jak reagujecie na takie podejście uczniów?

15.03.11, 09:02
Witajcie,
uczę od ładnych paru lat, więc mogę powiedzieć, że od dawna :-) Jak odnosicie się do pewnych zachowań waszych dorosłych uczniów na lekcjach indywidualnych? Pozwalacie na to? Reagujecie? Uważacie za normalne? A może można tak ustawić relacje uczeń-nauczyciel, żeby nie miały miejsca? Przykłady:
1. uczeń znalazł ogłoszenie w Internecie albo dostał numer od jednego z moich uczniów. Dostaję SMS-a "ile za godzinę poziom podstawowy?" Nic więcej, żadnego "dzień dobry", "jestem X", żadnego telefonu, tylko SMS. Albo SMS "jestem X, chcę lekcje w pon i piątek. Masz czas?", od osoby której nie znam. Dla mnie to bardzo chamskie, ale może tylko ja tak mam i dla was to normalne w ten sposób umawiać się na lekcje?
2. uczeń pisze e-maila, że jest X, chciałby się uczyć i czy możliwe jest tego i tego. Miło i kulturalnie. Odpisuję, akceptuje moją stawkę, umawiamy się na konkretny dzień i godzinę na sprawdzenie poziomu czyli pierwsze spotkanie. Po czym uczeń nie przychodzi na lekcję! Nie kontaktuje się tez z informacją, że musi odwołać albo chce zrezygnować. Ok, rozumiem że mógł znaleźć innego nauczyciela, tańszą ofertę albo coś mu się zmieniło w życiu prywatnym, ale mogłby przynajmniej odwołać.
3. Mam uczniów, których uczę dłużej, bo 1-3 lata. Lekcje regularne i współpracuje nam się bardzo dobrze. Atmosfera na lekcjach super, dogadujemy się, płatności w terminie. Po czym uczeń wyjeżdża na kolejny urlop (oczywiście informując mnie wcześniej, że go nie będzie przez np. 2 tygodnie) i umawiamy się, że zaczniemy od nowa po jego powrocie tylko ma zadzwonić, żeby ustalić godzinę. Wstępnie rezerwuję czas. Nie dzwoni, nie odzywa się więcej. Nie przyszłoby mi do głowy nie poinformować kogoś u kogo uczę się kilka lat, że muszę zrezygnować.
4. podejście "jak przyjdę, to będę". Jadę na lekcję do ucznia z korporacji (firma płaci za niego). Prezes, dyrektor czy inna szycha. Czekałam czasem i pół godziny aż łaskawie się zjawi. Ok, jeśli to wyjątkowo sytuacja, bo coś tam w firmie, ale oni nagminne każą lektorowi czekać.
Lekcja trwa później 30 minut i wiadomo, ile można zrobić przez ten czas. Teraz stosuję zasadę, ze czekam 15 minut i później idę sobie. Lekcja oczywiście płatna, bo ja przyjechałam. Co robicie? Pomijam już odbieranie telefonow w czasie lekcji, bo już to odpuściłam.
5. podejście "jesteś moją psychoterapeutką". U uczniów zaawansowanych, których uczę dłużej i przeważnie są to konwersacje. Przy wielu tematach, dowiaduję się nieraz o intymnych problemach z życia moich uczniow (żona, dzieci, relacje, rodzina, choroby), nie mowiac już o obrabianiu tyłka wszystkim pracownikom w firmie. Ok, lektorowi jako osobie ani nie z rodziny ani z firmy można powiedzieć więcej, bo nigdzie to nie wyjdzie dalej. Wiem od znajomych, że wielu miewa takie sytuacje (z płaczem uczniow włącznie, bo coś tam w życiu im się wali), ale no właśnie... Jak reagujecie, jak byście zareagowali? nie jest to kwestia źle dobranego tematu lekcji, bo z każdego można zboczyć. Naprowadzacie na właściwy temat? Słuchacie? Pocieszacie?
Ja przez pierwsze lata pracy myślałam, ze fakt, że ktoś mi się zwierza, świadczy o jego sympatii do mnie, zaufania, jakimś wyższym etapie współpracy. Nic bardziej błędnego. Nauczyłam się, że robią to, bo lekotr jest jedyną łatwo dostępną osobą, która jest "bezpieczna". Te same osoby nie mają potem skrupółow zakończyć lekcje wysyłając SMS-a.

Współpracuję z dorosłymi ludżmi i nie moją rolą jest wychowywanie czy odchamianie ich, a tak się czuję. Na początku współpracy ustalam zasady lekcji, odwołań, płatności, prac domowych. Lubię uczyć i jestem w tym dobra, a po latach mam już sprawdzony pakiet materiałów. Uczniow mi nie brakuje, ale wszyscy wiemy, jakie są reguły rynku i lektorów jest wielu. Powyższe sytuacje ( i wiele innych, o których czytam na tym forum, więc nie tylko mnie się trafiają) sprawiają jednak, że coraz mniej chcę uczyć. Pamiętam czas współpracy ze szkołami językowymi i tam normą było, że mam czekać na ucznia, który nie przyszedł przez na lekcję. Bo a nuż zjawi sie na ostatnie 10 minut... Podobnie wyglądało zmenianie godziny lekcji - uczeń ma lekcję o 18:00, ale dzwonił do szkoły o 14:00 czy lektorka może przyjechać np. o 15:30, bo tak mu bardziej pasuje. I szkoła była bardzo niezadowolona, gdy odmawiałam, bo już coś/ kogoś miałam. Od kiedy uczę samodzielnie, nie pozwalam na takie sytuacje, więc przynajmniej z tym mam spokój :-)
Mam dosyć i myślę o zmianie zawodu na dobre.
    • angksiazki Re: jak reagujecie na takie podejście uczniów? 15.03.11, 16:58
      1 - Na sms-y od potencjalnych uczniów nie reaguje w ogóle, a również na maile w tym stylu.
      2,3 - Zdarza się nie reaguje, staram sie zapomniec.
      4 - Cieszę się - mniej pracy. Po prostu zawsze mam książkę. Siedzę, czytam, miło spędzam czas, bo często kawkę zaproponują. czas mam opłacony i moge czekac tyle ile trzeba.
      5- czasami ciesze sie, że mówia sami, ze nie musze przygotowywać materiałów, ale czasami ciężko mi wysłuchiwać. wtedy najlepiej skończyć współprace (czasami wymyslam powód).
      .............................
      Wydaje mi się, że Pani jest teraz zdołowana jakimś wyczynem, albo w ogóle przewrażliwiona. Po co zwracać uwagę i przejmować się takimi pierdołami. Nigdy nie będzie idealnie, a więc trzeba myslec jak zredukowac stres do minimum zamiast tworzyć go sobie sztucznie. Jak uprzyjemnić życie. I tak mamy dobrze w porównywaniu z pracownikami biurowymi bo możemy pracować z kim chcemy i jak chcemy.
      P.S. Czy wy też macie teraz szał na angielski, u mnie jeszcze nigdy nie było tyle zajęć przed południem...
      • anna335 Re: jak reagujecie na takie podejście uczniów? 16.03.11, 00:01
        takie smsy mi sie nie zdarzaly (odpukac) jak uczen odwola to sie ciesze bo mam godzinke luziku,
        moi uczniowie to generalnie z polecenia sa, lekcji z wyplakiwaniem sie nie przerabialam, wspolczuje. no ale ja nie pracuje dla korporacji .
        a co do szalu to cos jest w temacie, rzeczywiscie ostatnio znacznie wiecej osob chce sie uczyc, skad taki pęd?
        ale dobrze, dobrze:)
        • chinwag Re: jak reagujecie na takie podejście uczniów? 16.03.11, 06:56
          1. Bez względu na sposób komunikacji, na anonimy nie odpowiadam. To fundamentalna zasada komunikacji z pomocą telefonu, czy czegokolwiek, by się przedstawić.
          I masz rację, to jest ewidentny brak kultury i obycia. Chamstwo może być jednym z odpowiednich słów.;) Choć w przypadku młodych ludzi bardziej to traktuję jako wyzwanie, by ich przyzwyczajenia zmienić;)

          2. Po pierwsze korzystam z maili oczywiście, ale w takich sprawach jak "zawarcie kontraktu" stosuję ewidentnie rozmowę twarzą w twarz. Można pewne rzeczy wstępnie ustalić przez telefon lub internet, ale ostateczne uściśnięcie rąk jest na żywca.
          Tym bardziej, że mam zasadę, by wiedzieć o człowieku jak najwięcej, by i jemu uzmysłowić co będziemy / musimy robić.

          Niektórym ludziom bardzo brakuje takiej "odwagi" do przekazywania informacji "niewygodnych". Przedmiot niektórych rozdziałów w podręcznikach psychologii.;)
          W przypadku nie dotarcia jest ode mnie jedna informacja, a raczej zapytanie, czy będziemy się spotykać, bo jeśli nie, to muszę wiedzieć, nie mogę blokować terminu.

          3. W sumie jak wyżej, kontaktuję się - wszak nie mogę zakładać, że po prostu mnie lekceważy. Być może coś się stało?
          Nie zdarzają mi się raczej sytuacje, że ktoś o planowanym urlopie, czy odwołaniu zajęć z innych powodów mnie nie informuje. Może zdarzyło mi się ze dwa razy...promil przypadków, nie procent.

          4. Typowy problem zajęć "firmowych".Trzeba zaakceptować fakt, że ważniejszym dla nich jest praca niż zajęcia z angielskiego, co zresztą jest rzeczą zupełnie naturalną.
          Zdarza się też, że "awarie" pojawiają się nagle.
          Czasami jednak takie sprawy załatwiane są w nietaktowny sposób.

          5. Zdarza mi wiedzieć o pewnych prywatnych sprawach moich uczniów, ale ... chyba nie do tego stopnia. Może mam szczęście do tych szczęśliwych, że nie plączą mi w kołnierz?


          Nie Twoim zadaniem jest faktycznie wychowywanie, możesz jednak stanowczo stosowac pewne zasady.
          Na to, by nauczyć się przestrzegania zasad i reguł nigdy nie jest za późno.


          Naprawdę to co opisałaś powyżej sprawia, że masz dość tego zawodu?

          Myślę w takim razie, że tak naprawdę, to nigdy uprawiać go nie pragnęłaś.
          To są pierdoły, które nie powinny przesłaniać pozytywów.
          Problem moim zdaniem jednak nie zniknie.
          W innym zawodzie również pojawią się pewne problemy ... i znów będziesz miała dość? ;)

          Piszesz, że na brak uczniów nie narzekasz, ale wyraźnie podkreślasz problem odwoływania, zmieniania godzin, również w szkołach językowych.

          Nie rozumiem. Czemu nie postawisz sprawy jasno. Nie ma odwoływania w ostatniej chwili, nie ma możliwości zmiany terminu. Jeśli ktoś nie chce lub nie jest w stanie się takim zasadom podporządkować, to niechaj szuka innego lektora.










    • amused.to.death Re: jak reagujecie na takie podejście uczniów? 16.03.11, 08:59
      1. Nigdy nie miałam takiej sytuacji, aby ktoś się pytał przez sms.
      Ludzie zawsze dzwonią - czasem kilkakrotnie zanim im się uda dodzwonić.
      Nie wiem co bym zrobiła w takiej sytuacji. Albo bym zignorowała, albo krótko odpisała dodając, że w celu ustalenia proszę o kontakt telefoniczny - ale dopóki to mi się nie przytrafi nie wiem co jest bardziej prawdopodobne.

      2.Nie zdarzyło mi się. Ale zazwyczaj też dodaję czy w mailu czy telefonicznie, że gdyby zmienił zdanie albo się rozmyślił to proszę o sms.

      3. W ten sposób mi się nie zdarzyło - tzn. po przerwie 2tyg. Czasami ludzie muszą zrezygnować - np. na dwa miesiące - i mówią, że zadzwonią. Ponieważ sama wiem jak trudno jest wrócić (bo też nie wróciłam na zajęcia z zeszłego roku chociaż chciałam) to nie traktuję tego jako pewnik. Jeśli się ktoś inny trafi w to miejsce to go wezmę. Nie 'rezerwuję' miejsca.

      4.Nie traktuję tego jako złośliwość skierowaną do mnie - po prostu w pracy zdarzają się różne rzeczy i kto przedłoży angielski nad to co każe zrobić dyrektor:D
      Zazwyczaj noszę ze sobą książkę (muszę chyba sobie kindle kupić, żeby było wygodniej;) i sobie czytam, nigdy sobie nie idę, bo zazwyczaj dostaję sms w stylu 'spóźnię się 10min, poczekaj'.
      W przypadku dyrektora to zajęcia się zazwyczaj odbywają w ich gabinetach więc czekam sobie przy herbacie albo kawce:D
      Odbieranie telefonów się zdarza - normalnie tak jak w życiu. Ale bardzo często jest tak, że ktoś tylko patrzy kto dzwoni, wycisza telefon, mówi przepraszam i kontynuujemy.

      5.Zdarza się, rzadko, ale się zdarza. Nie przeszkadza mi to specjalnie - zwłaszcza jeśli mamy konwersacje. Dla człowieka mówienie o nim samym jest najczęściej o wiele ciekawsze niż rozmawianie o zanieczyszczeniu środowiska czy wpływie tv na coś tam - więc skoro chce i ma potem wrażenie, że jest ok. bo gadał 30min po angielsku to czemu nie? W sumie to jest dobra praktyka bo jak się spotkamy z jakimś cudzoziemcem przy piwie to tematy przecież będą podobne:D
      Płakać nikt mi nie płakał - nie wyobrażam sobie takiej sytuacji...
    • poziomka001 Re: jak reagujecie na takie podejście uczniów? 16.03.11, 15:52

      1. ignoruję

      2. na pierwsze spotkanie umawiam się zawsze na 10-15 minut w przerwie między innymi zajęciami, nie rezerwuję specjalnie czasu, więc jak ktoś nie przyjdzie to bólu nie ma, mogę w spokoju napić się kawy czy herbaty

      3. nie zdarzyła mi się jeszcze taka sytuacja

      4. kiedyś uczyłam w korporacjach, zawsze miałam ze sobą książkę albo gazetę i bardzo byłam zadowolona, że ktoś mi płaci za to, że sobie siedzę, piję kawę i czytam :)

      5. o ile uczeń wyżala się po angielsku, nie widzę problemu. Do płaczu jeszcze nigdy nie doszło. Traktuję to jak konwersacje na tematy życiowe :)

      Wychowywaniem dorosłych się nie zajmuję, natomiast zawsze ustalam na początku zasady współpracy, płatności, itd. i konsekwentnie ich przestrzegam. Na zawracaczy gitary mam radar, a jeśli jakiś cudem zdarzy się, że taki egzemplarz trafi do mnie na lekcje, zazwyczaj bardzo szybciutko się rozstajemy.

      Od jakiegoś czasu podczytuję sobie to forum i widzę, że wiele osób toleruje niektóre zachowania uczniów podobne do tych, które opisujesz i niestety obawiam się, że nic się nie zmieni dopóki nie zmieni się podejście lektorów.




      • baba67 Re: jak reagujecie na takie podejście uczniów? 16.03.11, 19:01
        Rozwin moze mysl swoja z tym radarem, bo to bardzo ciekawe :-)
        Ad rem
        sms imaile w podobnym duchu ignoruje-nie bedzie dobrej wspolpracy gdy ludzie sie tak totalnie roznia
        2 razy zdarzyla mi sie taka sytuacja, ze ktos sie nie zglosil po urlopie po dluzszej wspolpracy, ale w obu wypadkach czulo sie ze cele jakie zostaly postawione, osiagnelismy. Przykro mi tylko ze rozstalismy sie tak byle jak.Nie dotyczy to przypdkow znikaczy wakacyjnych ktorzy nie wiadomo dlaczego udaja ze chca sie uczyc dluzej a chodzi im tylko o wyjazd.Tych juz nie bede miala.
        Zdarzylo mi sie 2 razy w ciagu siedmiu lat-to nie jest duzo -zanim sie umowie to staram sie osobe troche poznac mailowo.Mialam gorsze przypadki -jedna panna przyszla pierwszy raz i wzbudzila takie moje zaufanie ze pozyczylam jej podrecznik-potem zaczelam dostawac jakies dziwne smsy i panna sie nie zjawila -moze miala problemy psychiczne.Inna para rozkoszniaczkow byla dwa razy, nie doplacila mi 10 zl i sie wiecej nie pojawila. Pracujac w tym fachu zawsze ryzykujesz ze spotkasz ludzi bez klasy albo z problemami.

        nie ucze w korporacji, ale bylaby przeszczesliwa ze ktos mi placi za to ze sobie siedze w ciepelku i czytam (no chyba ze bylabym odpowiedzialna za jakis egzamin)

        Rozmowy na tematy zyciowe sa fajne ale w pewnych granicach jak na razie nikt mnie jako terapeutki nigdy nie potraktowal. Gdybym taka wylewna osobe spotkala tobym swoimi uwagami pt jak mozna to powiedziec inaczej? chyba bym ja nieco ostudzila.
        • poziomka001 Re: jak reagujecie na takie podejście uczniów? 18.03.11, 12:39

          Mój radar najwidoczniej odbiera jakieś fale od potencjalnych uczniów i krzyczy mi w ucho, że to będzie zawracacz gitary ;-)

          Ale tak na poważnie, to są pewne symptomy i bardzo żałuję, że tak rzadko się mylę. Widocznie lata pracy z ludźmi wyostrzają jakieś zmysły. A z takich widocznych objawów np.:

          - zawracacze gitary przychodzą na pierwsze spotkanie, nie zdążą jeszcze dobrze zamknąć za sobą drzwi ani powiedzieć dzień dobry, a już pytają czy nie może być taniej.

          - kilka razy przekładają (grzecznie przepraszając, innych ignoruję i spławiam natychmiast) pierwsze spotkanie, dla mnie to jest jasny sygnał, że dalej lepiej nie będzie.

          - sami nie wiedzą czego chcą, niby chcą się pouczyć, odświeżyć sobie, albo najlepiej pokonwersować bez uczenia się gramatyki, przy czym z rozmowy jasno wynika, że pojęcie o gramatyce mają bardzo nikłe i bez uskutecznienia chociaż paru ćwiczeń się nie obejdzie, ale oni wiedzą lepiej i gramatyki w żadnej formie się uczyć nie będą.

          - zaczynają się uczyć już piętnasty raz i oczekują, że wreszcie ktoś im wszystko nałoży do głowy, bez cienia wysiłku z ich strony, dla takich wystarczającym poświęceniem jest fakt, że przyszli na angielski i siedzą

          - od wejścia uprzedzają, że są tak strasznie zajęci, że mogą tylko raz w tyg. wpaść na godzinkę i na pewno czasem zdarzy im się odwołać, bo służbowe wyjazdy itp...... z doświadczenia wiem, że sprowadza się to potem do 1-2 lekcji w miesiącu, co moim zdaniem jest zupełnym zawracaniem głowy.

          Tyle sobie na szybko przypomniałam :)

          • baba67 Re: jak reagujecie na takie podejście uczniów? 18.03.11, 14:45
            Bardzo Ci dziekuje, na pewno ta garsc wskazowek mi sie przyda:-)Jesli chodzi o ten wypadek ze ucza sie z przerwami od paru lat i nadal sa na poziomie bardzo podstawowym to juz sama wyczailam i nie biore ich powaznie. Tych co sa bardzo zajeci nawet sobie nazwalam-zonglerami-panna studiuje gdzies dorabia(co sie chwali) ale ma jeszcze ambicje byc trendy i jazzy, chodzi jeszcze na suahili, taniec brzucha i kurs designerski.
            Takich ludzi od poczatku nie traktuje powaznie (co nie znaczy ze odpierniczam lekcje)i przyjmuje tylko na nietypowe terminy typu13-beda to beda, i tak szybko znikaja.
            Mam nadzieje ze nas tu mlody narybek podczytuje, moze nasze doswiadczenia im sie przydadza:-)
    • ninal5 Re: jak reagujecie na takie podejście uczniów? 17.03.11, 14:08
      Dzięki za wszystkie odpowiedzi! Fajnie dowiedzieć się, jak rozwiązujecie takie sytuacje. Faktycznie, mogło się wydawać, że przewrażliwiona i wygodnicka lektorka ze mnie. Tak nie jest, a i opisane sytuacje nie zdażają mi się codziennie, tylko od czasu do czasu. Praktyka pracy z uczniami nauczyła mnie ustalania zasad współpracy i egezkwowania ich. Kiedy zaczynałam uczyć( od współpracy ze szkołami językowymi), wielokrotnie zastanawiałam się WTF!, i o co tu chodzi, bo pewne zachowania nie przyszłyby mi do głowy w kręgu powiedzmy wyższej kadry kierowniczowej, np. wydawało mi się oczywiste, że nie mogąc przyjść na lekcję należy ją odwołać albo że szkoła powinna zapłacić w terminie za wykonanie pracy. Ale wtedy byłam bardzo młoda, jeszcze w trakcie studiow i dość naiwa.

      Ad 1. No to wiem już, że nie tylko ja ignoruję bezosobowe SMS-y. Zaczęłam się zastanawiać, że może to się staje standardem, że na prywatne lekcje ludzie zgłaszają się via SMS.
      Ad 4. U mnie nie działa podejście 'niech sobie pogada, to mniej się zmęczę na lekcji a przygotowany materiał wykorzystam potem'. Konwersacje przygotowuję tak, żeby rozwijały słownictwo - oparte są na jakimś tekście i do niego jest słwoncitwo, kolokacje, idiomy - więc to nie tylko zwykłe gadanie. Poprawiamy też błędy ucznia po rozmowie. Nie mam problemu poprowadzić inaczej temat gdy ktoś mi zaczyna napomykać, kto z kim w danej firmie sypia, nawet jeśli mówi mi o tym sam szef tej firmy. Jestem jednak dość empatyczną osobą i jeśli ktoś musi się wygadać o swoich problemach to wysłuchuję i próbuję coś poradzić, pocieszyć. Inaczej nie potrafię.

      Chodzi mi raczej o znalezienie złotego środka w relacjach uczeń-lektor. Moje pojęcie kultury i savoir vivre różni się znacznie, jak się okazuje, od tego uznawanego przez wiele osób. Na przykład mnie nie przyszłoby do głowy jedzenie przy moim nauczycielu i nie poczęstowanie go, a dla wielu jest to normalne i nie przyjdzie im do głowy, że może być to wyraz braku szacunku. Gdy zaczynałam pracować, uczyłam parę, oboje około dwa razy starsi ode mnie (po 40). On dyrektor w koncernie. Lekcje u nich w domu, w sobotę około 13.00. Nieraz przyjeżdzałam na umowioną godzinę gdy byli w trakcie obiadu (wszystko na stole, naczynia, sztuće itp), wyjmowali zeszyty, książki, robili mi trochę miejsca :-) i zaczynamy lekcję. Jedli i mieli lekcję jednocześnie. Ona w trakcie lekcji dodatkowo często karmiła piersią niemowlaka (odpinając stanik, nie krępując się wcale i nie zasłaniając) i jednocześnie np. rozwiązywała ćwiczenie. Takie zachowanie było dla nich normalne, nie było w nim celowego braku szacunku dla mnie jako lektora. Poza tym byli to sympatyczni, uczciwi, otwarci ludzie. Przyjęłam jakie jest i tyle. Piszę o tym, bo takie zachowanie było dla mnie akceptowalne i nie robiłam o to problemu. Mogę też czekać na ucznia, jeśli wiem, ze to fajna, fair osoba, która akurat ma młyn w robocie. Też mam książkę. Nie ma problemu. Ale nie jest ok, gdy lekcje ma akurat pan/i, której firma płaci za lekcje a uczeń uczy się z braku laku albo bo mus. A do niczego nie jest mu to potrzebne, więc niech lektor sobie poczeka.
      Te sytuacje, ktore opisałam w pierwszym poście wynkają z wyczuwalnego braku szacunku dla pracy lektora, poczucia wyższości z racji wykonywanej przez ucznia pracy ( ja jestem prezesem a ty tylko łatwowymienialną lektorką itp.) i o to się czepiam.
      Czytam i czytam wątki forumowe... najlepsze jest prównywanie pracy lektora z urzędnikiem albo innym zawodami od czapy. Skąd ta potrzeba porównań i udowadniania sobie, że inni mają gorzej?
      • baba67 Re: jak reagujecie na takie podejście uczniów? 17.03.11, 17:54
        Jest niewiele zawodow gdzie nigdy nie spotkasz sie z brakiem szacunku-prezes banku albo duzej firmy na przyklad.Ale i ci moga byc na przyklad olani przez ministra. a minister przez prezydenta. A prezydent moze dostac jajkiem. Wiekszosc smiertelnikow-nawet i w tych korporacjach z objawiami braku szacunku sie spotyka. To jest nieunikniona proza zycia. Irytacja jest bezcelowa, trzeba sie kierowac powiedzeniem, ze pies na ksiezyc moze poszczekac ale nie moze ksiezyca ugryzc-to do przypadkow szczegolnie irytujacych.
    • esteve14st Re: jak reagujecie na takie podejście uczniów? 20.03.11, 10:38
      Ja bym nie brał pod uwagę takich smsów. Nic bym nie odpisał. Niepoważne zachowanie nie zasługuje na uwagę. A jeśli by mi ktoś się nie odezwał chociaż się umawialiśmy to nawet bym gęby nie otworzył jakbym przypadkowo spotkał. To jest taka ludzka obłuda, mi też jedna osoba mówiła, że się odezwie niedługo i w ogóle słuch po niej zaginął. Chyba się po prostu bała powiedzieć o co chodzi.
      • baba67 Re: jak reagujecie na takie podejście uczniów? 20.03.11, 13:31
        Ja bym nie nazwala tego obluda-raczej brak obycia (ze obiecuje i sie nie odzywa) lub krzywdzace pojecie o naszej etyce zawodowej w przypadku znikaczy okolowakacyjnych, ktorzy zapewne wychodza z zalozenia, ze jak sie umowia na kilka lekcji to go lektor bedzie traktowal lekcewazaco bo nie jest tzw powaznym klientem. Glupota do kwadratu ale pewnym ludziom nie przetlumaczysz-wiedza swoje i juz. Jest to dla mnie jednak tak irytujace, ze postanowilam szukac nowych uczniow dopiero od polowy sierpnia a na reszte wakacji zamknac kramik.
        Inna postawa, ktory delikatnie mowiac bywa denerwujaca, jest zupelnie nieswiadome utozsamianie osoby udzielajacej lekcji lub korepetycji ze studemtka dorabiajaca na lakier do paznokci albo drinka w klubie (przekonanie krzywdzace samych studentow, ktorzy w ten sposob pracuja na chleb z serem i bilet miesieczny). Gdy nalozy sie na to stereotyp studenta ktory ma mnostwo wolnego czasu bo sie glownie obija dochodzi do nastepujacych oczekiwan
        - dojazd na drugi koniec miasta stolecznego srodkami komunikacji miejskiej
        (w wersji light-dojazd 40-60 min w jedna strone to blisko).Ogolnie wielkie zdziwko ze sie nie dojezdza, jak w moim wypadku.
        -wspomniane juz nieoczekiwane zmiany terminu na dowolna godzine i wielki foch ze sie nie moze
        -poczucie ze sie robi wielka laske lektorowi ze sie w ogole korzysta z jego uslug i przekonanie ze nawet umiarkowana stawka za lekcje to dla niego manna z nieba.
        I ja nawet nie winie tych ludzi, bo nie jest to zlosliwe.0braz sytuacji przeniesiony zywcem sprzed 20 lat i wiecej ma sie po prostu wspaniale i trzeba poczekac moze nastepne 20 zeby sie nieco zapdeitowal.
        • mewa-01 Re: jak reagujecie na takie podejście uczniów? 20.03.11, 16:30
          > Inna postawa, ktory delikatnie mowiac bywa denerwujaca, jest zupelnie nieswiad
          > ome utozsamianie osoby udzielajacej lekcji lub korepetycji ze studemtka dorabia
          > jaca na lakier do paznokci albo drinka w klubie (przekonanie krzywdzace samych
          > studentow, ktorzy w ten sposob pracuja na chleb z serem i bilet miesieczny). Gd
          > y nalozy sie na to stereotyp studenta ktory ma mnostwo wolnego czasu bo sie glo
          > wnie obija dochodzi do nastepujacych oczekiwan >

          Babo, trafiłaś w sedno .... większość traktuje lektora jak studenta dorabiającego sobie do kieszonkowego .... mającego mnóstwo wolnego czasu i będącego na każde wezwanie swojego klienta. Jakież zdziwienie jest, kiedy lektor nie zgadza się na pewne ich warunki....

          Dlatego też ustaliłam zasady, które dostępne są na mojej e-wizytówce i które ponownie przekazuję w rozmowie wstępnej przez telefon. Akceptuje? - świetnie. Nie akceptuje - przykro mi. Chce negocjować? OK, ale w granicach rozsądku. Ja wyznaję zasadę, że jeśli się sam szanujesz, to inni też będą ciebie szanowali. U mnie to się sprawdza. Na ogół zwracają się do mnie osoby na poziomie, osoby spełnione zawodowo, kulturalne, np. właściciele firm, którzy nie muszą wyżywać się na innych, by pokazać jacy są ważni.

          Co do głównego wątku, to nie reaguję na anonimy, nie reaguję na sms'y osób, które od razu walą do mnie na "ty". Odwoływacze dostają sygnał ostrzegawczy raz, potem rezygnuję ze współpracy, jak tylko pojawia się chętny na jego / jej miejsce. Nota bene: właśnie napisałam maila do pewnego Pana w podobnej sprawie. Terapeutką nie jestem, a jeśli ktoś chce pogadać, to niech sobie gada, byle po angielsku. Jeśli obrabia dupę innej osobie to tylko świadczy o jego / jej głupocie. Na ogół nie zaprzyjaźniam się ze swoimi uczniami. Tylko raz zrobiłam wyjątek. Utrzymuję koleżeński kontakt tylko z jedną osobą, którą kiedyś uczyłam przez dłuższy czas.

          • nighthrill Re: jak reagujecie na takie podejście uczniów? 21.03.11, 10:37
            Ja właśnie dziś dostałam maila od jakiejś studentki ( mail w stylu dzikaszkapa16, czyli też w sumie anonim, nawet imienia nie ma), że ma kolokwium w piątek i chciałaby "przerobić ćwiczenia z dwóch działów". I, uwaga, czy związku z tym, że współparaca będzie krótkotrwała i bedziemy korzystać z jej podręcznika cena moze wynosić 20 zł?
            Pierwszy raz spotkałam się z propozycja zniżki z powodu "krótkotrwałej wspólpracy", a nie z powodu dużej ilości zajęć.Nie mówiąc już o tym, ze w ogłoszeniu jest podana moja cena i proszenie o zniżkę w wyskości prawie 50% ceny jest chyba bezczelnością.
            Chciałam zignorować, ale w końcu odpisałam, żeby poszukała jakiejś studentki pierwszego roku.
            Podejrzewam, że byłaby to cięzka praca, bo skoro dziewczyna nie umie sama "przerobić ćwiczeń" na poziomie pre-intermediate, a musi zdać kolokwium, to znaczy, że jej poziom jest słaby i ciężko byłoby nadrobić do piątku. Nie będę sobie psuła reputacji, przyjdzie raz na godzinę, a potem nie zda...
            • baba67 Re: jak reagujecie na takie podejście uczniów? 21.03.11, 12:15
              Na warszawskim gumtree tez na rozne kwiatki mozna sie natknac. Na przyklad panna skonczyla rok koledzu w Stanach i krzyczy z tego powodu 70 zl za 60 min(to to tylko lekkie zdziwko) ale uwaga- sama poszukuje osoby ktora ja przygotuje do egzaminu wstepnego z literatury amerykanskiej uwaga za 20 zl za 60 min.
            • mewa-01 Re: jak reagujecie na takie podejście uczniów? 21.03.11, 13:13
              Jakieś dwa miesiące temu dostałam maila od dziewczyny, która prosiła mnie żebym poszła za nią na egzamin ..... to dopiero egzemplarz :D:D:D:D Oczywiście odmówiłam. Jest to nieetyczne i bardzo ryzykowne.
Pełna wersja