bezsens angielskiego w szkole

23.03.07, 20:27
Czasami mysle, ze praca nauczycielki angielskiego to najfajniejsza praca na
swiecie, bo mozna nauczyc dzieci z roznych srodowisk angielskiego, patrzec,
jak robia postepy, dac szanse i tym mniej bogatym, ktorych nie stac na korki
i serce roscie.

Ale czasem, niestety, mam przemyslenia pt. po co to wszystko? Niekotrzy
twierdza, ze jedynie intrinsic motivation sprawia, ze ludzie sie ucza i ze
jezeli nie sa z natury entuzjastycznie nastawieni do uczenia sie nowego
jezyka, czy nowych rzecze w ogole, to nic z tego nie wyjdzie;(

Pracuje w szkole, gdzie warunki niby sa dosc dobre, bo uczniowie sa dzieleni
na grupy. Ale niestety, ciezko to wszystko idzie. Oczywiscie sa przeblyski,
ze cos sie ludziom chce, ale generalnie, to polowa ma korki, wiec uwaza, ze
w szkole nie musi uwazac, bo i tak po lekcjach musi leciec na platne
dodatkowe lekjce, gdzie oczekuja ze nauczyciel im do glowy wszystko wlozy,
albo nawet chca sie uczyc, i nie jest z nimi az tak zel, ale wtedy pojawia
sie ten drugi porblem - mixed ability class. druga polowa nie kuma nic, bo a)
nie ma lekcji dodatkowych, co automatycznie sprawia, ze uwazaja, ze i tak sie
nie naucza, wiec nawet nie probuja
b) maja braki
c) zeby ukryc braki/zwrocic na siebie uwage/zaimponowac reszcie zachowuja sie
tak, ze ciezko prowadzic lekcje:(

Wszystko to sprawia, ze ci lepsi sie nudza, ci gorsi i tak nic nie wiedza, a
jak ktos sie uczy to prywatnie. Czy jest zatem sens w bogatszych miastach
organizowac lekcje jezyka w skzole?? Moze lepiej zrobic jakies
eksternistyczne testy i niech chodza na angielski tylko ci, co musza, bo nie
maja szansy uczyc sie gdzie indziej.

Takie mi przemyslenia chodza po glowie, bo dzieciaki tyle czasu marnuja i i
tak wiele z nich nie umie ani me, ani be po angielsku.

Pzdr,
Kociamama.
(dzis tak ciut dolersko i rozgoryczenie, przejdzie mi do poniedzialku i rusze
do gimnazjum (mam nadzieje) z entuzjazem i wiara, ze te lekcje komus sie na
cos przydadza;))
    • amused.to.death Re: bezsens angielskiego w szkole 23.03.07, 21:19
      Rozumiem rozgoryczenie.
      Ja sama coraz bardziej skłaniam się ku temu, że w zasadzie to intrinsic motivation sprawia, że ludzie się uczą.

      No ewentualnie surowa szkoła może do tego zmusić.
      W innych przypadkach szanse, że ktoś się nauczy języka są naprawdę małe. Bo co z tego, że może kogoś nawet interesują lekcje i na tych lekcjach nawet czasami uważa, jeśli poza tym nie zrobi nic. Nie mam mocnych - jeśli nie jest wyjątkowo zdolny językowo to nic z tego nie będzie.

      No i to nastawienie, że w szkole nie można się nauczyć więc się nawet nie ma co starać. Ostatnio jednen z moich studentów (bo studentów uczę) stwierdził, że nic się nie można na studiach nauczyć. Więc zapytałam go czy poza tym, że nieregularnie przychodzi na zajęcia to coś w domu robi. Nie, nie robi. A dlaczego nie robi? Bo i tak na studiach się nie da nauczyć języka.....
      • gorzatax Re: bezsens angielskiego w szkole 24.03.07, 09:34
        amused.to.death napisała:

        > Rozumiem rozgoryczenie.
        > Ja sama coraz bardziej skłaniam się ku temu, że w zasadzie to intrinsic
        motivat
        > ion sprawia, że ludzie się uczą.


        Też tak uważam, też często łapię doła, bo mam nadzieję, że uda mi się u
        niektórych rozbudzić drzemiące pokłady tej motywacji, a nie wychodzi.




        > Ostatnio jednen z moich studentów (bo studentów uczę) stwierdził, że n
        > ic się nie można na studiach nauczyć. Więc zapytałam go czy poza tym, że
        niereg
        > ularnie przychodzi na zajęcia to coś w domu robi. Nie, nie robi. A dlaczego
        nie
        > robi? Bo i tak na studiach się nie da nauczyć języka.....
        >

        No, to wyjaśnia, dlaczego możesz sobie pozwolić na taki nick :-)))
      • kociamama Re: bezsens angielskiego w szkole 24.03.07, 10:23
        A propos studiowanai;) Ja jeszcze jestem na ostatnim roku studiow, i bardzo mi
        sie podoba, jak to niektorzy przyszli jezykowcy reaguja na nowe zwroty i slowka
        z "entuzjazmem" pt. poc o nam to, to niiiigdy nam sie nie przyda, jak ja lubie
        takie slowka itd.

        Ja rozumiem, ze ludzie uczacy sie na nizszych poziomach maja za zadanie przede
        wszystkim zrozumiec tekst/informacje i do tego sie odniesc, ale myslalam, ze
        ludzie studiujacy filologie maja troche inny cel niz komunikacja, ktora
        prrzeciez mozna zrealizowac bez slow, skoro komunikacja werbalna to od 7% do
        30% w zaleznosci od badan. I podoba mi sie tez wyklocanie z native speakerem o
        slowka, i uzasadnieanie swoich argumetow: bo po polsku tak mozna.

        ale to chyba jest zwiazane z polskim stylem nauczania (generalnie), gdzie
        nacisk kladzie sie na poprawne rozwiazanie cwiczenia , a nie jedymnie
        traktowania ich jako srodka do opanowanie jezyka na poziomie jak najblizszym
        native-speakera.

        Co do zdolnosci, to faktycznie, wiele osob uwaza (i mowie o studentach
        filologii), ze jedynie zdolnosci sa odpowiedzialne za poziom zblizony do
        natuive speakerow, a rola regularnej ciezkiej pracy nad jezykiem jest
        niedoceniana;)

        Pzdr,
        KOciamama.
        • pandora_ Re: bezsens angielskiego w szkole 24.03.07, 12:45
          Potem tacy filologowie dziwią się, że dobre szkoły ich nie biorą - zostają też,
          niestety, na uczelniach, bo nikt inny nie chce :( Mnie to przeraża, bo zaczynam
          rozumieć, że na większości kierunków jest podobnie.
          • kociamama Re: bezsens angielskiego w szkole 24.03.07, 13:17
            No to jeszcze jeden maly przytyk do wspolsiosrt i wspolbraci filologow;) Dobra
            wymowa, ale zdradzajaca wszystko polska intonacja, i wtracanie, yes, tak jak
            polskiego, prawda, czy tak, czego jeszcze nie slyszalam u native spekerow;> Pt.

            A lot of students fail to recognize the importance of paying attetnion to
            intonation, yes?

            Pzdr,
            Kociamama.
            • babuka Re: bezsens angielskiego w szkole 25.04.07, 19:45
              Oj, nie takie kwiatki się zdarzają. Tak a propos dobrej wymowy, na piątym roku
              dali nam młodego doktoranta, która chyba nie rozróżnia samogłosek, "de lyst
              inkladed for ejtems". Kto zrozumiał?:P Mam jeszcze lepsze pytanie: kto go
              przepuścił z fonetyki?!

              Kociamamo, o ile dobrze pamiętam z jakiegoś innego wątku, udzielasz też
              korepetycji, tak? (yes?:D) Powinnaś więc wiedzieć, że gimnazjaliści mają na
              lekcjach ciekawsze rzeczy do roboty niż słuchanie "pani". Ja mam na korkach
              jednego takiego gagatka, który otwarcie się przyznaje, że w szkole nie słucha,
              bo gada z kolegami, poza tym "ta baba" jest głupia, bo się go czepia. Chłopak
              jest naprawdę mądry, szybko łapie. Zazwyczaj pamięta to, czego się u mnie
              nauczył. Ale nie umiem go wyprowadzić na dobrą ocenę, bo w szkole ma zajęcia
              trzy razy w tygodniu, a do mnie przychodzi tylko raz. I jak tu sobie poradzić,
              skoro babka w szkole leci z materiałem, nie zważając czy wszyscy nadążają? Ja
              wiem, że gimnazjum to nie przelewki i trzeba dzieciaki trzymać w ryzach, ale
              myślę, że baaaaaaaaaaaaaaaaardzo dużo zależy od podejścia nauczycieli.
              Ten chłopak, o którym wcześniej pisałam u mnie czuje się swobodnie, gadamy o
              wszystkim i niczym (mimo iż jest 10 lat ode mnie młodszy) i widzę, że to ma dla
              niego duże znaczenie.
              Tak czy siak, bez względu na to czy mnie lubi czy może nie, chłopak nie ma
              zamiaru się uczyć w domu. A zresztą, kto lubi siedzieć nad książkami i odrabiać
              zadania domowe?

              No i tym sposobem, cały mój przydługi wywód potwierdza to co napisałaś w
              pierwszym poście.
              • jotka001 Re: bezsens angielskiego w szkole 28.04.07, 16:38
                Ja miałam/mam w szkole takich, którzy niezależnie od tematu, sposobu
                prowadzenia lekcji i innych rzeczy i tak mają to w nosie, bo wiedzą, że ten sam
                materiał zrobią w domu z troskliwą mamusią lub na prywatnej lekcji. To po co
                mają się skupiać w klasie? Uczę w podstawówce i nie mówię o mniej zdolnych,
                którym rzeczywiście taka pomoc się przydaje, ale o normalnych dzieciakach. Co
                mam zrobić jeśli rodzice kupują dzieciom drugi identyczny komplet książek do
                pracy w domu i przerabiają wszystko po kolei jak leci. Często robię lekcje z
                materiału pozapodręcznikowego i wtedy jest problem, bo na następnej lekcji już
                z podręcznikiem dziecko ma zrobione wszystkie ćwiczenia do wykonania na lekcji,
                umie na pamięć wierszyk, którego na tej lekcji mamy się uczyć, ma rozwiązane
                wszystkie zagadki itp. Jaką dziecko ma motywację? A jaką mają inne dzieci,
                które czują się mniej mądre, bo nie potrafią powiedzieć z pamięci wierszyka po
                jednym przeczytaniu, a koleżanka umie, albo rozwiązanie zagadki zajmie im
                więcej czasu, a kolega wrzeszczy odpowiedź zanim nauczyciel zdążył zadać
                pytanie? To naprawdę nie tylko wina nauczycieli, że dzieciaki w szkole się nie
                przykładają.
                • babuka Re: bezsens angielskiego w szkole 28.04.07, 17:47
                  To jest, zdaje się, taka choroba rodziców. Zresztą, jest to nawet logiczne
                  (choć logika ta jest nieźle pokręcona).
                  Dzieciak uczy się na korkach, potem robi to samo w szkole (albo odwrotnie)
                  =powtarza dwa razy=na pewno lepiej zapamięta.
Pełna wersja