Dodaj do ulubionych

czy zadajecie zadania domowe?

16.03.12, 23:02
Od kilku lat nie zdaje zadań domowych, ani dzieciakom w podstawówce, ani w gimnazjum. Przekonałam sie, ze to nie ma sensu. Sprawdzanie zadań na początku lekcji uznałam za stratę czasu. Wszelkie zadania typu: napisz list do koleżanki lub opisz film wykonujemy na lekcji. Jednak pojawia się problem - zdarzają się rodzice, którzy mają o to pretensje "a pani od angielskiego nie zadaje zadań domowych". Obawiam się, że nie zmienię swojego nastawienia do 'homeworków' ale jestem ciekawa czy ktoś jeszcze podarował sobie zadawanie "ćw. 5 ze strony 25"
Obserwuj wątek
      • zojanka Re: czy zadajecie zadania domowe? 17.03.12, 14:08
        Ale jak ze sprawdzaniem? Robisz to na lekcji? Wyrywkowo? Co robi reszta, gdy Ty sprawdzasz zadania? Mam kilku uczniów, których uczę indywidualnie i pytam czy mają coś zadanie, a większość z nich odpowiada, że zadania odrobili bo mają ściągniętą w pdf książkę nauczyciela z odpowiedziami. Po prostu chodzi mi o zasadność tych zadań i o to czy ich sprawdzanie nie jest stratą czasu. Dlatego zamiast sprawdzania zadań domowych wprowadzam na poczatku lekcji takie krótkie zadania do wykonania, pisemne, za które uczniowie nie dostają ocen tylko punkty, które zamieniam zamieniam potem na ocenę lub nagrody (w zależności od wieku). Uczniowie lubią te zadania i upominają się o nie. Jednak sprawa zadawania zadań domowych nadal mnie nurtuje. NO i rodzicow:)
        • chinwag Re: czy zadajecie zadania domowe? 18.03.12, 18:19
          Kwestia gotowców, czy to w kwestii testów, czy prac domowych, to temat rzeka, płynie od dawna. Można sobie jednak jakoś radzić.
          "Mechanicznie" wypełniane ćwiczenia są przydatne, ugruntowują to, czego udało sie nauczyć podczas zajęć. Zmuszają też ucznia do własnoręcznego wpisania odpowiedzi, więc nawet jeśli leń zechce przepisać odpowiedzi od kolegi, to zysk raczej mamy niż stratę.

          Po drugie - tu wiele zależy od ilości godzin tygodniowo - kontakt z językiem, materiałem przerabianym dobrze robi, inaczej znacznie mniej trafia do/zostaje w pamięci długotrwałej.

          Po trzecie, oczywiście znakomitą większość wysiłku w celu przyswojenia tego, czy owego ukierunkowuję na zajęcia, ale nie mogę wszystkiego tutaj robić....no chyba, że sprowadzę zajęcia do ekspresowego wypełniania przykładów w podręczniku i ćwiczeniówce.

          Wypowiedzi pisemne to zadanie złożone, wymaga wprowadzenia, przećwiczenia i ugruntowania słownictwa, określonych konstrukcji, technik pisania określonych tekstów. Znów nie wyobrażam sobie, by 100% tej pracy wykonywać w szkole podczas zajęć.

          Zadawanie pracy domowej bez jej sprawdzenia jest bez sensu, można to jednak zorganizować tak, by nie zajmowało zbyt wiele czasu lub wkomponować w rozgrzewkę, czy inne ćwiczenia.

          Dajesz im na początku krótkie zadania, OK, ale co w ten sposób sprawdzasz?
          Skuteczne wykonanie zadania domowego, które zadałaś, a jeśli tego nie robisz, to skuteczność przyswajania materiału podczas samych zajęć....nadal brakuje mi w tym "podgrzewania ognia", który rozpaliłem ;)



          • zojanka Re: czy zadajecie zadania domowe? 18.03.12, 18:42
            To co napisałeś potraktuję jako argumenty za wprowadzeniem zadań domowych...("Mechanicznie" wypełniane ćwiczenia są przydatne, ugruntowują) potrzebuję tego bo nic gorszego niż robić coś do czego nie jest się przekonanym:) Ten problem nurtuje mnie od początku mojej pracy w szkolnictwie (10 lat).
            Pytasz co robię z tymi zadaniami na początku lekcji. Sprawdzam je w domu i potem przygotowuję 'feedback'. Zajmuje mi to moment, przygotowanie kilku slajdów z najczęściej powtarzającymi się błędami różnego typu: gramatycznych, leksykalnych. Dzięki takim krótkim ćwiczeniom okazuje się, że np. jeszcze kilka osób potrafi stworzyć wyrażenie make homework albo do notes, albo do she. Czasami po kilku tygodniach albo miesiącu robię dokładnie taką samą kartkóweczkę i porównuję ją z tym co było wcześniej i uczniowie widzą postęp, śmiejemy się czasami z dziwnych wyrażeń typu "I'm reading my bike". To dla nich też ważne, aby widzieli postęp. Z zadaniem domowym jest o tyle trudniej, że jak czasami omawiam błędy.. to słyszę "bo odpisywałem".. "bo źle przepisałem" i wtedy tak naprawdę przy omawianiu nie biorą udziału.. na zasadzie "to nie moje błędy, nie moja sprawa'. Z wypracowaniami pisemnymi poradziłam już sobie. Wszystkie piszemy na lekcji i uczniowie już się nie buntują. Chociaż na początku marudzili, to jasne.
            Wątpliwości co do zadań domowych mam tylko w przypadku 4-6SP i gimnazjum.. co do 1-3 nie mam żadnych - nie zadaję kategorycznie i nikt mnie do tego nie przekona. Jedne co mają zadane to przygotowywanie porfolio (no w sumie jest to zadanie domowe:))
            Pocieszył mnie kiedyś jeden anglista "obym ja tylko miała takie problemy jak ty; zadawać czy nie":)
            • chinwag Re: czy zadajecie zadania domowe? 18.03.12, 21:50
              > To co napisałeś potraktuję jako argumenty za wprowadzeniem zadań domowych...("M
              > echanicznie" wypełniane ćwiczenia są przydatne, ugruntowują) potrzebuję tego bo
              > nic gorszego niż robić coś do czego nie jest się przekonanym:)

              No bez przekonania nie da się niczego zrobić ;)

              >Ten problem nurtuje mnie od początku mojej pracy w szkolnictwie (10 lat).

              Mnie raczej nie. Jest to jeden z elementów mojej pracy. ;)

              > Pytasz co robię z tymi zadaniami na początku lekcji. Sprawdzam je w domu i pote
              > m przygotowuję 'feedback'.

              No ale to nadal jest feedback tego, co przyswoili podczas zajęć jedynie - zakładając nie zadawanie prac domowych.
              Wiedząc, że nagminnie mylą do z make, co robię? No oczywiście ćwiczę...a potem do domu zadaję jeszcze kilka/naście przykładów, do których muszą po pewnym czasie wrócić i dzięki temu ugruntują wiedzę.

              Oczywiście można zrobić to z nimi, tylko w szkole, na miejscu, bez dodatkowej roboty w domu, ale to zajmie przez to nieco dłużej. Zaoszczędzony czas można wykorzystać do czegoś innego.

              > Z zadaniem domowym jest o tyle trudniej, że jak czasami omawiam błędy..
              > to słyszę "bo odpisywałem".. "bo źle przepisałem" i wtedy tak naprawdę przy om
              > awianiu nie biorą udziału.. na zasadzie "to nie moje błędy, nie moja sprawa'.

              Skoro poważnie traktują Twoje kartkówki, czemu nie oprzeć ich na tym co mieli by zrobić w ramach pracy domowej?

              > Z wypracowaniami pisemnymi poradziłam już sobie. Wszystkie piszemy na lekcji i u
              > czniowie już się nie buntują. Chociaż na początku marudzili, to jasne.

              Jeśli masz na myśli końcowy etap ćwiczenia wypowiedzi pisemnej, to rozumiem, ale po drodze jest przecież kilka etapów, które muszą przejść.

              > Wątpliwości co do zadań domowych mam tylko w przypadku 4-6SP i gimnazjum.. co d
              > o 1-3 nie mam żadnych - nie zadaję kategorycznie i nikt mnie do tego nie przeko
              > na.

              Nie mam zamiaru Cię do tego przekonywać, choć i nie widzę argumentu, który miałby wyeliminować pracę domową w przypadku takich uczniów...

              Reasumując, prace domową traktuję jako element naszej pracy i tyle. Jej częstotliwość i obszerność determinują potrzeby i możliwości, wszak dzieciarnia musi mieć trochę czasu dla siebie ;)



    • claratrueba Re: czy zadajecie zadania domowe? 19.03.12, 09:11
      Zawsze zadawałam w szkole, zawsze zadaje prywatnie. Nigdy w formie ćw. 5 z 25 str. a jako krótkie wypowiedzi "na wzór z lekcji z modyfikacją". Żadnego sprawdzania na lekcji- szkoda czasu. Sprawdzam w domu (samochodzie w korkach) i oddaję z komentarzem (złośliwym czasem typu: "wszelkie uwagi znajdziesz w pracy Kasi") Uważam, że szanse na nauczenie kogokolwiek w dostępnym nam czasie lekcyjnym są zerowe. A młodych ludzi bez żadnego nawyku samodzielnej pracy mamy już pod dostatkiem, szkoda produkować następnych.
    • kociamama Re: czy zadajecie zadania domowe? 19.03.12, 13:00
      Ja zadaję, ale raczej zadania w stylu: nauczyć się. Mam problem z zadaniami pisemnymi z ćwiczeń, bo niektórzy nie robią, bo wiedzą, i głupio im stawiać pały za brak zadań, które i tak potrafią zrobić. A inni znowu nie robią, bo są niedopilnowani przez rodziców, i głupio im stawiać pały za brak zadań - lepiej dopilnować na lekcji, by to zrobili i się nauczyli.

      Trochę zadaję, ale egzekwuję wiedzę, nie tylko mechaniczne wykonanie zadania. Robię kartkówki i spicze, a zadania raczej na lekcji.
      • claratrueba Re: czy zadajecie zadania domowe? 20.03.12, 05:41
        bo niektórzy nie robią, bo wiedzą, i głupio im stawiać pały z
        > a brak zadań, które i tak potrafią zrobić.

        Dlaczego głupio? Praca do zrobienia to jest praca do zrobienia i tyle. To na maturę też niech niech nie przychodzą, a oceny niech dostają zaocznie za "potrafienie".
        Ale tekst mi sie podoba. Dzisiaj obiadu nie będzie. Rodzinie powinna wystarczyć świadomość, że te mielońce to ja umiem zrobić.
        A panom z drogówki świadomość, że ja potrafię jeździć z przepisową prędkością ale mi się nie chce.
        • kociamama Re: czy zadajecie zadania domowe? 20.03.12, 17:08
          Ja uważam, że proces edukacyjny na celu ma nauczenie/rozwój/inspirację nie tresurę. Nie uważam, że wszyscy muszą robić to samo, bo każdy ma inne potrzeby edukacyjne. Nie uważam też, że najwyższym dobrem są zasady. Proces nauki ma być zindywidualizowany o ile możliwe, a przy zadaniach domowych, nadarza się właśnie taka okazja.
          • claratrueba Re: czy zadajecie zadania domowe? 21.03.12, 07:56
            Tresurą nazywasz konieczność wykazania się stanem swojej wiedzy? Zadanie sobie trudu samodzielnej pracy? Dziwne. Na tyle, że nie bardzo rozumiem.
            Potrzeby edukacyjne młodzieży to oceniamy my na podstawie narzuconych nam wymogów programu/egzaminów itd. i do nich powinniśmy dostosować nasze wymagania również w stos. do prac domowych.
            Niestety, nasi uczniowie muszą wykazać sie konkretną umiejętnością np. napisania listu, opisania wydarzenia, posługiwania się poprawnymi wyrażeniami itd. I naszym zadaniem jest ich do tego przygotować a nie "zainspirować"- cokolwiek to znaczy.
            Zdecydowanie zbyt często spotykam się z syt. kiedy uczeń o konkretnej formie wypowiedzi nie ma najmniejszego pojęcia mimo iluś tam lat nauki szkolnej bo jej nie wyćwiczył, nauczyciel nie zadał sobie trudu ocenienia jego samodzielnej pracy. Mimo tego, że właśnie tak wyglądał będzie jakiś egzamin.
            "Zindywidualizowanie procesu nauczania" to również indywidualne ocenienie umiejętności konkretnego ucznia, podanie mu wskazówek co w jego pracy szwankuje. Jeśli nie głównie.
            Może mi się bardzo nie podobać sposób w jaki moi uczniowie będą oceniani przez komisje czy ludzi w jakiś sposób weryfikujących ich znajomość języka w przyszłości. Ale mam ich przygotować do tego również. Moja ocena umie-nie umie nie wystarczy. Może zresztą być błędna. Jak każdego nauczyciela.

            • kociamama Re: czy zadajecie zadania domowe? 21.03.12, 11:58
              To mamy różne koncepcje;)

              U mnie uczniowie ćwiczą wypowiedzi pisemne na lekcji. W domu mija się to z celem, bo jest część, którym pani napisze na korkach, a część, która nie zrobi i już. Moim celem jest nauczyć, a nie wstawić jeden za zapominalstwo i mieć problem z głowy.

              Zindywidualizowany proces polega nie na tym, że odpuszczam pisanie (jak błędnie wywnioskowałaś). Ale jeśli zadanie domowe to jakieś ćwiczenie gramatyczne, to wiem, kto jest dobry, a kto nie, w związku z tym, że monitoruję ich pracę na co dzień.

              Nie odpuszczam za to nikomu zadań ustnych, w których każdy jest oceniany wg swoich własnych postępów, tak, żeby nawet dla dziecka, które jest na poziomie FCE, a klasa na poziomie A2, taka praca domowa była wyzwaniem.

              • somacik Re: czy zadajecie zadania domowe? 21.03.12, 14:13
                A ilu masz uczniów w klasie?

                Ja zadaję i skrupulatnie sprawdzam. Raz w tygodniu każdemu - zbieram ćwiczenia i sprawdzam. Nie interesuje mnie powód dlaczego uczeń nie wykonał mojego polecenia (wyjątek choroba, kartka od rodzica, że coś tam...itp. i tak nadrobić ma na następną lekcję), stawiam jedynkę i nie mam wyrzutów. Na początku lekcji odpytuję i uwierz mi, że jeżeli uczeń wykonał pracę domową i zadał sobie trud, by wykonać ją dobrze, z odpowiedzią ustną nie będzie miał problemów. Dzieci muszą nauczyć się systematyczności i odpowiedzialności. Uzupełnianie ćwiczeń to dobry trening, przypomnienie tego, co było na lekcji, bo dwie godz. w tygodniu na język to za mało. Muszą poświęcić na to czas w domu, inaczej nici. Poza zadaniami do wykonania w ćwiczeniach mają do nauki zadania ustne. Jakoś sobie radzimy.

                A czemu wstawiasz jedynkę za zapominalstwo i odpuszczasz? Czemu nie sprawdzisz wykonania zadania na następnej lekcji? Lenistwa i lekceważenia obowiązków ucznia nie znoszę.
                • kociamama Re: czy zadajecie zadania domowe? 21.03.12, 14:27
                  Bo nie widzę sensu w demotywowaniu dzieci jedynkami. Sprawdzam zadania, jak zadaję, inaczej zadawanie nie ma sensu. Każdy po kolei czyta, łącznie z tymi, co nie mają. Zazwyczaj robią zadania, bo im głupio, jak nie wiedzą przy klasie. Dzieci muszą czuć, że ich praca popłaca. Zdyscyplinowania się uczą przy wkuwaniu do cotygodniowych kartkówek.

                  Może popłacać kij (jedynki za brak), a może popłacać marchewka - plusik, dobra ocena, albo poczucie satysfakcji.
                • chinwag Re: czy zadajecie zadania domowe? 21.03.12, 14:58
                  > A czemu wstawiasz jedynkę za zapominalstwo i odpuszczasz? Czemu nie sprawdzisz
                  > wykonania zadania na następnej lekcji? Lenistwa i lekceważenia obowiązków uczni
                  > a nie znoszę.

                  Zapomniałem napisać właśnie o wspomnianej przez Ciebie Somaciku aspekcie.
                  Uczenie obowiązkowości, odpowiedzialności za swoja pracę. To istotne, uczniowie muszą nauczyć się poszukiwać, odkrywać i rozwiązywać problemy nie mając zawsze "pod ręką" nauczyciela, który wszystko z nimi przećwiczy wskazując każdy krok.

                  Kociamamo,

                  > Bo nie widzę sensu w demotywowaniu dzieci jedynkami. Sprawdzam zadania, jak zad
                  > aję, inaczej zadawanie nie ma sensu. Każdy po kolei czyta, łącznie z tymi, co n
                  > ie mają. Zazwyczaj robią zadania, bo im głupio, jak nie wiedzą przy klasie. Dzi
                  > eci muszą czuć, że ich praca popłaca. Zdyscyplinowania się uczą przy wkuwaniu d
                  > o cotygodniowych kartkówek.

                  Nie jestem w stanie oprzeć się na założeniu, że uczniowie chcą dobrze się przygotować, bo będzie im głupio, jeśli nie osiągną określonego poziomu.
                  Wielu z nich bywa po prostu krnąbrnych, leniwych. Wielu trzeba zachęcić, czy po prostu do pracy zmusić

                  Do cotygodniowych kartkówek nie przygotowują się też kompleksowo, zresztą i te cotygodniowe kartkówki nie obejmują wszystkich umiejętności przyswajanych w toku nauki.
                  Stąd i dodatkowe przećwiczenie tego, co robimy na zajęciach jest wskazane. Kiedy? Również w domu.

                  > Może popłacać kij (jedynki za brak), a może popłacać marchewka - plusik, dobra
                  > ocena, albo poczucie satysfakcji.

                  Racja. Zawsze najsprawniejszym sposobem motywacji jest równowaga między kijem a marchewką.

                  Bo i ten, który jest ambitny i obowiązkowy kija się nie boi, również ten leniwy, co to kijem mógłby obrywać na okrągło wie, że marchewka na niego czeka.

                  Jakiekolwiek wypaczenie równowagi, czyli zrezygnowanie z kija, jak i nie karmienie marchewką jest moim zdaniem niewłaściwe.

              • chinwag Re: czy zadajecie zadania domowe? 21.03.12, 14:47
                > U mnie uczniowie ćwiczą wypowiedzi pisemne na lekcji. W domu mija się to z cele
                > m, bo jest część, którym pani napisze na korkach, a część, która nie zrobi i ju
                > ż. Moim celem jest nauczyć, a nie wstawić jeden za zapominalstwo i mieć problem
                > z głowy.

                Poniekąd racja Kociamamo, nie mamy pewności, czy praca domowa była wykonana samodzielnie, ale ćwiczenie choćby tej wypowiedzi pisemnej jest kilkuetapowe.
                Słownictwo wprowadzasz na zajęciach, struktury gramatyczne ćwiczysz na zajęciach, budowanie wypowiedzi ćwiczysz na zajęciach.
                Zebranie tego wszystkiego w kompletną i spójna wypowiedź tez możesz ćwiczyć na zajęciach...tylko ile to wszystko zajmuje czasu?
                Jak długo można ćwiczyć podczas zajęć bez szkody dla innych elementów ujętych w naszym programie, który chcemy zrealizować bez szkody dla innych sprawności językowych?
                Myślę, że on powinien zakładać pewną część wysiłku podejmowanego w domu, dla ugruntowania umiejętności i wiedzy, również z perspektywy czasu.
                Tak jak nie ćwiczymy podczas zajęć danej struktury po kilkadziesiąt razy z każdym uczniem, bo nie mamy na to choćby czasu i zlecamy do domu wykonanie kilkunastu mechanicznych przykładów na dana strukturę, tak po określonym przygotowaniu podczas zajęć możemy zlecić napisanie czegoś na wzór tekstu np. zamieszczonego w podręczniku, odpowiednio go modyfikując.
                Uczeń - teoretycznie rzecz biorąc - nie powinien czuć potrzeby szukania pomocy w tym zadaniu.
                Jeśli nie potrafi/nie chce mu się, to i podczas zajęć będzie jęczeć, że "nie umie", że "nie nadążą" itp.

                > Zindywidualizowany proces polega nie na tym, że odpuszczam pisanie (jak błędnie
                > wywnioskowałaś). Ale jeśli zadanie domowe to jakieś ćwiczenie gramatyczne, to
                > wiem, kto jest dobry, a kto nie, w związku z tym, że monitoruję ich pracę na co
                > dzień.

                Oczywiście, że to widać, ale dlaczego ten, czy owy jest dobry? Bo poznał, przyswoił i przećwiczył wszystko podczas zajęć? No widzę 3 możliwości: albo Twoi uczniowie są wyjątkowo zdolni jak jeden mąż, masz mnóstwo czasu lub mniejsza uwagę przykładasz do innych sprawności.
                Poza tym są partie materiału, które ewidentnie wymagają więcej wysiłku i treningu. W tym właśnie takich mechanicznych, wykonywanych według wzoru ćwiczeń.
                Jeśli nie obciąża to uczniów zbytecznie, to czemu bronisz zdania, by tego nie robić?

                Oczywiście, że są uczniowie, którzy wchodzą w każdą partie materiału "jak w masło", ale ujmując problem globalnie...;)

                > Nie odpuszczam za to nikomu zadań ustnych, w których każdy jest oceniany wg swo
                > ich własnych postępów, tak, żeby nawet dla dziecka, które jest na poziomie FCE,
                > a klasa na poziomie A2, taka praca domowa była wyzwaniem.

                I słusznie, jednak czemu widzisz sens w obciążeniu ucznia wysiłkiem w przygotowaniu wypowiedzi ustnej w domu, a w przypadku pisemnej już nie?
                Skoro potrafisz uczniom postawić zróżnicowane "wyzwania" w zakresie tej sprawności, czemu nie zrobić tego w formie pisemnej również?



                • kociamama Re: czy zadajecie zadania domowe? 21.03.12, 15:46
                  Racja, Chinawag, zgadzam się wyjątkowo, mądry post itd;>
                  Tym mnie mniej, praktyka pokazuje, że lepiej ćwiczyć różne rzeczy w szkole, by mieć pewność, że czegoś nauczą się i ci słabsi.

                  Co do czasu - tak czasem mam więcej - 3/4 godz na tydzień. Zaczynamy też w gimnazjum od poziomu B1. Zakładam więc, że czasu jest sporo. Dzieci i tak mają wiele innych zadań. A poziom b1, realnie osiągany przez większość, też czynnie w klasie drugiej, to wyżej niż wymaga egzamin gimnazjalny. Nie widzę sensu spieszenia się. W domu, zachęcam by dzieci oglądały filmy/seriale/czytały książki. Niech nauka będzie przyjemnością, o ile możliwe.

                  No i masz rację, preferuję zadania ustne, bo w języku się przede wszystkim mówi.
                  • chinwag Re: czy zadajecie zadania domowe? 21.03.12, 20:46
                    > Racja, Chinawag, zgadzam się wyjątkowo, mądry post itd;>
                    > Tym mnie mniej, praktyka pokazuje, że lepiej ćwiczyć różne rzeczy w szkole, by
                    > mieć pewność, że czegoś nauczą się i ci słabsi.

                    Nie traktuj go Kociamamo jako totalnej negacji tego, co napisałaś, również dbam o "pewne wyćwiczenie" tego co najważniejsze wspólnie z nimi, podczas zajęć, nie jestem zwolennikiem zrzucania na uczniów ciężaru przyswojenia tychże umiejętności, jest to nie rzadko niemożliwe.
                    Ale nie wyklucza to po prostu zadań domowych w zakresie każdej praktycznie sprawności. ;)

                    >W domu, zachęcam by dzieci oglądały filmy/seriale/czytały książki. Niech nauka będzie
                    > przyjemnością, o ile możliwe.

                    Jasne. Robie to również.

                    A zadania domowe najczęściej są "mechanicznym" ćwiczeniem pewnych schematów lub dośc twórczym - wymagającym pomysłu - zajęciem.

                    czas jaki ci ludzie spędzają nad zadaniami domowymi tez ma znaczenie i dla mnie, gdy wyznaczam prace domową. Jeśli to możliwe tez rezygnuję, by nie musieli wypełniać ostatnich chwil czasu wolnego zadaniem, bez którego "da się żyć".

                    > No i masz rację, preferuję zadania ustne, bo w języku się przede wszystkim mówi

                    Rzekłbym, że to w praktyce jedyna forma nie tylko komunikowania się, a więc w środowisku szkolnym ćwiczenia sprawności mówienia, ale również weryfikowania ich wiedzy,czy umiejętności praktycznych w zakresie innych specjalności...przynajmniej dopóki komunikacja werbalna nie zostanie zastąpiona ... telepatią? ;)



    • claratrueba Re: czy zadajecie zadania domowe? 22.03.12, 09:35
      "Demotywowanie uczniów jedynkami" było kiedyś zarzutem, który usłyszałam od dyrektora szkoły. Bo sporo tych pał było u mnie i żle statystyka wyglądała. A "przecież każdemu zdarza się zapomnieć". Zapytałam co zrobi, jeśli "zdarzy mi sie zapomnieć" wykonać jego polecenie służbowe. jakoś dyskusja się skończyła.
      Sporo w życiu spotykam osób nienauczonych obowiązkowości i jakoś im to nie pomaga.
      Natomiast widzę dobre skutki prac pisemnych, w tym takich mało rozwijających a jedynie mechanicznie ćwiczących poprawność. Pisanie wypowiedzi uczy trzymania sie tematu, w rozmowach często sie od niego odchodzi. Łatwiej ponarzekać,że tv jest głupia niż trzymać się tematu "walory edukacyjne tv". Łatwiej w pisemnej wypowiedzi ucznie zaznaczyć błędy, a on ma możliwość wglądu do nich. W rozmowie można 10 razy poprawić," he don't ","my the best" a jak temat wzbudza emocje to te poprawki przejdą niezauważone. A jak sie nauczyciel zapali w dyskusji to i błędów nie zauważy nieraz. Bardzo ważne jest by uczeń mówił, ale zdarzają mi się ofiary przegięcia- z dużą swadą mówiący, z bogatym słownictwem ale tak "kreatywnym podejściem do form gramatycznych", że brzmi to jak jakiś wieśniak z Alabamy.
      Podobnie, w FCE zadanie w ktorym trzeba usunąć niepotrzebne słowa- czasem te zdania brzmią jak gwóźdź na szybie a uczniowi pasuje.
      • kociamama Re: czy zadajecie zadania domowe? 22.03.12, 10:11
        No a ja wolę, żeby moi uczniowie mówili jak "wieśniacy" a Alabamy, niż żeby nie mówili wcale. Znacznie częściej spotykam jednak ten drugi problem. Bo choć ludzie uczą się języka latami, pomimo kucia teorii, której i tak sobie nie przyswoili, bo bez zaangażowania własnego się nie da, to nie potrafią zdania sklecić. A nawet jak potrafią, to się boją.
      • kociamama Re: czy zadajecie zadania domowe? 22.03.12, 10:24
        A poza tym, ćwiczenia typu znajdź błąd - powinny być środkiem, nie celem. Zresztą nie każdy potrafi rozwiązywać takie łamigłówki. Czasem można przeoczyć błąd, bo mózg od razu transformuje na poprawną wersję - dowodem na to jest ów tekst, co krążył w internecie, w którym w wyrazy są zapisany w sposób przypadkowy, ale mózg jest w stanie odczytać cały tekst bezboleśnie, choć żadne słowo nie jest napisane poprawnie, a literki w wyrazach złożone są w sposób przypadkowy.

        FCE też nie jest celem nauki, IMHO. W ogóle nie rozumiem parcia na zaliczanie drogich certyfikatów. Matura jest sensowniejsza, bo nie ma tyle idiotycznych zadań i ćwiczenia są bardziej "życiowe". Więcej odbioru tekstu i ograniczenie transformacji, to bardzo dobry kierunek. Ja rozumiem, bogactwo struktur, ale kończy się tak, że ludzie kują transformacje na pamięć. Nie każdy ma analityczny umysł i nie każdy widzi logikę. Nie mówiąc już o tym, że to ćwiczenie także ma być środkiem do posługiwania się zróżnicowanymi strukturami i słownictwem, a nie umiejętnością posiadającą wartość autoteliczną.
        • claratrueba Re: czy zadajecie zadania domowe? 22.03.12, 11:48
          Wiesz, chęc posiadania certyfikatów to ja akurat rozumiem. To jest jakiś dowód, że się język zna i umie różne łamigłówki rozwiązywać co jest również dowodem posiadania pewnego stopnia inteligencji i zdolności analitycznych.
          Po prostu.
          Podobnie jak mówienie nie tylko szybko czy w ogóle, ale i na temat i poprawnie. Mi w osiągnięciu takiego celu pomaga koordynacja ustnych z pisemnymi i dlatego to robię, nie dla przyjemności sprawdzania.
          Doskonale zdaję sobie sprawę, że nie każdy może opanować język biegle. Ale nie mogę obniżać poprzeczki dla tych, którzy mogą i chcą. Młodzi ludzie, którzy do mnie trafiają prywatnie (szkołę dawno sobie odpuściłam) to nie głąby, które nie dają sobie rady a ludzie ambitni, którym pewien "minimalizm" wymogów szkolnych nie pasuje. Choć rozumiem (i pamiętam) jak to jest z wymaganiami przy licznej grupie. Choc wtedy pomagało mi zróżnicowanie prac domowych na "standard, ambitna, i tylko dla orłów". I całkiem sporo wybierało trudniejsze.

          • kociamama Re: czy zadajecie zadania domowe? 22.03.12, 12:13
            Ale wątek jest o zadawaniu w szkole publicznej i to konkretnie podstawowej i gimnazjum. A nie o nauczaniu w ogóle. Tak, zgadzam się, najlepsze efekty przynosi praca na lekcji plus praca w domu, zarówno przygotowanie się do lekcji, a także robienie dodatkowych rzeczy.
            Uczniom domowym zawsze zadaję. Ale uczniom w gimnazjum zadaję mało. Bo nie chcę, żeby lekcja przekształciła się z sprawdzanie zadania domowego i z innych powodów już wcześniej wymienionych. Nie obniżam poprzeczki, dla tych co chcą, wręcz przeciwnie, jak napisałam wcześniej, staram się, by nawet nauka szkolna, była dla każdego wyzwaniem.



          • kociamama Re: czy zadajecie zadania domowe? 22.03.12, 12:17
            A certyfikaty, hmm, - rozumiem, działają mobilizująco, jest poczucie satysfakcji. Ale są bardzo drogie, a czas, który mógłby być poświęcony na naukę języka zamienia się w trening umiejętności egzaminacyjnych. Ja myślę, że jednak ta pierwsza jest bardziej konieczna i korzystna. Nie lubię takiej tresury. A i wyniki nie przekładają się na faktyczną znajomość. Znam osoby, co zdały CPE, ale mówią słabo.
            • claratrueba Re: czy zadajecie zadania domowe? 23.03.12, 05:54
              To trochę tak jakbyś mówiła, że kurs prawa jazdy nie uczy przepisów i poruszania się pojazdem a zdawania egzaminu.
              Ręczę Ci, że osoba nie posiadająca zasobnego słownictwa, dobrej umiejętności posługiwania się poprawnym formami "na co dzień" nie zda certyfikatu dzięki jakimś abstrakcyjnym "umiejętnościom egzaminacyjnym". Przygotowanie do tych egzaminów jest właśnie nauką języka, w zależności od poziomu egzaminu obejmuje mniejszy lub większy zakres. Czy to jakaś "tresura" czy normalna solidna nauka to wystarczy zajrzeć do dowolnego podręcznika z napisem FCE, CAE itd. Jesli czytanie tekstu i sprawdzanie zrozumienia, listening, rozmowa na podst. obrazka, writing na temat tez z tekstu, dyskusja o nim jest dla Ciebie "tresurą" to ja nie wiem co jest "nauką". Chyba, że mylisz podręcznik z zestawem ćwiczeń typu Virginia Evans FCE. Ale to takie samo nieporozumienie jak mylenie kursu prawa jazdy z ćwiczeniem testów egzaminacyjnych. Myślisz, że można zdać na prawko nie znając przepisów a jedynie testy?
              "Mówienie słabo" to problem zupełnie inny. Są osoby, które go mają i mieć będą choć sa w stanie na tyle się przełamać czy zmobilizować by na egzaminie wypaść zupełnie dobrze. To kwestia osobowości, praktyki, sposób uczenia tak naprawdę ma pomniejsze znaczenie. W grupie szczególnie, gdzie można latami sie nie odezwać- wystarczy nie nawiązywać kontaktu wzrokowego z nauczycielem. Albo zawsze znajda się "wyrywni". Ja z kolei znam nauczycieli, którzy owszem, doskonale prowadzą lekcje, mówią ze swadą na temat, który jest im znany, opracowany, gdzie nikt nie zaskoczy niczym nieznanym. Dopóki nie przyjadą nauczyciele ze szkoły partnerskiej w USA i nagle okazuje się, że cisza jak w grobie - bo to nie tematy z "matura solutions" czy czegoś tam, co się robi na lekcjach.
              Tępi czy źle ich uczono? Przecież mają dyplomy filologii! Ani jedno, ani drugie. Po prostu nie da się "nauczyć języka raz na zawsze". I podobnie jak wyniki certyfikatów nie są równoznaczne ze stwierdzeniem "zna język doskonale w każdym zakresie" tak i dyplom mgr filologii. Wiesz czego potrzeba by znać doskonale?
              Prac domowych. Bo wśród różnych czynników wpływających na umiejętnośc czegokolwiek- czy to języka czy pływania czy robienia na drutach albo jazdy samochodem- jednej oszukać się nie da. CZASU POŚWIĘCONEGO NA ICH ĆWICZENIE.
              • amused.to.death Re: czy zadajecie zadania domowe? 23.03.12, 11:35
                > jda się "wyrywni". Ja z kolei znam nauczycieli, którzy owszem, doskonale prowa
                > dzą lekcje, mówią ze swadą na temat, który jest im znany, opracowany, gdzie nik
                > t nie zaskoczy niczym nieznanym. Dopóki nie przyjadą nauczyciele ze szkoły part
                > nerskiej w USA i nagle okazuje się, że cisza jak w grobie - bo to nie tematy z
                > "matura solutions" czy czegoś tam, co się robi na lekcjach.

                Claratrueba, ja nie bardzo rozumiem...? Chodzi o to, że nauczyciele nie potrafią porozmawiać na przerwie z nauczycielami ze szkoły partnerskiej, czy jak prowadzą zajęcia to coś się zmienia?
                • kociamama Re: czy zadajecie zadania domowe? 23.03.12, 11:49
                  Ja też zauważyłam, że niektórzy nauczyciele boją się rozmawiać z innymi niż uczniowie ludźmi po angielsku. Brak im praktyki, a także, jak zauważa Claratrueba, nie rozwijają się.
                  Nie wyobrażam sobie jednak sytuacji, że ktoś ma wszystko opracowane, a nie potrafi rozmawiać. Okazuje się, że to "wszystko" to jest jedynie znajomość klucza odpowiedzi na pamięć, a nie rzetelna wiedza i praktycznie umiejętności.

                  Ja tam nie korzystam z klucza. Nie znam czasem jakiś odpowiedzi (na wyższych poziomach), i jak powiedział mój kolega po fachu, lepiej jest robić ćwiczenia z młodzieżą, bo się widzi, gdzie może być problem. Jak się tylko odczytuje z klucza, nic nie jest problemem. Paradoksalnie wcale nie niewiedza jest przyczyną upadku autorytetu nauczycielki. Raczej trzymanie się pazurami stanowiska: ja mam rację, nawet na przekór faktom.
                • claratrueba Re: czy zadajecie zadania domowe? 23.03.12, 11:56
                  > Claratrueba, ja nie bardzo rozumiem...? Chodzi o to, że nauczyciele nie potrafi
                  > ą porozmawiać na przerwie z nauczycielami ze szkoły partnerskiej, czy jak prowa
                  > dzą zajęcia to coś się zmienia?

                  To było w kontekście "ma proficiency a kiepsko mówi". Czyli o nieprzekładalności dyplomu/certyfikatu na umiejetności. W tym przypadku umiejętności swobodnej rozmowy na "imprezie z udziałem". Jednym z tych niemówiących swobodnie jest naprawdę świetny nauczyciel więc nie o "zmianę na zajęciach" tu chodzi.
                    • kociamama Re: czy zadajecie zadania domowe? 23.03.12, 12:07
                      Ale niewątpliwie bezpiecznie jest wtedy robić dużo ćwiczeń gramatycznych, dużo zadawać, lekcję pożytkować na sprawdzanie pracy domowej, bo wtedy brak czasu na pytania od uczniów nieantycypowane przez takiego nauczyciela.
                  • amused.to.death Re: czy zadajecie zadania domowe? 23.03.12, 12:14
                    > To było w kontekście "ma proficiency a kiepsko mówi". Czyli o nieprzekładalnośc
                    > i dyplomu/certyfikatu na umiejetności. W tym przypadku umiejętności swobodnej r
                    > ozmowy na "imprezie z udziałem". Jednym z tych niemówiących swobodnie jest napr
                    > awdę świetny nauczyciel więc nie o "zmianę na zajęciach" tu chodzi.

                    ale czy to wynika z tego, że ten świetny nauczyciel boi się rozmawiać po angielsku, czy może po prostu on ogólnie jest mało gadatliwy w towarzystwie?
                    Bo jeśli poza tym jest gadatliwy to ja podobnie jak Kociamama nie rozumiem...
              • kociamama Re: czy zadajecie zadania domowe? 23.03.12, 11:45
                Po pierwsze, można wyryć na pamięć testy, ale o przepisach mieć pojęcie mniej więcej.
                Po drugie istnieje zasadnicza różnica między prawem jazdy a certyfikatem językowym. O ile samochodem można zrobić krzywdę sobie i postronnym, jak się nie opanuje pewnych umiejętności, w przypadku języka nie ma takiego zagrożenia. I można się posługiwać językiem w różnym stopniu.

                Poza tym, nawet to, że zdaje się prawo jazdy, jak sama zapewne wiesz, nie gwarantuje, że dany delikwent jest dobrym kierowcą.

                Poza tym, tak, uważam, że uczenie pod testy to tresura. Gadanie o obrazku nudzi/irytuje/śmieszy co inteligentniejsze jednostki, nie mówiąc już o dorosłych ludziach. Jest tyle tematów, jak się jest 18+, a opisywanie obrazka jest przewidywalne. Rozumienie ze słuchu pod test, też nie wystarcza, bo wg mnie, ważne jest, by rozumieć, a nie by umieć odpowiadać na podchwytliwe pytania. Czasem, zresztą, osoby, które rozumieją wszystko mają problem z odpowiedzią, bo zaczynają za dużo rozkminiać - może tak może siak. A jak ktoś rozumie trzy po trzy, to zaznacza dobrą odpowiedź, bo nie zna na tyle niuansów języka, by się zastanawiać.

                Zauważyłam to świetnie na własnym przykładzie, gdy uczyłam się francuskiego. Jak rozumiem coś tam, to akurat tyle wyłapywałam, żeby zaznaczyć poprawną odpowiedź, ale jak już słucham po angielsku z uczniami, czasem mam problem z odpowiedzią, (choć rozumiem każde słowo), bo wg mnie pytanie sformułowane jest niejasno albo dwuznacznie.

                Nauka jest nauką czytania tekstów, wypowiadania się na ich temat (ustnie i pisemnie), oglądania seriali/filmów, ogólnie przyswajania sobie tekstów kulturowych.

                Nie rozumiem, w czym tkwi problem? Uczniom, którzy pragną się rozwijać zadaję, pożyczam książki, daję filmy itd. W szkole publicznej zadaję mało, bo i tak nie ma czasu tego sprawdzać, albo, żeby nie demotywować jedynkami b. słabych/b. dobrych. Pisałaś coś wcześniej, o tym, że ludzie muszą się nauczyć pisać/mówić na temat. Radzę zastosować się do własnej rady.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka