ninal5
15.03.11, 09:02
Witajcie,
uczę od ładnych paru lat, więc mogę powiedzieć, że od dawna :-) Jak odnosicie się do pewnych zachowań waszych dorosłych uczniów na lekcjach indywidualnych? Pozwalacie na to? Reagujecie? Uważacie za normalne? A może można tak ustawić relacje uczeń-nauczyciel, żeby nie miały miejsca? Przykłady:
1. uczeń znalazł ogłoszenie w Internecie albo dostał numer od jednego z moich uczniów. Dostaję SMS-a "ile za godzinę poziom podstawowy?" Nic więcej, żadnego "dzień dobry", "jestem X", żadnego telefonu, tylko SMS. Albo SMS "jestem X, chcę lekcje w pon i piątek. Masz czas?", od osoby której nie znam. Dla mnie to bardzo chamskie, ale może tylko ja tak mam i dla was to normalne w ten sposób umawiać się na lekcje?
2. uczeń pisze e-maila, że jest X, chciałby się uczyć i czy możliwe jest tego i tego. Miło i kulturalnie. Odpisuję, akceptuje moją stawkę, umawiamy się na konkretny dzień i godzinę na sprawdzenie poziomu czyli pierwsze spotkanie. Po czym uczeń nie przychodzi na lekcję! Nie kontaktuje się tez z informacją, że musi odwołać albo chce zrezygnować. Ok, rozumiem że mógł znaleźć innego nauczyciela, tańszą ofertę albo coś mu się zmieniło w życiu prywatnym, ale mogłby przynajmniej odwołać.
3. Mam uczniów, których uczę dłużej, bo 1-3 lata. Lekcje regularne i współpracuje nam się bardzo dobrze. Atmosfera na lekcjach super, dogadujemy się, płatności w terminie. Po czym uczeń wyjeżdża na kolejny urlop (oczywiście informując mnie wcześniej, że go nie będzie przez np. 2 tygodnie) i umawiamy się, że zaczniemy od nowa po jego powrocie tylko ma zadzwonić, żeby ustalić godzinę. Wstępnie rezerwuję czas. Nie dzwoni, nie odzywa się więcej. Nie przyszłoby mi do głowy nie poinformować kogoś u kogo uczę się kilka lat, że muszę zrezygnować.
4. podejście "jak przyjdę, to będę". Jadę na lekcję do ucznia z korporacji (firma płaci za niego). Prezes, dyrektor czy inna szycha. Czekałam czasem i pół godziny aż łaskawie się zjawi. Ok, jeśli to wyjątkowo sytuacja, bo coś tam w firmie, ale oni nagminne każą lektorowi czekać.
Lekcja trwa później 30 minut i wiadomo, ile można zrobić przez ten czas. Teraz stosuję zasadę, ze czekam 15 minut i później idę sobie. Lekcja oczywiście płatna, bo ja przyjechałam. Co robicie? Pomijam już odbieranie telefonow w czasie lekcji, bo już to odpuściłam.
5. podejście "jesteś moją psychoterapeutką". U uczniów zaawansowanych, których uczę dłużej i przeważnie są to konwersacje. Przy wielu tematach, dowiaduję się nieraz o intymnych problemach z życia moich uczniow (żona, dzieci, relacje, rodzina, choroby), nie mowiac już o obrabianiu tyłka wszystkim pracownikom w firmie. Ok, lektorowi jako osobie ani nie z rodziny ani z firmy można powiedzieć więcej, bo nigdzie to nie wyjdzie dalej. Wiem od znajomych, że wielu miewa takie sytuacje (z płaczem uczniow włącznie, bo coś tam w życiu im się wali), ale no właśnie... Jak reagujecie, jak byście zareagowali? nie jest to kwestia źle dobranego tematu lekcji, bo z każdego można zboczyć. Naprowadzacie na właściwy temat? Słuchacie? Pocieszacie?
Ja przez pierwsze lata pracy myślałam, ze fakt, że ktoś mi się zwierza, świadczy o jego sympatii do mnie, zaufania, jakimś wyższym etapie współpracy. Nic bardziej błędnego. Nauczyłam się, że robią to, bo lekotr jest jedyną łatwo dostępną osobą, która jest "bezpieczna". Te same osoby nie mają potem skrupółow zakończyć lekcje wysyłając SMS-a.
Współpracuję z dorosłymi ludżmi i nie moją rolą jest wychowywanie czy odchamianie ich, a tak się czuję. Na początku współpracy ustalam zasady lekcji, odwołań, płatności, prac domowych. Lubię uczyć i jestem w tym dobra, a po latach mam już sprawdzony pakiet materiałów. Uczniow mi nie brakuje, ale wszyscy wiemy, jakie są reguły rynku i lektorów jest wielu. Powyższe sytuacje ( i wiele innych, o których czytam na tym forum, więc nie tylko mnie się trafiają) sprawiają jednak, że coraz mniej chcę uczyć. Pamiętam czas współpracy ze szkołami językowymi i tam normą było, że mam czekać na ucznia, który nie przyszedł przez na lekcję. Bo a nuż zjawi sie na ostatnie 10 minut... Podobnie wyglądało zmenianie godziny lekcji - uczeń ma lekcję o 18:00, ale dzwonił do szkoły o 14:00 czy lektorka może przyjechać np. o 15:30, bo tak mu bardziej pasuje. I szkoła była bardzo niezadowolona, gdy odmawiałam, bo już coś/ kogoś miałam. Od kiedy uczę samodzielnie, nie pozwalam na takie sytuacje, więc przynajmniej z tym mam spokój :-)
Mam dosyć i myślę o zmianie zawodu na dobre.