Przypadek beznadziejny?

12.11.08, 16:53
Po raz drugi spotkałam się z takim przypadkiem: że ktoś się NIE może nauczyć.

Facet, lat ok. 40+.
Chodzi regularnie na zajęcia.
Odrabia WSZYSTKIE prace domowe.
+ robi dodatkowe ćwiczenia - przepisując, a nie tylko wstawiając.
Ma płyty do podręcznika, których słucha w domu.
i....
jest najgorszy w grupie.
ma ogromne problemy z wymową.
O wiele gorzej niż inni zapamiętuje słówka i gramatykę - tzn. zapamiętuje na
b. krótki czas.

Motywację ma, angielski mu się podoba i chciałby się nauczyć.

Jak myślicie?
Przypadek stracony? bo ja już nie bardzo mam pomysły co robić.
    • lilian_ka Re: Przypadek beznadziejny? 12.11.08, 19:03
      CHyba tak. Kiedyś uważałam, że to wymówka, ale doświadczenie mnie nauczyło, że
      są ludzie faktycznie nie mający zdolności do języków. Jakoś im to nie wchodzi,
      często mimo wytężonej pracy. I odwrotnie, niektórym przychodzi to wyjątowo
      lekko, wymowę załapują od razu, łatwo zapamiętują słówka i szybko rozumieją
      gramatykę...
      • baba67 Re: Przypadek beznadziejny? 12.11.08, 20:21
        Lepiej niech chodzi prywatnie.Do nauczyciela o swietej cierpliwosci i pogodnym
        charakterze.Chwalenie najmniejszego postepu, sklonienie do rozmowy na
        interesujace tematy-to stymulatory o jakie w grupie trudno, chocby lektor byl
        najlepszy. Ponadto moze facet jest sluchowcem, a kursy obliczone sa na
        wzrokowcow-gdyby trafil na sluchowca, postepy bylyby wieksze-inne sa techniki
        uczenia.
        Ponadto bycie w ogonie grupy to frustracja dla ambitnego czlowieka, a przeciez
        przyjemnosc plynaca z nauki jezyka dobrez wplywa na postepy.
        • amused.to.death Re: Przypadek beznadziejny? 12.11.08, 20:45
          Ten facet teraz ma zajęcia indywidualne. Wcześniej był w grupie.
          I nie jest słuchowcem, bo zrozumienie nawet prostego tekstu z odsłuchu jest
          wyzwaniem, a powtórzenie słówek - coś co dla większości jest łatwe tu wcale jest
          tu łatwe.

          na razie to ja się chyba bardziej frustruję.
          • baba67 Re: Przypadek beznadziejny? 12.11.08, 21:02
            Ja mam jednego takiego na zajeciach indywidualnych. Nie frustruje sie natomiast
            bo mam do niego stosunek filozoficzny.Placi mi za moj czas a nie za efekty,
            ktorych dawno przestalam oczekiwac,Czlowiek jest przemily a ja sie relaksuje
            wlaczajac autopilota i powtarzajac juz trzeci rok to samo. W domu nie robi nic
            bo twiedzi ze kiedy znikam to wszystkie notatki robione metoda soltys krowie na
            rowie staja sie niezrozumiale.Za to lekcji mamy sporo. Moj Boze czego chciec
            wiecej ?
            Ja go podziwiam-szczerze mowiac z komputerow jestem mniej wiecej tak samo
            utalentowana jak on do jezyka, ale dawno juz dalam sobie spokoj z nauka.
            Nieodmiennie przypomina mi sie Florence Jenkins. uch czlowieczy bywa niezlomny :-)
    • teacherka Re: Przypadek beznadziejny? 12.11.08, 22:22
      A moze sprobuj go wybadac/wypytac, jakie ma zdolnosci i jakos nawiazac do nich?
      Np jesli to inzynier, cos niecos mozna tlumaczyc logika, schematami itd.
      Poza tym czy zna inne jezyki? Jesli tak, mozna sprobowac bazowac na tym,
      sposobie w jaki sie uczyl, wskazujac podobienstwa i skojarzenia.

      Skoro ma problem z zapamietywaniem slowek, moze szwankuje jego sposob
      powtarzania? Zaproponuj inna metode niz stosuje obecnie - zalezy jakim typem
      ucznia jest - moze karteczki, moze rysunki, moze mindmapy, duzo jest sposobow. A
      moze generalnie ma problem z pamiecia?-wtedy tu niewiele zdzialasz:)
      Najgorsza wersja, ale jak wynika z mojego doswiadczenia, mozliwa - jest tzw
      anytalenciem jezykowym - tzn ma problemy z jezykiem polskim, np ortografia, nie
      lubi czytac, pisanie sprawia klopot, niestety przeklada sie na to jezyk obcy.
      Spotkalam takich uczniow - na szczescie niewielu i zgadza sie, ze uczenie bywa
      frustrujace.
      Jednak wydaje mi sie, ze pewne rzeczy mozna wyszkolic, jesli tylko pamiec dziala
      jak nalezy.
      • joalma Re: Przypadek beznadziejny? 13.11.08, 09:01
        uczyć musi się codziennie, ale nie tak bezmyślnie przepisując i
        wkuwając na pamięć tylko aktywnie - rozpisywać sobie słówka po
        swojemu, na kolorowo, inną "czcionką", robić mapki myśli, zaznaczać,
        podkreślać, tłumaczyc sobie głośno przy zamkniętej książce, łączyć w
        pary - synonimy, antonimy, rozwiązywać krzyżówki z ang defnicjami,
        fiszki, wyrażenia "cegiełki" na karteczkach z których będzie sobie
        układał zdania.

        po nauce 30 minutowej musi zrobić przerwę 20 min, potem powtórzyc
        materiał i znów przerwa 3 godziny, potem kolejna powtórka i przerwa
        nocna, ostatnia powtórka nazajutrz - to najefektywniejszy sposób
        nauki i niemęczący.

        musi dostawać dużo ćwiczeń aktywizujących obie półkule, bardzo
        zróznicowanych i róznego typu. mało drylowania bo wtedy wyłącza się
        myślenie.

        myślę że jeśli nauczył się polskiego to nauczy się i innego języka,
        może dużo większym nakładem pracy ale da radę przynajmniej na
        poziomie średniozaawansowanym, żeby się dogadać.
        • angksiazki Re: Przypadek beznadziejny? 13.11.08, 10:57
          Są tacy ludzie. Spotkałam 2 osoby które mieszkały w Anglii, chciały
          się nauczyć , miały angielski na co dzień, ale nic nie umiały!!!
          Czasami ale raczej rzadko widuję takich na zajęciach. Może 3-4 osoby
          miałam.
          Uważam że te osoby muszą sobie odpuścić i zainwestować lepiej w
          tłumacza elektronicznego albo w razie potrzeby tłumacza żywego. I
          tak bedzie taniej.
        • amused.to.death Re: Przypadek beznadziejny? 15.11.08, 11:49
          > po nauce 30 minutowej musi zrobić przerwę 20 min, potem powtórzyc
          > materiał i znów przerwa 3 godziny, potem kolejna powtórka i przerwa
          > nocna, ostatnia powtórka nazajutrz - to najefektywniejszy sposób
          > nauki i niemęczący.

          Joalma, wszystko fajnie, ale dając rady trzeba je trochę przystosować do sytuacji.

          jak pisałam jest to facet 40+. Ma rodzinę, psa, etc.
          Załóżmy, że jest wyjątkowo pilny.
          Powiedzmy, że wraca z pracy ok. 18. Dajmy mu półtorej godziny na zjedzenie
          kolacji, pogadanie z rodziną, wyprowadzenie psa, odpoczynek, etc.
          A więc uczy się 19.30-20.
          Pół godziny przerwy i powtórka, czyli tak 20.30-20.45.
          Potem trzy godziny przerwy i....zaczyna powtórkę o 23.45, tak?
          i to ma być ten niemęczący sposób nauki?

          Przepraszam za zgryźliwość, ale mam czasami wrażenie, że niektórzy mają rady dla
          uczniów idealnych, w sytuacjach idealnych z założeniem, że ktoś się tylko uczy i
          nic innego nie robi.
      • amused.to.death Re: Przypadek beznadziejny? 15.11.08, 11:53
        teacherko,
        były karteczki, były listy słówek, synonimy i antonimy.
        Na rysunki nie bardzo mam pomysł - to jest dobre przy niewielkiej ilości słówek
        i nie każdych.
        Przyznaję, że mind maps nie robiłam.

        Moje podejrzenie jest takie, że facet ma różne 'dys' - co nie przeszkadza mu w
        pracy, ale uniemożliwia naukę języka.
        I nie wiem czy to kwestia pamięci czy właśnie tych 'dys....' czy pamięci - ale
        to prawda, ciągle się uczymy na nowo słówek,mimo, że są powtarzane, mimo, że
        występują w kolejnych tekstach (prostych) - w mówieniu wydaje się to nie do
        przypomnienia.
    • honeybb Re: Przypadek beznadziejny? 13.11.08, 13:15
      Ja jeszcze dodam, że znam takie przypadki, że akurat angielski do kogoś nie
      trafia. Mam uczniów, którzy uwielbiają francuski albo niemiecki i mają chęć
      nauczenia się angielskiego ale coś stoi na przeszkodzie. Niektórzy skarżą się na
      wymowę inni na pisownię. Zresztą wiem po sobie, że to, że się ma talent do
      jednego języka nie znaczy, że się ma do drugiego. Sama uczyłam się kilka lat
      francuskiego i ledwo mi wchodził do głowy a włoski wchodzi mi sam. Radzę czasem
      takim osobom zmienić język bo sama to zrobiłam i wyszło mi na dobre. ;-)
      • teacherka Re: Przypadek beznadziejny? 13.11.08, 16:03
        A wiesz to ciekawe..nie znam zadnych osob, ktore majac problem z jednym
        jezykiem, inny znaly swietnie. Mysle, ze zaprzeczaloby to teorii inteligencji
        jezykowej (niedokladna nazwa, prosze sie nie czepiac:)), w ktorej mniej wiecej
        chodzi o to, ze mozna miec tzw potocznie talent jezykowy.
        A wloski i francuski to jedna rodzina przeciez. Uczylam sie francuskiego w
        szkole, a gdy potem wzielam sie za wloski, bylam wrecz zdziwiona jak wiele slow
        jest podobnych, a i konstrukcje gramatyczne sa podobne - dzieki znajomosci
        jednego jezyka drugi o wiele latwiej mi sie przyswoil:)
        • honeybb Re: Przypadek beznadziejny? 13.11.08, 18:57
          Można dyskutować czy takie podobieństwo to ułatwienie czy przeszkoda i może w
          tym tkwi sedno problemu. ;^)
          Uczę panią, która zna francuski i to jej właśnie przeszkadza - wszystko
          porównuje a nawet mówiąc, mówi z francuskim akcentem (jest to jedyna osoba,
          którą znam, która po angielsku nie mówi z 'polskim' akcentem tylko z 'francuskim').

          Używając siebie jako przedmiotu badań muszę dodać, że występują różne czynniki
          psychologiczne przez które po prostu lubię język włoski a nie lubię
          francuskiego. Tego talent nie przeskoczy. :D
          • joalma Re: Przypadek beznadziejny? 13.11.08, 19:08
            o ja też mam taką panią :) to chyba ten francuski ma taki zły wpływ
            na angielski :)))) czasem to się śmieję że przy moich uczniach to
            się niemieckiego i francuskiego szybko nauczę tyle słowek czasem
            wtrącają :)))
          • teacherka Re: Przypadek beznadziejny? 13.11.08, 21:59
            Byc moze to tak, ze komus kto posiada ten 'talent jezykowy', jest latwiej o
            wiele nauczyc sie kolejnych jezykow, i kazdy uczony ulatwia mu sprawe? Ja
            uczylam sie rownolegle francuskiego i angielskiego i chociaz na samiutkim
            poczatku, a bylo to w podstawowce, mylily sie slowka, z czasem przestaly i
            znajomosc jednego jezyka pomagala drugiemu. Ale moze sie wypowiedza osoby, ktore
            znaja wiecej jezykow obcych?

            A ta pani, ktora zna francuski tzn zna go perfekcyjnie, czy sie cos tam
            nauczyla? Bo moze to jest tak, ze troszke sie nauczyla, z trudem, a teraz 'meczy
            sie' z angielskim?:))
            No i oczywiscie masz racje, ze jak sie czegos nie lubi, to klop, wtedy sie nie
            chce, a to juz najgorsza rzecz z mozliwych:))
            • very.martini Re: Przypadek beznadziejny? 13.11.08, 23:22
              No to ja jestem zaprzeczeniem teorii, że jeśli ktoś jest uzdolniony
              językowo, to nauczy się każdego języka. Mój przypadek: angielski -
              poszło, niemiecki - od podstawówki do bardzo dobrze zdanej matury,
              potem mnie już nie ciągnął, chociaż się dość swobodnie komunikuję,
              francuski - szło nieźle, ale zarzuciłam z lenistwa, o miejsce na
              campingu zapytam i z gazety sporo zrozumiem, łacina na studiach -
              pod przymusem, ale egzamin zdany przyzwoicie, włoski - Porażka przez
              duuuuże P:)

              16%VOL
              22%VAT

              --
              takie tam... forum homeopatia
              • joalma Re: Przypadek beznadziejny? 14.11.08, 07:13
                a może to po prostu nastawienie do danego języka, uczniowie wmawiają
                sobie że trudny, że skomplikowany, że złe ćwiczenia, niefajny
                nauczyciel, ogólnie dziwny język i już - podświadoma blokada nie do
                przejścia?

                ja się kiedyś uczyłam niemieckiego i nawet zdawałam maturę, nie
                pamiętam żeby cokolwiek mi się myliło, nawet maturę zdawałam :) ale
                jakąs barierę mam i zaraz potem skutecznie wszystko zapomniałam :)))
                nie powtarzałam bo nie chciałam. jezyk mi się nie podobał, nabyłam
                wstrętu do tych der die das i już.

                ta moją pani zna francuski dość dobrze, dalej go szlifuje oglądając
                programy po francusku, poziom może upper, trudno mi obiektywnie
                ocenić, angielski na poziomie intermediate, ale co bardzo fajne,
                zauważa duzo analogii między tymi jezykami i łatwiej łapie angielską
                gramatykę, mylą/zapominają się tylko słówka.
                • very.martini Re: Przypadek beznadziejny? 14.11.08, 22:57
                  > a może to po prostu nastawienie do danego języka, uczniowie
                  wmawiają
                  > sobie że trudny, że skomplikowany, że złe ćwiczenia, niefajny
                  > nauczyciel, ogólnie dziwny język i już - podświadoma blokada nie
                  do
                  > przejścia?

                  W moim przypadku chyba nie. Włoski, po pierwsze, bardzo mi się
                  podoba, uwielbiam tandetne włoskie piosenki, znam je na pamięć i
                  nawet kiedyś miałam zacięcie na siedzenie ze słownikiem i
                  tłumaczenie sobie tekstów. Po drugie, od wielu osób słyszałam, że
                  jest prosty (przyznaję - wyjątkowo skomplikowany nie jest). Uczyłam
                  się kiedyś przez kilka tygodni z anglojęzyczną grupą i z podręcznika
                  przeznaczonego dla osób anglojęzycznych (a więc wszystko
                  wytłumaczone jak krowie na zakręcie) i wspominam miło, ale już
                  wtedy było mi ciężko, i choć sytuacja dla Polaka powinna być
                  komfortowa zdecydowanie nie byłam w tej grupie prymuską:). Następne
                  podejście (w Polsce) było już dużo mniej przyjemne - winą obarczam
                  lektorkę i jej dramatyczny warsztat metodyczny, a raczej jego
                  zupełny brak. Na tym moja przygoda z włoskim się zakończyła.

                  16%VOL
                  22%VAT

                  --
                  takie tam... forum homeopatia
        • amused.to.death Re: Przypadek beznadziejny? 15.11.08, 12:10
          >Mysle, ze zaprzeczaloby to teorii inteligencji jezykowej >(niedokladna nazwa,
          prosze sie nie czepiac:)), w ktorej mniej wiecej
          > chodzi o to, ze mozna miec tzw potocznie talent jezykowy.[/quote]

          ja myśle, że to właśnie tak potocznie mówi się o tej inteligencji językowej, ale
          sprawa jest znacznie bardziej skomplikowana.
          Przeszłam w swoim życiu przez kilka szkół i musiałam uczyć się różnych języków
          (chodzić na zajęcia, niekoniecznie się ich nauczyć:) i wiem, że do niektórych
          języków mam zdolności do innych nie.

          angielski był dla mnie prosty - prawie nie ma odmian, tak naprawdę to takie
          ćwiczenie pamięci i trochę logiki.

          francuski i hiszpański (dwa, których nadal w jakimś tam stopniu się uczę) - ok,
          już trudniej z powodu koniugacji, ale da się wykuć na pamięć i stosować. Naukę
          ułatwia podobieństwo w słownictwie angielski-francuski-hiszpański

          niemiecki i łacina, które miałam na studiach - tragedia. Deklinacje mnie
          przerastały, nawet jeśli potrafiłam poprawnie ułożyć zdania w ćwiczeniach
          pisemnych, to powiedzenie tych samych zdań z poprawnie odmienionymi końcówkami
          było nierealne.
          Z ulgą odetchnęłam, kiedy nie musiałam się uczyć niemieckiego, a co do łaciny -
          kompletnie nic nie pamiętam i nie rozumiem, kiedy wszyscy mi mówią, że w
          hiszpańskim i francuskim powinna mi ona pomóc.

          Rosyjski, który był obowiązkowy w szkole podst. i liceum - znowu - odmiany.
          Ale było coś jeszcze gorszego - cyrylica. Normalnie patrząc na kartkę papieru z
          tekstem w jęz. ang. lub hiszp. widzę słowa, które same układają się w zdania. W
          języku rosyjskim widzę.....dziwne znaczki, które dopiero muszę sobie złożyć -
          literki w słowa, a słowa w zdania.

          miałam też krótką przygodę z chińskim (do którego mam nadzieję kiedyś wrócić, bo
          to niezłe wyzwanie) - ten sam problem co w rosyjskim - patrząc na tekst
          widziałam znaczki a nie słowa.
          W chińskim doszła jeszcze jedna rzecz - tony, które ja osobiście zaczęłam
          słyszeć dopiero po kilku miesiącach.
          Natomiast składanie wyrazów w zdania samo w sobie było proste - nic się tam
          praktycznie nie odmienia...

          Tak więc jak najbardziej wierzę, gdy ktoś mówi, że ma/nie ma zdolności do tego
          czy innego języka.
          Pamiętam też, że kiedyś dawno dawno temu natrafiłam na dosyć długi test językowy
          - trzeba było robić różne ćwiczenia na przykładzie jakiegoś wymyślonego
          sztucznego 'języka' i test mówił do jakiego typu języków mamy zdolności.
          • librero Re: Przypadek beznadziejny? 18.11.08, 23:53
            > Pamiętam też, że kiedyś dawno dawno temu natrafiłam na dosyć długi
            test językow
            > y
            > - trzeba było robić różne ćwiczenia na przykładzie jakiegoś
            wymyślonego
            > sztucznego 'języka' i test mówił do jakiego typu języków mamy
            zdolności.


            A jest chocby znikoma szansa, zebys sobie przypomniala, jaki to byl
            test/gdzie go szukac? Zabrzmialo frapująco, a poniewaz sama
            podejrzewam siebie o zdolnosci w jednym kierunku i kompletna
            niezdolnosc w innym, chcialabym zgłębić temat :o)
            • honeybb Re: Przypadek beznadziejny? 19.11.08, 13:50
              W starym Headwayu Advanced jest taki test choć pytania o jakich tu wspomniano
              stanowią jego cześć a nie całość. ;-)
            • amused.to.death Re: Przypadek beznadziejny? 19.11.08, 15:50
              niestety nie mam pojęcia - tak mniej więcej to przypominało to coś takiego:
              www.rhul.ac.uk/classics/CUCD/test.html
    • mufassa Re: Przypadek beznadziejny? 25.11.08, 10:00
      do mnie chodzil taki pan na prywatne lekcje
      ale zrezygnowalam z niego - powiedzialam mu wprost, ze nie kazdy ma talent do
      jezykow

      oj... jak sobie przypomne ile mnie to nerwow kosztowalo...
Pełna wersja