Dodaj do ulubionych

Dobra frewkencja-co to znaczy?

30.01.16, 16:16
Przepraszam, że torszkę powiele post, który umieściłam w temacie "Odwołania okiem innej profesji", ale problem odwołan i odrabiań już mnie wykańcza.

Co jest wg Waszego rozumowania wysoką frekwnecją u klienta, który deklaruje się na zajęcia 2 razy w tyg na 8-9 miesięcy (wrzesień/październik-czerwiec).

Święta niepodlełości, Bożego Narodzenia, Wielkiej Nocy, maje-sraje, przedłużone weekendy,ferie, trele-morele. Rozumiem, że niejako musimy wziąc te luki w zarobkach na klatę i z tych 8 miesięcy wywalić jeszcze z 1,5 conajmniej. (specjalnei opomijam wakacje, bo tu każdy ma inna strategię).

Także moje pytanie brzmi:
pozwalacie swoim klientom na jednostronne zobowiązanie, ze wy zawsze dla nich trzymacie srodę 19:00, a oni przychodzą lub nie? Opisałam swoją niemiłą przygodę w innym temacie, powtórze tutaj zdawkowo: miałam neimilą przeprawe z pania wczoraj, która poinformowała mnei, że z racji ferii odwóluje aż 3,5 tyg zajęc. Powiedzialam, że się na to eni zgadzam-ferie mają 2 tyg i to już i tak duża przerwa, dlatego wszelkei dodatkowe odwołania muszą być odrobione.
Pani się wkurzyła na maxa.
Możę brzmi to troszkę, jakbym pytała, kto ma rację, ale w zasadzie tak jest. Czy naprawdę w złym topnie jest pilnować swojego biznesu i egzekwować obustronnego zobowiązania-ja rezerwuję czas dla ciebie, ty płacisz za neigo? Rozumeim, że jak ktoś chce się umówić na telefon na zasadzie "jak ja mogę i ty mozesz, to się spotkamy", ale jesli ktoś oczekuej od nas rezerwowania na stałe dnia i godziny, to czy nie qwypada nam oczeliwać zapąłty/odrabiania godzin, z ktorych nei wywiązuje się druga strona? Jeszcze żaden Kursant nei zaoferował się zapłacić za lekcję, ktora ja odwołałam.

Proszę, pomóżcie. Jestem już sfrustrowana milairdem myśli w mojej głwoie. Może źle rozumuję, nie wiem.


Co rozumiecie jako "dobrą frewkencję"?

Obserwuj wątek
    • dorenia20 Re: Dobra frewkencja-co to znaczy? 30.01.16, 21:39
      Nie wiem jak konkretnie określić dobrą frekwencję. Jak ktoś za dużo odwołuje, kombinuję to po prostu to czuć. Dla mnie taka uczennica o jakiej piszesz jest już stracona. Żegnam się ozięble i bez skrupułów. Ale to teraz. Nie zawsze tak było. Chyba każdy lektor miał takich odwoływaczy i inne dziwne przypadki. Moj najgorszy to babka + jej dwójka dzieci ( 5 i 7 lat ). Lekcje w soboty na 8.00 z dojazdem do ucznia. Najpierw dzieci razem ( już to połączenie 5 i 7-latki to masakra ) 45 min., potem babka 60 min. Po 2 tygodniach prośba o lekcje 30 minut dla dzieci i 30 minut dla babki. Potem co 2 sobotę lekcje tylko z dzieciakami bo babka musi pojechać z kotem do weterynarza, ma dużo papierkowej roboty, jedzie z dziećmi na urodzinki do koleżanki na 11 a jeszcze prezent trzeba kupić. Odwoływanie lekcji o 7.55 też było. Jeszcze dziś jak sobie przypomnę jaka głupia i naiwna byłam to mnie trzęsie. Niestety człowiek najlepiej uczy się na własnych błędach :(
    • pinezka.777 Re: Dobra frewkencja-co to znaczy? 30.01.16, 23:29
      To prawda, że od razu wiesz, gdy uczeń kombinuje. Tutaj mam podwójnie pokrętna syutuację-z ojcem są kombinacje, a z córką jak pisałam, nieco inaczej....jak chodzi, to chodzi, ale po prostu matka bierze za 200 % pewnik, żę może korzystać z zajec kiedy chce, a jak ma w planach niekonstytucyjne wolne dni własne, to od razu zakłąda, ze ja nie mam nic przeciwko przepadkowi zajęć. To mnie denerwuje dokumentnie. Mam coś przeciwko.
      Aż się dzisiaj gryzłam w język, aby na pytanie "gdzie wyjeżdza pani na ferie?' nei odpowiedzieć-"nigdzie, bo od rana do wieczora bede odrabiac odwolywane przez was lekcje". Już tak mną złość miota.

      Co do Twoich ludków z soboty, no to chyab klasyk gatunku. Jeszcze tylko zabrkało prośby o rabat!
      • pinezka.777 Re: Dobra frewkencja-co to znaczy? 30.01.16, 23:33
        zaczynam się serui zastanawiac, czy nie dać po prostru odczuć uczniowi, jak to jest fajnie. Jako lektorka odwołuję prawie nic-może 3 dni łacznie w skali roku! I'm always there kiedy trzeba. To niskei zachowanie, ale dać tak czasem neiktórym odczuć...wziąc nowego kursanta w godziny poprzedniego, a tamtemu poprzedniemu przez 3 tyg odwoływać smsem rano "ssory, dzisiaj sie nei uda, bardzo mi przykro". Od razu byłby raban.
    • nighthrill Re: Dobra frewkencja-co to znaczy? 31.01.16, 12:21
      Wczoraj ochrzaniłam smsem babkę, która odwołała drugie przełożenie (czyli w jednym tygodniu rezerwowałam trzy terminy - "normalny" i dwa przełożenia, i na żaden się nie stawiła, ten ostatni odwołując 1h45min przed) i nie dostałam nawet żadnej odpowiedzi, w stylu "Przepraszam, postaram się tak nie robić".
      • pinezka.777 Re: Dobra frewkencja-co to znaczy? 31.01.16, 12:35
        nie, bez sensu, nie może tak być. Poszłam spać zła, obudzilam się zła. Od początku stycznia sukcesywnie wyrzucam uczniów, co jest bardzo heroiczne jak na mnie, bo ja zawsze robiłam wszystko, aby tego uniknąc :) tzn jak jakiś kursant myśli o rezygnacji sam, to spoko, popędzam nawet, bo nie chcę marnowac terminu na niezdecydowanych, natomaist jako właściciel mini-szkółki zawsze frontem do klienta i nawet jak ktoś mnie wkurza swoiim podejściem, to staram się doprowadzać sytuację tak, nie rodzić konlfiktów. A teraz co chwilę je wywołuję. Wywołuję konflitky zwykłym zdaniem: "zgodnie z zawartą umową, którą pani podpisała, nie ma możliwości odrabiania zajęc odwołanych w ten sam dzień. Przykro mi i proszę o tym pamiętać na przyszłość planując sójw czas". Teraz dodaję jeszcze "odwołanie z powodu choroby w ten sam dzień nie zmienia faktu, że jest to odwołanie zajęc w ten sam dzień. Przykro mi, przepadają". Nie wiem, gdzie ja z tym podejściem zajadę, ale po prostu nie chcę wykonywac pracy, w której mam się czuć źle, gdy klient próbuje wykorzystać sytuację. Gdyby szef pracownikowi na etatcie nei wypalcił na koniec miesiąca pełnej kwoty, to przecież byłby oszustem, złodziejem i ciul wie, kim jeszcze.....nei widzę różnicy.

        Jutro luty, jeżeli przyjmę nowe indywidualki, to już tylko na zasadzie pakietów (pisałam w temacie o odwołaniach okiem innych profesji). Dam uczniowi możliwść-moja standardowa cena i jakiś % tylko można odwołać, reszty nie w pakiecie LUB uamwiamy się na lekcję "jak nam się przyśni" i wtedy cena 90% ceny podstawowej, zero gwarancji, że ja znajde wymarzony termin.

        A od września już mam nadzieję, że na indydiualne zostawię sobie tylko 3 osoby, a reszte dam rade obstawić moimi ukochanymi mini-grupkami na tyle, aby z tego wyżyć w pełni.
    • kocica27 Re: Dobra frewkencja-co to znaczy? 31.01.16, 21:25
      U mnie jest tak ze jak mam na tydzień kwotę x to o nic nie pytam. Chyba ze ktoś wyraźnie chce mnie robić w konia. To się czuje i wie. Wtedy ja tez zaczynam odwoływać. Ale to dlatego ze i tak mam dużo lekcji i co najmniej 2-3 osoby które są chętne wpaść dodatkowo. Nie mam dla nich drugiej godziny na stałe ale chętnie wezmą jak ktoś coś odwoła.
      Jak nie ma dla kogoś terminu to od razu mu szkoda i zaczyna bardziej szanować.
      No i dochodzi teraz kolejna sprawa - jestem w ciąży i sama im teraz mowię żeby odwoływali jak są chorzy bo ja się nie mogę zarazić. Przychodzą i boja się kichnąc. Hihihi
      • pinezka.777 Re: Dobra frewkencja-co to znaczy? 31.01.16, 21:40
        kocica27, jak to rozumiec :" jak mam na tydzień kwotę x to o nic nie pytam"? Kwota X w meisiacu daje Ci przykładowo kwtoę 4x (once a week). To jak wychodzi 3x, zamiast umowionych 4x, to co?
        Analogicznie, jak masz mieć kwotę 8x, a kursant zapalci tylko 6x, bo ma wazniejsze sprawy niz angielski, to co robisz?

        oraz-gratulacje:)
        • kocica27 Re: Dobra frewkencja-co to znaczy? 31.01.16, 22:45
          Kwota x to ja mam na myśli na tydzień od wszystkich razem wziętych. Żeby ja uzyskać to muszę mieć x + 20% w grafiku. Liczę się z odwołaniami i mam tak napchany grafik, ze jak ktoś odwoła to niekoniecznie się wkurzam tylko myśle ze ciut odpoczne. Jeśli ktoś chodzi słabo, to mnie to w ogóle nie rusza, o ile inni chodzą dobrze i ja mam co jeść. Frustracja się zaczyna jak wszyscy się psują.
          Ale chyba już po tych kilku latach nauczyłam się planować urlopy zgodnie z Tendencjami rynkowi i coraz mniej mnie rusza. Nawet ciąże zaplanowałam tak, żeby urodzić w wakacje i wrócić we wrześniu.
          Dzięki zamgratulacje:)
          • pinezka.777 Re: Dobra frewkencja-co to znaczy? 31.01.16, 22:57
            Zrozumiałam, o co Ci chodzi zaraz po tym, jak napisałam posta:D
            No, takei podejście tez praktykowałam, jak Twoje-mieć kwotę X i zaczać marudzić dopiero, jak ta kwota zmaleje. Tylko doszłam do puntku, w którym zrobił się problem-że raz sie 'czepiam", a raz się nie czepiam i w końcu to można, czy nie można odwoływac? Stad tez wprowadzilam zasady i po prostu chce je egzekwować.
            Co to wolnego, mam podobnie-nawet moja hospitalizacja przypada na ferie zimowe z tego powodu, ze wtedy najwiecej odwołań wtedy. Niemniej, słabe to jest. Dojrzałam w końcu do akceptacji faktu, że nie da się przepracowywać na siłę 10 miesięcy, aby przez 1 odpoczowyać. Nie da się przez jeden miesiac zresetowac na zapas.
            • kocica27 Re: Dobra frewkencja-co to znaczy? 31.01.16, 23:07
              Ale czy ta praca jest rzeczywiście taka mecząca? Owszem są ludzie trudni ale jest ich niewielu.
              Rozumiem, ze chciałabyś mieć jasne zasady jednakowe dla wszystkich. Lubisz konkrety i nie chcesz być rozlazła. Nie wiem, czy jestem bardziej pod tym katem wyluzowana czy po prostu leniwa ale nie dążę za wszelka cenę do realizacji zasad, po prostu chce sobie spokojnie i wygodnie pracować. Uważam, ze nie ma możliwości wychowania wszystkich. Zbyt rygorystyczne zasady bedą odstraszać, przecież jest wolny rynek. A nie ma aż takiej solidarności żebyśmy wszyscy mieli te same zasady (ideał). Pisaliśmy tu wszyscy wiele razy o tym, ze jakość nie ilośc, ze niech sobie niesolidni odejdą, ale pózniej jednak z tej ilości tez coś rośnie.
              Wyrzucić kogoś łatwo, a zdobyć dobrego solidnego klienta trudno...
              • pinezka.777 Re: Dobra frewkencja-co to znaczy? 31.01.16, 23:21
                Szczerze? Dla mnie już tak., robi się to męczące. Właśnie z powodu tego odwoływania, kombinowania, przekłądania, mieszania, odwoływania odwołan, przekładania przełożonych. Dla mnei to zero komfortu. Ja nie odwoluję, jestem niezawodna, dostepna dla dodatkoweych usług, można na mnie polegać. I takiego chcę mieć klienta, nie chodzi o wychowanie wszystkich, bo tu masz rację, ale o to, aby zostawić sobie tych wychowanych:)

                Mam wątpliwości napewno co do swoich poczynań, szczególnei widząc Wasze podejście tutaj, mniej rygorystyczne, ale doszłam do takiego punktu, że jesli nie wprowadze zmian, to oszaleję. Zamiast skupić sie na rozwoju, analizuję każde odwołanie, opcje odrabiania, spędzam godziny na mailowaniu odnośnei zastępczych terminów.
                Jest mi z tym fatalnie, ale jak widze poneidziałek 09:00-22:00, bo aż kilka osób coś odrabia, a po nim wtorek wyglądajacy podobnie, to mi słabo aż. jednoczesnie słysząc, że kursant odwoluje sobie ot tak 16 godzin i potem chce wrocic jakby nigdy nic na swoej stałe terminy, to .....tego też nie mogę zaakceptować.


                Zobaczę, co wyjdzie. Jutro spodziewam się maila-mordercy w opdowiedzi na maila, którego wysłałam peirwsza odnośnie odrabiania zajec, które nie podlegają odrabianiu.


                • kocica27 Re: Dobra frewkencja-co to znaczy? 31.01.16, 23:44
                  A ile już tak pracujesz? Może ja mam krótszy staż i nie zdążyłam się jeszcze porządnie wkurzyć...
                  Chociaż odnoszę wrażenie, że z czasem się mniej denerwuję i akceptuję "specyfikę" tej pracy.
                  Z drugiej strony jestem bardziej stanowcza wobec totalnych olewaczy.
                • kociamama80 Re: Dobra frewkencja-co to znaczy? 11.03.16, 23:55
                  Pinezka,
                  Musisz być bardziej asertywna. U mnie 3/4 płaci z góry, płaci bez szemrania za zajęcia odwołane w ten sam dzień i odrabia wtedy, kiedy znajdę na to czas. Wszystko mają w umowie, czarno na białym a ja poczucie stabilności finansowej. W końcu! :)
        • kocica27 Re: Dobra frewkencja-co to znaczy? 22.03.16, 09:09
          Dzięki za gratulacje. Czuję się ogólnie dobrze i pracuję na razie całkowicie normalnie.
          To już początek 6 miesiąca, zobaczymy, jak będzie później. Ale naprawdę mam wrażenie, że ta praca nie jest aż tak wymagająca. W poprzedniej ciąży pracowałam w zupełnie innym zawodzie, w korpo, tam po prostu wzięłam zwolnienie od 4 miesiąca, bo stres, nadgodziny itd. Tutaj mam wrażenie, że będę pracować do końca. Tym bardziej, że termin mam na wakacje, więc naturalnie zacznie się wszystko rozluźniać, ludzie zaczną celebrować wakacje i urlopy i nie będzie harówki.
    • pani.woods Re: Dobra frewkencja-co to znaczy? 18.02.16, 22:53
      Ja mam troszkę więcej uczniów niż terminów - i niektórzy zapisują się z tygodnia na tydzień. Osoby, które przychodzą regularnie mają zaklepane terminy na cały rok z góry. Ci którzy z założenia chodzą w kratkę (bo praca na zmiany, bo dziecko poważnie chore i dużo w szpitalu) umawiają się z tygodnia na tydzień - i zdarza się wtedy, że nie ma dla nich miejsca. Są też osoby, kótre by chciały zajęcia częściej ale nie mam dla nich regularnego dodatkowego terminu - korzystają wiec jeśli coś się odwoła. Wszyscy w ten sposób szanują mój czas, wiedzą że jeśli by chcieli przełożyć powiedzmy ze środy na piątek - to nawet nie byłoby to fizycznie możliwe. Nie jestem na każde ich zawołanie.
      A poza tym ja ferie lubię - lubie się nie spieszyć, iść na łyżwy czy do kina. Nie denerwuje mnie że mam wolne. Doceniam to :)
      • sunnysmile Re: Dobra frewkencja-co to znaczy? 11.03.16, 20:07
        W moim regionie opcja "miesięcznego wynagrodzenia" jest przyjmowana bardzo negatywnie. Wystarczy powiedzieć, że chcesz "płatne z góry za cały miesiąc niezależnie czy było odwołane czy nie" i od razu ryk i sprzeciw, że jak tak, że oni nie mają kasy itd itd. Masakra.

        Ostatnio mam kobietę, z którą muszę się pożegnać. Ostatnia lekcja była przed feriami (ferie u nas były 14.02-28.02) i od tamtego czasu nie było lekcji. Wszystkie odwołane w dniu lekcji. Wkurzyłam się, dzwonię w poniedziałek w tym tyg, że proszę o zapłatę za tamte lekcje itd. OK, babka się waha (ale odwaliłam kawał dobrej roboty z jej córką i wie że umiem nauczyć) ale zgadza się. Lekcja miała być wczoraj, w czwartek o 16.40. O 13.15 sms że nie może i chce przełożyć na jutro. O żeż! Grzecznie odpisałam że mam już plany na piątek (choć szczerze mówiąc znalazłabym miejsce ale dla zasady i godności nie przełożyłam). Teraz muszę się z nią pożegnać po roku współpracy. Było dobrze ale się nagle zepsuło.

        W jaki sposób żegnacie się? Macie formułki "z przykrością zawiadamiam, iż rozwiązuję z Panią współpracę...", czy coś innego? ;D Dajcie coś kreatywnego, coś co by jej poszło w pięty ale było grzeczne :D
    • pinezka.777 Re: Dobra frewkencja-co to znaczy? 12.03.16, 18:45
      o, fajnie się temat rozkręcił! Dobrze widzieć, że jest tu trochę osób, które twardo negocjują płatności za nieodbyte zajęcia.

      @kociamama80, ja mam płatnosci z góry od 4/4 klientów, nie zgadzam się na płacenie za tylko odbyte zajęcia. Za odwołąne w dniu zajec też kasuję, też mam umowę, ale to nie zmienia faktu, że ludzie marudzą i naciskają licząc, że "moze jednak uda się odliczyc". No nie udaje się, stawiam na swoim, ale stresują mnie takie sytuacje.

      Zajęcia odwołane dzień wcześniej są przekąłdane na inny termin. i tu się robi wielka sraka.

      W lutym, z powodu ferii dwa tyg poszły się bujać, no OK, uwzgledniłam to w swoich finansach. Ale co z tego? Jest 12 marca, a ja dalej połowy indywidualnych na oczy nie widziałam! Problem z uczeniem lepiej sytuowanych ludzi polega na tym, że wyjeżają kilkakrotnie w roku na wakacje. Ale płącić za odwołane w terminei zajęcia nei chcą. A trych godzin się zbiera masakryczna liczba! Tam, gdzie obstawiam całe dwie rodziny, to wysypało mi się juz lekko 15 lekcji! I ci kursanci planują kolejne wyjazdy w kwietniu :(

      Teraz ja, zgodnie z umową, mam to wszystko odrobić! Do tego należy dodać inne, pojedyncze zajecia osób, które tez 1) chorują 2)powyjeżdżały zawodowo.

      Zupełnie szczerze, jestem zdruzgotana i załamana myślą, że czeka mnie kilka tygodni po 15 godzin dziennie, bo już naprawde nie wiem, gdzie odrabiaczy upychać. A oni kurde jeszcze wybrzydzają! "Nie przyjdę we wskazanym terminie, bo mi nie pasuje".


      Obawiam się trochę zasady płatności psychologów-płacisz, nieważne czy jesteś, czy nie. Dlatego, narazie, złotym środkiem wydają mi się ta pakiety, o których pisałam - wykupujesz 5 lekcji, mozesz odwołać (tzn przelozyc na innym termin) max 1ną. Reszta pąłtna niezależnieod powodu. Myślę, że to da wybór tym, którzy planują dłuższe wyjazdy - zwolnią miejsce i tyle.A jeśli będzie im bardzo zależało, to opłacą godziny. Ja przynajmniej nie będe skrępowana odrabianiem kilkunastu godzin. łącznie, w skali roku, to odrabianych lekcji wychodiz kilkadziesiąt.


      To jest mega śliski temat. Z jednej strony po co nam klient, który często gdzieś migruje, a z drugiej - nei handlujemy ziemniorem na zasadzie "jak ty nie weźmiesz, to pani z tyłu weźmie" i też nie od razu udaje nam się zalepić wolne miejsce.

      Także, moje wnioski doprowadziły mnie do decyzji o zmianie-jeszcze ich nie stosuję w pełni, bo pomysł powstał w styczniu, a umowy mam od września i nieprofesjonalnie zmieniać zasady w trakcie, więc się muszeę przemęczyć. Chyba, że jest inne rozwiązanie, którego sama nie widzę?

      Od wrzesnia w każdym razie wprowadzam dwie rzeczy-pakiety lekcji+harmonogram online. Od tego momentu przechodzę na filozofię "problem z odrabianiem spada na tego, który odwołał. Szukaj terminu sam".

      Mam bardzo, bardzo serdecznie dosyć użerania się z odrabianiem lekcji i proponowania 5ciu różnych terminów ludziom, którzy jeszcze wybrzydzają! ROzumiem, gdybym to ja odwołała, to inna sprawa, troszkę ianczej do tego podchodzę. Ale niestety, w 99% zawodzą kursanci pod zwględem frekwecnji.


      Wylałam z siebie frustrację, znów...:)

      • sunnysmile Re: Dobra frewkencja-co to znaczy? 12.03.16, 22:43
        pinezka-> świetne podejście. Możesz powiedzieć coś więcej o harmonogramie online? Jak to widzisz? Każdy ma dostęp? Jak to wizualnie wygląda? Widać twoje godziny zajęte i wolne? Jakimiś kolorami zaznaczone? To jakaś aplikacja czy program komputerowy?
        Z tego co pamiętam to masz własną działalność. Więc być może jest ci łatwiej. Chociaż? Czy ja wiem? Tym z szarej strefy też tak łatwo nie jest.

        Na płd Polski ludzie nie chcą płacić z góry. Jest to naprawdę źle widziane i szukają innych nauczycieli, którzy nie wymagają tego. Kiedy komunikowałam że chcę płatność z góry to byli zdziwieni i tłumaczyłam im tak: "Wy jesteście moim pracodawcą, który zatrudnia mnie do wykonania pracy, czyli nauczenia córki/syna angielskiego/do sprawdzianu/przygotowania do egzaminu itd. Jeśli ja, jako wasz pracownik, jestem gotowa przyjść wykonać pracę to należy mi się za to wynagrodzenie. Jeśli natomiast ja, pracownik, odwołuję zajęcia to wynagrodzenie mi się nie należy. Tak samo macie Państwo u siebie w zakładach pracy, prawda?" Tu zwykle następowała konsternacja, ale większość rozumiała że oni mają tak samo u siebie. Z małą różnicą, ja nie mam umowy o pracę/zlecenia z nimi. Więc jednak ci zadowoleni, stali klienci, rozumni, płacą (choć kilkoro płaci dalej z lekcji na lekcje ze względów rodzinnych/finansowych/prywatnych tudzież innych). Nagle zaczęło im zależeć by lekcja była. No, ale jakiś odsetek odwoływaczy zawsze sie znajdzie. I tu mam np taką panią, której muszę już podziękować (o czym pisałam wyżej).

        Sama chodziłam na korepetycje będąc w liceum. Gość twardo egzekwował należność. Było czy się nie było trzeba było zapłacić. Jak wypadły 4 lekcje w mcu to za 4. Było się chorym? No to co, on miał na moje miejsce akurat masę chętnych, więc się płaciło. Kurde, gość miał renomę! Pół miasta chodziło do niego i do jego żony (oboje byli językowcami). Zapisy na wrzesień były już w lipcu! We wrześniu klepało się tylko godzinę i korki zaczynały się np o 7 rano lub o 21 :D A w soboty o 7.30 :)
        Piękny dom postawili sobie z żoną za nasze pieniądze ;) Od rana do nocy mieli korki z przerwą na nauczanie w liceum ;) Ech... Ten to miał zdrowie i renomę... Ale dobry był z niego anglista, to fakt! :D
        • sunnysmile Re: Dobra frewkencja-co to znaczy? 12.03.16, 22:48
          A propos mojego korepetytora z liceum, kolejne lekcje odbywały się w miarę punktualnie, np ja z koleżanką na 15. Lekcja kończyła się 15.58-59. Minuta na ubranie się i już pukali następni, na 16. Jakoś wszyscy wiedzieli, że do niego przychodzi się punktualnie i czekało się na klatce schodowej. Mijaliśmy się w drzwiach. Kiedy on chodził sikać czy jeść tego nie wiem ;) Jak petent w urzędzie: sprawa załatwiona i słychać krzyk: NEXT!!! :D Normalnie taśmociąg :D
        • very.martini Re: Dobra frewkencja-co to znaczy? 13.03.16, 12:13
          Sunny, przepraszam, że się czepnę, ale zazwyczaj nie mogę wytrzymać, jak widzę takie teksty i teraz też nie. Ten gościu i jego żona nie postawili sobie kasy za Wasze pieniądze, tylko dzięki swojej ciężkiej pracy, za którą dostawali wynagrodzenie, które z kolei klienci zgadzali się płacić:)
          • sunnysmile Re: Dobra frewkencja-co to znaczy? 13.03.16, 20:37
            W porządku, masz rację. Ja tego nie neguję. Może źle to podkreśliłam. Chodziło mi o to, że odwalili dobrą robotę i mają super dom. Oni oboje naprawdę byli mistrzami w swoim fachu. Piszę byli bo nie mam pojęcia czym się teraz zajmują i gdzie są. Nie są z pewnością już nauczycielami w tamtym liceum.

    • pinezka.777 Re: Dobra frewkencja-co to znaczy? 13.03.16, 12:00
      @sunnysmile: jeszcze nie wprowadziłam tego hamonogramu online. Jeśli chcesz wiedzieć, jak to ma by wyglądac, to najlepiej sprawdz, jesli masz mozliwosc, bookowanie wizyt lekarskich w luxmed.pl. Coś takiego podobnego tworzymy teraz u mnie w szkole. Testuję narazie rożne programy. Spodobał mi się jeden, ale wymaga przetłumaczenia wszystkich funkcji, więc troche czasu zejdzie, zanim go przygotujemy. Ma to wyglądac w skrócie tak: klient się loguje, widzi dostepne godziny. Jeżeli chce zamienić swoją lekcję/odwołać/przełożyć, to robi to na własną rekę w tym programie, bez angazowania mnie. Do tego wszelkie zmiany terminów po godz. 19:00 będą niemozliwe, bedzie blokada-zgodnie z umową bowiem odwołać zajęcia można do godz.19:00 dzień wcześniej. Mam nadzieję, że to zakończy erę smsów o godz 21 "czesc. jestem chora/y, jutro mnie nie bedzie."+w domyśle-"dalem znać, to pewnie nie płacę, co z tego, że o 21:00 lektorka już nie załatwi ucznia w moje miejsce, co mnei obchodzi, że już jest mega późno i biuro nieczynne".

      Pewnie, że się spodziewam problemów typu "byłam w pracy i nie moglam skorzystac z interentu", "nie umiem tego obsłużyć, czy możemy dogadać się ianczej" itp, ale mam nadzieję, że sukcesywnie uda się to wyprostować. W parze z harmonogramem i umową pójdzie regulamin online. Zauważam, ze smutkiem, że ludzie naprawde nie czytają umów. Mimo, że o wszystkim informuję ustnie na spotkaniu, a później wysyłam to w umowie mailem PRZED podpisaniem, a później jeszcze PODPISUJEMY, to mimo to ludzie nie pamietają ustaleń, nie analizują informacji, DOPÓKI nie pojawi się problem. A wtedy złość i zgrzytanie zębami.

      Ostatnio podobne poblemy zaczęłam napotykać w swoich grupach. Jako szkoła staram się skupiać na grupach (maleńkich), sa to dla mnie i metodycznie i finansowo lepsze warunki pracy. Stabilniejsze, co tez przekąłda się na zaangażowanie. Niestety, ale klient grupowy robi się równie rozszczeniowy. Mam za sobą 3 tyg mocnej rekrutacji i podusmujym to tak-pani podliczyła sobie, że w okresie marzec-czerwiec wypadłyby jej 2 lekcje....i już z tego powodu postanowila nie zapisywac się na te zajęcia. Serio. Wiadomo, że stawka grupowa jest niezbyt wygórowana, także strata finansowa jakaś wielka nie jest, co więcej mam pewien rodzaj rekompensaty w takiej sytuacji (niefinansowej, co pawda). Mimo to pani bardzo, bardzo chce przyjść na zajęcia, ale nie potrafi zrozumieć i zaakceptować warunków. Nie trafię molochów-szkół językowych, ale podchodzę z coraz większym zrozumieniem dla ich praktyk marketingowo-kredytowych. Gdyby tak polegać na rzetelności klienta, to można pójść z torbami.

      Także teges, w kursy wakacyjne wejdę z lekką goryczą, ale neizłomnymi zasadami. Wiąże się to z duuuużą większą aktynością na polu promocji szkoły, bo jakby nie było, dyktując warunki muszę mieć zapas chętnych na tyle, aby uświadomić klientowi, że nie muszę zgadzać się na wszystkie jego rozszczenia.

      ps. ogólnie post wyszedł o bardzo negatywnym zabarwieniu, dlatego, że skupiam sie na problemie, ale mam tez takowych indywidualnych i grupowych kursantów, ludzi tak w porzadku i fajnych, że życzę wszystkim lektorom takich osób;) oby więcej takich się do nas zgłaszało!
      • very.martini Re: Dobra frewkencja-co to znaczy? 13.03.16, 12:17
        Na sam początek przyjrzyjcie się takim dla drobnych zakładów usługowych typu salony kosmetyczne czy fryzjerskie. Programiki nie tak skomplikowane jak większe platformy do zarządzania szkołami i tańsze.
        Kiedyś się do takiego przymierzałam, ale jak dla mnie szkoda zachodu, nie mam aż tylu uczniów prywatnych, o znaczną liczbę odwołań martwi się szkoła:)
        • pinezka.777 Re: Dobra frewkencja-co to znaczy? 13.03.16, 14:01
          No,wlasnie w szkolach jezykowych zasada byla 24 h,ale w praktyce byla porqzka-jak np. Kursant zglosil,a recepcjonistka nawalila (baaardzo czesto tak bylo), to tracil lektor. Zawsze. Poza tym zdarzaly sie takie same proby negocjacji,nie mniej zasada jest wg mnie ok inz poszanowaniem interesu obu stron. Ja mam problem z poniedzialkami-ludzie moga odwolac jak inni kursanci,dzien wczesnien do 19. A ja w niedziele nie pracuje i nie wydzwaniam po kursantach probujac zapelnic luke bo uwazam,ze nie wypada ludziom w niedziele dupy truc. I tutaj jestem w kropce. Btw kociamama80, nie odrabiasz zadnych zajec? Planujesz nie odrabiac nawet tych,ktore beda odwolane z wyprzedzeniem duzym?
            • pinezka.777 Re: Dobra frewkencja-co to znaczy? 28.03.16, 21:56
              <brawo>
              kociamama80: totalnie zero odrabiań, absolutnie zero zero? ;) ja dopuszczę jakąś ilośc odwołan, ale neiwielką (w zależności od wykupionej ikości lekcji w pakiecie). Reszta płatna bez wymówek.

              kociamama80, bądźmy w kontakcie, fajnei wiedziećź, że jest choć jedna radykalna-bratnia lektorka oput there;)
              • pinezka.777 Re: Dobra frewkencja-co to znaczy? 01.04.16, 10:07
                Ło ludzie.
                Nie dość,że 11 członków w rodzinie umarło ; nie dość, że klientka co miesiac nie płaci i ściemnia równie wybornie, jak odwołuje (serio? ta faktura w mailu, to była do mnie? myślałam, że do kogoś innego), to teraz jeszcze doszło do jakiejś dziwnej przepychanki....
                Córka nie robi nic w domu praktycznie, na zajęciach też jej nie widuję przeciez, bo ciągle ktoś jej "umiera". Jako, że pobieram jednakowoż opłatę, czuję się zobowiązana informwoać rodzica o postepach, a tym bardziej jego braku, dziecka, na które łozy. I tutaj też zabawa-napisałam neutralnego maila, w sumie łącznie 3 w okresie październik-marzec z takim sprawozdaniem, jak jest. Że nei widuję córki, że jak już przychodiz, to nigdy nei ma ze sobą ang, że jak się widujemy raz na 3-4 tyg to jest bez sensu, że nei dostałam ANI JEDNEJ pracy domowej.
                Pani, zamiast przyjąć wiadomość i coś z tym zrobić, obraziła się i zaczęła atakować:) "czy nie można o dziecku nic dobrego powiedzieć"? Korcilo mnie, aby napsiać, że ma ...ładne oczy. Kurde no, przedszkole.
                Wczoraj w końcu dostałam jakiś homework zaległy, jeden....w formie zdjęć z telefonu na maila. Spoko. Tam jest dużo poprawiania (test gimnazjalny), a nie da się tego wydrukować niestety. Poprosiłam o dostarczenie tetsu w takiej formie, w jakiej go dalam-papierowej. Jakieś 3 miesiące temu go dostała dziewczyna ciągle, ale "zapomniała" go przynieść. I teraz czytam maile, że co ze mną nie tak, że mam "problem sprawdzić w wersji mailowej", że to "nie wina dziecka, że to i tamto", jakies dziwne pierdy. No nie umie kobieta czytać ze zrozumieniem chyba.
                Trochę mnie to wkurza, ale coraz mocniej bawi. Czy są tu na sali rodzice? Czy nie zalezy Wam na feedbacku? Czy nauczyciel nie powinien informować płacącego o sytuacji, szczególnie, gdy egzamin za.....3 tyg? :)
                  • pinezka.777 Re: Dobra frewkencja-co to znaczy? 01.04.16, 13:18
                    o matko, na świeżo. Dzisiejśza lekcję odwołałam ja. Odwołałam ją już 3 tygodnie temu, odrobiłyśmy ją tydzień temu już na zaś, gdy ojciec zmarł 7my raz. Laska miała być 2 godizny, przyszła na ost 30 min. Jej sprawa.

                    Wczoraj wysłałam info z przypomnieniem, że lekcji nei ma. Matka odpisała.

                    Teraz siedze sobie u lekarza na badaniach i dostaje telefon "gdzie pani jest? córka stoi pod rzwiami".

                    B-r-a-k m-i s-ł-ó-w.
                    • kocica27 Re: Dobra frewkencja-co to znaczy? 01.04.16, 15:58
                      A, to tak jest często - oni mogą odwoływać ile wlezie, a jak Ty raz odwołasz, to jest raban albo ktoś przyjdzie. A tacy, co ciągle odwołują, to mają jakąś taką dziwną manię przychodzenia w dziwnych terminach, np. święta. To jest dopiero dobre.
    • pinezka.777 Re: Dobra frewkencja-co to znaczy? 13.03.16, 22:30
      aha, jeszcze nie wspomniałam - już uświadamiam ludzi, a od września będą mieli wylącznie opcję 1:1.
      To oznacza, że jedna strona zobowiązuje się mieć ZAWSZE termin dla drugiej osoby (czyli ja), a druga zobowiązuje się placić ; jeżeli uczeń nie chce płacić/chce móc odwołwyać bez konsewkencji, to ja analogicznie-nie będę kasowała z góry, nie bede obiecywała terminów. Będę się umawiała na zasadzie "jeśli oboje mamy akurat czas". I taka konsultacja będzie płatna +20 zł więcej, niż lekcje w pakiecie.

      :)
      • kocica27 Re: Dobra frewkencja-co to znaczy? 22.03.16, 09:01
        Pinezka i co uczniowie na to? Nie przewracają oczami?
        Ja w ubiegłym roku miałam trzech takich "panów" z liceum (dwaj bracia + kolega z klasy), że wiecznie ferie, święta, długie weekendy itd. Oni odwoływali i nie było odrabiania, niby nie odwoływali ot tak, tylko z uwagi na wolne w szkole (dlatego nie lubię pracować z uczniami, dla nich wolne w szkole to rzecz święta i nie wtedy lekcji u mnie), ale mnie biło po kieszeni.
        Wspomniałam jednemu z nich na koniec roku szkolnego, że od nowego roku będą umowy, bo nie może być tak, że ciągle jest coś odwoływane, a ja trzymam terminy. Jak poszli w długą, to już o nich więcej nie usłyszałam.
    • nighthrill Re: Dobra frewkencja-co to znaczy? 21.03.16, 21:27
      A jak sobie radzicie z punktualnością (uczniów) i czasem zajęć przy lekcjach "na zakładkę"? Przyznam, że nie wyobrażam sobie zajęć typu jedna osoba po drugiej bez żadnych przerw, bo to po prostu nie działa. Żeby kolejna osoba mogła zacząć o równej godzinie, powiedzmy 17.00, to musi już wtedy siedzieć w pokoju, czyli poprzednia musi wyjść powiedzmy 16.58, czyli tak naprawdę koło 16.50 trzeba zaczynać kończyć zajęcia, zadawać zadania domowe, wyjaśniać ostatnie wątpliwości itd. Ktoś realnie korzysta z 50-55 minut. Dla wielu osób to pewnie nie problem, ale są i tacy, co siedzą do ostatniej minuty, a dopiero po odsiedzeniu 60 minut zaczynają się zbierać, składać rzeczy, płacić, potem kilka minut w przedpokoju itd. Tak że umawiam ludzi z 10 minutową przerwą, a i tak ona (dla mnie) tyle nie wynosi.
      Dziś facet przyszedł 17.25, 17.27 był w pokoju i już pokazywał zadanie domowe, wyszedł 18.36. Może to wyglądać śmiesznie, że tak dokładnie to liczę, ale przy kilku zajęciach dziennie wychodzi na to, że pracuję dodatkowo 40-60 minut (albo chociaż "jestem w pracy"). No, ale jak ich wywalać o równej? Jeśli mają wyjść 18.00, to tracą kilka minut z zajęć, bo ubieranie, płacenie, umawianie się na kolejny termin itd. Mam kilka osób, które zamiast 60 minut regularnie zajmują mi 70-75, ale nie mam na ten problem odpowiedzi.

      Jak sobie radzicie?
      • very.martini Re: Dobra frewkencja-co to znaczy? 21.03.16, 22:42
        Tak jak mój trener na siłowni, kiedy spóźnię się na trening:) Po prostu obcina elementy treningu i kończymy o czasie. Jest to jasno określone od początku spotkań.
        Stawiaj zegarek w miejscu widocznym dla siebie i dla ucznia. Żeby nie było kwasów, roześlij wcześniej do uczniów maila, że uprzejmie przypominasz, że... Zaraz będzie zmiana czasu, więc to chyba dobry pretekst:D
      • kocica27 Re: Dobra frewkencja-co to znaczy? 22.03.16, 08:52
        U mnie jest jedna godzina po drugiej w blokach 3-godzinnych. Później potrzebna mi półgodzinna przerwa.
        Uczniowie przychodzą na czas, wiedzą, że u mnie "są tłumy", często jedna osoba wychodzi i zakłada płaszcz, a druga wchodzi i zdejmuje, mijają się.
        Natomiast najgorsze rozwiązanie wg mnie to 10 minut przerwy. U mnie się nie sprawdza. Bo jak uczeń widzi, że nikt za nim nie stoi w kolejce, to nie wyjdzie, tylko zaczyna coś opowiadać itd. Ja mogę pogawędzić, ale jak mam 10 minut na odsapnięcie, to jednak chciałabym mieć tę chwilkę dla siebie, a nie że cała przerwa zejdzie na pogaduszki i nie zdążę nawet do wc.
        Jak ktoś się spóźnia, to nie przedłużam. Kiedyś tak robiłam, ale to demoralizowało uczniów. Kiedyś jedna uczennica spóźniła się pół godziny, nie miałam jak jej przedłużyć, bo zaraz potem była następna, więc powiedziałam jej (źle zrobiłam, wiem), że wezmę pieniądze za pół lekcji. I jaki był efekt? Ona uznała, że taki jest standard i później jak miała taką sytuację, to pisała sms, że stoi w korku i zrobimy dziś pół godziny:( Dramat. Jednorazowo można tak zrobić, ale nie cały czas.
        Więc teraz jak ktoś się spóźnia, to nic nie przedłużam, sam jest sobie winien.
        • nighthrill Re: Dobra frewkencja-co to znaczy? 22.03.16, 10:19
          Wiadomo, jak się spóźniają, to nie przedłużam, nawet jeśli mogę, bo to nie moja wina, że ktoś regularnie za późno wychodzi z domu. Trzeba jednak chyba o tym uprzedzać na pierwszych zajęciach, bo potem jest zdziwienie, że "u innej pani miałam przedłużane tyle, ile się spóźniłam". Nie, jeśli ktoś nie zgłosił chęci przesunięcia zajęć albo nie poinformował nawet z półgodzinnym wyprzedzeniem o spóźnieniu, tylko wparowuje np. 18.15 nawet przez przepraszam, to co mnie to interesuje?

          Ale bardziej chodziło mi w poście właśnie o lekcje jedna za drugą. Z mojego doświadczenia wynika, że w takim razie nie mogą trwać one 60 minut realnej nauki, bo, odliczając czas na zbieranie się, płacenie, wyjście, zostajemy z jakimiś 55 min., minus "wygaszanie lekcji" (zadania domowe, umawianie się na kolejny raz, wątpliwości). Można uznać, że jak u lekarza - mam dla nich 60 minut, podczas których muszą się zmieścić ze wszystkim. Zauważam, że wiele osób jednak chce 60 minut nauki PLUS rozmowa o zadaniach, terminach i dupie maryny. I zastanawiam się, jak jest u was.
          Nie wiem też, co robić z wcześniej przychodzącymi, którzy potem siedzą do "równej" plus rytuał wychodzenia - a muszą, bo np. "ktoś ich odbiera". Z jednej strony małostkowe jest zakładanie, że jak ktoś przyszedł 17.25, to 18.25 ma być za drzwiami, ale mam jednego gościa, który regularnie przychodzi 5-7 minut za wcześnie, a siedzi do momentu, gdy minie 60 minut od chwili, gdy zajęcia powinny się zacząć, a nie gdy się realnie zaczęły. Na moje zwijanie sprawy mówi, że "jeszcze nie pora". Mam też dzieciaka regularnie przywożonego 10 minut wcześniej, a zostającego 60 minut + te 10, bo 'dziadek przyjeżdża' o równej godzinie i 'nie będzie stał pod klatką'. Z jednej strony szkoda dziecka trzymać pod klatką na zimnie, z drugiej - jego pobyt u mnie te dodatkowe 10 minut jest krępujący, bo albo robię lekcję, czyli realnie tracę (w skali miesiąca ci ludzie zyskują dodatkową godzinę za free), albo dzieciak siedzi, a ja się krzątam pod jego czujnym spojrzeniem ;)
          • kocica27 Re: Dobra frewkencja-co to znaczy? 22.03.16, 10:45
            Też uważam, że wyliczanie 2-3 minut dodatkowo jest małostkowe. Ale 10 minut to już coś bardziej realnego - taka przerwa. Ja zawsze staram się dokończyć lekcję, zakończyć ją w taki naturalny sposób, żeby nie urywać wpół zdania, bo już czas, jak te 2 minuty będą dodatkowo, to nikogo to nie zbawi, a ta osoba też jakoś specjalnie się nie wzbogaci. Jak mam bloki, to w ogóle wszystko jak w zegarku i uczniowie sami rozwiązują ten problem - przychodzi następna osoba i poprzednia się zwija. Może zakładać płaszcz i pół godziny, ale ja już zamykam drzwi od gabinetu i zaczynam kolejną lekcją, a tamtej mówię, że dziękuję, przepraszam, bo mam następną osobę i do zobaczenia. Ale masz rację, gdy ktoś nagminnie przychodzi wcześniej, to zaczyna to tak wyglądać, jakby to było celowe i robi sobie z nas jaja. Jeśli to dzieciak, to myślę, że nie ma znaczenia. Ale jak robi to dorosły i ja to zauważę, to robię tak: "Ooooo, widzę, że jest Pan wcześniej, ale to nie szkodzi, wcześniej zaczęliśmy, to wcześniej skończymy." Ale to tylko jak widzę, że ktoś tak zrobił kilka razy z rzędu i zaczyna mu to wchodzić w nawyk. Bo wiadomo, jednorazowo to mnie to nie zbawi. A z kolei nie chciałabym, żeby ktoś wchodził komuś na lekcję.
            Ale też zauważyłam, że niektórzy ludzie chętnie przedłużają, ale o skracaniu, to już nie ma mowy. Godzina, kiedy przyszli jest nieważna, widzą tylko, o której się kończy.
            A kiedyś miałam taką starszą panią, do której zgodziłam się dojeżdżać na 1,5h. I było tak, że zawsze na koniec lekcji ona się rozgadywała strasznie. Nieładnie byłoby przerwać, więc zawsze się przedłużało 5-7 minut. Zawsze. Plus to, że przyjeżdżałam do niej też tak 2-3 minuty wcześniej, żeby jakiś zapas był. I pewnego dnia ja się spóźniłam 5 minut. A ona na dzień dobry mówi, że te 10 minut, co się spóźniłam, to jakoś odrobimy innego dnia, bo ona się spieszy, czy coś. Nie dość, że nie widziała, że ze 20 lekcji już było i że ciągle było dłużej i już by się z pół godziny czy godzina uzbierała i mogłaby nic nie wspominać o spóźnieniu, to jeszcze sobie zaokrągliła do 10.... ok.... Odrobiłyśmy, ale od tego momentu czekałam pod drzwiami do równej godziny czy za minutę, żeby wejść równo i na koniec też mówiłam, że już musimy kończyć, bo czas się skończył bez żadnych ceregieli. Zdziwiła się chyba, ale może dotarło do niej, że jak liczymy się jak żydzi, to działa to w obie strony.
          • very.martini Re: Dobra frewkencja-co to znaczy? 23.03.16, 15:43
            Pewnie bym jasno powiedziała na początku, że cena x zł za 55 minut.
            Ja może jestem naiwna, ale uważam, że wiele rzeczy przejdzie, o ile są ustalone i zaakceptowane przez obie strony na początku.

            Kolesiowi od 60 minut po prostu postawiłabym przed nosem stoper, albo ustawiła minutnik w komórce - przy nim. Po 60 minutach baj baj, 6 minut to już 10% lekcji, więc niech dopłaca 10%, jeśli się zasiedzi, bo "jeszcze nie pora".

            "Zauważam, że wiele osób jednak chce 60 minut nauki PLUS rozmowa o zadaniach, terminach i dupie maryny. I zastanawiam się, jak jest u was."
            mojej znajomej pewien uczeń odmówił zapłaty za lekcję, w czasie której był egzaminacyjny listening. "bo przez ponad 40 minut nic pani ze mną nie robiła" :D:D:D:D
      • kociamama80 Re: Dobra frewkencja-co to znaczy? 17.04.16, 00:36
        Ja kończę zajęcia jakieś 4 minuty przed czasem. Pytam czy wszystko jasne, czy są pytania, potem następuje uregulowanie należności a ubierają się już na zewnątrz. I jasno i wyrażnie proszę ich o ubranie się na zewnątrz więc punkt 00 wchodzi następna osoba :)
    • kocica27 Re: Dobra frewkencja-co to znaczy? 22.03.16, 10:57
      A tak na marginesie - w tym tygodniu frekwencja to dramat. Już świętują. W zasadzie niektórzy to świętują od ubiegłego weekendu.
      We wtorek-środę będą wracali, tak, że 1,5 tygodnia pójdzie się bujać (mówiąc delikatnie).
    • pinezka.777 Re: Dobra frewkencja-co to znaczy? 22.03.16, 17:33
      hihi, takie przedłużanie lekcji to równiez mój problem. Generalnie to rownież jeden z powodów płątności przelewem, a nei gotówka po lekcji-ucinam wszystko, co może wpłynąć na przedłużenie zajęc.
      Z jednej strony to bardoz miłe, uczniowie tak dobrze się z nami czują, że nie chcą się rozstać;) ale z drugiej -w perspektywnie nei raz blokó 10 godzinnych każde zabrane 10 min co godzinę wykańcza. Jak sikać, jeść, jak w ogóle żyć w takich momentach?
      Ja mam przerwy różnie, 5-20 min, to już wynika z mozliwości moich uczniów. A i tak to praktycznie nigdy nie jest przerwa dla mnie, co mnie istotnie denerwuje. Jak już ostatnio opanowałam wygaszanie lekcji tak, aby do godziny 0 omówić wszystko, co istotne, to o godz 0....kursant wskakuje na tematy towarzyskie. I ględzi. I zupełnei serio-nawet słysząc domofon i widząc, że się gazelim pędem zrywam wpuszczać nastepnego delikwenta, ględzi dalej! Nie umiem być nieempatyczna, wydaje mi się, że przerwanie komuś wypowiedzi jest opryskliwe. Racjonalnie wiem, że to bzdura, ale jak mam to zrobić, to miewam kłopot. Ba, jak się wobec kilku osób przełamałam mówiac wprost, że muszę siku nie zdąże, przepraszam, to wcale nei powstrzymało ich od dalszego gadania! Często mi już ręce opadają. I zgodze się-też mam ludzi, co potrafią przyjść 15 min za wcześnie, ale wymownie patrzą na zegarek, jak kończe 15 min wcześniej też. Dramat jakiś. Chociaż to się rzadko zdarza-jak ktoś mnie tak zaskakuje, to każe mu stać na korytarzu po prostu. Ja czasem potrzebuje tych 15 min na wydrukowanie czegoś, odpowiedzenie na maila, wykonanie telefonu i nie bede rzucac wszystkiego, bo ktoś się za wcześnie pojawił.
      Mam taką grupę, co notorycznie wyskakuje z pytaniami po tym, jak oznajmiam "thank you very much for today". Lekcja skończona, hw omówiony, a oni wtedy zaczynają litanię opytań o jakieś rzeczy z lekcji wcześniejszych. Przychodzą też 15-20 min za szybko. Do grup jestem trochę bardziej wyrozumiała, bo zalezy mi na nich najbardziej, ale też mi to przeszkadza niezmieko. Zajęcia poranne, człowiek jeszcze ma morką grzywkę i 20 min zapasu, pasta do zębów na całej gębie, a tu kurde domofon. Przez to wstaję dużo wcześniej, nie wysypiam się, przeklinam i chodzę nabuzowana po całym cięzkim tygodniu gniecenia się (bo oni wypadają w weekendy akurat, jako jedni z ostatnich).
      Nie rozumiem, dlaczego zmotoryzowani kursanci, którzy widzą nasze warunki lokalowe, nadal robią takie kwiatki. Ja co prawda mam salę taką konferencyjną, pro i w ogóle, ale....poczekalni nie mam. I zazwyczaj staram się o tym poinformować. Ludzie przychodzą, widza sami, że robią tylko zamieszanie za szybkim przyjsciem, a mio to ....nadal praktykują. Ktos wyjasni ten fenomen?
      • anglofil Re: Dobra frewkencja-co to znaczy? 23.03.16, 23:50
        Ja niedawno po śmierci rodziców miałam rzut na papierosy i po każdej lekcji uciekałam na papierosa na balkon na klatce schodowej. To mnie trzymało dosłownie przy życiu między tymi lekcjami i było absolutnie niezbędne. No i wyobraźcie sobie ja żegnam ucznia i sru na półpiętro na fajkę, żeby zebrać myśli i pogapić się w dół, a za nagle słyszę że ten, tuż mną, pokonawszy ileś tam stopni, mi gada i gada i gada.... Traumatyczne doświadczenie to było. Taki co to zwykle starannie sprawdzał czy oby 5 min lekcja nie ucięta i generalnie roszczeniowy w sensie targowania się o kasę i niechęci wielkiej do płacenia za nieterminy. Jesli chodzi o przychodzenie przed czasem to nie mam problemów, jak ktoś 2 razy tak się zjawi piszę smsa "proszę 5 min po bo dopiero o tej i o tej skończę poprzednią lekcję". Tego czy stracę ileś tam na gadanie czy nie, nie liczę - ja nawet lubię te pogawędki przy drzwiach bo większość uczę już x czasu i lubię, no ale czasami ludziom brak wyczucia rzeczywiście.

    • pinezka.777 Re: Dobra frewkencja-co to znaczy? 24.03.16, 13:36
      "Pinezka i co uczniowie na to? Nie przewracają oczami?"
      "Jak poszli w długą, to już o nich więcej nie usłyszałam."

      Wiesz co, kocico? A niech idą! :)
      Teraz też mam taka parkę szkolną. Na poczatku roku mocne targowanie było, poniewaz dotąd nie egezkwowałam odrabiania (uczyłam dziewczynkę u niej w domu wczesniej, a teraz doszedł jej kolega jeszcze i to już zajęcia u mnie ), ale że rozwinęłam się w szkołę, a i godzina atrakcyjna, to było targowanie się o to, że dlaczego ma być odrabianie odwołanych lekcji, po co? Kiedy? Przecież dzieci mają takie napchane grafiki! No, ja również mam napchany grafik właśnie z powodu tej niesolidności, wiec doskonale to rozumiem-nie musimy odrabiac, ale to nie zwalnia z płatności. Czy pani sobie poszła usłyszawszy to? Nie. Tzn narazie nie:) Wręcz dotarło do niej, jak zaczęła analizować, że "wcale tak dużo nie odwoływaliśmy dotąd", że jednak odwoływali dużo i sama zobaczyła, jaki to jest kłopot dla mnie, po drugiej stronie - i finansowy i czasowy, żeby to odrabiać. Jak sama musi znaleźc czas na odrabianie to sama widzi, że to wcale nie takie hop-siup odwołać sobie lekcję od tak.
      Dzieciaki już są w plecy 4 lekcje, czyli miesiąc cały. Zoabczymy, jak dojdzie do momentu, gdy będzie trzeba to w końcu odrabiać. Ja będę nadal nieugięta. Mają na to cały lipiec i wrzesień, jak się nie zgrają i nie przyjdą, ich strata.
      Jeśli z tego powodu zrezygnują z nauki u mnie-zyczę sukcesów u kogoś innego, trudno.

      Kocham swoją pracę, ale matematyki nie oszukam. Rachunki za lokal w centrum, leasing sprzętu, rozwijanie autorskich multimediów, doszkalanie się kosztuje. Nie bedzie mnie na to stać, jeśli pozwolę klientom rządzić tym biznesem. Pójde z torbami, jesli połowe godzin będe miała pustych w grafiku bez sensu.

      Trochę tez uważam, że nie powinniśmy aż tak ropzieszczac klientów, bo oni naprawdę robią się mocno rozszczeniowi. Każdy chce ugrać dla siebie najkorzystniejsze rozwiązanie. Jesli damy palec, to wezmą całą rękę.

      Rozumiem dość ostrą politykę szkół językowych w zakresie płatności, umów i zasad. Co prawda nie widzę w nich akurat jakości wartej tych pieniędzy:), ale rozumiem sens ich dzialań. No, nie mozna miec biznesu z innowacyjnymi rozwiązaniami i nie miec pieniędzy na utrzymanie go, to jest bez sensu.

      Co do spóźnień, ja równiez nie przedłużam zajec, gdy uczeń się nie wyrabia na czas. A to z tego względu, że i tak mi regularnie zabiera te moje 10 min przerwy praktycznie za każdym razem, więc i tak wychodzi na swoje z nawiązką:) Owszem, są wyjątki, bo jestem miękka fają, ale z założenia traci ten, kto nawalił. Tą zasadą się w życiu zawsze kieruję.


      KOlejny post i kolejna frustracja. Może dlatego, że właśnie dostałam 5 maili o odwołaniach od drugiej połowy kwietnia...oni się jakoś zmawiają, czy co? :)
    • engteacherka Re: Dobra frewkencja-co to znaczy? 07.04.16, 11:37
      Dzisiaj ja przedstawiam suchara :)
      Mama i córka przychodziły na lekcje (indywidualne) mniej lub bardziej regulwrnie - raczej mniej regularnie. Od lutego frekwencja tragiczna (młodsza córka chorowała bezustannie, w związku z tym mama nie mogła być obecna i nie miał kto przywieźć córki). Doszłyśmy do wniosku, że trzeba zawiesić zajęcia, a odnowione będą w bliżej nieokreślonej przyszłości po Wielkanocy. No i dziś mama wróciła na zajęcia. Po wczorajszym smsie przyjęłam ją na tę samą godzinę (ranną, więc nie chodliwą). Dziś mi oświadcza, że przywiezie córkę jutro na normalną godzinę. Ale ja nie mam już tej godziny od dawna, to oczywiste, że nie będę trzymała tak długo pustej godziny. Zaproponowałam inną w weekend. Mama zdziwiona, a nawet oburzona, bo przecież formalnie nie wypisała córki z lekcji.
    • pinezka.777 Re: Dobra frewkencja-co to znaczy? 11.04.16, 15:27
      kurde, co by nie wymyslec, zawsze coś.
      Jak radzicie sobie z klientem, z którym jesteście powiązani przesżłością (np. Wasz byly szef:), który z tego powoduje oczekuje specjalnego traktowania? Do pewnego momentu akcpetowałam, miałam skuteczną reklamę. Ale teraz zabukowanych jest 5 godizn tygodniowo na sztywno, tzn. że ja mam miec czas, wiadomo, a kursant.....nooo, chodzą jak chca i płaca jak chcą. W momencie, gdy to była 1 osoba, zagryzałam zeby ze wzgledu na "historię" znajomosci. Ale teraz, gdy mowa o 5 lekcjach (kila osób z rodziny nabjlizszej), stawka niższa, warunki "luźne", to zaczyna mnie to cholernie uwierać. Zajeć nie odrabiają, chodzą, jeśli mają chęć (zazwyczaj mają, ale NIGDY, ani razu nie odbyło się 100% planowanych lekcji), a ja zostaję z okienkami, m.in w sobotę (szkoda czasu) i pustą salą szkolną (nieekonomiczne) i poirytowana (neizdrowe).
      Jak wybrnąć z takeijs ytuacji? Normalnie, od przyszłego roku położyć umowę na stole?
      Czy takie kwestie rozwiązuje się ianczej? Nie chodzi mi o rezygancję z nich, nie. Tylko o to, aby byyły zasady korzystne dla mnie, skoro oni chcą mieć niższą cenę.
      • nighthrill Re: Dobra frewkencja-co to znaczy? 11.04.16, 16:52
        Bliscy czy znajomi to w ogóle zaraza. Teraz mieszkam w mieście, gdzie prawie nikogo nie znam, ale wcześniej mieszkałam sześć lat w innym i miałam kilkoro znajomych. Katorga. Począwszy od niższych kwot za godzinę (były nawet propozycje, że ktoś zapłaci mi 10 zł, wiedząc, ile normalnie biorę), po odwoływanie w ostatniej chwili, brak przygotowania, szybkie rezygnacje, bo się odwidziało, zatykanie miejsca. Męczące było też przedłużanie, o którym rozmawiałyśmy powyżej. Gdy ktoś znajomy przyjdzie, to nie traktuje tego jak zajęć, lecz jak spotkanie towarzyskie - wiele razy nie rozumiano moich aluzji, że czas się zbierać i ktoś zostawał np. kolejne pół godziny, rozsiadał się, prosił o kanapkę itd.

        Tak więc - nie wiem. Umowa może być potraktowana bez zrozumienia. Niestety chyba najlepiej nie uczyć znajomych, nawet - a może zwłaszcza - gdy się ich lubi.
    • kocica27 Re: Dobra frewkencja-co to znaczy? 12.04.16, 09:37
      Jeszcze z innej beczki: jestem w ciąży, sprzedałam info uczniom. Nie, żeby się pochwalić czy coś, tylko, żeby mając na uwadze mój stan nie przynosili mi do domu zarazy, jak są chorzy, to lepiej, żeby odwołali. Teraz to w sumie już z górki, bo 6 miesiąc kończę, ale zaczęły się inne jazdy.
      Ludzie lepiej ode mnie wiedzą, ile wezmę sobie wolnego, ile czasu przed porodem przestanę uczyć, że jak urodzę, to będę potrzebowała urlopu macierzyńskiego itd. Boję się, że mi pouciekają:(
      Ja tłumaczę, że będę pracować do końca, to moja druga ciąża, więc wiem, jak to jest. Nie planuję macierzyńskiego - będąc na DG dostanę zasiłek macierzyński z zus, ale w lichej wysokości, więc i tak zamierzam pracować. Opiekę dla dziecka będę miała, więc nie widzę przeszkód. Ale ludzie i tak wiedzą swoje:(
      No i co teraz? Może zbierać nowych i nic nie mówić o ciąży? Mam nadzieję, że mi się cały biznes nie zawali. Bo zaczynać od nowa nie jest łatwo....
      • nighthrill Re: Dobra frewkencja-co to znaczy? 12.04.16, 12:15
        Ale jak nie mówić, wybacz, ale teraz już chyba widać? :) Niestety, jak byś nie zapewniała, ludzie mają swoje przesądy i dowody anegdotyczne, że ich kuzynka w 1998 r. to po porodzie rok nie pracowała itd. I jak ktoś nowy przyjdzie na zajęcia i zobaczy, że jesteś w ciąży, to niestety można się liczyć z tym, że uzna, że współpraca jest tymczasowa - bez względu na to, co mówisz.

        W ogóle z moich doświadczeń wynika, że uczniom nie ma co zbyt wiele mówić o planach. Kiedyś chciałam być fair i poinformowałam, że za 1,5 miesiąca się wyprowadzam. Efekt? Prawie nikt nie chodził do końca, choć zostały im po 4-6 zajęć. Zaczęli szukać innej nauczycielki lub potraktowali to jako pretekst do przerwania zajęć w ogóle. Jednocześnie sami o takich zmianach (wyprowadzka, problemy finansowe) mówią mi z tygodniowym wyprzedzeniem, albo zgoła na ostatniej lekcji, że rezygnują/zawieszają.
        • kocica27 Re: Dobra frewkencja-co to znaczy? 12.04.16, 12:47
          Zależy co założę, na pewno widać, że jest mnie więcej hehehe....
          Ale nowi pewnie myślą, że jestem z tych większych i tyle.
          Liczę na to, że jednak jakoś się to wszystko ułoży i wszyscy nie uciekną, widzą, że funkcjonuję normalnie, dobrze się czuję, niektóre babeczki to wręcz zazdroszczą, że żadnych dolegliwości nie mam. A teraz akurat gotówka jest/będzie o wiele bardziej potrzebna. Badania kosztują, wyprawka także, a ludzie chcą mi zwiać :((((
          • pinezka.777 Re: Dobra frewkencja-co to znaczy? 13.04.16, 12:44
            nie ma sensu dzielić się informacjami tego typu, przerabiałam w tym roku dwie operacje już. No, nie dało się ukryć, że je miałam, bo nie chodzę i to widac:) ale informowalam tydzien wczesniej, że nie będzie zajec wtedy i wtedy. I wszystko jest do odrobienia. Nikt mi nie przewidywałi nei wróżył, ile mnei nie bedzie w pracy, sama o tym zadecydowałam:)
            Jestem całkowicie za formalizacją współpracy. Oprócz umowy wręczam grupom harmonogram dokladnie ropzisany na cały rok zajeć. Wszelkie zmiany są w nim uwzględniane, ale całosciowo ma być tyle godzin, ile ma być. Z indywidualnymi robię podobnie, wiaodmo, z nimi ZAWSZE jest jakiś problem, nie udało mi się jeszcze indwydiualek idealnie okiełznać, ale I keep it all formal. Tam, gdzie mam właśnie takie dziwne układy "na gębę", tam ciągle dochodzi do nadużyć mojej dobrej woli. Także umowom i harmonogramom mówimy stanowcze-TAK! Informowaniu kursantów o swoich planach (szczegolnie, gdy nie jestesmy w stanie sami na 100% przewidzieć ich przebiegu) mówimy stanowcze NIE :)
            • angksiazki Re: Dobra frewkencja-co to znaczy? 14.04.16, 10:42
              Zgadza się, nie opłaca sie mówić o planach. Oto co mi się właśnie przydarzyło:
              Ja planuję wyjechać do Anglii na dłużej na początku czerwca. Powiedziałam uczciwie uczniom, żeby nie wystawiać ich do wiatru w ostatniej chwili, żeby mieli czas spokojnie znaleźć innego nauczyciela.
              I co wyszło? To oni mnie wystawili - liczyłam, że do czerwca dopracujemy razem, a potem już kogoś znajdą, ale oni już się żegnają, bo już poznajdowali sobie kogoś.
              Wychodzi, że nie opłaca być tutaj w porządku, tylko ogłosić: "Dzisiaj nasza ostatnia lekcja, wyjeżdżam". Wtedy to ja będę miała swoją pełną kasę.....
    • kocica27 Re: Dobra frewkencja-co to znaczy? 14.04.16, 15:20
      Ja uważam, że musiałam poinformować, bo chciałam właśnie zapewnić, że żadnej przerwy nie będzie.
      To, że w wakacje zawsze są jakieś urlopy, to jest normalne. Więc wykombinowałam, że jakieś 2 tygodnie wezmę wolnego, a potem wracam. Czyli dokładnie tak, jak dotychczas. Uczniowie też będą na urlopach, więc w tym okresie będzie 50% lekcji, będę działać na pół gwizdka i jakoś dam radę.
      Ale jakbym miała zniknąć na dłużej, to bym się obawiała informować z wyprzedzeniem.
      • sunnysmile Re: Dobra frewkencja-co to znaczy? 14.04.16, 19:44
        Macie lekcje w wakacje? Do tej pory mi trafiali się tylko poprawkowicze z matury lub ci, którzy nie dostali zaliczenia z tego przedmiotu i mają egzamin w sierpniu. Ale to i tak 1 góra 2 osoby na rok mam takie. Wakacje u mnie posucha straszna.
            • pinezka.777 Re: Dobra frewkencja-co to znaczy? 15.04.16, 13:03
              Ja pracuję w wakacje, ale mniej. Zawsze jacyś chętni sa.
              Od przyszłych wakacji planuję tobić kursy wakacyjne. Chce mieć pewniejszy grafik w skali roku, czyli uwzgledniajacy prace pelnowymiarową w lipcu i sierpniu, bo się zazynam jak prosiak w miesiacach wrzesien-czerwiec. Wanna slow down:)

              czy ja już, kiedykolwiek, pisałam na tym forum, że nienawidzę organizacji zajec indywidualnych? Nieee, chyba nie ;) dziś znó piatek i znów sranie w banie od rana.

              Chyba zaraz mnie poniesie i faktycznie zrobię to samo, -sama odwołam w pizdu cały maj tym osobom, które wiecznie "coś". Higienia pracy :)
              • kocica27 Re: Dobra frewkencja-co to znaczy? 15.04.16, 13:28
                Czasem odwołanie komuś przyczynia się do dobrej współpracy. Kiedy już zrozumieją, że trzeba zabiegać o termin i nie można odrabiać w nocy o północy, zaczynają dostosowywać inne rzeczy do lekcji, a nie na odwrót.
                Całego maja nie odwołuj:) Może tydzień:)
                • pinezka.777 Re: Dobra frewkencja-co to znaczy? 16.04.16, 11:42
                  to prawda:) tylko mi szkoda czasu. Ja wiem, ze odpoczynek itp itd, ale ja mam plan-misję i się go trzymam: jak mam miec robotę 09:00-21:00 to jestem w robocie, nei ma opieprzania. Nie zrelaksuję się nawetm gdy mi coś wyapdnie, bo zwyczajnei musze się pobudzać, aby być constantly alert. Dlatego, za przeproszeniem, w dupę z takim odwoływaniem:) chce odpocząc wtedy, kiedy to zaplanowałam, a nie odrabiać wtedy te pojedyncze, lecz zmasowane godziny.

                  Dlatego daruję sobie odwoływanie, po prostu skończe współpracy. Dzisiaj mnie już tak rozniosła laska, że rozłaczyłam się po usłsyzneiu, co znów dziś wyapdło (telefon). Burknęłam tylko "ok". Może to mało profesjonalne, ale bałam się tego, co powiem, jak się nie rozłączę:) i takie akcje to tylko z tymi, z którymi brak umowy ;(

                  takż,e no more!
                  • engteacherka Re: Dobra frewkencja-co to znaczy? 16.04.16, 14:56
                    U mnie jest tak, że uczniowie wracający po wakacjach, zgłaszaja się jak najwczesniej, już w wakacje, żeby zwyczajnie zmieścić się w grafik. Dzięki czemu w sierpniu mam lekcje. W tym roku mówię głośno i wyraźnie, że w pierwszej kolejności zapewniam godziny tym, którzy zgłoszą się wcześniej (jak to było do tej pory), ale też, a nawet przede wszystkim tym z najlepszą frekwencją. Zobaczymy, czy zadziała
                    • pinezka.777 Re: Dobra frewkencja-co to znaczy? 16.04.16, 17:12
                      ciekawey pomysł. Ja jestem w kontakcie z klientami cały czas, w wakacje rowniez, ale co do zajec-we wrzensiu dopiero ustalana esa grafiki i czesto rodzice i te nieliczne dzieci, ktore mam, zwyczajnie nie wiedza, w jakich godzinach beda mogli chodzic.....
                      • engteacherka Re: Dobra frewkencja-co to znaczy? 16.04.16, 20:03
                        W sierpniu mam lekcje przed południem, a jak dzieciaki mają już plan lekcji, to zmieniam godziny. Przy czym cały wrzesień jest na wariackich papierach, bo plan jest zmieniany czasami kilkukrotnie, więc i ja muszę zmieniać godziny. Ci z najlepszą frekwencją mogą liczyć na to, że dam im godziny im pasujące, a reszta bedzie musiał wziąć te, które pozostaną. ja zachecam rodziców do zajęć przed rozpoczęciem roku szkolnego (przypomnienie materiału, lekcje z wyprzedzeniem itp) i coraz więcej z tego korzysta. W lipcu rzadko mam lekcje, bo też ,muszę odpocząć, wyjechać gdzieś
                        • pinezka.777 Re: Dobra frewkencja-co to znaczy? 16.04.16, 20:31
                          no tak, można i tak. Ja sierpień mam wolny, w lipcu cisnę jeszcze pracę.
                          Uświadamianie klientów, że na satysfakcjonujące godziny zasługują wybrani, jest wg mnie całkiem klawe. Ja tego nei mówiłam dotychczas, tzn praktykowalam, ale nei uswiadamialam. Jedyne, o czym informuję od roku, to że indywidualne max do 16:00, potem już tylko i wyłacznie grupy.

                          W ogole, myślę sobie, trzeba się cenić nie tylko pod kątem finansowym. Uświadomienie klienta, że na współpracy z nim zalezy nam tak samo bardzo jak jemu, poprawia nam notowania. Tudzież pozwala od razu pozbyć się takich, z których i tak "pożytku" nie będzie;)
                          Ja już wysłałam apre maili kontynuatorom z firmy, o czym pisałam, że godze się jedynie na układ 1:1 - albo się obie strony zobowiazuja albo się obie nei zobowiazuja i zajęcia będa jak popadnie. Tak, straciłam kontrakt z ta firmą. I ufff, dobrze;) nie było warto tego trupa ciągnąc.
                    • pinezka.777 Re: Dobra frewkencja-co to znaczy? 17.04.16, 11:14
                      @kociamama80: nie. To moja druga nieudana w tym roku "umowa" (w tym roku nie podpisałam umowy z indywidualnymi, wysłałam im zasady mailem i prosiłam o akceptację). Postawiłam warunki, ona zaakcpetowała. Potem nigdy nie płaciłą za cały miesiac z góry-płaciła np. 2/3, a resztę doniesie pozniej, bo akuraqt przy sobie nie ma, a [przelwem płącić nie będzie ze swoich powodoów. Nie wnikam, rozumiem. Pozniej odwoływała, bo ciągle podrożują i prawie wcale ich nie ma w soboty w mieście/kraju (a zajecia w soboty). Odrabiać? tak, chca-jak im zaproponuję termin. A ja im nie proponuję, bo nie zapałcili, więc wolne godziny oferuję najpierw tym, którzy zapłacili co trzeba i czekają na możliwośc odrobienia. NIe mam zamairu ryzykować, że znajdę czas, a oni nie przyjdą znów i kasy tez nie będzie. Nie-e. Podziekować chciałam już dawno, ale ta pani uczęszcza do jednej z moich grup i tam zero problemow z finansami. Oni chcą kontynuowac od wrzesnia, ale już nie obejdzie się bez umowy i tak jak pisałam, praktycznie zerowych możliwości przkeladania. Albo to wezmą, albo szkoda mojego czasu.
          • sunnysmile Re: Dobra frewkencja-co to znaczy? 17.04.16, 16:48
            Tak czytam wasze wypowiedzi i nasuwa się pytanie: ile godzin dziennie pracujecie? Macie swoje rodziny? Kto zajmuje się dziećmi? Wasi mężowie pracują na zmiany czy tylko mają 1 zmianę? Pytam bo przede mną w tym roku taki dylemat będzie: my sami z dziećmi, bez pomocy już z zewnątrz (teściowie) a mąż chodzi na 2 zmiany (6-14 i 14-22). No siłą rzeczy ciężko będzie zrobić lekcje popołudniami co drugi tydzień kiedy to on w pracy będzie.
            • pinezka.777 Re: Dobra frewkencja-co to znaczy? 17.04.16, 21:44
              Mam psa, którym się zajmuje, jest dośc wymagający:) rodziny własnej nie założyłam, więc narazie odpada ten problem. Chcę jednakowoż zbudować grunt taką ewentualnośc-tzn znaleźć zwyczajnie czas na życie prywatne poza pracą.
              Obecnie pracuję całe dnie, w rozstrzale 12 godzinnym. To nie oznacza, że 12 godzin (choć miewam takie dni), ale siedzę w sali tyle czasu codziennie. O pogodzie wiem tyle, ile zobacze za oknem. Nie wiem, co znaczy spontanicznie wyskoczyc na pocztę. Rzadko widuję rodzinę. Czasu prywatnego właściwie nie mam. Choroby i wizyty lekarskie muszę planować z wyprzedzeniem:)
              Pocieszam się, że to początki i tak musi być, ale stopniowo zwalniam. Mam nadzieję, że przyszły semestr już będzie wyglądał lepiej.
              Musi, bo inaczej mnie wywiozą w kaftanie.

              Sunnysmile, moja lektorka innego jezyka, u której się uczę, ma rodzinę. Jest słabo dostepna. Potrafi odwołać zajęcia, ponieważ woli zostać dłużej w parku z dzieckiem. Nie ma szansy umówienia się na stały termin. To ona dyktuje warunki:) cóż....3mam się jej głównie dlatego, że ma monopol na ten język. Chciałąbym, aby mój lektor również szanował mój czas. Także sama tak nie postępuję.
                • pinezka.777 Re: Dobra frewkencja-co to znaczy? 20.04.16, 14:36
                  Sama sobie zadaję to pytanie. To wynika ze specyfiki tej pracy. Dziś jest, jutro jej nie ma. Tutaj nic nie można zaplanować. Pewne sa tylko skłądki ZUS i koszta stałe, a dochód nieprzewidywalny. Dlatego tyle cisnę.

                  Wy tak nie macie? Aha, może co istotne-polegam finansowo tylko na sobie, nikt mnie w razie czego nie poratuje, więc jest presja.
                  • goldf-ish Re: Dobra frewkencja-co to znaczy? 20.04.16, 19:12
                    Ja też polegam finansowo tylko na sobie, też sporo pracuję, ale głównie dlatego, ze ludzie non stop czegoś ode mnie chcą i mam dużo roboty typowo papierkowej:)
                    Natomiast staram się być asertywna, nie pracować np. w neidzielę,nie dać sobie wchodzić za bardzo za głowę(zauważyłam, że jak dasz ludziom palec to wezmą całą rekę) i w miarę możliwośli zostawiać sobie trochę czasu np. na rozwój w innych dziedzinach czy obczajanie innych źródeł dochodu.
                    Mam też trochę zleceń, które wychodzą mi finansowo bardzo słabo, natomiast zamierzam się ich powoli sukcesywnie pozbywać, bo uważam, że to nie ma sensu.:/
                    Mój cel to generalnie pracować nie tyle ciężko, co mądrze :)
              • angksiazki Re: Dobra frewkencja-co to znaczy? 21.04.16, 07:23
                Pinezka. Z całym szacunkiem, ale takie życie jest do kitu! Tak poświęcać się pracy! Rozumiem gdyby była to medycyna, ratowanie ludzi...
                Życie oferuje tyle fajnych rzeczy. Tak na prawdę nie trzeba tak gonić za kasą jak ty to robisz.
                Były czasy kiedy utrzymanie rodziny było całkowicie na mnie, i nawet wtedy tak nie poświęcalam się.
                Nie warto.
                Z twoich wpisów na Forum widać, że sama siebie zaganiasz, podsycasz swoje Ego, ale czy jesteś szczęśliwa? Czy warto?

                • pinezka.777 Re: Dobra frewkencja-co to znaczy? 21.04.16, 08:32
                  angksiązki: jest do kitu :) Może dla Ciebie to wyłącznie pogoń za hajsem, ale ja tak nie podchodzę do biznesu. Moja szkoła nic mi w przyszłości nie przyniesie, jeżeli na nią nie zapracuje najpierw. Na poczatku trzeba dać dużo od siebie, coś zbudować, przemielić setki (tysiące może nawet) klientów, zanim będzie można dojść do tego kolejnego, oferującego dużo wolnego czasu i w miare stałe dochody,etapu;) podsyce swojego ego jeszcze bardziej-ja nie zamierzam być lektorem do konca zycia, wolałabym szkolić swoich lektorów:) i tworzyć swoje materialy metodyczne, to mi fantastycznie wychodzi, a czasu zawsze za malo:)
    • pinezka.777 Re: Dobra frewkencja-co to znaczy? 05.06.16, 14:39
      i tym oto, czerwcoym akcentem zakańczającym ten rok pracy, odpowiedziałąm sobie w końcu na pytanie, które zainspirowało mnie do założenia tematu.

      Wyliczyłam każdej indywidualce frekwencje w %. Przeliczyłam dzięki temu, ile dodatkowo musiałam/nadal muszę zarezerwować godzin, aby zrealizować cały kurs. Przykładowo - pani E. na 40 godzin z umowy odwołała 15 spotkań (gównie wyajzdy służbowe i choroby). Odmówiła odrabiania zajęc w terminach przeze mnie proponowanych 6 razy.

      Stawka pani E. to 70 zł/60 min. Wygląda bajecznie.
      Natomiast, w rzeczywistości wychodzi tak:
      planowane: 40 h
      rezerwacja terminów (mój dodatkowy czas): 55 h
      stawka rzeczywista:51 zł/60 min

      Czyli ciul, a nie wysoka, opłacalna (z pkt widzenia mojej działaności) stawka.

      Czyli we wrześniu frunie mail z informacją do zainteresowanej, że ze względuję na niską frekwencję, sugeruję tryb ad hoc. Oczywiśie dopuszczam opcję stałych terminów, ale płatne, bez odwoływania przekłądania, kombinowania.

      Może komuś z Was przyda się ta kalkulacja dla ocenienia obiektywnie frekwencji Waszych uczniówi wyciągniecia wniosków na kolejny rok.

      pzdr

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka