Dodaj do ulubionych

translatoryka podyplomowa, jest sens? wasze zdanie

16.05.12, 15:58
Jak myślicie? Jestem mgr anglistyki, uczę w podstawówce, mam trochę korepetycji. Finansowo przędę cieniutko i stwierdzam, że coś z tym trzeba zrobić. Ponieważ uczenie już trochę mi bokiem wychodzi (robię to 10 lat) to pomyślałam o tłumaczeniach. Nigdy tego nie robiłam, wiem, że to nie jest tak hop siup. Zdaję sobie sprawę, że będę musiała się dużo nauczyć i że zlecenia na ulicy nie leżą. Czy uważacie, że jest sens robić podyplomową translatorykę? studia kosztują 6 tys. Czy któraś z was robiła takie studia? Czy one coś dają w sensie wiedzy? (studia 3 semestralne) Co byście zrobiły, żeby dorobić przy założeniu, że uczyć w większym wymiarze czasu nie chcecie? Ach, no i mieszkam w byłym mieście wojewódzkim w którym funkcjonuje budżetówka i przemyt z Ukrainy... sektor prywatny jako taki leży i kwiczy.
Miotam się trochę, biję z myślami. Z jednej strony pieniędzy mi brakuje, z drugiej czuję, że powoli się wypalam jako nauczyciel. Gdyby nie było tak ciężką z pracą w moim mieście to bym szkołę zostawiła bez skrupułów.
Obserwuj wątek
      • agcerz Re: translatoryka podyplomowa, jest sens? wasze z 16.05.12, 22:27
        Potwierdzam. Ja poszłam na podyplomówkę na warszawskiej lingwistyce, z której zrezygnowałam po semestrze, bo mnie rozczarowała. (Nie da się jednak ukryć, że podczas studiów robi się trochę tłumaczeń - a o to w tym wszystkim chodzi). Ja nauczyłam się tłumaczyć naprawdę, gdy zaczęłam pracę w małym biurze tłumaczeń i taką drogę polecam.
      • anglofil Re: translatoryka podyplomowa, jest sens? wasze z 16.05.12, 22:48
        Różnice jakości szkolenia między podyplomowymi tłumaczeniówkiami są ogromne. Tłumacze rzeczywiście bredzą o doświadczeniu ale są to ludzie, którzy wbili się na rynek lata temu kiedy akurat takie doświadczenie łatwo im było zdobyć (jedna ze znanych tłumaczek ustnych otrzymała telefon z agencji z propozycją tłumaczenia na konferencji bo ktoś zachorował a poleciła ją znajoma - dziewczyna była nauczycielką, nie miała kompletnie żadnego doświadczenia ale spodobało się jej i tak się zaczęło - łatwo się domyślić, że to był początek lat 90 tych ). Teraz zdobywaj sobie człowieku doświadczenie, gdy jedyne co masz w CV to nauczanie w podstawowce a tłumaczy jest kupa i o wiele wyższe wymagania dotyczące jakości - powodzenia. Po drugie, dobra tłumaczeniówka poza wpisem w CV robi ogromną różnicę dzięki zapewnieniu ci pewnego doświadczenia w kontrolowanych warunkach. Jest to szczególnie istotne jeśli nie ma się na co dzień kontaktu z językiem ekonomicznym, prawniczym, itd. Osoby, które miały kontakt z dokumentami biznesowymi w pracy nieźle radziły sobie z takimi materiałami, nawet jeśli były kiepskie w tłumaczeniach literackich. W mojej podyplomówce wszyscy byli mgr anglistyki poza kilkoma osobami i często po specjalizacji translatoryka a pomimo tego robiliśmy te s a m e błędy - co mnie często szokowało. Ważne jednak, żeby szkoła była rzeczywiście dobra. Po przeczesaniu netu i rozmowach z ludźmi wierzę, że w Polsce najlepsze są ta na UAM oraz CST Transla. Warszawa - zero ustnych, poza a vista, Kraków- zepsute kabiny i brak organizacji, Śląski - ludzie po nim wylądowali w Transli. Nieważne czy kurs trwa rok czy dwa, liczy się intensywność. No i trzeba mieć świadomość, że po kursie może się okazać, że to jednak nie dla ciebie - wiele osób stwierdziło, że jednak wolą uczyć. Inne nabrały wiatru w żagle i tłumaczą full time. Nie da się porównać doświadczenia z dorywczymi tłumaczonkami o tematyce ogólnej z porządnym przeszkoleniem w zakresie 'tekstów wszelkich'. Taka szkoła daje ci warsztat pracy, pokazuje w jaki sposób kształcić się dalej, co jest niezbędne w przypadku tłumaczeń ustnych. Nie radzę kierować się opiniami 'doświadczonych ' tłumaczy - wielu pisze, że np. przysięgły jest do zdania może po 5 latach intensywnej pracy jako tłumacz i przetłumaczeniu tysięcy stron. Ja znam osoby, które zdały go po 2 latach intensywnej nauki.
        • zakonna Re: translatoryka podyplomowa, jest sens? wasze z 17.05.12, 07:40
          dziękuje za tą odpowiedź. Trochę się obawiam, że wyrzucę w błoto 6 tys jak ta podyplomówka okaże się picem na wodę. Przy uczeniu chyba zostanę z powodów pragmatycznych ale muszę jakoś zwiększyć swoje dochody. ( dla niektórych z was to pewnie śmieszne, ale głupie 500 zł miesięcznie więcej byłoby ekstra)
            • zakonna Re: translatoryka podyplomowa, jest sens? wasze z 17.05.12, 14:34
              szkoda, Rzeszów mi najbardziej pasuje ze względów organizacyjno-rodzinnych. Stara jestem i nie mogę się bujać do Krakowa w tygodniu :) nie te lata niestety już

              liii_luuu napisała:

              > ta podyplomówka UR to raczej tak dla papierka
              > wiadomo, że coś tam się nauczysz, ale nie tyle ile oczekiwałabyś za 6 tys.
              >
              >
              • liii_luuu Re: translatoryka podyplomowa, jest sens? wasze z 17.05.12, 15:07
                zakonna napisała:

                > szkoda, Rzeszów mi najbardziej pasuje ze względów organizacyjno-rodzinnych. Sta
                > ra jestem i nie mogę się bujać do Krakowa w tygodniu :) nie te lata niestety ju
                > ż
                >

                ja nie odradzam całkowicie
                jeśli stać cię i nie masz ogromnych oczekiwań co do poziomu to jak najbardziej możesz się zdecydować
                jeśli masz ochotę na tego typu podyplomówkę i tylko Rzeszów jest realnie możliwy, to śmiało :)
                fajne jest to, że zajęcia do tej pory były tak rozłożone, że odbywały się tylko w soboty
                nie trzeba jeździć w weekend 2dni w tą i spowrotem

                jeśli jednak mogłabyś pozwolić sobie czasowo, organizacyjnie na inne miasto, chciałabyś wydać kasę na podyplomówkę na prawdę wartą swojej ceny, na prawdę dużo praktycznie skorzystać to nie Rzeszów.

                > liii_luuu napisała:
                >
                > > ta podyplomówka UR to raczej tak dla papierka
                > > wiadomo, że coś tam się nauczysz, ale nie tyle ile oczekiwałabyś za 6 tys
                > .
                > >
                > >
          • agcerz Re: translatoryka podyplomowa, jest sens? wasze z 17.05.12, 10:40
            Uniwersytet Rzeszowski? Nie znam opinii nt. tamtejszej tłumaczeniówki.
            A co do bredzenia uprawianego przez tłumaczy - może jednak trochę grzeczniej, hę? Do 2010 r. uczyłam tłumaczeń na studiach magisterskich. Choć starałam się pracować rzetelnie i przygotować moich studentów jak najlepiej, większość potem przyznawała, że kontakt z codzienną praktyką tłumacza w biurze dał im najwięcej.
            Bardzo dobrą opinią (tłum. ustne) cieszy(łą) się krakowska katedra UNESCO, pisemnych jest więcej. Nie twierdzę, że są z definicji bezużyteczne, ale tłumaczenia uczy się przez tłumaczenie, teoria ma znaczenie drugorzędne. Dobrze jest więc sprawdzić przez zapłaceniem za kurs, ile będziemy mieli godzin praktycznych, i czy będą to godziny prowadzone przez czynnych tłumaczy, a nie naukowców. Jeśli moi studenci doceniali moi zajęcia, to właśnie za to, że dostawali do przetłumaczenia autentyczne teksty stawiające przed tłumaczem autentyczne problemy, nie zaś fragmenty encyklopedii. "Wbicie się w rynek" nie następuje zaś w ramach cudu ani po protekcji - jest konsekwencją przyjętej strategii.
            Powodzenia.
            • anglofil Re: translatoryka podyplomowa, jest sens? wasze z 18.05.12, 00:10
              Nie wiem jaki jest w Krakowie na UNESCO poziom tłumaczeń pisemnych, natomiast właśnie o ustnych słyszałam wiele złego- brak organizacji, pół godziny zanim wystartował sprzęt, brak informacji zwrotnej od prowadzącego. Nie słyszałam o żadnym przypadku kiedy osoba, która nigdy nie tłumaczyła znalazła nagle pracę tłumacza in-house bądź dostawała dostateczną ilość relewantnych, umożliwiających rozwój zleceń (bo na CV ciężko się nauczyć). Naturalnie można tłumaczyć do szuflady, tyle, że wątpię, żeby ktoś kto nigdy nie pracował w firmie potrafił wynaleźć relewantne dwujęzyczne materiały do cwiczeń, no i skąd ma mieć pewność że tłumaczy dobrze - nawet materiały dwujęczyne dają tylko jedną wersję tłoumaczenia. Podyplomówka daje pewność siebie, uczy jak wiele alternatywnych wersji może być poprawnych, na ile można oddalać się od oryginału, pomaga zdystansować się do języka źródłowego. W mojej podyplomówce było kilku tłumaczy już funkcjonujących na rynku, ja sama zanim do niej trafiłam miałam już na koncie trochę- podobno dobrych - tłumaczeń a mimo to wyniosłam z niej bardzo dużo. Myślę, że jak się chce wejść w rynek trzeba liznąć tłumaczenia dokumentów, umów, a o takie trudno nawet w ramach wolontariatu. Tak na marginesie, poziom podyplomówek rzeczywiście musi być niski, skoro jako plus przytaczany jest fakt, że na zajęciach się w ogóle tłumaczy.
                • aga.p.p Re: translatoryka podyplomowa, jest sens? wasze z 18.05.12, 08:52
                  Jeśli chcesz poznać podstawy dotyczące warsztatu pracy, to weź te 6k i idź do księgarni:) Serio. Podyplomówka ma sens tylko wtedy, gdy uczy praktyki, nie teorii; o teorii można sobie poczytać w książkach. No i musisz mieć świadomość, że te 6k to dopiero początek Twoich wydatków. Potem dojdą słowniki specjalistyczne (bo na Kościuszce i Oxfordzie to się za bardzo nie popracuje), literatura fachowa, porządny CAT, bez którego już teraz trudno o ciekawe i dobrze płatne zlecenia.

                  No i pewnie nie pocieszę Cię tym, że ogólna sytuacja na rynku jest mało ciekawa: konkurencja coraz większa, a stawki od BT coraz niższe (w przeciwieństwie do wymagań). Bez porządnej specjalizacji raczej nie ma co liczyć na sukces. Zastanów się, czy nie lepiej zafundować sobie jakąś podyplomówkę w języku angielskim (właśnie w ramach specjalizacji), a warsztatu pouczyć się na żywca. Może uda Ci się załapać na praktyki do BT albo znaleźć sobie mentora. To daje zdecydowanie więcej niż 3 semestry siedzenia w ławce wg programu ułożonego pod potrzeby wykładowców, a nie słuchaczy.
          • agcerz Re: translatoryka podyplomowa, jest sens? wasze z 17.05.12, 14:49
            Ta siatka wygląda całkiem dobrze. Oferują sporo godzin praktycznych. Dowiedziałabym się dodatkowo, kto prowadzi zajęcia, tj. czy są to czynni tłumacze, specjaliści w danej dziedzinie. Cóż, ja zrezygnowałam z podyplomówki choćby dlatego, ze z 3 zajęć praktycznych tylko jedne prowadzone były z głową (i z sercem). Jak już powiedziano, sprawdziłabym Kraków - UJ i Uniw. Pedagogiczny.
            • liii_luuu Re: translatoryka podyplomowa, jest sens? wasze z 17.05.12, 15:01
              tylko fakt, że czynni tłumacze prowadzą zajęcia nie przesądza jeszcze o wszystkim

              bo prawda jest taka, że można być 20 lat tłumaczem i nie przygotowywać się na zajęcia

              a można tez tłumaczyć dopiero parę lat, ale dawać z siebie wszystko na zajęciach i dzielić się całym swoim doświadczeniem

              być może podyplomówka ewoluuje ku lepszemu i poziom jest co raz lepszy

    • teacherka Re: translatoryka podyplomowa, jest sens? wasze z 17.05.12, 16:21
      Moim zdaniem podstawowe pytanie jakie powinnas sobie zadac, to czy bedziesz dobrym tlumaczem i czy bedziesz to lubic robic. Po prostu.
      Bo sposobow zarabiania czy tam zwiekszenia dochodow jest duzo, a tlumaczenie to ciezki kawalek chleba, trzeba miec ogromna widze, predyspozycje i doskonalne wladac j.polskim.
    • claratrueba Re: translatoryka podyplomowa, jest sens? wasze z 18.05.12, 06:42
      Raczej nie ma. Program jest "wszystko i nic", podobnie jak na mojej prowincjonalnej uczelni. Tłumaczenia medyczne bez znajomości medycyny- zapomnij, ekonomiczne- j.w. , prasowe- ha, ha, ha. oferują 70 h tłumaczeń prawniczych bez żadnych zajęć z prawa- żart. Zwykłe wyciąganie kasy by wykładowcy sobie dorobili.
      Sorry za okrucieństwo, ale ja tłumaczę od lat. 90% wszystkich tłumaczeń w ogóle a u mnie 100% to są umowy, dokumenty, pisma biznesowe. Tu potrzebna jest wiedza specjalistyczna i subjęzyki specjalistyczne a nie rozważania typowe dla translatoryki, że tłumaczenie jak żona- albo piękne albo wierne.
      Już będąc całkiem doświadczonym tłumaczem skończyłam podyplomówke na UW, sporo się przydało- wykłady prawa amerykańskiego po angielsku, księgowość, prawo. Jakieś teorie przekładu, translatoryki służyły mi do robienia tłumaczen pod ławką- może to i fajne akademickie rozważania ale praktycznego zastosowania nie posiadają.
        • agcerz Re: translatoryka podyplomowa, jest sens? wasze z 18.05.12, 21:06
          Alternatywą dla podyplomówki są szkolenia TEPIS-u, które odbywają się dość regularnie w kołach regionalnych (czyli musiałabyś bodaj dojechać do Krakowa, czasem jest to też Zakopane). Koszty nie są olbrzymie, a poruszana tematyka jest często bardzo kształcąca. Wspominam bardzo dobrze szkolenie dotyczące międzynarodowej terminologii z zakresu rachunkowości (ja dojeżdżałam do Warszawy). To może być nie najgorsze rozwiązanie, choć ostrzegam, że czasem zdarzają się uczestnicy "wiedzący lepiej" (zwłaszcza dojrzałe wiekiem tłumaczki), których wkład w zajęcia ogranicza się do ich torpedowania. No ale to margines. Uczestniczę w takich szkoleniach od 2004, są lepsze i gorsze, ale zwykle sporo z nich wynoszę.
    • testman Re: translatoryka podyplomowa, jest sens? wasze z 18.05.12, 23:50
      to ja jeszcze dodam, że aby utrzymać się z tłumaczenia, trzeba pracować dużo i dobrze. Zlecenia mają to do siebie, że zwykle pojawiają się w najmniej oczekiwanym momencie i są do zrobienia "na wczoraj". Zwykle ciężko jest to połączyć z innymi zajęciami (szczególnie na początku).

      Inna sprawa to stawki. Nie jestem na bieżąco w tym temacie, ale znajomi donoszą mi, że w Polsce stopniowo jest coraz gorzej. Stawki utrzymują się na tym samym poziomie lub spadają. Biura niechętnie płacą ekstra za ekspresy. (Choć trzeba przyznać, że stawki i tak są zbyt wysokie jeśli się weźmie pod uwagę jakość wielu tłumaczy i ich tłumaczeń).

      Najlepiej płacą oczywiście firmy zagraniczne. Ale żeby przebić się tamże, trzeba zachowywać stałą, wysoką jakość tłumaczeń. I, co ciekawe, lepiej kształcić się "polonistycznie". Większość zagranicznych biur chce pracować wyłącznie z użytkownikami natywnymi, czyli zawsze tłumaczy się na polski.
      • claratrueba Re: translatoryka podyplomowa, jest sens? wasze z 20.05.12, 07:17
        Zakonna, zostać tłumaczem, czy w ogóle zająć się tłumaczeniami to nie jest krótki sprint typu- idę na kurs, zaliczę jakieś szkolenie i jestem super gotowa.
        Wybacz, że nadal będę robić za zołzę ale ja wiem w praktyce jak to jest. Sprawa pierwsza, żaden kurs szkolenie nie uczy języka, tu poziom wyjściowy musi być bardzo wysoki. Praktycznie trzeba być osobą dwujęzyczną ZANIM zacznie się zdobywać wiedzę specjalistyczną. Jeśli czytasz książki, prasę po angielsku, oglądasz filmy w oryginale, wiadomości CNN to jest dobry POZIOM WYJŚCIOWY. Jeśli nie to od tego trzeba zacząć- allegro pełne jest książek po angielsku za kilka złotych, gazety mają strony internetowe. Są polskie kodeksy tłumaczone na angielski, warto kupić "The gramatical structure of legal English"- prócz bardzo specyficznej gramatyki zawierają fragmenty przepisów, umów. Jest Berezowski "Jak czytać i rozumieć angielskie umowy", mnóstwo podręczników do business English, rewelacyjne "Compendium of finance in Polish& English", z przyjemniejszych lektur- powieści o tematyce prawniczej- Connelly, Grisham. To wszytko możesz czytać sama, kurs nie jest potrzebny. I obawiam się, że tak jak ja lata temu, zobaczysz, że Twój angielski jest "bardzo niedostateczny". Mój był, mimo kilku lat pracy w firmie zagranicznej, mimo kilku lat przygotowywania ludzi do CAE, CPE, egzaminów na filologię, na studia zagraniczne. Mimo swobodnego czytania literatury pięknej, rozmów na tematy dowolne. Bo nie to się tłumaczy.
        • yoka1 Re: translatoryka podyplomowa, jest sens? wasze z 20.05.12, 08:58
          ale to my to wiemy, ci co zajmują się tłumaczeniami.
          Ludzie z zewnątrz posytrzegają to tak, znam język to może zostanę tłumaczem.
          Stąd pełno osób ogłaszających się w necie, że robią tłumaczenia za 5 zł za stronę a przygotowania nie mają żadnego, po prostu "byli w UK i już perfekt znają angielski".
            • agcerz Re: translatoryka podyplomowa, jest sens? wasze z 20.05.12, 12:22
              A tu dochodzimy do podstawowej różnicy między filozofią mojej alma mater (IFA UJ sprzed 15 lat) a filozofią warszawskiej lingwistyki (moje miejsce pracy do 2010). Pierwsza szkoła twierdzi, że można specjalizować się w jednej, góra dwóch dziedzinach; ta druga - że można opanować wystarczająco wiele różnych dziedzin. Prawda leży po środku.

              Dodatkowo chciałam odnieść się do pewnego warunku wstępnego, który nie był tu poruszany, a który ma jeszcze większe znaczenie niż poziom znajomości języka. Otóż autorka wątku powinna zapytać samą siebie, czy ma predyspozycje do tłumaczenia. Są one częściowo wrodzone (np. tłumaczenie a vista), ale oczywiście można je wyszkolić. Jeżeli opanujemy techniki tłumaczenia w jednym języku, można je w pewnym stopniu przenieść na inne języki, nawet jeśli znamy je słabiej (oczywiście w tłumaczeniu na polski). No i, wracając do moich pierwszych postów, żeby dobrze tłumaczyć, trzeba tłumaczyć jak najwięcej, czyli liczy się praktyka.
      • liii_luuu Re: translatoryka podyplomowa, jest sens? wasze z 20.05.12, 12:20
        zakonna napisała:

        > no niestety, ja jestem ograniczona w możliwościach dojazdu na studia/kursy. Do
        > Rzeszowa mogłabym dojeżdżać ale dalej to nie mam szans.

        wszystko rozbija się o to z jakiego tak na prawdę powodu chcesz zrobić te studia podyplomowe

        jeśli tylko i wyłącznie po to, żeby więcej zarabiać
        to znaczy, jakby w pracy dali ci teraz podwyżkę to nawet byś sobie głowy nie zawracała podyplomówką
        i jeśli to ma być na zasadzie, że zainwestuję 6 tys. to potem mi się spokojnie zwróci
        to nie rób tej podyplomówki w Rzeszowie

        bo powody dla których się idzie na tą podyplomówkę mogą być różne
        i mówię to na podstawie własnych obserwacji

        ktoś lubi się uczyć, zdobywać nową wiedzę, rozwijać i niekoniecznie musi to mieć faktyczne przełożenie na pieniądze
        są ludzie którzy mają czas i lubią studiować :) może się zdobyta wiedza przyda może nie

        są też tacy, zwłaszcza kobiety, które mają dość siedzenia głównie z dzieciakami w domu, braku kontaktu z życiem zawodowym i takie weekendowe wyjazdy na zajęcia są możliwością do kontaktu z innymi nauczycielami, tłumaczami, pasjonatami angielskiego;
        i tu chodzi o to żeby pobyć wśród ludzi, pogadać, zdobyć nowe znajomości,dowartościować się trochę, zrobić coś dla siebie; nie widzę w tym nic złego.


        • zakonna Re: translatoryka podyplomowa, jest sens? wasze z 20.05.12, 12:55
          Tutaj masz dużo racji. Z jednej strony muszę dorobić a z drugiej chciałabym się po prostu czegoś pouczyć dla siebie, pójść między nowych ludzi. Niestety, nie stać mnie na studiowanie dla czystej rozrywki dlatego chciałam upiec dwie pieczenie przy jednym ogniu. Ale z waszych wpisów wynika, że nie ma sensu pchać na tą akurat podyplomówkę.
          • anglofil Re: translatoryka podyplomowa, jest sens? wasze z 21.05.12, 00:11
            Ja bym polecała Sosnowiec z zakresu ogólnego, nie specjalizajcję prawniczą o której pisałam - zajęcia od ranka do wieczora, z przerwą na obiad umożliwiającą integrację - wielu ludzi się pozaprzyjaźniało, z tekstami z wielu dziedzin, z przygotowanymi pakietami słownictwa- doskonałe dla pogłębienia zakresu słownictwa. To czy się tłumaczenie jest dla ciebie czy nie, wyjdzie w praniu a na pewno bardzo pogłębisz znajomość języka. Może czekać się rozczarowanie, a może miłe zdziwienie tym ile wiesz. Ja byłam zachwycona jak wszyscy inni absolwenci. Tłumacza sama ogólna z ciebie nie zrobi ale na maksa pogłębisz znajomość języka i poznasz ludzi. W ogóle myślę, że to nie jest tak, że albo sam się nauczysz albo nie ma sensu. Dobra podyplomówka bardzo wiele daje choćby umożliwiając ci weryfikację swojego poziomu wiedzy. Profil ogólny w Sosnowcu to umożliwia, bo tłumaczy się teksty z wielu dziedzin, przyswaja/ powtarza ogromną ilość słów na zajęciach z pisemnych i nawet jeśli nie zostaniesz po tym tłumaczem, to przynajmniej na maksa pogłębisz znajomość języka i zobaczysz na ile ci idzie tłumaczenie.
    • claratrueba Re: translatoryka podyplomowa, jest sens? wasze z 21.05.12, 11:30
      zakonna, motywuje Cię frustracja, której się wcale nie dziwię a szczerze współczuję.
      To motywuje ludzi do podyplomówki również na mojej prowincjonalnej uczelni a efektem jest kompletne zdołowanie. Bo oni, podobnie jak Ty, próbują uciekać od rzeczywistości braku perspektyw w swoim mieście i wierzą, że papier z uczelni coś zmieni, że wejdą w nowe środowisko, a wchodzą dokładnie w takie samo- niezadowolonych z życia nauczycieli lub bezrobotnych absolwentów. Nie poprawia tego stanu świadomość, że zapłacili (prawie o połowę mniej niż na UR) przy kiepskiej syt. finansowej.
      Stawiasz pyt."Co byście zrobiły, żeby dorobić przy założeniu, że uczyć w większym wymiarze czasu nie chcecie?" Odpowiadam- idź do biur tłumaczeń, masz dyplom filologii. To jest jedyne wyjście jeśli nie masz innych kontaktów tj. biznesowych. Zobacz, czy są jakiekolwiek szanse na zlecenia. Bo jak nie ma, to dla tych ze świadectwem podyplomowych też nie będzie.
      Rynek i nasze życzenia to dwie różne sprawy.
      Ale nie rezygnuj z pomysłu zostania tłumaczem. Uczenie się samemu jest doskonałym sposobem na frustrację i nudę a może być tak, że biuro, które Cię odesłało z kwitkiem ale kontakt wzięło da zlecenie. Tak bywa.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka