Dodaj do ulubionych

a ja już nie mam siły uczyć...

12.01.13, 23:11
po 15 latach nie mam już siły :( .... rano szkoła, po południu DG, w sumie od 8 do 20, z przerwą ok 2 godz w środku. Najchętniej pozbyłabym się zupełnie dodatkowych lekcji, bo szkoła coraz bardziej daje w kość i wymaga coraz więcej papierkowej roboty w domu.
Nie mam jednak odwagi rezygnować z uczniów, zbierałam ich latami... Choć i to nie to samo co kiedyś... Nawet indywidualni uczniowie są coraz trudniejsi....
Nie wiem, może to zmęczenie, wypalenie... Czy tylko ja odczuwam takie masakryczne obciążenie, czy wszyscy tak zasuwamy...
Szukam sposobu, żeby chciało się chcieć? Za wszelkie pomysły z góry dziękuję :)
Obserwuj wątek
    • chinwag Re: a ja już nie mam siły uczyć... 13.01.13, 23:13

      Miewam czasem chwile zmęczenia, markotnego samopoczucia faktem, że ciągle zasuwam...

      Nigdy nie zdarzyło się mi jednak zwątpić w sens tej roboty.. Bo lubię to co robię. Że są czasem problemy, czy trudności? Da się je pokonać.

      Tak więc radzę do znudzenia powtarzać sobie jak mantrę to co naprędce płodzę:

      1. Na co dzień nie mam czasu w ogóle - praca-dom, dom-praca. W domu nierzadko też praca.
      Ale, gdyby tak policzyć wszystkie ferie, święta i wakacje, to w skali roku wychodzi mniej więcej średnio 8 godzin dziennie. ;)

      2. Czasem uczniowie sprawiają problemy, to fakt, ale w bilansie praca przynosi znacznie więcej satysfakcji niż trosk.

      3. Obciążenie czułbym pracując i w innym charakterze. czy znacznie mniejsze? Zapewne nie byłbym w stanie tego zmierzyć i porównać. Stąd teza, że różnicy by nie było.
      Porzucam czarne myśli, że inni maja lepiej ;)

      4. Papierkowa robota czasem dokucza. czasem chcą zbyt wiele, nie rzadko niepotrzebnie i bez sensu.
      To co trochę choć istotne wykonuję jako tako.
      Te durnowate elementy papierologi na odwal się.
      Idzie szybko.
      Kopiuję ile się da, tego i tak nikt nie czyta ;)
      To, co chcę zrobić uczciwie ma być korzyścią i dla mnie. Ma usprawnić moją pracę, poprawić jej jakość ... jeśli nie odczuwam, że tak jest... wracam do ctrl-C + ctrl-V.
      Niech mnie pocałują w dupę i sami piszą, jeśli się im nie podoba.
      Może i tak będę musiał napisać to jeszcze raz , ale ... przecież nie będę z tego powodu wpadał w depresję ;)

      5. Celebruję każdą chwilę z uczniami, którzy dostarczają nie tylko trosk. Bywają trudni, nie jestem w stanie z każdym osiągnąć "wyżyn", ale każdy postęp jest sukcesem.
      Nawet jeśli powodują problemy, to jednak przecież nie celowo, a może i nieświadomie.
      Skoro sam błędy popełniałem i nie wyrosłem na bandytę, to i z nimi wszystko będzie OK.;)


      6. Korzystam z życia - jeśli mam do wyboru - napisać coś tam na czas w czasie weekendu, czy nie spóźnić się o te 2 dni z oddaniem testu lub imprezkę ... wybieram imprezkę.

      7. Jeśli wieczorem czuję zmęczenie, zniechęcenie patrząc na stertę testów czekających w kolejce lub jakieś inne papiery, łapię je oburącz i pirzgam do szafy. Otwieram piwo.

      8. Gdy dochodzę do wniosku, że zbyt często otwieram piwo wracam do punktu pierwszego i zaczynam wszystko od początku ;)

      9. I generalnie uwielbiam swoja pracę i nie wyobrażam sobie innej.

      10. Jeśli dotąd nie poprawiło mi się samopoczucie, to punktuję wszystkich znajomych narzekających na pracę i wtedy już wiem na 100%, że złapałem pana Boga za nogi :)

      ... i tak już trwa to 20 lat prawie.

      P.S. To przesilenie zimowe. Nie martw się, niebawem wiosna. ;)



      • teacherka Re: a ja już nie mam siły uczyć... 14.01.13, 13:34
        > 1. Na co dzień nie mam czasu w ogóle - praca-dom, dom-praca. W domu nierzadko t
        > eż praca.Ale, gdyby tak policzyć wszystkie ferie, święta i wakacje, to w skali roku wych
        > odzi mniej więcej średnio 8 godzin dziennie. ;)

        Tylko, ze autorka napisala, ze po poludniu DG, czyli pewnie nie ma az tyle wolnego - jesli ma sie dzialanosc, to ferie i wakacje niekoniecznie nas dotycza:)
        Osobiscie znam bol wiecznego braku czasu i bywa, ze zazdroszcze robotnikom, ktorzy wychodza o 14 z pracy i maja wszystko w ...nosie :) Ale jesli praca to prawdziwa pasja, a tak jest u mnie, nie zamienilabym jej na inna :D
        Ogolnie podoba mi sie wypowiedz chinwaga :) Za wyjatkiem punktu 6 i 7 - po prostu tak nie potrafie. Nazwijcie mnie perfekcjonistka - jesli mam cos do zrobienia, robie to, nie wyobrazam sobie z czyms sie spoznic :)
        Ale to troszke off-topic :) Autorce moge doradzic jakas zmiane - nawet tymczasowa - w codziennej rutynie. Moze to przyniesie troszke odpoczynku a wraz z tym nowe podejscie i swieze spojrzenie?
        • chinwag Re: a ja już nie mam siły uczyć... 16.01.13, 13:27
          > Tylko, ze autorka napisala, ze po poludniu DG, czyli pewnie nie ma az tyle woln
          > ego - jesli ma sie dzialanosc, to ferie i wakacje niekoniecznie nas dotycza:)

          Teacherko, myślę, że dobrze policzyłem.

          Autorka pracuje - tak jak ja - w szkole, więc mamy dość długie wakacje w ciągu całego roku.

          Pisze o wymiarze godzin rzędu 60+ tygodniowo. Czyli poza etatem w szkole wliczam dość sporo godzin w szkole językowej lub na DG.

          Mnożąc tę liczbę przez pełne 8-9 miesięcy a la 4 tygodnie + 1-2 na pół gwizdka wyjdzie nam liczba godzin, która podzielona przez 12 miesięcy (minus standardowy wg kodeksu pracy urlop) da liczbę zbliżoną do "zwykłego pracownika".

          > tu tak nie potrafie. Nazwijcie mnie perfekcjonistka - jesli mam cos do zrobieni
          > a, robie to, nie wyobrazam sobie z czyms sie spoznic :)

          Jeśli zazwyczaj oddaję sprawdzone prace po ok. 5 dniach, a raz na jakiś czas oddam po 7, to chyba tragedii narodowej nie ma? ;)
          Uczniów nie krzywdzę, a i moje poczucie wartości nie cierpi ;)

          Co do punktu 7, to chyba ... piwa nie lubisz ;)

    • anna335 Re: a ja już nie mam siły uczyć... 14.01.13, 13:20
      coca2012 pomimo tego co napisal chinwag (i w wielu miejscach sie z nim zgadzam) mam tak jak Ty.
      Albo ja sie juz wypalilam w tym zawodzie i pora go zmienic, albo uczniowie nie tacy jak kiedys... Ostatnio w przykrych okolicznosciach rozstalam sie z jednym, bo juz naprawde pomimo mojej cierpliwosci nie radzilam sobie z jego cwaniakowaniem na zajeciach i pomimo wielu lat pracy nad nim i jego miernymi wynikami na pozegnanie otrzymalam solidne wiadro pomyj od jego rodzicow. Takie wydarzenia nie poprawiaja mojego nastroju, a tylko utwierdzaja w przekonaniu, ze moze trzeba zmienic zawod na starosc....
    • aga.p.p Re: a ja już nie mam siły uczyć... 14.01.13, 13:57
      Bo to nie jest robota dla normalnych ludzi:) W pewnym momencie człowiek się orientuje, że ma rozwalony cały dzień, kasy większej nie zarobi, rozwijać się nie będzie, bo właściwie już nie ma w którą stronę. Z prywatnych lekcji trudno zrezygnować, bo to jednak dodatkowa kasa, a szkoły fortuny nie płacą. Ze szkoły też trudno zrezygnować, bo co stała wypłata, to stała wypłata.

      Recepta: przetrzymać, przeorganizować albo przekwalifikować (się). Innej opcji nie ma.
      • chinwag Re: a ja już nie mam siły uczyć... 16.01.13, 13:34
        > Bo to nie jest robota dla normalnych ludzi:) W pewnym momencie człowiek się ori
        > entuje, że ma rozwalony cały dzień, kasy większej nie zarobi, rozwijać się nie
        > będzie, bo właściwie już nie ma w którą stronę.

        Jest wiele stanowisk, czy zawodów, gdzie o perspektywy awansu trudno.
        Jest cała masa zawodów, gdzie narzekaniom w podobnym tonie będzie tyle samo.
        A bo to urlop krótki, a to do darmowych nadgodzin szef zmusza, a to zmęczenie fizyczne i psychiczne...

        Praca, moim zdaniem, jak każda inna. I każda ma swoja specyfikę, ale wysiłek, poświęcenia, czy koszty mają zbliżone.

        Osobiście nie wyobrażam sobie wiary w to, że się przekwalifikuję na zdolnego managera, czy skutecznego polityka na ten przykład, odniosę sukces, będe się realizował, piął po szczeblach kariery i jeszcze to polubię ... jakoś ryzyko dość duże ;)

        Ale jeśli ktoś nienawidzi tej roboty lub cierpi na jakąś pedofobię, to rozumiem.

        Natomiast w innych przypadkach trzeba zacisnąć zęby, usprawnić to co niedomaga i zaopatrzyć się w doże humoru i optymizmu.

        Będzie lepiej ... wiosna niedługo:)
    • engteacherka Re: a ja już nie mam siły uczyć... 14.01.13, 14:10
      A miewasz wakacje? Ja ładuję akumulatory dzięki wyjazdom. Dobrze odpoczywam tylko poza domem. Zabieram rodzinę, nie zabieram laptopa, nie szukam dostępu do neta, nie zabieram służbowego telefonu. 2 x w tyg. fitness i bieganie rano też pomagają. Ale w połowie roku szkolnego też odczuwam zmęczenie, więc może fizjologia Cię dopadła :)
      • coca2012 Re: a ja już nie mam siły uczyć... 16.01.13, 16:25
        Dziękuję serdecznie za wszystkie opinie :) To duża pociecha, że i Wam się zdarzają słabsze chwile.. I dochodzę do wniosku, że moje zmęczenie to chyba sprawa wielowątkowa i jest wiele racji w tym co piszecie...
        U mnie to chyba brak umiejętności skutecznego ładowania akumulatorów (mimo systematycznych wakacji ). Nie wiem, czy Wam się zdarza - w trzecim tygodniu września mam wrażenie, że urlop był pół roku temu... Zgadza się, ze w statystycznie patrząc pracujemy 8 godz. dziennie w skali roku. Ale czekać cały czas na wakacje, to karkołomna sprawa :) Chciałabym chyba, żeby codzienność była bardziej znośna :)
        Inna sprawa- moje zmęczenie mam wrażenie się nakłada, mnoży, nie może zresetować... siedzą we mnie awanse zawodowe, projekty, konkursy, trudne wychowawstwa, stażyści, wyjazdy, nawet w czasie wakacji z uczniami. Zawsze pracowałam na pełnych obrotach, dziesiątki rzeczy na raz. I niestety - fatalna cecha- perfekcjonizm. "Bo co ludzie powiedzą". Właśnie odkryłam ,że sama sobie dodaję roboty... Jeszcze jeden test, karta pracy i co tam jeszcze... Może jakiś konkursik albo przedstawienie...
        Najgorsze jest, ze otoczenie szkolne się przyzwyczaja, że Ty To Zawsze Robisz i tego oczekuje...
        Wystawiłam właśnie ok 200 ocen na semestr :) Gdzie tu miejsce na indywidualizację i jakieś normalne podejście do dzieciaków. Mam nadzieję, że nikomu za bardzo się nie oberwało ( w razie wątpliwości zawsze stawiam ocenę na korzyść dziecka).
        A co do prywatnych lekcji- skończyły się czasy prawdziwego uczenia. Mam wrażenie,że pani od angielskiego jest gdzieś pomiędzy kosmetyczką, fryzjerką i innymi usługami ( z całym szacunkiem dla nich ). zajęcia są tylko do momentu wyciągnięcia kogoś z fatalnej sytuacji- zaraz potem zaczyna się odwoływanie lub nawet rezygnacja (często bez słowa). Uczyć naprawdę chcą się pojedyncze osoby, reszta liczy, ze ja za nich załatwię ich problemy ( lub problemy ich dzieci )....
        No to się uzbierało :)
        ps. a piwko też czasem otworzę i bieganie mnie strasznie kusi :)

        • chinwag Re: a ja już nie mam siły uczyć... 17.01.13, 07:18
          > U mnie to chyba brak umiejętności skutecznego ładowania akumulatorów (mimo sys
          > tematycznych wakacji ). Nie wiem, czy Wam się zdarza - w trzecim tygodniu wrześ
          > nia mam wrażenie, że urlop był pół roku temu...

          Taki płytki dołek mam raczej w listopadzie, bo sporo za mną, ale do świąt jeszcze kilometry...

          Może spróbuj zaangażować się w jakieś imprezy sportowo-turystyczne, zielona szkoła, czy wycieczka we wrześniu, szczególnie w góry to coś wspaniałego.

          Dzień Nauczyciela obchodź hucznie, a 1 listopada niechaj nie będzie jedynie smutna wizytą na cmentarzu, a jakies krajoznawcze wypady przy okazji można zrealizować.

          Dzięki temu - poza naładowaniem - masz jakieś perspektywy w kalendarzu, nie czujesz, że tyle już po wakacjach, a do świat?!

          > Ale czekać cały czas na wakacje, to karkołomna sprawa :)

          No nie, to by utwierdzało w tym, że codzienność jest nieznośna.

          > Chciałabym chyba, żeby codzienność była bardziej znośna :)

          Jesteś naprawdę nieszczęśliwa, czy tylko pewne trudności czasem przytłaczają?
          Myślę, że to drugie.
          Ale jak będziesz sobie tak tragedie wmawiać... to kto wie.

          > Inna sprawa- moje zmęczenie mam wrażenie się nakłada, mnoży, nie może zresetowa
          > ć... siedzą we mnie awanse zawodowe, projekty, konkursy, trudne wychowawstwa, s
          > tażyści, wyjazdy, nawet w czasie wakacji z uczniami. Zawsze pracowałam na pełn
          > ych obrotach, dziesiątki rzeczy na raz. I niestety - fatalna cecha- perfekcjon
          > izm. "Bo co ludzie powiedzą". Właśnie odkryłam ,że sama sobie dodaję roboty...
          > Jeszcze jeden test, karta pracy i co tam jeszcze... Może jakiś konkursik albo p
          > rzedstawienie...

          Zaplanuj sobie wszystko. Może przesadziłaś z obowiązkami ;)

          > Najgorsze jest, ze otoczenie szkolne się przyzwyczaja, że Ty To Zawsze Robisz i
          > tego oczekuje...

          Propś o pomoc, angażuj, nie rób sama. Głośno mów, że tym razem nie możesz i nie zrobisz.

          > A co do prywatnych lekcji- skończyły się czasy prawdziwego uczenia.

          Oj, nie zgadzam się.

          Po prostu "masz pecha" i obecnie dominują wśród Twych uczniów tacy, którzy potrzebują tylko poprawić z 2 na 3 lub uniknąć jedynki.

          Jeśli myślisz, że uczniowie zdeterminowani, którzy zrobią nawet 200% normy, pasjonaci, pragnący ciągłego wspinania się w kierunku c2, pracujący na pełnych obrotach bo w wyniku egzaminu liczy się jak najlepszy wynik, to się mylisz.

          To nie jest gatunek wymarły, nawet nie na wymarciu.

          Owszem, można odnieść wrażenie, że tych leniwych i mało intelektualnie wymagających jest zbyt wielu.

          Być może jesteś skuteczna w wyciąganiu z tarapatów i stąd fama i polecanie kolejnych.

          > No to się uzbierało :)

          NO to idź pobiegać , a potem otwórz piwko. ;)








        • baba67 Re: a ja już nie mam siły uczyć... 17.01.13, 08:48
          A nie za bardzo Ty sie tymi problemami innych przejmujesz?
          Moze jakies granice tego wczuwania sie?
          Masz stala robote z ktorej Cie nie wyrzuca chyba ze dyrektor ciezko zachoruje na glowe,dlaczego nie postawisz doroslym warunku ze tylko platne z gory za miesiac z mozliwoscia odrobienia-o razu pozbedziesz sie" klubowiczow".
          Sama dlugo nie moglam sobie na to pozwolic ale Ty przeciez mozesz.
          Zwariowalabym gdybym byla perfekcjonistka, uwazam ze to uniemozliwia bycie naorawde szczesliwym.
          • chinwag Re: a ja już nie mam siły uczyć... 17.01.13, 22:21
            > Zwariowalabym gdybym byla perfekcjonistka, uwazam ze to uniemozliwia bycie naor
            > awde szczesliwym.

            Rzekłbym, że można, o ile "bycie perfekcjonistą" oznacza po prostu wykonywanie zadań najlepiej jak się potrafi.

            Po drugie, moim zdaniem, należy absolutnie oddzielić rzeczy "ważne od plew".
            Dotyczy to np. papierów, które niekiedy są wymagane, a i tak nikt ich, przynajmniej uważnie, nie czyta. Po co więc produkować "perfekcyjne dzieło"?
            By nikt nie zauważył, że jest perfekcyjne, a ja się tak starałem? ;)

            Zbytnie przejmowanie się nieistotnymi pierdołami unieszczęśliwia ;)



            • baba67 Re: a ja już nie mam siły uczyć... 18.01.13, 09:05
              Z calym szacunkiem, wykonywanie istotnych zadan najlepiej jak sie potrafi to rzetelnosc zawodowa a nie perfekcjonizm.Perfekcjonizm to czepianie sie drobiazgow polaczone z utrata perspektywy czy drobne niedoskonalosci maja jakies znaczenie.
    • 88o88 Re: a ja już nie mam siły uczyć... 02.03.13, 23:15
      Hej,

      mam tylko DG, kiedyś też miałam całe dnie rozwalone, teraz szukam klientów tylko na zajęcia w godzinach 7.00 - 16.00 i o dziwo mam ich coraz więcej. Zatem od jakiegoś czasu kończę pracę jak człowiek o 16.00 i to jest duża ulga. Mam normalne wolne popołudnia jakich nie miałam od lat. Nie współpracuję z żadną szkołą językowa, tylko na własny rachunek. Da się :) też czuję czasem duże zmęczenie, ale wtedy wyliczam sobie na głos zalety mojej pracy, jest ich sporo. Mam w większości fajnych uczniów, głównie indywidualnych, nie muszę dojeżdżać, gdyż wszyscy przychodzą do mnie. W chwilach zwątpienia przywołuję sobie także narzekania znajomych pracujących w innych zawodach i naprawdę nie mają miodu, tylko stresy. Moja praca czasem mnie potwornie nudzi - gdy uczę podstaw. A mnie przynajmniej nie stresuje i to jej wielka zaleta. Trzymaj się!
        • 88o88 Re: a ja już nie mam siły uczyć... 12.03.13, 21:05
          Zbieranie takich uczniów, którzy mogą przyjść do mnie w godzinach 7.00 - 16.00 trwało kilka lat, bo teraz mam w większości uczniów z polecenia, tzw. łańcuszkowców :) Uczę przede wszystkich dorosłych pracujących. Niektórzy mają swoje firmy, więc w ciągu dnia mogą na godzinkę do mnie wyskoczyć. Mam też dziennikarzy, ludzi wolnych zawodów, pracujących na zmiany (z nimi umawiam się z tygodnia na tydzień na różne dni), wykładowców, osoby o nienormowanym czasie pracy (kadra kierownicza)... Niektórzy przychodzą przed pracą na 7.00 a potem śmigają do biur na 9.00. Mam dwóch, którzy uprosili szefa, żeby im pozwolił przychodzić do mnie na 7.00 i by mogli w ten dzień później zaczynać. Stało się to po mojej sugestii, że po prostu nie mam już żadnych wolnych terminów po 16.00 i że zapraszam rano. Zadziałało, bo zależało im na lekcjach właśnie u mnie (byli z polecenia). Mam trochę dzieci i młodzieży, ale tylko od 14.00 do 16.00 i fajrant :) Z tym, że jestem konsekwentna i odmawiam tym, którzy chcą po 16.00. Da się i jestem z tych godzin pracy bardzo zadowolona :) Sporo osób mam dlatego, że wystawiam im faktury, bo to sobie w koszty wrzucają, więc DG się przydaje.
          • teacherka Re: a ja już nie mam siły uczyć... 13.03.13, 16:50
            Rozumiem. Masz chyba wielkie szczęście, że znalazłaś takie osoby, które mają czas do południa:) No i takich, którzy mogą sobie wrzucić lekcje w koszty, bo część ludzi nie może w związku z czym wybiera taniej u kogoś innego, ale bez rachunku.

            Zastanawia mnie jak sobie radzisz z grafikiem, mając ludzi pracujących na zmiany? Bo siłą rzeczy musisz wtedy innym też zmieniać godziny?
            Tak sobie myślę, że cenię sobie to jednak, że nie muszę się zrywać o 6 rano, nigdy nie zaczynam lekcji o 7 :)))

            • 88o88 Re: a ja już nie mam siły uczyć... 14.03.13, 20:25
              O, żonglerka grafikiem bywa nader skomplikowana. W godzinach 7.00 - 10.00 i 14.00 - 16.00 mam stałe osoby na stałe dni. Natomiast intensywnie żongluję godzinami od 10.00 do 14.00 i wtedy umawiam tych niestałych, czyli zmianowców, szefów firm, wykładowców i pozostałych mających największą możliwość manewu. Zwykle są to różne godziny w różne dni, bo też oni mają zmienne swoje sprawy. Staram się maksymalnie dostosować do nich, a oni zwykle odwdzięczają się tym samym. Zwykle udaje mi się jakoś ich wszystkich pogodzić i nie mam zbyt wielu okienek :) Wprawiłam się w tej żonglerce, ale i nie rozstaję się z kalendarzem :) A co do lekcji od 7.00 rano to kwestia przezwyczajenia, z rana umysł mam świeży i naprawdę dobrze mi się pracuje, no i mam wolne popołudnia, za którymi tęskniłam tyle lat :) Szczęście do takich porannych klientów też przyznaję, jakoś mam :) Ale zauważyłam, że mam porannych uczniów więcej odkąd podniosłam ceny.
              Ale co do głównego wątku - też bywałam okrutnie zmęczona, ale od czasu w miarę stałych godzin pracy znacznie mi się poprawiło, bo czuję, że mój czas jest lepiej wykorzystany. No i weekendy mam święte - żadnych lekcji. Tylko relaks. I staram się wtedy nawet nie słuchać angielskiego, nawet w piosenkach.
              • teacherka off topic 14.03.13, 22:38
                > Wprawiłam się w tej żonglerce, ale i nie rozstaję się z kalendarzem :)

                To podziwiam.

                > A co do lekcji od 7.00 rano to kwestia przezwyczajenia, z rana umysł mam świeży i naprawd
                > ę dobrze mi się pracuje, no i mam wolne popołudnia, za którymi tęskniłam tyle lat :)

                Eee, nieprawda, że kwestia przyzwyczajenia, ja od lat usiłuję się przyzwyczaić do wczesnego wstawania i zonk :) Więc skoro mogę, odpuszczam tę walkę, nie wstaję :)

                Piszesz, że masz wolne popołudnia i weekendy, zdradź proszę kiedy przygotowujesz lekcje?

                > No i weekendy mam święte - żadnych lekcji. Tylko relaks. I staram się wtedy nawet nie słuchać angielskiego, nawet w piosenkach.

                Ale tu już chyba żartujesz <zszokowana> Nie mogłabym żyć bez angielskiego:)
                • amused.to.death Re: off topic 15.03.13, 11:33
                  > > No i weekendy mam święte - żadnych lekcji. Tylko relaks. I staram się wte
                  > dy nawet nie słuchać angielskiego, nawet w piosenkach.
                  >
                  > Ale tu już chyba żartujesz <zszokowana> Nie mogłabym żyć bez angielskie
                  > go:)

                  U mnie jest jeszcze gorzej - uwielbiam kryminały i zawsze czytam wszystkie nowości więc relaks mi się kojarzy z czytaniem w wersji English;)

                  A tak poważnie, i wracając do tematu - podziwiam organizację.
                  Ja co prawda też mam wszystkie popołudnia wolne, ale pracuję w weekendy (z tym, że w ciągu tygodnia mam 1 lub 2 dni wolne).
                • 88o88 Re: off topic 16.03.13, 19:19
                  Wolne popołudnia i weekendy - czyli wolne od lekcji, miałam tu na myśli tylko godziny spędzone z uczniami 7.00 - 16.00. Taki skrót myślowy. :) Na przygotowanie staram się maksymalnie wykorzystać okienka w ciągu dnia, a jeśli to za mało, to zostaję po lekcjach po południu czyli po 16.00.
                  A w weekendy rzeczywiście unikam angielskiego. Angielski to moja praca, więc w weekend chciałabym trochę o niej zapomnieć, jak chyba każdy. Taki sobie wymyśliłam sposób na obronę przed wypaleniem zawodowym, tym bardziej, że naprawdę dużo pracuję. Oderwanie od pracy jest ważne, bo czuję czasem ogromne zmęczenie angielskim. Po ośmiu latach intensywnego uczenia niestety siła uczuć do angielskiego osłabła, a wkradła się rutyna i zmęczenie. Staram się temu przeciwdziałać, by nie wypalić się zawodowo (zbyt szybko).
                  Sporo się o wypaleniu zawodowym naczytałam, nawet na studiach jeszcze mieliśmy o tym wykłady. Dlatego też postarałam się o biuro, żeby pracę wreszcie wynieść z domu. Co za ulga i komfort pracy! Wyniosłam z domu dosłownie wszystko, co związane z pracą. Te wszystkie tony książek i papierów. Teraz łatwiej jest mi oddzielić dom od pracy, zwłaszcza w głowie, bo mi angielskie książki w domu pod oczy się nie pchają :) uważam, że jest to ważne, ale dopiero od niedawna mam ten komfort.
                  • teacherka Re: off topic 16.03.13, 22:56
                    > Wolne popołudnia i weekendy - czyli wolne od lekcji, miałam tu na myśli tylko g
                    > odziny spędzone z uczniami 7.00 - 16.00. Taki skrót myślowy. :) Na przygotowani
                    > e staram się maksymalnie wykorzystać okienka w ciągu dnia, a jeśli to za mało,
                    > to zostaję po lekcjach po południu czyli po 16.00.

                    Bo już myślałam, że tylko ja się tak przepracowuję ;)

                    > A w weekendy rzeczywiście unikam angielskiego. Angielski to moja praca, więc w
                    > weekend chciałabym trochę o niej zapomnieć, jak chyba każdy.

                    Nazwij mnie pracoholikiem w takim razie, bo ja naprawdę nie umiałabym żyć bez angielskiego. To moja pasja, uczenie, język, kultura, wszystko co z nim związane. Tak jak amused, czytam głównie w oryginale (tłumaczenie czasem doprowadzają mnie do szaleństwa:), oglądam filmy po angielsku czy rozmawiam w tym języku.

                    >Taki sobie wymyśli
                    > łam sposób na obronę przed wypaleniem zawodowym, tym bardziej, że naprawdę dużo
                    > pracuję. Oderwanie od pracy jest ważne, bo czuję czasem ogromne zmęczenie angi
                    > elskim. Po ośmiu latach intensywnego uczenia niestety siła uczuć do angielskieg
                    > o osłabła, a wkradła się rutyna i zmęczenie.

                    Ee, tu chyba przesadzasz. Po 8 latach wypalenie? Pracuję dwa razy tyle i nic takiego nie odczuwam.

                    >Dlatego też postarałam się o biuro, żeby pracę wreszcie wynieść
                    > z domu. Co za ulga i komfort pracy! Wyniosłam z domu dosłownie wszystko, co zwi
                    > ązane z pracą. Te wszystkie tony książek i papierów.

                    Biuro to fajna rzecz. Warto oddzielić pracę od spraw domowych. Tylko szkoda czasu na dojazdy, i wstawać trzeba wcześniej ;) Chyba, że się ma biuro bardzo blisko.. Z drugiej strony, pracując w domu, można w tym samym czasie wykonać jakieś obowiązki domowe (pranie np.), lub jeśli ktoś wypadnie, czy się spóźni, ugotować obiad :D
                    • amused.to.death Re: off topic 16.03.13, 23:20
                      > Ee, tu chyba przesadzasz. Po 8 latach wypalenie? Pracuję dwa razy tyle i nic ta
                      > kiego nie odczuwam.

                      Wydaje mi się, żę to taki okres właśnie, w okolicach +/- 10 lat, że można odczuwać wypalenie. I albo człowiek przestanie lubić to co robi i ma dość (i przestaje to robić albo robi dalej i nie znosi pracy) albo jakoś sobie wszystko tłumaczy co i jak, i jak do tego podchodzić i dobrze mu z tym.
                      Ja tak w pewnym momencie miałam - jak sobie poukładałam, że to praca, że coś musi być poza pracą to mi przeszło i najwyżej czasami coś mnie wkurza, ale to tyle.

                      > Nazwij mnie pracoholikiem w takim razie, bo ja naprawdę nie umiałabym żyć bez a
                      > ngielskiego. To moja pasja, uczenie, język, kultura, wszystko co z nim związane
                      > . Tak jak amused, czytam głównie w oryginale (tłumaczenie czasem doprowadzają m
                      > nie do szaleństwa:), oglądam filmy po angielsku czy rozmawiam w tym języku.

                      Ja częściowo tak mam - nie dlatego, że angielski to moja pasja (tzn. oczywiście lubię bardzo i się interesuję wszystkim ogólnie), ale to po prostu środek do moich zainteresowań.
                      Teraz np. jestem na etapie oglądania filmów dokumentalnych - po prostu większość ciekawych filmów jest w wersji English - nie zastanawiam się czy chcę po angielsku czy nie, bo po prostu interesuje mnie temat - właśnie przed chwilą obejrzałam 'Touching the void' - który mnie tak wciągnął, że przestałam robić cokolwiek innego (a miał być tylko tłem).

                      Co do tłumaczeń, to akurat czytam norweski kryminał po angielsku - nie dlatego, że muszę po angielsku, ale dlatego, że po norwesku nie umiem, a po polsku nie ma, a bardzo ale to bardzo mi się podoba seria:)

                      Co do biura - pewnie fajna rzecz. Rozumiem chęć pozbycia się pracy z domu, niestety w moim przypadku trudno się pozbyć papierów, jedyne co zrobiłam to od dwóch lat nie mam korepetycji, bo nie chciałam pracować w domu - dobrze mi z tym, chociaż czasami myślę, że powinnam do tego wrócić.
                      • 88o88 Re: off topic 17.03.13, 11:21
                        Biuro to cudowna rzecz. Bardzo dobrze mi to zrobiło na zmęczenie. Pozbyłam się z domu wszelkich papierów i od razu w domu lepiej odpoczywam, nie kusi mnie, że może coś tam sobie zrobię do pracy. Nie widzę papierów, więc zapominam o pracy. W domu nie robię NIC do pracy. Owszem, rozwiązanie kosztowne, ale po roku uważam, że warte tych pieniędzy. Biuro mam bardzo blisko domu, chodzę piechotą. Gdybym musiała dojeżdżać do biura, to bym się na nie chyba nie zdecydowała, bo czasem mam dłuższe przerwy w ciągu dnia i idę do domu na te parę godzin.
                        A co do wypalenia to nie przesadzam. Od jakiegoś czasu czuję duże zmęczenie, stąd postarałam się o wolne popołudnia i biuro. Wypalona nie jestem, tylko się przed wypaleniem usiłuję bronić, zapobiegać zawczasu, bo ono podstępne jest i gdy już zaatakuje i wszystkie trzy etapy się zaliczy, to podobno nie ma ratunku innego jak tylko zmienić zawód. A tego bym nie chciała. A poza tym co tu innego robić?
                        O wypaleniu wiem sporo z wykładów z psychologii, prócz tego naczytałam się o tym. Długość stażu pracy nie ma tu nic do rzeczy, można się wypalić i po kilku miesiącach, w zależności od okoliczności i zawodu. A zawód nauczyciela jest w czołówce narażenia na wypalenie, zaraz po terapeutach. Staram się mieć tego świadomość i zapobiegać. Przede mną jeszcze wiele lat pracy.
                        Trochę Wam zazdroszczę tej energii do pracy, u mnie zapał oklapł do języka, co zrobić...

                        ________________
                        śmiechu, śmiechu nam trzeba przede wszystkim...
                        • anglofil Re: off topic 17.03.13, 11:33
                          No cóż, ja mam lekcje rozwalone po całym dniu i nawet w niedzielę więc dla mnie to abstrakcja i egzotyka co piszecie, uczę od 5 lat, wypalenia zawodowego jeszcze nie odczuwam, angielski otacza mnie non stop w postaci BBC bez którego życia sobie nie wyobrażam. A tak na marginesie - ile wy macie tych lekcji w tyg?
                          • amused.to.death Re: off topic 17.03.13, 22:10
                            Ja różnie. W tym tygodniu miałam 37. Czasami więcej, czasami (sporo) mniej - to zależy.
                            A ty ile masz?

                            Co do zajęć: to ja w pewnym momencie zdecydowałam: albo weekend albo wieczory, ale na początku też różnie bywało (oj, starzeje się człowiek....;)
                              • joalma Re: off topic 18.03.13, 08:58
                                ja mam w tej chwili około 20-25h i niestety "każdy z innej parafii", bardzo dużo czasu zajmuje mi przygotowanie do zajęć i jestem tym koszmarnie zmęczona. jestem na etapie szukania czegoś innego - lektorat na uczelni albo coś bardziej stałego/stabilnego we wcześniejszych godzinach - teraz zajęcia mam rozwalone od 10:00 do 20:00 +soboty. Do przygotowania się maksymalnie wykorzystuję okienka. Mimo, że od dawna męczy mnie przekładanie, odwoływanie itp. oraz mniejsze zarobki w czasie wakacji, to na razie jeszcze taki tryb pracy mi pasuje bo mam małe dziecko w domu i dzięki temu spędzam z nim naprawdę dużo czasu, ale jak pójdzie do przedszkola to już nie będzie tak wesoło.

                                pamiętam jakies 3-4 lata temu miałam 40 h i więcej (tygodniowo), ale 60% maturzystów (te same materiały), reszta dorośli o podobnym "profilu" - więc przygotowanie do zajęć praktycznie niewielkie. Chyba taka promocja zdarza się tylko raz...
                                • agcerz Re: off topic 20.03.13, 21:50
                                  Ja mam teraz przerwę zawodową (wyjazd), przedtem jednak odczuwałam już wypalenie. Byłam nauczycielem, potem wykładowcą uniwersyteckim i tłumaczem. Miałam wrażenie, że im więcej wysiłku wkładam w pracę, tym mniej mam z tego zysku... Jestem 15 lat po studiach, z różnych przyczyn nie skończyłam doktoratu, choć moim prawdziwym powołaniem jest praca naukowa. W tej chwili włączyłam tryb "przeczekanie", zaczęłam uczyć się nowych języków (od zera, co jest zabawne). Nie umiem jednak zaplanować swojej zawodowej przyszłości, wiem, że będzie bardzo ciężko. Na myśl o emeryturze dostaję gęsiej skórki. Czytam to forum, bo szukam inspiracji i pocieszenia :-).
                                  Przypadek ze mnie chyba smutny - nie bardzo mogę dużo pracować ze względu na stan zdrowia, renty nie dostanę (bo jestem zbyt zdrowa). Nie mając etatu, musiałam zawiesić działalność (bo ZUS). Chyba nadaję się do odstrzału, bo kto by chciał 40-latkę? Pozdrawiam.
                                  • ponurra_kurra Re: off topic 02.04.13, 17:24
                                    Mam chyba podobnie - tryb "przeczekanie" włączony od ponad roku, a latka ku 40 lecą. Próby znalezienia pracy poza uczeniem - szkoda gadać... Więc uczę dalej, dzień rozwalony. Tu, gdzie teraz mieszkam, stawki dla lektorów żałosne, konkurencja w korepetycjach okropna, stawki nawet 20zł/60min... I każdy najchętniej uczyłby się wieczorem - ja ze względu na dzieci po 18.30 odmawiam. I jak tu być zmotywowanym? Myślałam o otwarciu DG, ale po opłatach chyba niewiele by mi zostało. Zazdroszczę osobom z dużych ośrodków, gdzie klient bogatszy i raczej opłaca się mieć DG.
                                    Jedyna pociecha, że uczenie ciągle mnie jakoś tam rajcuje i "materiał' do uczenia mam w miarę fajny.
                                    No, to sobie ponarzekałam, a co;)
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka