Dodaj do ulubionych

układy z uczniami, wzajemne stosunki, savoir vivre

19.01.11, 09:26
Mam pytanie, głównie do lektorów/lektorek uczących prywatnie:

Czy przechodzicie z uczniami na "ty"?
Ja się staram tego nie praktykować, dawniej zdarzało się, ale zaprzestałam tego, bo wtedy relacja ustalała sie na poziomie koleżeńskim, uczeń zaczynał więcej mówić po polsku o swoich sprawach itp., zamiast skupiać się na angielskim, poza tym w takim układzie łatwiej przychodziło uczniom odwoływanie, niedopłacanie (typu "brak mi 10 zł, oddam ci za tydzień") - typowe skracanie dystansu.
Przestałam więc proponować, ale co robić, gdy osoby w moim wieku automatycznie przez telefon lub na pierwszym spotkaniu zaczynają mówic na ty? Podczas pierwszych konwersacji, kiedy przedstawiamy się sobie opowiadam krótko po angielsku o mojej pracy, zainteresowaniach itp., tak by uczeń też coś o mnie wiedział - pada tam też informacja o moim wieku (31 lat). Nie jest to więc wiek, który 20-letniej studentce pozwala automatycznie mówić do mnie po imieniu bez pytania czy można, i ja również nie zamierzam jej "tykać" - mówię po imieniu tylko do matury.
Niestety (dla tej akurat sytuacji) brzmię przez telefon i wyglądam bardzo młodo, może nie na 18 lat, ale na pewno na studentkę. Nie pomaga fakt, że mieszkam w wynajmowanym mieszkaniu z kilkoma osobami i może to sprawić wrażenie mieszkania studenckiego (wszyscy są po studiach, ale pewnie poważniej by to wyglądało, gdybym mieszkała sama lub z partnerem).

Co więc zrobić, gdy ktoś parę lat młodszy lub w podobnym wieku zaczyna mówić na ty od pierwszych zajęć? Uparcie wracać do "pani", powiedzieć, że mi to nie odpowiada? Wiem, że przy długiej nauce tworzą się jakieś bliśze kontakty, czegoś się o sobie dowiadujemy itp., ale naprawdę z takim skracaniem dystansu mam tylko złe doświadczenia, związane właśnie z odwoływaniem, kręceniem itp., bo z młodą, mało sztywną osobą łatwiej negocjować.

Szczytem szczytów był 14-latek, 3 klasa gimnazjum, który przyszedł na pierwsze zajęcia, mówiąc :"Mama dzwoniła do CIEBIE w sprawie korepetycji...". Zamurowało mnie. Przez telefon rozmawaiła ze mna matka, ale chyba, do cholery, czytała ogłoszenie, z którego wynika, że mam 8 lat doświadczenia, czyli raczej nie mogę być studentką - nie mówiąc o tym, że 14 latek nie powinien zwracać się po imieniu nawet do studentki, bo zachodzi tu relacja nauczyciel-uczeń.

Możecie powiedzieć, że jetem sztywna, ale nie lubię też nieeleganckich smsów typu "Dziś mnie nie będzie", bez dzień dobry, przepraszam, podania powodu. Zależy mi na zachowaniu pewnych standardów współpracy, a ludzie traktują nauczyciela chyba jak każdego usługodawcę, czyli "nie pasuje mi to nie idę, nie mój problem".

Zdarzają wam się sytuacje, kiedy osoba w zbliżonym do waszego wieku proponuje przejście na ty, bo "będzie wygodniej", albo wręcz od razu na ty przechodzi? Zapobiegacie temu czy wszystko wam jedno?
Obserwuj wątek
    • j8ded Re: układy z uczniami, wzajemne stosunki, savoir 19.01.11, 10:42
      Mam 23 lata i od kiedy uczę (2 lata w szkole prywatnej, 5 korepetycje) zawsze chętnie przechodzę na Ty z uczniami od 16 roku życia i uważam, że w żaden sposób nie wpływa to negatywnie na nasze relacje. Dodam jeszcze, że wyglądam na bardzo młodą - niektórzy dają mi nawet 18 lat. Oczywiście w przypadku dzieci nie można sobie na to pozwolić.
      Jestem wymagająca, ale uważam, że można w inny sposób zmotywować do nauki niż zachowując sztywne reguły. I uważam się za skuteczną, ponieważ wyciągam "niedouczone dzieci" z kiblowania właśnie takim sposobem - zabawy, rozmawiania o tym, co interesujące, ale i piłowania i męczenia, kiedy trzeba :)
      • nighthrill Re: układy z uczniami, wzajemne stosunki, savoir 19.01.11, 11:15
        Widzisz, ja mam inne doświadczenia. oczywiście jeśli kogoś bardzo lubię to chętnie przejdę na ty i nie przeszkadza mi to. Przeszkadza mi tylko 'zakładanie" z góry, że jesteśmy zbliżeni wiekiem, więc nie ma problemu.
        Chodząc do fryzjerki, masażystki, kosmetyczki, lekarki nawet raz w tygodniu i będąc w dość familiarnych relacjach nie przechodzimy na ty, prawda? Pomimo często zbliżonego wieku i "gadania o duperelach" np. z fryzjerką, uznajemy tę relację za służbową:)

        Więc nie dziwi mnie, że niektóre nauczycielki przechodzą na ty, bo sama tak robiłam i w tym roku też mam trzy osoby, które mówią mi po imieniu ( z ich inicjatywy), dziwi mnie tylko, że niektórzy uczniowie od razu zakładają, że tak jest ok.

        Pewnie, że jest sto sposobów motywowania, ale jednak łatwiej być wymagającą i egzekwującą dla osoby, która nie jest nam emocjonalnie bliska, o której życiu osobistym niewiele wiemy. Naprawę mam doświadczenia, które nauczyły mnie, że przy bliskiej relacji, "ty" i zwierzeniach zaczynają się np. problemy z regularnym płaceniem, częstsze odwoływanie na ostatnią chwilę, bo koleżanka się przecież nie obrazi...zaciera się trochę profesjonalna relacja, oczywiście można zyskać coś w zamian, ale jednak pracuję dla rezultatów, postępów uczniów i zysku finansowego:)

        Uczniowie 16-letni (czyli de facto początki liceum) nie traktują cię jak koleżankę, szanują tak jak "panią" w szkole mówiąc ci po imieniu? Nie zmienia się to trochę w kumpelską relację? Pytam z ciekawości, u mnie to nie zdało egzaminu:)

        A tego 14-latka już nie uczę, choć z innych powodów.
      • nighthrill Re: układy z uczniami, wzajemne stosunki, savoir 19.01.11, 11:33
        Oczywiście, że w czasie konwersacji używamy imion bądź formy "you" i jest to ok.
        Ale na poziomie zupełnie zerowym część rzeczy tłumaczę przecież po polsku - wtedy mówię "proszę spojrzeć na ćwiczenie nr 5" itp. Umawiając się na kolejne zajęcia, pisząc czy dzwoniąc też trudno uniknąć formy "pani", przecież nie wszystko załatwia się po angielsku, nawet z tymi zaawansowanymi.

        Kurczę, okażę się, że mam naprawdę restrykcyjne podejście i każda z was jest z uczniami po imieniu, chyba że to dzieci:) Czy ktoś jeszcze podchodzi do sprawy tak, jak ja?
        • kociamama Re: układy z uczniami, wzajemne stosunki, savoir 04.03.11, 08:46
          Przykład przez Ciebie podany, akurat, nie wymaga mówienia po polsku. Rozumiem, tłumaczenie gramatyki, jak ktoś nie kuma, parę słów. Ale proste komendy to chyba można od razu po angielsku.

          Co do mówienia na ty, z większością uczniów jestem na ty, oprócz dzieci, ale jak czują, że chcą mi mówić na ty, gdy mają ok. 16 lat to mówią. Ja nikogo nie poprawiam, nie czuję się z tym źle.

          Jasne zasady ustalone na początku pomagają. Jak powiesz, że, jeśli ktoś zamierza nie przyjść to musi odwołać lekcję poprzedniego dnia, i że można odwołać tylko tydzień zajęć (lekcję, 2, w zależności od częstotliwości spotkań) a ponadto trzeba odrobić, albo opłacić takie zajęcia, uczniowie pamiętają wtedy, bo boją się opłaty "za nic".
    • mewa-01 Re: układy z uczniami, wzajemne stosunki, savoir 19.01.11, 12:47
      Tylko 1-2 razy zaproponowano mi przy pierwszej lekcji przejście na "ty". Sama też nie wyskakuję z taką propozycją. Po iluś tam spotkaniach przychodzi taki moment, kiedy to "ty" wymknie się i wtedy za obopólną zgodą zwracamy się do siebie po imieniu. Uczę dorosłych, a oni na ogół mają maniery. Nie uczę dzieci, mam natomiast dwóch maturzystów szykujących się do rozszerzonej matury, ale nawet oni nie przekraczają linii, nie mówią do mnie po imieniu - są to naprawdę grzeczne chłopaki z normalnych domów.

      Od czasu do czasu miewam telefony od studentów, którzy od razu zwracali się do mnie jak do kumpelki, ale ja odpowiadałam zawsze "Pani" lub "Pan" - część z nich była wystarczająco bystra by zrozumieć co miałam na myśli ;-) Zresztą studentów też raczej nie uczę, bo z nimi jest największy problem. Sami nie traktują życia poważnie, więc tak samo poważnie traktują ludzi, w tym lektorów. Ja również miałam dość sms'ów na godzinę przed lekcją w stylu "jestem u rodziców, zobaczymy się za tydzień..." Czasem było słowo "sorry" ;-)


      Jeśli chodzi o sam język angielski i bezpośredni sposób zwracania się do ludzi, to nie widzę powodu by przenosić tamtejsze standardy na nasze terytorium. Uważam tak dlatego, że jesteśmy Polakami i mieszkamy w Polsce, a my mamy inną kulturę. Przechodzenie na "ty" powinien być wynikiem obopólnej zgody na taką formę. I tu nie chodzi o sztywność w obyciu, bo na co dzień jestem dość rozgadaną i uśmiechniętą osobą, ale dlatego, że ze wszystkimi na "ty" nie jestem i nie chcę być. W sklepie też nie mówię do ludzi po imieniu. Nawet do cioć i wujków zwracam się "ciociu", czy "wójku". Tak zostałam wychowana, a narzucanie innej kultury na naszą nie ma sensu. Dodam, że spędziłam w UK wiele lat i tam było to OK. Ale nie jest to powód, by robić u nas to samo. Kocham język angielski, bardzo podoba mi się kultura krajów anglosaskich, ale kocham też nasze zwyczaje i tradycje. Powiem więcej, "tykanie" wcale nie ułatwia kontaktów międzyludzkich. Wprost przeciwnie - prowadzi do lekceważenia w wielu przypadkach. Tak więc droga nighthrill - jestem po twojej stronie.

      • chinwag Re: układy z uczniami, wzajemne stosunki, savoir 19.01.11, 13:27
        Sprawa jest moim zdaniem prosta.

        Jeśli chodzi o uczniów, będących naszymi rówieśnikami, choćby pi-razy-oko, to nie ma w tym problemu. Czy oby od pierwszego spotkania? To zależy, np. od wieku. Młodsi chętniej to robią od razu, starsi, wychowani jednak w konwencji "pan/pan" potrzebują troszkę więcej czasu.

        Z drugiej strony do użycia imion podczas zajęć tylko, a formy pan/pani poza nimi już po polsku ludzie się przyzwyczajają szybko.


        Natomiast pozwalanie uczniom szkolnym (bez względu na jej status) na mówienie nauczycielowi po imieniu jest absolutna pomyłką.

        Jest próbą "kupienia" sobie uczniów, no bo skoro jestem panią taką fajną, waszą koleżanką, kumpelą, to wy drogie dzieciaczki będziecie mi jeśc z ręki.
        Taka moda...wiochą z Mody na sukces trącąca;)

        Znam kilka osób, które próbowały tego sposobu, wszytkie z niego zrezygnowały prędzej,czy później.

        Biorąc pod uwagę naszą polską hierarchię społeczną, relację nadrzędności nauczyciela w stosunku do ucznia, który musi podporządkować się regułom przez tego nauczyciela stanowionym, ze względu na zależność sytuacji ucznia od decyzji i oceny nauczyciela o takiej poufałości mowy nie ma.
        Zbudowanie relacje przyjacielskich, bardzo ciepłych, pełnych uśmiechu, radości, ale też zaufania, szacunku i lojalności jest możliwe oczywiście, ale nie w ten sposób.
        • amused.to.death Re: układy z uczniami, wzajemne stosunki, savoir 19.01.11, 14:03
          > Natomiast pozwalanie uczniom szkolnym (bez względu na jej status) na mówienie n
          > auczycielowi po imieniu jest absolutna pomyłką.

          Tu się zgadzam, natomiast co do reszty...
          Ta jak ktoś traktuje zajęcia nie zależy od tego czy jesteśmy z kimś na ty czy nie, tylko od relacji jakie mamy i ogólnie od podejścia ludzi.
          Akceptuję potrzebę niektórych ludzi do mówienia o sprawach osobistych - no niektórzy tak mają - w sumie skoro oni chcą i mówią po angielsku to mi to nie przeszkadza:D
          W wielu firmach obecnie mówi się na 'ty' więc nawet 'starsi' często nie mają nic przeciwko temu - wręcz przeciwnie sami to proponują. Najtrudniej było mi się przyzwyczaić do tego jak miałam dwadzieścia kilka lat - mówienie do kogoś 50+ na ty wydawało mi się dziwne. Ale jak już się przyzwyczaiłam - od tamtego czasu jest normalne:)
          Z niektórymi nie przechodzę na 'ty' - nie wiem od czego to wynika, ale zdarza się - po prostu pan/pani nikomu nie przeszkadza;)

          Ja bym powiedziała, że to często ludzie młodzi mają problem a nie starsi - i to raczej wynika z obserwacji związanych z językiem polskim a nie angielskim.
    • baba67 Re: układy z uczniami, wzajemne stosunki, savoir 19.01.11, 14:19
      Jesli chodzi o sms typu "dzis mnie nie bedzie" to niestety mam tylko jedna taka osobe, maturzystke i to corke moich przyjaciol . I wole dotrwac do tej matury niz teraz ten temat poruszac.Za bardzo ich lubie zeby dopuszczac sie krytyki czego co moga uznac za bledy wychowawcze, moze kiedys im to powiem.
      Gdyby nie ta okolicznosc a poza tym frekwencja bylaby przecietna chyba bym zaczela subtelnie wychowywac piszac niezwykle uprzejme iodpowiedzi.

      Co do tykania-jestem po imieniu z 5 osobami- jedna juz pracuje 4 lata, z pozostalymi nieco mniej -sa po trzydziestce jedna starsza-powazni ludzie, rodziny, dzieci, powazna praca, uczniowie w dobrym gatunku, nigdy nie wykorzystywali tego ukladu.
      Rozumiem ze kazdy jest troche inny i ma prawo do swoich odczuc ale ja bym nie demonizowala tego tykania. Nie sadze zeby czlowieka z natury niezorganizowanego i sklonnego do slomianych zapalow mowienie nauczycielowi na pan/pani zmotywowalo-bedzie co najwyzej grzeczniej odwolywal i dluzej sie tlumaczyl-efekt pozostanie ten sam-i tak tzreba bedzie zakonczyc wspolprace.
      Co nie znaczy ze jestem sklonna do tykania sie zcalym swiatem-juz jednak nie ten wiek :-)
    • black.joanna Re: układy z uczniami, wzajemne stosunki, savoir 19.01.11, 18:23
      Ja, prawdę mówiąc nie wyobrażam sobie takiej sytuacji. Pracuję już 15 lat i nigdy mi się to nie zdarzyło, mimo że wyglądam (podobno:) bardzo młodo.
      Zdarzyło mi się parę razy coś śmiesznego w szkole - w trakcie lekcji ktoś wchodzi do klasy i pyta "gdzie jest nauczyciel?", albo "z kim macie lekcję?" Wzięto mnie za uczennicę :).
      Nie wiem co Ci poradzić, może po prostu lepiej od razu powiedzieć, że Ci to nie odpowiada?
    • johnnysucker Re: układy z uczniami, wzajemne stosunki, savoir 19.01.11, 18:37
      Kiedy byłem na studiach, większość wykładowców na ćwiczeniach zwracało się do nas po imieniu, mówiąc po angielsku, oczywiście. Ewentualnie po imieniu, używając angielskiego odpowiednika. Po polsku był juz pan / pani. Wiem, że w Anglii to normalne, ale w Polsce to nie przejdzie. Jest to jakoś tak nie w smak. Jednak jedna pani, którą bardzo lubiliśmy, zwracała się do nas per Miss / Mister plus nazwisko. Ja też tak robię. Czasem dla żartu powiem niepoprawnie "Miss Kate" albo "Mr Jurek". Po imieniu zwracam się tylko do uczniów poniżej 18 roku życia, ew. maturzystów. Albo kiedy ktoś starszy ode mnie mi to zaproponuje.
      Również mam 31 lat i uczę osoby w różnym wieku. Oficjalna forma zwracania się do kogoś wcale nie oznacza sztywnych stosunków. Nie przeszkadzała i w moim przypadku, kiedy obchodziłem urodziny. Otrzymałem górę prezentów od pracowników i szefostwa, czasem chodzimy razem na lunch, były też drinki. Tak to już jest z tym naszym językiem, że różni się od innych nie tylko słownictwem i gramatyką. Niesie on ze sobą naszą polską przeszłość, tradycję i kulturę.
    • johnnysucker Re: układy z uczniami, wzajemne stosunki, savoir 19.01.11, 18:44
      Aha, SMS w stylu "dzisiaj mnie nie będzie" wysłany godzinę przed lekcją = wyrzucenie ucznia. Nie mam tutaj żadnych skrupułów. To jest brak szacunku dla drugiej osoby.
      Na szczęście takie sytuacje zdarzają się bardzo rzadko, większość moich uczniów to poważni ludzie poleceni przez innych zadowolonych klientów.
    • alina.walkowiak Re: układy z uczniami, wzajemne stosunki, savoir 19.01.11, 21:12
      Na "ty" jestem wyłącznie z tymi uczniami, których wcześniej znałam - moi znajomi, w moim wieku lub starsi.
      Pracuję głównie z dziećmi i licealistami - nie ma mowy o przejściu na "ty". Zgadzam się z przedmówcami, że lepiej wychodzi się na zachowaniu dystansu.
      Podobnie nie przechodzę na "ty" w szkole językowej, uważam to za mało profesjonalne.

      Kultura osobista to coś co charakteryzuje głównie pokolenie starsze. Im młodsi, tym mniej szacunku mają do nauczycieli i innych osób w ogóle. Zdarzały mi się przypadki żucia gumy na zajęciach i to nie tylko w przypadku młodocianych :) Sms-y o odwołanych zajęciach też już przerabiałam. Na ostatnia chwilę i bez słowa "przepraszam".
      • angksiazki Re: układy z uczniami, wzajemne stosunki, savoir 19.01.11, 23:16
        Ja w 100% zgadzam się nighthrill: miałam takie same obserwacje. Mówienie po imieniu dużo zmieniają w relacjach. Teraz, kiedy mam 35 lat prawie nikt nie proponuje mi przejść "na ty" a nawet jak ktoś to robi, to ja odpowiadam, że postaram się, ale nie obiecuję, bo ze wszystkimi uczniami jestem per Pan/Pani. I rzeczywiście - potem już nie pamiętam kto mi co proponował, ze wszystkimi jestem równo per Pan. Kiedy dostają maila na dzień dobry: "Znalazłam Twoje ogłoszenie..." po prostu nie odpowiadam.
        PS Chodzę na salsę i pani prowadząca zaznaczyła, że jesteśmy wszyscy po imieniu. Szczerze, jakoś przez gardło mi nie przełazi mówienie po imieniu do niektórych Pań.
        • amused.to.death Re: układy z uczniami, wzajemne stosunki, savoir 20.01.11, 00:42
          To ja powiem jak jest z drugiej strony.

          Uczyć uczę studentów więc tutaj wszystko jest jasne.
          Poza tym mam zajęcia indywidualne - tu w większości przypadków na 'ty'.
          Ale poza tym...
          Chodzę na zajęcia z hiszpańskiego - 'przerobiłam' już różnych nauczycieli - i najfajniejsi byli ci, z którymi byliśmy na ty, ci dwaj, którzy zawsze byli na pan/pani byli niesamowicie nudni i sztywni - i o ile w pierwszym przypadku chodzenie na zajęcia to była czysta przyjemność, to w drugim tylko moje poczucie obowiązku powodowało, że chodziłam (do czasu, bo potem stwierdziłam, że to strata czasu).
          Żeby było śmieszniej to właśnie ci nauczyciele z którymi byliśmy na 'ty' byli w stanie i zadać pracę domową i zrobić test....

          Na fitness na którym chodzę, też jesteśmy na 'ty' na zajęciach - i sprawdza się:)
          Raz tylko trafiłam na zajęcia z facetem, który zwracał się do nas przez 'panie' - więcej nie poszłam, bo teoretycznie wszystko było ok, ale nie było sympatycznie.

          Ogólnie nauka jest dla mnie przyjemnością więc lubię jak jest miło, swojsko i bez zbędnego sztywniactwa - czy to kurs hiszpańskiego, siłownia czy hobbystyczne spotkanie forumowe - po prostu lepiej mi się wtedy uczy.
          Nie wiem, może to przychodzi z wiekiem, ale nie chce mi się tylko uczyć. Jako uczeń chce się uczyć i chcę, żeby to było przyjemne.
          • baba67 Re: układy z uczniami, wzajemne stosunki, savoir 20.01.11, 09:41
            To ze ktos jest nudny i sztywny nie musi wynikac z tej formy. Mialam przez prawie trzy lata z panem na tyle starszym ode mnie ze nie wypadalo mi zaproponowac formy TY nawet gdybym miala na to ochote. A nie mialam. czulam sie na luzie ale traktowana z galanteria,poruszane byly rozwniez osobiste tematy choc z odpowiednia doza dyskrecji. BYlo super. Mam tez doswiadczenie mlodych panieniek ktore chca jednostronnego tykania-ale nie maturzystek i tu rzeczywiscie moje przeszle doswiadczenia nie byly najlepsze i w przyszlosci nie bede sie na to godzic.
        • baba67 Re: układy z uczniami, wzajemne stosunki, savoir 20.01.11, 08:29
          W trakcie zajec fitness czy tanecznych w moim klubie jest zasada ze w trakcie zajec instruktorka mowi na ty- bo to nawet smiesznie brzmi-niech pani podniesie wyzej noge :-) Ale po juz na pani. To TY traktujemy jako bezosobowe, rzucone do wielu cwiczacych-napnij miesnie brzucha a potem podnies stope-to nie razi.jest praktyczne, krotsze lepiej przywajalne-moze o to chodzi w tej salsie?
        • chinwag Re: układy z uczniami, wzajemne stosunki, savoir 20.01.11, 10:34
          --> Angksiazki

          Mówienie komuś starszemu po imieniu i vice versa powinno być rezultatem zacieśnienia znajomości, a nie "technicznym" elementem zajęć.

          --> amused

          Jeżeli znasz kogoś, kogo uczysz dobrze i nie chcecie "panowania", to oczywiście, że to wam w waszych kontaktach pomaga, tworząc milszą, luźniejsza, bardziej koleżeńską atmosferę.
          I będziesz oczywiście sobie to chwalił, dopóki ta druga strona nie zechce tego wykorzystać w sposób, który Tobie się nie spodoba.
          Ja osobiście też bywam z niektórymi uczniami (są to osoby dorosłe) na ty), w pracy z każdym praktycznie.

          Co do nauczycieli hiszpańskiego, to jako nauczyciel - naprawdę twierdzisz, że ci nauczyciele byli w stanie wyegzekwować pewne obowiązki bo byli z wami na TY? Bo gdyby ci sami nauczyciele trzymali się formy pan/pani, to już pracy domowej nikt by nie odrabiał?

          Co jest jasne w relacjach z Twoimi studentami? Że mówisz im pan/pani? I jak egzekwujesz przygotowanie do kolokwium? Na Twoich zajęciach nie ma miłej atmosfery, przyjaznych relacji, a jednocześnie nie potrafisz wyegzekwować swoich wymagań? ;)

          --> babo

          Doszłaś do pewnej logicznej konkluzji - to, czy jesteśmy stworzyć miłą, przyjazną atmosferę, czy zdarza się nam śmiać do rozpuku na tych zajęciach, sprawić, że ludzie ci chętnie wracają na nie, a jednocześnie czują respekt i wstyd, gdy zaniedbają swe obowiązki NIE ZALEŻY od tego, czy jesteśmy na ty, czy używamy form grzecznościowych pan/pani.

          Piszę oczywiście o uczniach, którzy są dorosłymi ludźmi, co myślę o pozwalaniu małoletnim "tykania" nauczycieli pisałem wcześniej.
          • amused.to.death Re: układy z uczniami, wzajemne stosunki, savoir 20.01.11, 11:02
            > Co do nauczycieli hiszpańskiego, to jako nauczyciel - naprawdę twierdzisz, że c
            > i nauczyciele byli w stanie wyegzekwować pewne obowiązki bo byli z wami na TY?

            Nic takiego nie napisałam.
            Napisałam to, ponieważ pojawiły się tu opinie, że przejście na 'ty' powoduje zmianę nastawienia do zajęć, większe olewanie i pozwalanie sobie na więcej - chodzi mi o to, że używanie formy pan/pani nie jest konieczne, żeby nauczyciel był w stanie egzekwować to co chce.

            Co do studentów - nie mam problemów z egzekwowaniem przygotowania do kolokwium. Atmosfera, mam nadzieję jest miła.
            To jest trochę inaczej - bo zajęcia językowe są narzucone z góry - chodzi każdy, czy chce czy nie, a studenci jeszcze się nie zawsze nauczyli odpowiedniego korzystania z wolności.
            Ale tutaj rozmawiamy o kursach i korepetycjach chyba - więc to trochę inna sytuacja.
            • claratrueba no to ja jestem sztywna jak pogrzebacz 20.01.11, 12:47
              .. bo nie przechodzę na 'ty" NIGDY, po doświadczeniach sprzed lat 20. Wyj.- kiedy uczę znajomych, ale to oczywiste. Nikt z uczniów również nie podejmuje takiej inicjatywy. Choć uczniowie dorośli proponowali, by ich 'tykać" ale po prostu powiedziałam, że jestem przywiązana do "Pana", "Pani". Powód mojego nieproponowania- oduczyłam się "kumpelskiego stylu" lekcji bo to skutkuje rozmaicie, ale najczęściej dość luźnym traktowaniem swoich obowiązków przez ucznia bądź dyskusjami 'warto czy nie warto tego zagadnienia omawiać". Ja nie jestem żadnym partnerem dla ucznia, nawet dorosłego a osobą odpowiedzialną za jego postępy w nauce. W przyp. młodych ludzi- nieraz bardziej niż oni. Bo to ja jestem w pełni świadoma ważności matury czy egzaminu, a młodzież- różnie.
              Niestety, dla bardzo wielu uczniów "tykanie" jest wystarczającym powodem by lekcje traktować jak część życia towarzyskiego, a nie obowiązek.
              • nighthrill Re: no to ja jestem sztywna jak pogrzebacz 20.01.11, 13:08
                I z takim podejściem zgadzam się najbardziej, Clarotruebo :-)

                W tym roku mam parę w wieku 26 lat, więc odrobinę ode mnie młodsi, ale już pracujący - chodzą solidnie, ale niestety od razu przeszli na "ty" ( przez telefon jeszcze było "pani", ale gdy tylko mnie zobaczyli zaczęło się "ty" bez pytania), i trochę to wpływa właśnie na ich stopień przykładania się. Nie napiszą dziś testu, choć się umawialiśmy, bo mieli dużo pracy, napiszą za tydzień. Na kartkówkę mogą umówić się za dwa tygodnie ( a uprzedzałam na początku pracy, że robię niezapowiedziane 5-minutówki ze słownictwa, więc zgoda na umówienie się to i tak ustępstwo z mojej strony), bo coś tam. Ćwiczeń nie odrabiają z lekcji na lekcję tylko hurtem, po zakończeniu działo, bo..."tak wolą".
                Chłopak z tej pary daje korepetycje z matematyki i lubi podkreślać, że ON wie, jak takie zajęcia powinny wyglądać. Guzik prawda, to zupełnie inny typ nauczania. To że ktoś daje korki z matematyki nie oznacza, że wie jak uczyć języków.
                Jestem więc trochę sztywna wobec nich - zwłaszcza wobec niego, bo zauważyłam, że rywalizuje bardzo ze swoją dziewczyną i potrafi się z niej wyśmiewać, jeśli zrobi błąd, co jest według mnie niedopuszczalne - i potrafię powiedzieć :"Piszemy dzisiaj, tak jak się umawialiśmy", "Nie możemy w nieskończoność przekładać tego testu", "Nie napisaliście wypracowania w domu, napiszecie teraz" - jak z gimnazjalistami.
                I tutaj akurat "ty" zaszkodziło, łatwiej byłoby bez niego...
                • claratrueba ano, właśnie 20.01.11, 14:00
                  .. takie miałam doświadczenia kiedy jako młoda, naiwna, ceniąca luz osoba zaczęłam uczyć w wieku 18 lat (musiałam utrzymać się na studiach). Dodaj jeszcze wygląd taki, że na 5. roku studiów nie chcieli mnie na filmy od 18 lat wpuszczać- klapa z dyscypliną totalna. Na szczęście udało mi się wówczas wybierać uczniów duuużo ode mnie starszych i było dobrze.
                  Od tamtej pory mój "image lekcyjny"- włosy w rulon "jak nadzorczyni z Auschwitz" zdaniem moje męża, garsonka albo garnitur, szpilki (niski wzrost też nie pomaga). Bo to wszystko tworzy relacje- sorry, ja tu oficer, a uczniowie żołnierze. I im lepiej (czasem ostrzej) ja ich potraktuje na lekcji, tym wieksze szanse na dobrze zdany egzamin lub większą wiedzę.
                  W wojsku sie mówi "im więcej potu na poligonie tym mniej krwi na polu bitwy". w/g mnie- im więcej stresu na lekcji tym mniej łez na maturze.
                  A "fajnie" to moze byc na imprezie albo w kinie. Nauka to najcięższa praca jaką znam.
                  Najlepiej uczyło mi się właśnie żołnierzy i .. piłkarzy. Wiedzieli, kto rządzi. Choć były bunty- kazałam znaleźć innego nauczyciela. Nikt nie skorzystał.
                  • baba67 Re: ano, właśnie 20.01.11, 18:15
                    A ja przyjelam nastepujaca zasade-traktuje doroslych ludzi jak doroslych. Przychodza do mnie chcac postepow-od razu mowie, ze istnieje opcja za uczymy sie tyllko na lekcji-opcja wolna, malo dla ucznia oplacalna, ale istnieje. Mowie ze nie chce wysluchiwac wymowek ze sie czegos nie zrobilo, bo mnie to zenuje. Jesli ktos przestaje robic prace ktore mu daje-przestaje je zadawac-dla mnie czysty zysk nie musze sprawdzac w domu. I uczymy sie tylko na lekcji czyli drepczemy w miejscu.
                    Inna sprawa z osobami ktore samodzilenie przygotwuje do certyfikatow-zapowiadam ze bez prac domowych to nie ma sensu i albo sie milo zegnamy albo rezygnujemy z certyfikatu i uczymy sie ekstensywnie bo ja za nic odpowiedzialnosci nie biore.
                    Z dziecmi i mlodzieza sytuacja oczywiscie wyglada inaczej.
                    Oczywiscie wszystkie moje uwagi dotycza lekcji indywidualnych, nie firmowych na zlecenie, kiedy to sytuacja nauczyciel jest zupelnie inna.
                    Jak dotad ta postawa sie sprawdza-rynek jest na tyle ciezki, ze nie wiem dlaczego malabym rezygnowac z przyzwoicie chodzacego ucznia ktoremu odpowiada nauka ekstensywna czyli bez prac domowych i testow.,o ile jest uczciwie poinformowany o skutkach tej decyzji.
            • chinwag Re: układy z uczniami, wzajemne stosunki, savoir 20.01.11, 14:23
              -> do amused

              No to musiałem odnieść mylne wrażenie;) Biorąc pod uwagę poniższe wyjaśnienie, to zgadzam się w 100%.

              -> do nighthrill

              Myślę jednak, że stosowanie form pan/pani w podejściu tych dwojga do pracy nic by nie zmieniło.

              -> do claratrueba

              Dyscyplina jest konieczna w nauce. Choćby nie wiem jak reformatorsko do relacji z uczniami podchodzić nie zmieni się nadrzędnej pozycji nauczyciela, który z definicji jest tym, który uczy, kieruje, decyduje, ocenia itd.

              Natomiast nie zgadzam się absolutnie z jednym stwierdzeniem - choć mam podejrzenia, że to taki "skrót myślowy", czy inne "nadużycie semantyczne":

              "A "fajnie" to moze byc na imprezie albo w kinie. Nauka to najcięższa praca jaką znam."

              1. Nauka nie musi być ciężka, trudna, czy męcząca.
              2. Na lekcji też może być "fajnie". Przyjemna atmosfera i humor ułatwiają pracę i uczniom i nauczycielom - o ile stosowane z głową.
              3. Nauka absolutnie nie powinna być ponurą katorgą.


              • claratrueba Re: układy z uczniami, wzajemne stosunki, savoir 20.01.11, 14:49
                1. Nauka nie musi być ciężka, trudna, czy męcząca.
                > 2. Na lekcji też może być "fajnie". Przyjemna atmosfera i humor ułatwiają pracę
                > i uczniom i nauczycielom - o ile stosowane z głową.
                > 3. Nauka absolutnie nie powinna być ponurą katorgą

                Absolutnie nie chodzi tu o atmosferę. Niektóre lekcje mam w domu i rodzina pyta "wy się uczycie czy komedie oglądacie?" bo śmiechu nie brak.
                Ale stopień wysiłku, którego wymaga nauka (od obydwu stron) jest w/g mnie nieporównywalny z inna pracą. Koncentracja, konieczność zapamiętywania, powtarzanie- to ogromny wysiłek niemały stres, kiedy cos nie idzie.
                I wielka sztuka nauczyciela by zdyscyplinowac ucznia gdy mu sie nie chce i wykazać zrozumienie, gdy mu nie idzie, choć się stara.
                Ale to nadal nie będzie "fajne"- to słowo pasuje mi do rozrywki. natomiast może byc źródłem wielkiej satysfakcji dla ucznia, dumy ile osiągnął- a to wspaniałe uczucie.

                • nighthrill Re: układy z uczniami, wzajemne stosunki, savoir 20.01.11, 15:12
                  A co ze strojem w domu? Przebieracie się "do pracy"?
                  Ja mam głównie zajęcia u siebie, no i nie będę wkładała na nie szpilek, nie mówiąc już o tym, że nie mam takowych.
                  Zazwyczaj mam bluzkę z długim rękawem i spódnicę, ale nie garsonkową. Kolory ciemne, bo tylko takie noszę. Na nogach balerinki, nie kapcie. Okulary.
                  Jest to właścwie mój codzienny strój, głupio i niezręcznie bym się czuła w domu w garniturze.

                  Pewnie, że nauka może być miła i przyjemna - ale nie jest łatwa. Najlepiej pracuje mi się z dość zaawansowanymi dorosłymi, którzy chcą i potrafią się uczyć, chodzą regularnie. Ale takich ze świecą szukać.

                  Potrafię motywować, nie wytykam błędów, gdy widzę, że ktoś jest przybity, gdy trzeba pocieszam, że nie jest tak źle...ale olewactwa i oczekiwania, że "samo" wejdzie do głowy nienawidzę, a to chyba najgorszy problem we współpracy z uczniami z każdej grupy wiekowej. Raz lub dwa razy w tygodniu ze mną, a w domu nic, ćwiczenia miesiącami niewypełnione, teksty nieprzeczytane, bo brak czasu. Najbardziej ( oprócz odwoływania) denerwuje mnie przychodzenie nieprzygotowanym i lightowe do tego faktu podejście. "Tekst był za trudny/za długi, więc nie przeczytałam", albo "Przeczytałam, ale nie pamiętam/nie mam przy sobie/nie posprawdzałam slownictwa".
                  Zawsze proszę o uprzedzanie np. smsem poprzedniego dnia, że ktoś nie przeczytał, zgubił kartkę, nie będzie mógł się przygotować, nie da rady napisać testu. dzięki temu wiem, że mam przygotować coś innego, dokserować więcej rzeczy. Nie lubię być stawiana w sytuacji, gdy przeznaczam powiedzmy 30 minut na rozmowę o zadanym tekście, ale ktoś go nie przeczytał i nawet nie ma kopii, by czytać wspólnie, albo liczę, że 15 minut będzie trwało napisanie testu, w związku z tym mam mniejszą ilość materiałów, ale ktoś odmawia pisania.
                  I co? Nikt z tego przywileju informowania nie korzysta, nadal przychodzą na tzw. "pałę", jak to mówił docent na studiach. Chyab zacznę stosować sposób tutaj na forum już wspominany - zawsze zakładać, że uczeń nie zrobił nic ponadto, co ze mną na lekcji.
                • chinwag Re: układy z uczniami, wzajemne stosunki, savoir 20.01.11, 15:17
                  Nie rozumiem co tak specyficznego jest w słowie "fajnie", że nie może być odniesione do nauki, a jedynie rozrywki?
                  Świetnie sie podczas zajęć bawicie, jest humor, jest śmiech, jest zrelaksowana atmosfera, ale ... nie jest fajnie?

                  Co do wysiłku i koncentracji. Mógłbym Ci zrobić listę co najmniej 10 prac, które wymagają większego wysiłku intelektualnego i koncentracji, ale po co się spierać, zresztą pewnie i tak bym Cię nie przekonał, że chirurg naczyniowy jednak potu wyleje więcej ;)

                  Wysiłek nauczyciela i potrzeba szczególnej umiejętności...oczywiście niezbędne w naszej pracy, ale czemu można to osiągnąć w tak martyrologiczny sposób?
                  • claratrueba Re: układy z uczniami, wzajemne stosunki, savoir 20.01.11, 21:34
                    Nie rozumiem co tak specyficznego jest w słowie "fajnie", że nie może być odnie
                    > sione do nauki, a jedynie rozrywki?
                    > Świetnie sie podczas zajęć bawicie, jest humor, jest śmiech, jest zrelaksowana
                    > atmosfera, ale ... nie jest fajnie?

                    Nie. Bywa zabawnie. Ale właśnie- bywa. Na każdej lekcji są takie momenty, ale to ułamek czasu. Odpoczynek. Ja robię 90 min. na raz i taka chwila relaksu mniej więcej w połowie, czasem dwie są pomocne. Natomiast reszta czasu jest na pełnej koncentracji. Nie wiem, czy to zaraz martyrologia.
                    Za to wiem, co (oprócz szczeniackiego wyglądu na początku) skłoniło mnie do bardzo tradycyjnego stosunku- wspomnienia ze szkoły, studiów. Dziwnym trafem z tych przedmiotów, na których atmosfera była stos. luźna, ani ja, ani moi koledzy za dużo nie umieliśmy. Nie mówiąc o pracach domowych- nie robiliśmy. Ja nie mam tego problemu. U mnie prace domowe są zawsze. Zwykle długie (po 20-40 zdań do tłumaczenia, po 5 stron testów, po2 rozprawki). Naprawdę nie pamiętam kiedy ktoś nie odrobił. A teraz, oglądając Polska-Szwecja, przypominam sobie zdania pisane lewą ręką w autobusie, bo uczniowi kciuk u prawej złamał przeciwnik na meczu.
                    Bo atmosfera luźna sprzyja luźnemu traktowaniu obowiązków i tyle.
                  • amused.to.death Re: układy z uczniami, wzajemne stosunki, savoir 20.01.11, 22:12
                    > Nie rozumiem co tak specyficznego jest w słowie "fajnie", że nie może być odnie
                    > sione do nauki, a jedynie rozrywki?

                    no ja właśnie też tego nie rozumiem i chyba stąd wynikają różnice zdań w tym wątku.
                    Bo dla mnie nauka może i powinna być fajna - i tak, ja swój obecny kurs hiszpańskiego traktuję jako rozrywkę - nie zajęcia, na które trzeba iść, ale czas kiedy cieszę się że mogę tam iść. Prace domowe odrabiam - i większość przypadków inni ludzie też te prace domowe mają.

                    Nauka może być fajna - nawet jak trzeba się czasem wysilić.
                    Tak jak np. bieganie na bieżni może być fajne, mimo że pot z człowieka ścieka.
                    Albo kilkugodzinny trekking, kiedy jest się zmęczonym, buty w błocie, ale widoki i towarzystwo świetne i jest fajnie. etc.

                    Nie pamiętacie słynnego powiedzenia B. Franklina?
                    Tell me and I forget
                    Teach me and I learn
                    Involve me and I remember.

                    Oczywiście nie twierdzę, że w większej grupie dostosujemy się do oczekiwań wszystkich - bo każdy ma te oczekiwania inne, ale w ostatnich postach zaczęliśmy już pisać o zajęciach indywidualnych - i tu na prawdę można wiele (choć oczywiście nie wszystko).

                    Kwestia przygotowania do zajęć - to chyba też problem na kolejną rozmowę.
                    Bo poza ludźmi, którzy się uczą do egzaminu, to czegoś tam, albo... czegoś jeszcze innego są też ludzie, którzy np. mają ciężki okres w pracy/ życiu i np. chodzą po to, żeby nie zapomnieć. OK, stoją w miejscu, ale się nie cofają - bo jeśli przerwą trudniej nadrobić. No i w ogóle trudniej wrócić.
                    Ja ich rozumiem, bo też w ubiegłym roku miałam taki okres - i moja nauczycielka była wyrozumiała - dużo powtórek, i 'recyclingu' mniej nowego materiału - dało się.
      • mewa-01 Re: układy z uczniami, wzajemne stosunki, savoir 21.01.11, 14:14
        Dokładnie tak. Ale tylko ten kto przepracował kilka lat w korporacji o tym wie.

        Ktoś wcześniej napisał, że w firmach ludzie są na "ty" i to nikomu nie przeszkadza. Ale czy aby na pewno? Ja znam wielu ludzi, którym to właśnie przeszkadza i wcale nie są to osoby w średnim wieku. Wprost przeciwnie nawet młode osoby czują się średnio w sytuacji, kiedy ktoś kogo one nie znają podchodzi do nich i z miejsca wali na "ty". Dzisiejsze 40-latki zaczynały pracę kilkanaście lat temu w tych samych korporacjach. W wieku dwudziestu paru lat też przechodziły na "ty", bo przecież takie zwyczaje panują w tych wielkich amerykańskich firmach, bo to takie nowoczesne. Po latach pracy tu i tam uważają, że nie jest to najlepszy pomysł. Polacy wciąż nie są gotowi kulturowo na taką zmianę, bo ciągle istnieje spora grupa ludzi - ośmielę się powiedzieć, że większość społeczeństwa - którym to nie odpowiada.

        • claratrueba Re: układy z uczniami, wzajemne stosunki, savoir 21.01.11, 15:18
          W wieku dwudziestu paru lat też przechodziły na "t
          > y", bo przecież takie zwyczaje panują w tych wielkich amerykańskich firmach, bo
          > to takie nowoczesne. Po latach pracy tu i tam uważają, że nie jest to najlepsz
          > y pomysł.

          Wiele firm sie z tego wycofało. Nigdy nie weszły w to uczelnie- wykładowcy nie walą na "ty" bez względu na wiek.
          W wielu firmach na "tykanie" trzeba zasłużyć- solidnością.
    • esteve14st Re: układy z uczniami, wzajemne stosunki, savoir 21.02.11, 12:47
      Na "Ty" tylko i wyłącznie z dorosłymi, jeśli się zgodzą (zasada jest taka, że nie mogą być młodsi od ciebie, najlepiej jakby byli sporo starsi. Trzeba im powiedzieć, że tego rodzaju zabieg jest na potrzeby zajęć. Powinni się zgodzić. Nie radzę zbytnio spoufalać się z dziećmi - wykorzystają to. Jeśli chodzi o generalne zachowanie w klasie i wzajemne relacje to jest to kwestia wyczucia. Po kilku zajęciach powinnaś widzieć z kim masz do czynienia, na czym stoisz i jak się do tego zabrać. Wraz ze stażem nauczania przychodzi odpowiedni stosunek do słuchaczy. Poza tym to co robisz nie może kłócić się z twoją osobowością.
        • nighthrill Re: układy z uczniami, wzajemne stosunki, savoir 21.02.11, 15:53
          Ja tym bardziej...ostatnio mam pana 50 lat, nie woyobrażam sobie przejścia na "ty" i szczerze mówiąc, nie widzę sensu takiego zabiegu...Od paru tygodni uczę też młodą matkę, 33 lata, a więc wiek bardzo zbliżony do mojego. Przeszła na "ty" bez pytania, ale jest miło, jakośi to nie razi.

          Natomiast cały czas się upieram, że jednak to mówienie po imieniu rozpręża stosunki i czyni je zbyt mało formalnymi - ostatnio uczennica ( 26 lat) odwołała mi zajęcia z powodu...kaca. Po prostu zadzwoniła do mnie ( półtorej godziny przed lekcją,dodam) i powiedziała, że ma kaca i nie da rady odbyć zajęć.

          Co do lat doświadczenia, to ja uczę od ośmiu, a tak nieformalnie to jeszcze dłużej...i wyczekuję momentu, kiedy zacznę wyglądać "mniej młodo". Wspomniany facet lat 50 ytaktuje mnie z góry, mimo że wie, że mam odpowiednie wykształcenie, nie jestem dorabiającą studentką itp. Targuje się o kasę, spóźnił się na pierwsze zajęcia pół godziny, bo "źle zapisał", rujnując mi tym samym grafik na popołudnie ( musiałam przesunąć innych), wreszcie mówi mi, czego "nie potrzebujemy" robić, a z drugiej strony ma takie braki, że w godzinne zajęcia raz w tygodniu nie uapkujemy wszystkiego, co by chciał i potrzebował przećwiczyć. Zgłosił się miesiąc przed certyfikatem, twierdąc przez telefon, że będzie zdawał TOEFL. Nadrukowałam 40 stron różnych ćwiczeńb do TOEFLA, testów, przykładowych writingów. Okazało się, że będzie zdawał...PET, tylko mu się pomyliło.
          Za 30 zł/h chce nagranych płyt z listeningami, mnóstwo kserówek do domu, wyszukiwania i sprawdzania mu ćwiczeń po godzinach...Wystartowałam z wyższej kwoty, ale stargował, a mam nóż na gardle, urządzam nowe mieszkanie:( Kiepsko jest mieszkać w mieście, gdzie 30 zł to już spora cena ( non stop ludzie się targują, żeby zejść na 25zł), i gdzie widuję ogłoszenia po 10-15 zł/h! Oczywiście osoby uczące tak tanio zastrzegają, że tylko na poziomie podstawowym, ale dla uczniów nadal nie jest oczywiste, że cena odzwierciedla jakość i że np. przygotowanie do FCE nie może tak mało kosztować.

          Przepraszam za te żale. Gdyby nie konieczność zakupu paru mebli, to zrezygnowałabym z takich zleceń ( miesiąc przed certyfikatem? raz w tygodniu? - wole żarty!) i czekałabym na lepsze i bardziej opłacalne...
          • poziomka001 Re: układy z uczniami, wzajemne stosunki, savoir 23.02.11, 23:08

            Nighthrill zgadzam się w 100%. Uczę od 15 lat i nie mam zwyczaju przechodzić na "ty" chyba, że uczę kogoś znajomego. Moje obserwacje potwierdzają w 100% to co napisałaś. Dzieci nie uczę w ogóle, młodzież sporadycznie i staram się unikać, większość to dorośli.

            Jedno mnie zastanawia, bardzo wiele osób na tym forum pisze o odwoływaniu zajęć w ostatniej chwili przez uczniów. I to jest dla mnie nie do pojęcia. Przecież umawiacie się na konkretny dzień, na konkretną godzinę i Ty w tym czasie rezerwujesz swój czas. Ktoś wysyła smsa czy dzwoni i mówi, że nie przyjdzie. Nie zarabiasz i sypie Ci się plan dnia. Dla mnie to jest w ogóle jakaś abstrakcja.

            Dawno temu wprowadziłam system płacenia za miesiąc z góry i odwoływania zajęć min. 2 dni wcześniej. Jak ktoś odwołuje później to kasa przepada. Trudno się mówi. Ja rezerwuję czas i to jest moja praca, więc wydaje mi się, że minimum szacunku każdemu się należy.
            Oczywiście wiem, że zdarzają się wypadki losowe, w tym celu poświęcam jedną sobotę w miesiącu na odrobienie zajęć, ale to są naprawdę sytuacje sporadyczne.

            I dla jasności, nie narzekam na brak chętnych. Wręcz przeciwnie, im dłużej pracuję w tym zawodzie, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że sztywne, jasno od samego początku sprecyzowane zasady bardzo ułatwiają współpracę. I nie oznacza to wcale, że zajęcia nie są "fajne" :)
            • baba67 Re: układy z uczniami, wzajemne stosunki, savoir 24.02.11, 09:53
              Tak, tylko ze te zasady wprowadzilas kiedy mialas plecy w postaci dobrze zarabiajacego meza badz stalej i niezle platnej pracy w szkole jezykowej.Moze mieszkalas jeszcze u rodzicow Wtedy moglas czekac na klientow ktorzy przyjma Twoje warunki, bo mialas z czego zyc. A takich klientow nie ma wielu. Teraz nie musisz miec plecow bo wyrobilas sobie marke .Zasada jest dobra ale nie dla kazdego. Kiedy bede niezalezna finansowo z innych zrodel to na pewno ja wprowadze. Teraz toby mnie komornik zlicytowal.
              • nighthrill Re: układy z uczniami, wzajemne stosunki, savoir 24.02.11, 10:22
                Zgadzam się z Babą - ja też nie mogę wybrzydzać i muszę z uśmiechem znosić odwoływanie, przekładanie i niskie kwoty za zajęcia. Niestety, nie mam wyboru. Utrzymuję się z korepetycji i tłumaczeń, ale tłumaczenia są nieregularnie, więc nie mogę postawić wszystkiego na jedną kartę.
                Niby lada miesiąc będę miała "plecy", bo wprowadzam się do narzeczonego, który ma stałą pracę, ale nie zarabia aż tyle, żebym mogła mieć kilku uczniów na krzyż i czekać na solidną klientelę...więc nie odmawiam, jeśli tylko ktoś mieści się w mojej grupie docelowej ( z zasady nie uczę poniżej gimnazjum, zastrzegam to w ogloszeniach).

                Co od odwoływania, to ten temat-rzeka i zachowania wielu osób naprawdę mnie zdumiewają...dopóki nie zaczęłam uczyć, nie spodziewałam się, że w naszym społeczeństwie jest tyle niesolidnych osób, bez względu na wiek i status. Wspomniany już przeze mnie facet zadzwonił dziś, by powiedzieć, że umówił się do dentysty i chciałby lekcję później ( jak można umówić się gdzieś w okolicy terminu lekcji?). Odparłam, że mam grafik na styk i później muszę wyjść do uczennicy. Miałam do wyboru stracić lekcję i kasę ( nie pobieram z góry), albo dać mu na gwałt inny termin. Wcisnęłam go przed południem, co przyjął z niezadowoleniem (!), mimo że sytuacja jest zawiniona przez niego. I teraz mam schrzanione przedpołudnie, a miałam gotować obiad i przeglądać oferty tłumaczeń, za to muszę przejrzeć wydruki, przesłuchać listeningi, posprzątać - co miałam zaplanowane na popołudnie.
                Nie wiem, czemu ludzie są tak bezmyślni - jednym telefonem zmieniają plan dnia obcej osobie. Zawsze w takiej sytuacji mam ochotę podziękować za współpracę ( z mojego doświadczenia wynika, że jeśli ktoś zaczyna jak ten facet - na dwie lekcje obie przesunął i wciąż brak mu czasu i chęci - to już cały czas tak będzie), ale...no właśnie, nie mogę.
                • poziomka001 Re: układy z uczniami, wzajemne stosunki, savoir 24.02.11, 11:37

                  I tu się bardzo mylicie. Żadnych pleców w postaci bogatego męża ani bogatych rodziców nie miałam :) Ciepłej posadki z pensją co miesiąc też nie. Musiałam się sama utrzymać i sama zapłacić rachunki.
                  Po prostu po dwóch latach takiej nieustającej huśtawki (zaczynałam tak samo, przekładania, odwoływanie w ost. chwili), pt. "nigdy nie wiem ile zarobie i czy zarobie w ogóle" (bo do tego to się sprowadza) z każdym kolejnym nowym uczniem wprowadzałam nowe zasady. I naprawdę chociaż może Wam się to wydaje dziwne, wszyscy to akceptują. Nadal będę twierdzić, że jak ludzie za coś zapłacą, to bardziej to szanują.

                  >Niestety, nie mam wyboru. Utrz
                  > ymuję się z korepetycji i tłumaczeń, ale tłumaczenia są nieregularnie, więc nie
                  > mogę postawić wszystkiego na jedną kartę.

                  nighthrill, z tłumaczeniami jest podobnie. Nie wiem czy tłumaczysz dla agencji czy dla klientów
                  bezpośrednich, ale miałam to samo z agencjami, płatności po paru miesiącach itp. dopominanie się, upominanie się, zawracanie gitary jednym słowem. Więcej czasu i nerwów traciłam na windykację niż na samo tłumaczenie. Tę samą zasadę wprowadziłam - jest kasa na moim koncie, jest tłumaczenie. Nie ma kasy, nie ma tłumaczenia. Przyznaję, że może o tyle moja sytuacja jest "lepsza", że robię tłumaczenia specjalistyczne z dwóch dość wąskich dziedzin, niemniej jednak większość tłumaczy potulnie przyjmuje wszystko co dają, a potem czekają miesiącami i doprosić się nie mogą o własne uczciwie zarobione pieniądze.
                  A potem się dziwią jak im coś podzlecam i płacę od razu albo bardzo szybko. Okazuje się, że można i tak.

                  Szczerze mówiąc może 1 na 10 zleceń mi odpada z powodu mojego braku "elastyczności" w kwestiach finansowych. Nie płaczę z tego powodu.

                  Rozumiem, że sytuacje życiowe są różne, ale po prostu mnie to dziwi. Ja po dwóch latach miałam dość :))
                  • baba67 Re: układy z uczniami, wzajemne stosunki, savoir 24.02.11, 12:56
                    Mialas albo gigantyczne szczescie albo mieszkasz w rejonie gdzie mentalnosc ludzi jest inna niz tu. Bo w Warszawie to chyba niemozliwe by bylo zeby korepetytorka z niewielkim stazem nie majaca dodatkowego zabezpieczenia mogla sobie takie zasady wprowadzac.
                    Ale po wielu latach praktyki przy systematycznym naplywie nowych klientow poleconych przez starych mozna cos takiego zaczac, dlaczego nie.
                    • poziomka001 Re: układy z uczniami, wzajemne stosunki, savoir 24.02.11, 13:25

                      Mieszkam w Warszawie. Być może miałam wielkie szczęście - nie wiem. Wiem, że uczciwie i solidnie wykonywałam swoją pracę i oczekiwałam w zamian poważnego traktowania. Ja rezerwuję czas, a mój czas nie jest za darmo i nie zgadzam się żeby ktoś nim dysponował według swojego widzimisię.

                      Osobiście znam jeszcze kilku lektorów, też w Warszawie, którzy mają zasady takie same lub jeszcze "gorsze" ;) i bardzo sobie chwalą.

                      Po dwóch latach miałam już w zasadzie wyłącznie nowych klientów polecanych przez starych.

                      Absolutnie nikogo nie namawiam, wolna wola. Po prostu wyraziłam swoje zdziwienie, bo poczytałam sobie tu na forum, że wiele osób narzeka na niesolidność i olewactwo uczniów. A z mojego doświadczenia wynika, że zazwyczaj wystarczy sprawę postawić jasno od samego początku i problem znika.

                      • baba67 Re: układy z uczniami, wzajemne stosunki, savoir 24.02.11, 14:23
                        Byc moze bylo to dosc dawno (nie jest to przytyk do wieku). Rynek w latach 90-tych wygladal i funkcjonowal inaczej. Jeszcze ok 2000 bylo inaczej co wiem z opowiesci uczniow. Wtedy moge sobie wyobrazic-nie bylo ang. pl. ani gumtree namiar na sprawdzonego korepetytora to bylo cos, ludzie godzili sie na wszystko. Teraz jest duza konkurencja i nawet solidna osoba majaca do wyboru placenie z gory i po kazdej lekcji wybierze te druga opcje.
                        Chce byc zlym prorokiem,ale znajac obecne realia przewiduje ze ty tez zaczniesz to odczuwac.
                        • nighthrill Re: układy z uczniami, wzajemne stosunki, savoir 24.02.11, 16:44
                          Ja np. odczuwam mniejszy ruch w branży. W zeszłym roku szkolnym i dwa lata temu miałam dwudziestu paru uczniów, mimo że nie dojeżdżałam, niektórych po 2-3 razy w tygodniu. Mogłam nie przyjmować nowych klientów, jeśli zlecenie mi na pierwszy czy drugi rzut oka nie podchodziło.
                          Ruch zaczynał się z początkiem września, telefony były nawet w sierpniu.
                          W tym roku szkolnym nędza. Na poważnie wystartowałam w drugiej połowie października, ogłaszam się tam, gdzie zawsze ( ang.pl., e-korepetycje), wykonałam nawet akcję przyklejania ogłoszeń, czego nie robiłam od lat i w czego skutecznośc nie wierzę. I co? Telefonów dużo mniej, niż w zeszłych latach, nie każdy telefon oznacza nawiązanie współpracy, sporo osób niesolidnych, dziwne akcje typu ktoś dzwoni, umawia się na za tydzień na pierwsze zajęcia, w dniu zajęć potwierdzam, a ta osoba mówi, że dziękuje, ale współpraca nie może się rozpocząć ( po co czekała do ostatniej chwili? rozumiem rezygnację po pierwszej lekcji, nie muszę się każdemu podobać, ale przed rozpoczęciem pracy?). Mnóstwo zmarnowanego czasu i nerwów.

                          W moim mieście niestety studenci psują rynek i, mimo że widać różnicę w poziomie (nie mówię, że każdy student słabo uczy, ale jednak wprawa przychodzi z czasem), to wiele osób woli zapłacić 15 zł/h i pozbyć się wyrzutów sumienia, że się nie uczą języków. Widzę też duży problem w niezrozumieniu przez klientów, że cena zależy od poziomu, na którym ktoś się znajduje. Przygotowanie do CAE nie może kosztować tyle co odrabianie lekcji z uczniem podstawówki, ale uczniowie oczekują, że cena będzie jedna za wszystkie poziomy. Minęły już czasy, gdy przygotowywałam do certyfikatów za 25 zł i, cholera, nie będę więcej, wolę nie mieć tych zleceń. Odjąwszy ksero, bilet, czas na dojazd, wychodzi mniej, niż dycha za godzinę, a odpowiedzialność wielka.

                          Co robicie, kiedy ludzie się targują albo obiecują niestworzone rzeczy, typu "Jeśli będzie za 25 zł, to będę chodzić 3 razy w tygodniu?". Z doświadczenia wiem, że NIKT nie chodzi 3 razy w tygodniu, zawsze jedna z tych lekcji wypada. Lepiej wziąć 2 razy w tygodniu inną osobę za wyższą cenę i nie szarpać się? No bo tu niby wydaje się, że okazja, duży zarobek od jednej osoby, ale zazwyczaj zbyt różowo nie jest...
                          • angksiazki Re: układy z uczniami, wzajemne stosunki, savoir 24.02.11, 17:35
                            Ja też mieszkam w warszawie, dobrze mi idzie, utrzymuję z tego rodzinę bo mąż nie zawsze ma prace, mamy syna i td. ALE!! jest różnica kiedy po prostu muszę zarabiać na życie i kiedy spłacam kredyt (samochód). Kiedy po prostu zarabiam, to stawiam zasady, wybrzydzam, nie odrabiam odwołane lekcje, "wychowuję" uczniów. Ale teraz kiedy mam nóż na gardle, biore wszystko, zgadzam się na odwołanie, chociaż uprzedzam żeby nie za często, pozwalam odrabiać odwołane lekcje i powiem ze wychodzę finansowo o wiele lepiej.
                            Czyli trzeba odróżniać czy zależy na kasie czy na stabilnym porządku dnia.
                            • baba67 Re: układy z uczniami, wzajemne stosunki, savoir 24.02.11, 18:16
                              No wlasnie -moja sytuacja jest podobna do Twojej i kompletnie nie wyobrazam sobie stawiania na wstepie podobnych warunkow. Rynek w Warszawie jest bardzo plaski (tj kazde podniesienie ceny o 10 zl bardzo ogranicza liczbe potencjalnych uczniow). Niewiele osob przystaloby na cos podobnego, w tym wielu uczniow ktorzy solidnie chodza. Oczywiscie bardzo chetnie godze sie na odrabianie, mam tez uczniow ktorzy pracuja na zmiany i nie maja stalych godzin, niekiedy odwoluja z dnia na dzien bo szef im kazal kogos zastapic, wiem ze to nie wykret. Rezygnacja z takich uczniow w imie wojskowego drylu nie ma dla mnie sensu.
                              Jednak gdybym miala dobre plecy to moze zaczelabym cenic wygode bardziej niz kase.
                              • poziomka001 Re: układy z uczniami, wzajemne stosunki, savoir 25.02.11, 00:15

                                Jeju, ale to naprawdę nie chodzi o wojskowy dryl. Każdy robi tak jak lubi. Mi jest dobrze tak jak jest.

                                Wyobraźcie sobie teraz sytuację inną. Bo jak rozumiem, nauczanie angielskiego to Wasza praca. Utrzymujecie się z tego, płacicie rachunki, raty kredytu itp.

                                I teraz macie np. pracę na etacie. Wstajecie o 6 we wtorkowy poranek, szykujecie się do wyjścia jak co dzień. O godz. 8 stawiacie się w biurze gotowe do pracy. A tu przychodzi szef i mówi: sorry pani Kasiu/Aniu/... ale zapomnialem zadzwonic. Dzis nic nie bedzie pani miala do roboty, wiec potrace pani te dniowke z pensji. Moze sobie pani posiedziec, albo pojechac do domu. I taka sytuacja powtarza sie kilka/kilkanaście razy w miesiącu. Wątpie, żeby ktokolwiek zaakceptował takie traktowanie. A o dziwo w przypadku udzielania lekcji uważane jest to za całkiem normalne. Ot i tyle.
                                • chinwag Re: układy z uczniami, wzajemne stosunki, savoir 25.02.11, 06:45
                                  >> Każdy robi tak jak lubi.

                                  ...i jak może lub musi.;)

                                  Tobie akurat zdarzali się niesolidni uczniowie, więc musiałaś wprowadzić zasady płatności z góry i termin powiadomienia o nieobecności na zajęciach.
                                  Inny tego nie zrobi, bo się boi, że straci klientów.
                                  A jeszcze inny nie czuje potrzeby ustalania takich zasad, bo uczniowie chodza jak w zegarku. Jak się trafi taki jeden raz na ruski miesiąc, to go "dyscyplinuje" albo mówi bye, na jego miejsce bierze inną robotę i po sprawie

                                  Co kraj, to obyczaj...;)
                                  • amused.to.death Re: układy z uczniami, wzajemne stosunki, savoir 25.02.11, 13:28
                                    > A jeszcze inny nie czuje potrzeby ustalania takich zasad, bo uczniowie chodza j
                                    > ak w zegarku. Jak się trafi taki jeden raz na ruski miesiąc, to go "dyscyplinuj
                                    > e" albo mówi bye, na jego miejsce bierze inną robotę i po sprawie

                                    Moi zazwyczaj chodzą.
                                    Z tymi odwołującymi (niewiele takich przypadków) się pożegnałam.
                                    A jak ci chodzący czasami odwołują to w sumie się nawet cieszę.... że trochę odpocznę.

                                    W sumie z góry wychodzę z założenia, że jest kilka takich terminów w roku, w których różnie bywa.
                                • baba67 Re: układy z uczniami, wzajemne stosunki, savoir 25.02.11, 07:47
                                  Ale nikt Cie tu nie krytykuje, jestesmy raczej pelne podziwu.Bo chyba kazda by tak chciala,chocia w Twoim systemie pracy nie zmiescilyby sie osoby z ktorymi pracuje z przyjemnoscia, ale same nie sa paniami i panami swojego czasu, a uczyc sie chca.
                                  Wiec kurs odpada i nauczyciele tacy jak Ty tez.
                                  Ponadto wspomnalas ze znaczna czesc Twoich dochodow to tlumaczenia niszowe-i to czyni ogromna roznice-Ty sie nie musisz utrzymywac jedynie z lekcji, masz mniej uczniow niz my i oferujesz uslugi na ktore nie ma duzej podazy.
                                • baba67 Re: układy z uczniami, wzajemne stosunki, savoir 25.02.11, 07:56
                                  Wlasnie tym nasza praca rozni sie od etatu. Kazdy uklad ma swoje minusy i minusem uczenia prywatnie sa odwolywane godziny.Plusem to ze moge nagadac swej szefowej :-) Mozna obliczyc po jakims czasie uczenia ile ich jest procentowo i zdobyc tylu uczniow zeby 80 % wystarczylo na wszystko na co mamy zarobic.
                                  mialas wielkie szczescie bo zaczynalas w okresie bardzo dla uczcych korzystnym, zdobylas sobie rynek ktoremu mozesz dyktowac warunki, a ponadto postaralas se o niszowa specjalizacje tlumaczeniowa.Wszyscy Ci zazdroscimy, ale, sorry Winetou, Twoj przypadek jes w obecnych warunkach egzotyczny a nie nasze problemy.
                          • baba67 Re: układy z uczniami, wzajemne stosunki, savoir 25.02.11, 08:12
                            Nie masz gumtree w swoim miescie?Bo z ang.pl to ja tez juz nie mam praktycznie zlecen.
                            Jesli chodzi o targowanie sie -to w ogole nie wchodzi w gre bo moja cena i tak jest na granicy oplacalnosci w Warszawie. Za to nie biore dojazdow i specjalizuje w czyms co nie wymaga tony kserowek i co mnie akurat nie meczy, a meczy wiekszosc lektorow pracujacych za te stawke.
                            Dojazdy sa nieoplacalne i dla mnie wyczerpujace , nie mialam tez najlepszych doswiadczen z wiekszoscia doroslych, ktorzy zyczyli sobie dojazdow-przewazalo wygodnictwo i brak silnej motywacji.
                            Na podstawie tego co piszesz uwazam, ze oplacaloby i sie postawic na lekcje w domu zachecajac korzystna cena i kontynuowac rozklejanie w okolicy, bo z bliska ludzie chetniej przyjda.
                            • fillette2 Re: układy z uczniami, wzajemne stosunki, savoir 25.02.11, 10:35
                              Mimo, że uczę francuskiego to często czytam wasze forum, bo wiele sytacji i problemów jest podobnych bez względu na nauczany język.
                              I tak się zastanawiam co myślycie o moim dylemacie "stawkowym".
                              Mieszkam i uczę pod Warszawą, od września prowadzę swoja działalność i praktycznie mam tylko własnych uczniów. Udzielam lekcji w domu za 40zł 60min i ewntualnie dojeżdżam w bliskiej okolicy max 10min za 50zł. Nie mam w swojej okolicy żadnej konkurencji na francuski, przynajmniej nikt sie nie ogłasza. Mam mgr, przygotowanie pedag, doświadczenie, ciągle się szkolę.
                              Od samego września, a nawet końcówki sierpnia, zgłaszali sie do mnie uczniowie, jest bardzo duże zainteresowanie, praktycznie mam ok 25h, a nawet więcej tygodniowo. Od początku wprowadziłam opłatę za mc z góry, nie mam z tym problemu, jak potrzeba to odrabiam z uczniami odwoływane lekcje. A zastanawiam się nad podniesiem stawki o 10zł od września. Tak właściwie to juz podniosłam, jak juz miałam prawie komplet i nie zależało mi mocno na nowych uczniach i mam kilka osób, które przychodzą do mnie za 50zł. Tylko właśnie nie wiem czy to nie będzie jednak za dużo, czy nie ograniczę zbyt mocno sobie uczniów. Tak właściwie to najchętniej bym wogóle nie dojeżdżała, ale nie wiedziałam na początku jak wielu uczniów znajdę.
                              Reasumując nie wiem na czym wyjdę lepiej, na atrakcyjniejszej stawce, żeby przyciągnąć jak najwięcej osób do siebie z bliskiej okolicy czy ryzykowac z wiekszą?
                              Najwięcej uczniów zdobyłam rozwieszając masę ogłoszeń na słupach itp w okolicy.
                              Dodam, że większość to początkujący, którzy uczą się tylko u mnie, dorośli, dzieci, młodzież. To jest ich drugi język. Wydaje mi się, że dużo osób przyszło, bo pojawiła się taka mozliwość, żeby uczyc się drugiego języka. Na angielski dziś chodzi każdy, a wiele osób widzi potrzebę uczenia sie drugiego języka. Nie ukrywam więc, że nie wymaga to ode mnie dużo przygotowania. pracuję na podręcznikach, wiec często jedna lekcję przeprowadzam kilka razy z różnymi modyfikacjami do danej osoby, ale to juz tylko modyfikacje.
                              Mam kilka typowych korepetycji, czyli pomoc w tym co uczeń ma w szkole, czsem przygotowanie do matury.
                              Jak porównuję stawki na portalach to są mgr romanistyki, którzy uczą za 40, nawet sporo, sa też i tacy za 50. To rzaczej normalne. Ja też chcę inwestować w tą działalność, np zrobic biblioteczkę dla uczniów z książkami do wypożyczania z filmami, co by było zachętą do płacenia większej stawki. Ale jak juz pisałam, nie wiem czy nie zblokuja sobie pola działania. Widzę, że 40 ludzie bez problemu płacą. Co o tym myślicie?
                              • poziomka001 Re: układy z uczniami, wzajemne stosunki, savoir 25.02.11, 11:43

                                IMHO jak na podane warunki (aczkolwiek nie wiem jak daleko od wawy mieszkasz i jak duża miejscowość) bierzesz mało, tym bardziej, że nie masz konkurencji. Stawki są w Wawie bardzo rozstrzelone to prawda, spróbować podnieść zawsze można. Znam jedną romanistkę w podwarszawskiej miejscowości (ok. 20tys mieszk.), która w zasadzie też ma monopol, bierze więcej niż Ty i uczniowie walą do niej drzwiami i oknami.
                              • nighthrill Re: układy z uczniami, wzajemne stosunki, savoir 25.02.11, 12:19
                                Ja bym spróbowała podnieść na 50zł od września, jesteś jedyna w okolicy, a niełatwo o dobrą lektorkę francuskiego. Wydaje mi się, że mniej popularne języki ( czyli u nas w sumie wszystkie, oprócz angielskiego i niemieckiego) implikują automatycznie wyższą stawkę, no bo niska podaż.

                                Swoją drogą, uczyłam kiedyś łaciny i głupia byłam, że brałam mało:) Wielu studentów potrzebuje pomocy z tego języka.
                            • nighthrill Re: układy z uczniami, wzajemne stosunki, savoir 25.02.11, 12:12
                              Nie mam gumtree, jest tylko w większych miastach. Moje nie jest małe ( 220 tyś mieszkańców, dużo studentów), ale gumtree sie nie dorobiliśmy:)
                              Swoją drogą, najwyższa stawka za 60 min, jaką widziałam w moim mieście, to 45 zł. Tyle to ja biorę za 90 minut z dojazdem, a często i tak klienci stargują na 40. Nie wiem czy ta osoba ma wielu klientów z taką ceną, bo jednak w naszych warunkach bardzo się ta kwota wyróżnia, a wiele osób patrzy tylko na cenę (czego kompletnie nie rozumiem, gdybym chodziła prywatnie na drugi język w życiu nie zapisałabym się do kogoś za 10-15zł/h).

                              Babo, część lekcji mam w domu, jednak narzeczony pracuje na póltora etatu, wraca do domu o 17.30-18 i po prostu po tej godzinie już nie mogę uczyć u siebie ( mieszkanie jest jedną otwartą przestrzenią, żadnych drzwi), bo jest zmęczony i nie życzy sobie obcych osób. Mogę mieć więc u siebie od rana do 18, a najatrakcyjniejsze wieczorne godziny muszę przeznaczyć na dojazdy. Miasto nie jest duże, często są to dojścia, więc nie jest źle, najdłuższy dojazd to tylko 20 minut. Jednak najlepiej byłoby mieć w obrębie osiedla, które jest bardzo duże, 40 tyś mieszkańców - ale ogłoszenia o angielskim dosłownie na każdym słupie, ktoś zrywa moje z premedytacją - konkurencja nie śpi.

                              Ty specjalizujesz sie w dzieciach? Ja już dzieci nie biorę ( a brałam, ale miałam dość). Najmłodsi moi uczniowie mają 13-14 lat. Lubie maturzystów, przygotowanie do FCE, dorosłych początkujacych ( jadę New English File Elementary z zamkniętymi oczami) i konwersacje, im wyższy poziom tym lepiej, bo i mój umysł się gimnastykuje.
                              • baba67 Re: układy z uczniami, wzajemne stosunki, savoir 25.02.11, 16:22
                                Jesli dojazd nie jest meczacy to rzeczywiscie nie problem, ja bylam wykonczona -w Warszawie czasem wygodniej jest dojechac daleko niz stosunkowo blisko ze wzgledu na porypana siec ulic.
                                Nie, nie specjalizuje sie w dzieciach, to jest ostatnia rzecz, ktora mialabym ochote robic chociaz mam 4 uczniow ponizej liceum, glownie rozgaduje doroslych, najczesciej false beginners.Wiekszosc lektorow z mojej polki cenowej nie lubi konwersacji, przyjezdzaja do mnie ludzie po kilku nieudanych probach rozgadania sie gdzie indziej, nawet u drozszych lektorow , ktorzy z upodobaniem trzymali sie podrecznikow, a na chec rozwiniecia tematu reagowali niechetnie.Na ogol jednak lektor za 50 zl za 60 musi cos soba reprezentowac-potencjalni klienci robia sie coraz bardziej wymagajacy, wymieniaja sie doswiadczeniami i do byle jakiego dlugo nie chodza.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka