malwyna1
21.01.04, 15:54
Na stronie firmy Sharley mozna znalezc nastepujaca tresc dot. makijazu
permanentnego: "... chodzi o to aby wygladac lepiej, ale jednoczesnie tak, by
nikt nie poznal ze jestesmy pomalowane. Trwaly makijaz powinien harmonizowac
z naturalnym wizerunkiem, inaczej bedzie razil sztucznoscia".
Poltora roku temu zrobilam makijaz permanenty ust w salonie Sharley. Trafilam
do wymalowanej i razacej sztucznoscia lali, ktora -jak sie przyznala - miala
zrobione wszystko: usta, brwi i oczy. Od razu zareagowalam, ze ja nie chce
tak jak ona, ale uspokoila mnie mowiac, ze zrobi tak, ze bedzie calkowicie
naturalnie. Zabierajac sie do roboty stwierdzila ze mam za waska gorna warge,
przez co mam nieproporcjonalne usta, i trzeba to zmienic nadrysowujac kontur
nad ustami, zeby byly pelniejsze. Na moje pytanie, czy to nie bedzie widac ze
sa "dorysowane" stanowczo potwierdzila ze nie. Wziela sie wiec za robote, nie
pokazujac mi barwnika, ktorym zamierza to robic (!!). Sadzilam jednak , ze
skoro trafilam do jednego z najlepszych i najdrozszych salonow oferujacych
tego typu uslugi, kobieta wie co robi. Niestey. Bylam naiwna. Sam zabieg byl
bolesny -na to bylam przygotowana, ale usta byly bardzo ciemne!! Bylam
przerazona! Ja, osoba, ktora prawie wcale sie nie maluje, nosi rzemyki
zamiast zlota, nagle "otrzymalam" usta w makijazu wieczorowym!! Lala
uspokoila mnie mowiac, ze kolor w ciagu 2 tyg. rozjasni sie o 50%. I
rzeczywiscie... po 2 tygodiach, mialam usta koloru krzykliwego rozowego
bordo. W dodatku rysunek nad gorna warga byl nierowny!! Polowa wargi byla
zrobiona na kant, polowa na "okraglo". Dolna warga z jednej strony byla
podkreslona za nisko, przez co robila wrazenie jednostronnie obwislej.
Wstydzlam sie wychodzic z domu, wiele osob mowilo mi "za mocno sie
umalowalas", "nierowno sie umalowalas, idz to zmyj". A ja nie moglam tego
zmyc! Zaczelam chodzic do Sharleya na rozjasnianie ust - ale tu znowu
szkopul: linergistka rozjasniajac mi usta bala sie wjechac na gołą skore,
przez co zostawila mi cieniutki ciemny paseczek kilka milimetrow nad gorna
warga, potem rozjasnony kawalek skory, potem ciemne usta. Wygladalo to
koszmarnie!! Nie wychodzilam z domu bez warstwy fluidu, nie mowiac o tym, ze
po kazdym posilku czy napiciu sie czegokolwiek musialam biec do lazienki,
zeby poprawic makijaz kryjacy! Pytalam wielokrotnie, czy nie da sie
zlikwidowac tego makijazu, wszystkie wymalowane lale krecily glowa ze nie,
nie da sie (a da sie - jak sie wypuszcza koszmarki z salonu, powinno sie o
tym wiedziec, prawda?). Polecono mi za to tatuaz korekcyjny w jakims salonie
tatuazu (z doborem barwnika pod kolor skory)!! - bo oni tu takich korekt nie
robia... Oczywiscie, to nie wchodzilo w gre, bo co zrobie kiedy skora zmieni
kolor po opaleniu?? Probowano mnie tez namowic na ponowne wypelnienie bladego
miejsca nad ustami ciemnym barwnikiem!!
Traf chcial ze w miedzyczasie poznalam dziewczyne, ktora chciala tam zrobic
delikatna kreseczke nad okiem, zeby oko mialo "glebie". Wygladala jak
Kleopatra.
Dziewczyny - zastanowcie sie 100 razy zanim zglosicie sie na makijaz
permanenty. Czy rzeczywiscie chcecie co rano budzic sie z wyrazna kreska
konturu?? Z makijazem wieczorowym? A szczegolnie omijajcie Sharley z
daleka... Trudno szukac zrozumienia u kobiet, ktore od rana wygladaja jak
przed wyjsciem na bal i jest im z tym dobrze. A takie tam glownie pracuja.