shiva772
31.10.12, 22:17
Tak tak, wiem każdego się da nauczyć angielskiego. Przez ostatnie 10 lat, mniej lub bardziej to zadanie wykonywałam. Uczę w gimnazjum na totalnej prowincji. Kilka lat temu genialnie zaczęto u nas dzielić uczniów na klasy "słabsze" i klasy złożone z asów. W klasie asów, wiadomo - raj - dajesz polecenie - wykonane, tłumaczysz - wszystko rozumieją, rwą się do nauki itp. W klasach słabych - masakra. Zero motywacji, zero słuchania i współpracy, groch w ścianę. Pół biedy w klasie pierwszej gim, jakoś tam szło - druga gim z zasady jest ciężka wychowawczo, dochodzi mi brak jakiegokolwiek wsparcia od rodziny - doły społeczne itp. Na lekcji - pół biedy - rozumieją, słuchają, coś robimy - za to prace domowe - masakra, nauczenie się tam powiedzmy 15-20 słówek - masakra, teraz mamy czasowniki niereg. - kompletna dupa. Nie mogę ruszyć z miejsca - doszło do tego, że wpisuję temat z planu pracy a siedzę gdzieś daleko w tyle bo nie idzie ruszyć z powodu braków. Dziś już dzwoniłam do rodziców, że potrzebuję wsparcia, słabo to widzę - rodzice nie zainteresowani. Mogę udawać, że idę temat po temacie ale to będzie kłamstwo i zero nauki, egzamin mi położą. Jedni mówią: pisz tematy i ucz jak należy, naucz - inni mówią: pisz temat, realizuj go szybko (jak popadnie) i miej to w dupie, przyjdzie kontrola to cię zjedzą, że się tematy nie zgadzają z zapisami. W pewnym momencie pomyślałam sobie, że przecież i tak mi ten egzamin położą, nie jestem cudotwórcą, przy tym mogę stracić pracę, bo ne realizuje podstawy programowej w odpowiednim tempie :(
Co robić, ktoś z was ma takie przyziemne problemy, czy wszyscy tu uczą elity, w szkołach prywatnych itp? W mojej szkole nauczyciele są rozliczani z wyników egzaminów - egzamin gim, rozszeżony w tej klasie - katastrofa będzie :(