pochodnia_nerona
05.08.10, 00:07
Piszę, bo normalnie dostałam depresji...
Poszłam dziś PODCIĄĆ KOŃCÓWKI do taniej fryzjerki. Stwierdziłam, że czego, jak
czego, ale podcięcia końcówek nie można spieprzyć. O, jaka byłam naiwna!
Owszem, pozwoliłam, żeby ścięła sporo - żeby zlikwidować suche, zniszczone
partie (miałam włosy trochę za ramiona). Owszem, pozwoliłam, żeby przy twarzy
były TROCHĘ KRÓTSZE, żeby ją wyszczuplić (mam okrągłą twarz). Ale,
qrrrrrrrrrrrrrrva, nie pozwoliłam na zrobienie tandetnej, pospolitej fryzury!
I to jeszcze spieprzonej na maksa - fatalnie wyciętej! Najgorsze, że w salonie
tego nie dostrzegłam, nie zależało mi na wymodelowaniu włosów, bo chciałam je
umyć w domu (wszak chciałam podciąć końcówki...), dopiero w chałupie w pełnym
świetle dostrzegłam, jak mam "siekierką" poupierdzielane włosy! I jaka to
"fryzura" powstała z podcięcia końcówek...
Jestem zła, poryczałam się już dwukrotnie, bowiem miałam klasyczną, spokojną i
dobrze dobraną fryzurę (rodzaj loba, czyli długi do ramion bob), która
straciła nieco kształt przez zdefasonowane końce i chciałam jedynie odświeżyć.
Jak to przetrwać? Obiecałam sobie, że będę ciasno związywała włosy, ale może
macie jeszcze jakieś rady? Opaski? Upięcia? Rozmyślałam nad ścięciem włosów na
krótko, lecz wtedy musiałabym czekać ze 2 lata na odzyskanie stanu
poprzedniego, a odrastanie jest tragiczne.
Normalnie oszpeciła mnie, tępa pinda jedna! NIGDY WIĘCEJ DO TANIEGO FRYZJERA,
nawet na "podcięcie końcówek"!!!