazanie tego nagrania jednemu z Twoich uczniów moim zdaniem znamion takiego wykroczenia nie nosi.



        • chinwag Do testmana 02.01.11, 16:24
          Uczenie w szkole językowej może być wykonaniem zlecenia - nazywasz to usługą - ale może tez być wykonaniem dzieła, również z uwzględnieniem praw autorskich i pokrewnych.

          Kilka razy w przeszłości takowe kursy przygotowywałem i prowadziłem na podstawie umowy o dzieło takie prawa uwzględniającej BEZ PROBLEMÓW ze strony skarbówki...ba z potwierdzeniem właściwego urzędu dla szkoły organizującej kurs, że taka umowa prawa nie narusza.

          Fakt faktem, że obecnie podpisuję jedynie umowy zlecenia z takimi szkołami, ale wynika to nie z niemożliwości podpisywania umów o dzieło z uwzględnieniem praw autorskich, tylko z braku takiej potrzeby i raczej trzymania sie przez szkoły polityki "zunifikowanych" metod, wspólnych dla rożnych oddziałów szkół ogólnopolskich, czy z góry narzucony program i sposób jego realizacji.

          No ale kto wie...może kiedyś znów ktoś poprosi, bym "stworzył" dzieło, a nie tylko "wykonał zlecenie" ;)



        • aga.p.p Re: Do agi.p.p. 02.01.11, 17:18
          Moment, kategorycznie to ja pisałam o bezczelności i lenistwie niektórych ludzi, nie o prawach autorskich:)

          Co do jednoznaczności - owszem, masz rację, ale są przepisy i interpretacje ustaw, z których parę rzeczy można wyczytać. Właściwie to przydałby się tu jakiś prawnik, który zna się na tych sprawach lepiej niż my.

          Ja wiem jedno - wykładowcy na uniwerkach korzystają z praw autorskich. Wykłady, które często są prowadzone wg planu ułożonego przez wydział, i na których przekazuje się to, co w innych książkach napisali inni ludzie, są chronione prawem autorskim jako odrębne dzieło. Nie wiem czemu lektorzy nie mieliby korzystać z takich samych przywilejów.

          > Natomiast nagranie lekcji i przekazanie tego nagrania jednemu z Twoich uczniów
          > moim zdaniem znamion takiego wykroczenia nie nosi.

          A dla mnie wykracza to poza dozwolony użytek własny. Ja się produkuję, uczeń ma to w nosie, ale płaci za kurs, bo szkoła wyśle mu nagranie. Kto się na takim działaniu bogaci?

          Jak by nie patrzeć i jak by tego nie uzasadniać: szkoła nie może nas filmować bez naszej wyraźnej zgody (o prawie do ochrony wizerunku mówiliśmy?). A jak ktoś taką zgodę podpisze, to przecież trudno mówić o jakimkolwiek naruszeniu jakiegokolwiek prawa.

          I jeszcze na koniec wrócę do "owocówki" i Twoich pytań. Prawa autorskie mam nie tylko do pliku, ale też do samej prezentacji (w sensie działania). O ile w umowie nie ma odpowiedniego zapisu, szkoła musiałaby ten fragment z filmu wyciąć. Program i podręcznik to tylko baza, żaden sensowny lektor nie trzyma się sztywno tego co w teachersie. Obserwujemy reakcje i postępy uczniów, pewne rzeczy rozbudowujemy, inne pomijamy, jeszcze inne zamieniamy na ciekawsze czy bardziej aktualne. Czyli tak naprawdę tworzymy własny, niepowtarzalny kurs (nawet w dwóch grupach z teoretycznie takim samym programem, lekcje nigdy nie wyglądają identycznie). I wisienka: wiesz czemu znane piosenki wykorzystywane w podręcznikach, nigdy nie trafiają na taśmę w oryginalnym wykonaniu?
          • chinwag Re: Do agi.p.p. 02.01.11, 17:54
            >Moment, kategorycznie to ja pisałam o bezczelności i lenistwie niektórych ludzi, nie o prawach autorskich:)

            Inne wrażenie odniosłem;), więc OK, rozumiem.

            > wykładowcy na uniwerkach korzystają z praw autorskich

            Bo tworząc "wykład" tworzą pewien nowy "produkt". Programu, czy planu zajęć, nikt im nie narzuca. Najwyżej wyznaczone są pewne ramy. To pan profesor decyduje o czym w ramach wykładów będzie studentom opowiadał i w jaki sposób.

            > Nie wiem czemu lektorzy nie mieliby korzystać z takich samych przywilejów.

            Korzystają, pod warunkiem, że taki "produkt" tworzą. Jeśli natomiast pracują wg cudzego programu, wg materiałów stworzonych przez innych (podręcznik), to są jedynie rzemieślnikami;)

            Poza tym, to nie przywilej, tylko uwzglednienie większych kosztów uzyskania przychodu w przypadku dodatkowego wysiłku intelektualnego włozonego w tworzenie tego "nowego produktu".

            > A dla mnie wykracza to poza dozwolony użytek własny. Ja się produkuję, uczeń ma to w nosie, ale płaci za kurs, bo szkoła wyśle mu nagranie. Kto się na takim działaniu bogaci?

            Uczeń płacący za kurs, a nieobecny na zajęciach prawa do nich nie traci. I dopóki nie wykorzysta tego w innym celu, nie udostepni tego dalej jest to użytek własny.
            Analogicznie, jako właściciel oryginalnej płyty CD możesz zrobić jej kopię na użytek własny. Jeśli wrzucisz ja do jakiegoś P2P łamiesz prawo.
            A kto się bogaci na tym, że nieobecny uczeń otrzymuje nagranie zajęć? NIKT.

            > Jak by nie patrzeć i jak by tego nie uzasadniać: szkoła nie może nas filmować bez naszej wyraźnej zgody (o prawie do ochrony wizerunku mówiliśmy?). A jak ktoś taką zgodę podpisze, to przecież trudno mówić o jakimkolwiek naruszeniu jakiegokolwiek prawa.

            Wspominałem wcześniej o odpowiedniej klauzuli w umowie, również o kwestii wizerunku.
            Tu miałbym wątpliwości, czy do naruszenia dochodzi, jeśli jedynymi osobami są pracownicy szkoły i uczniowie.

            Z pewnością szkoła powinna takowa zgodę zainteresowanych (również uczniów przecież) uzyskać.

            > Właściwie to przydałby się tu jakiś prawnik, który zna się na tych sprawach lepiej niż my.

            A zapewne, choć i prawnicy potrafia spierać sie na smierć i życie w kwestiach pewnych zapisów prawa;)

            > Prawa autorskie mam nie tylko do pliku, ale też do samej prezentacji (w sensie działania).

            No dla mnie to to samo. Chroniąc plik, chronisz wartość intelektualną.

            > O ile w umowie nie ma odpowiedniego zapisu, szkoła musiałaby ten fragment z filmu wyciąć. Program i podręcznik to tylko baza, żaden sensowny lektor nie trzyma się sztywno tego co w teachersie. Obserwujemy reakcje i postępy uczniów, pewne rzeczy rozbudowujemy, inne pomijamy, jeszcze inne zamieniamy na ciekawsze czy bardziej aktualne. Czyli tak naprawdę tworzymy własny, niepowtarzalny kurs (nawet w dwóch grupach z teoretycznie takim samym programem, lekcje nigdy nie wyglądają identycznie).

            Oczywiście. W ramach naszej umowy nawet zobowiązujemy się do takiego działania.
            Każdy z nauczycieli tworzy pewną "wartość dodaną", ale jeszcze raz podkreślam, nie zaprzeczam temu, że mamy prawo takie ćwiczenia uważać za własność intelektualną, a jedynie że nie stanowi to do praw autorskich do całej lekcji.

            > I wisienka: wiesz czemu znane piosenki wykorzystywane w podręcznikach, nigdy nie trafiają na taśmę w oryginalnym wykonaniu?

            Jak domyślam się opłata za wykorzystanie takiej piosenki + wynagrodzenie zespołu coverowego wychodzi taniej niż "zakup" piosenki oryginalnej.


            • aga.p.p Re: Do agi.p.p. 02.01.11, 18:20
              Zmuszasz mnie do szperania w ustawach:) No jak tak można, co?:) W niedzielę?:)

              No dobra. Szukałam jakiejś jednoznacznej interpretacji co do praw autorskich dla zwykłych nauczycieli, ale znalazłam tylko pisma US, który w sprawie "faktu zaistnienia elementu twórczego" odsyła do ministerstwa kultury.

              Przejrzałam też ustawę o prawach autorskich, a tam w art.85 jest mowa o wykonaniu utworu:

              Artystycznymi wykonaniami, w rozumieniu ust. 1, są w szczególności: działania
              aktorów, recytatorów, dyrygentów, instrumentalistów, wokalistów, tancerzy i
              mimów oraz _innych osób w sposób twórczy przyczyniających się do powstania wykonania_. (wyróżnienie moje)

              Dalej jest mowa o tym, że wykonanie jest pod ochroną i nie narusza praw autorskich twórcy, a wykonawcy przysługuje odpowiednie wynagrodzenie.

              Jeśli zastosujemy to do pracy w szkole, to:
              plan +podręcznik +inne materiały -> utwór oryginalny
              prowadzenie zajęć w sposób twórczy -> wykonanie utworu

              Trzeba tylko zdefiniować o co chodzi w "sposobie twórczym". Dla mnie to dość oczywiste, przecież często słychać, że nauczyciel to taki trochę aktor, trochę wodzirej. Wystarczy przejrzeć wcześniejsze wpisy na tej grupie, a znajdzie się sporo na temat przygotowań do zajęć: szperania, kombinowania, szukania nowysh sposobów dotarcia do ucznia. Dla mnie to jest praca twórcza. Można przyjść na zajęcia i czytać regułki z podręcznika, a można te regułki podać w jakiejś ciekawszej formie. W programach zajęć tego nie ma. Nie pisze się o formach, pisze się o zakresie materiału i o celach. A to jak nauczyciel ten materiał wprowadzi zależy już wyłącznie od niego. I to jest jego artystyczne wykonanie. Takie jest moje zdanie i tego się będę trzymać:)

              > Korzystają, pod warunkiem, że taki "produkt" tworzą. Jeśli natomiast pracują wg
              > cudzego programu, wg materiałów stworzonych przez innych (podręcznik), to są j
              > edynie rzemieślnikami;)

              Są wykonawcami. Chronionymi przez ustawę:)

              > A kto się bogaci na tym, że nieobecny uczeń otrzymuje nagranie zajęć? NIKT.

              Szkoła, bo dla niej to świetny chwyt marketingowy. Nie wzbogaci się na tym konkretnym uczniu, ale wzbogaci się na kilku innych, którzy do niej przyjdą tylko dlatego, że nie będą musieli chodzić na zajęcia.

              > Jak domyślam się opłata za wykorzystanie takiej piosenki + wynagrodzenie zespoł
              > u coverowego wychodzi taniej niż "zakup" piosenki oryginalnej.

              Dokładnie. A wychodzi taniej, bo wykonawca jest chroniony prawami autorskimi i tantiemy z tego tytułu byłyby kosmiczne.
              • chinwag Re: Do agi.p.p. 02.01.11, 19:17
                > Zmuszasz mnie do szperania w ustawach:) No jak tak można, co?:) W niedzielę?:)

                Broń Boże Ago, tylko tak wymieniamy poglądy;) Odpoczywaj w sposkoju:)

                Przeczytaj choćby to (pierwsze lepsze, które mi sie w oczy rzuciło):

                interpretacja-podatkowa.pl/interpretacja/pokaz/4-podatek-dochodowy-od-osob-fizycznych/5-koszty-uzyskania-przychodow/71233-koszty-uzyskania-przychodow-nauczyciel-akademicki-prawa-autorskie.html
                Nie traktuje w tak oględny sposób o tym, że skoro zajęcia prowadzę ja, to mi się 50% kosztów uzyskania przychodu należy.

                > Dla mnie to jest praca twórcza. Można przyjść na zaję
                > cia i czytać regułki z podręcznika, a można te regułki podać w jakiejś ciekawsz
                > ej formie. W programach zajęć tego nie ma. Nie pisze się o formach, pisze się o
                > zakresie materiału i o celach. A to jak nauczyciel ten materiał wprowadzi zale
                > ży już wyłącznie od niego. I to jest jego artystyczne wykonanie. Takie jest moj
                > e zdanie i tego się będę trzymać:)

                Ciekawsza forma nie zawsze oznacza nowatorstwo i autorstwo - pewną część sugestii z teacher's booka znajdziesz w każdej swojej lekcji.

                Trzymaj się tego jeśli chcesz, nawet w takiej rozciągłości, ale uczciwie byłoby obiektywnie się zastanowić ile procent mojej pracy, to moja własna twórczość, a ile odtwarzanie cudzych pomysłów i materiałów.

                Zapomnisz natomiast o tym, gdy zatrudnisz się np. w szkole Callana, czy nawet w innych, nie tak ściśle związanych z "nowatorską-autorską metodą", a które zakres materiału i w pewnej choćby części sposób wykonania narzucają. Bo takie są.

                > Są wykonawcami. Chronionymi przez ustawę:)

                I dlatego ich zgoda na filmowanie jest moim zdaniem konieczna. Chroni się ich wizerunek, czy nawet ten "sposób wykonania utworu", ale nie przenosi to na nich praw do tegoż utworu - jak to jest w przypadku nagrań oryginalnych, czy coverowych.

                Tak więc materiał zajęć, na których uczeń był nieobecny nie należy do Ciebie, a jedynie Twoja osoba i te wykorzystane wartości intelektualne, które sama stworzyłaś.

                I tego sie będę trzymać ;)


                j
                • aga.p.p Re: Do agi.p.p. 02.01.11, 19:32
                  >Odpoczywaj w sposkoju:)

                  No teraz to mnie dopiero zestresowałeś:D Mam zamiar jeszcze trochę pożyć:)

                  Zaraz się zabieram za czytanie.
                  • chinwag Re: Do agi.p.p. 02.01.11, 19:48
                    W naszym języku życzy się raczej spoczywania niż odpoczywania w tym kontekście ;)

                    Tak więc ODpoczywaj w spokoju ;)
                • aga.p.p Re: Do agi.p.p. 02.01.11, 20:03
                  Dobra, przeczytałam. I ten tekst dokładnie uderza w ten sam ton co interpretacje, które czytałam wcześniej. Przede wszystkim patrzy na prawo autorskie pod kątem prawa podatkowego. A to chyba jednak nie to samo.

                  Didaskalia w sztuce teatralnej to też sugestia, ale nikt przecież nie zabiera reżyserowi czy scenarzyście praw autorskich do ich interpretacji, prawda?

                  > I dlatego ich zgoda na filmowanie jest moim zdaniem konieczna. Chroni się ich w
                  > izerunek, czy nawet ten "sposób wykonania utworu", ale nie przenosi to na nich
                  > praw do tegoż utworu - jak to jest w przypadku nagrań oryginalnych, czy coverow
                  > ych.

                  Dokładnie. Wykonanie jest chronione w myśl ustawy, ale wykonanie nie zabiera praw autorskich twórcy dzieła.

                  > Tak więc materiał zajęć, na których uczeń był nieobecny nie należy do Ciebie, a
                  > jedynie Twoja osoba i te wykorzystane wartości intelektualne, które sama stwor
                  > zyłaś.

                  IMO to już nie jest takie proste. Treść podręcznika nie należy do mnie. Ale wszystko to co "własnymi słowami" na zajęciach powiedziałam, każdy miniwykład, każde dodatkowe ćwiczenie, prezentacja, omówienie pracy domowej (zwłaszcza esejów) już tak. Korzystając z materiałów na zajęciach nie łamię praw autorskich ich twórców. Tworzę wartość dodaną, i ta wartość jest moją własnością, ja jestem jej autorką. Uczeń może dostać informację co było na zajęciach - nie ma sprawy, wyślę mailem. Ale video z lekcji to jednak coś więcej niż tylko informacja. IMO - trochę za dużo.

                  Ale tak jak mówię, całość interpretacji to już kwestia dla bardziej kompetentnych osób.

                  A ci, którzy się zdecydują na filmowanie, powinni dokładnie przeczytać umowę. Najlepiej _przed_ podpisaniem:)
                  • chinwag Re: Do agi.p.p. 02.01.11, 20:22
                    Zaczynamy wchodzić w bardzo filozoficzne rozważania Ago, z którymi mógłbym się w dużej mierze zgodzić, a w praktyce sprawa jest banalnie prosta.

                    Łatwiej udowodnić konieczność zdobycia zgody na wykorzystanie wizerunku niż naruszenie praw autorskich w przypadku umowy innej niż umowa o dzieło z zastosowaniem praw autorskich i pokrewnych.;)
      • aga.p.p Re: lekcje video 02.01.11, 17:39
        Co do 1-4: amen:)

        Natomiast tutaj:

        > dodatkowa uwaga o prawach autorskich: uczenie w szkole językowej to wykonywanie
        > USŁUGI. zwykle nauczyciel nie ma praw autorskich do przeprowadzonej lekcji, a
        > podpisywanie umów o dzieło lub dzieło autorskie to potencjalny problem podatkow
        > y.

        wchodzisz trochę w inny temat. Mówimy o prawach autorskich, a nie o sposobach rozliczenia. US nie jest od tego, żeby decydować kto ma do czego jakie prawa. Przecież prawa autorskie do własnego dzieła mam nawet wtedy, gdy nie dostanę za nie ani grosza.
Pełna wersja