storczykowna
21.04.13, 10:14
Dziewczyny,
ależ jestem zniechęcona... Mam 30 lat, cerę mieszaną, wrażliwą, płytko unaczynioną. Kapryśną jak 108. Co najgorsze - zanieczyszczoną zaskórnikami i czasami - pojedynczymi pryszczami. Pory jak kratery...
Późną jesienią poszłam na oczyszczanie manualne+kawitację, a potem zaczęłam serię pilingu kwasem salicylowym - najpierw 25%, potem 30%, od 3 zabiegów - 55% (30%+25%). W sumie miałam 5 zabiegów, średnio co 3 tygodnie.
I co? Skóra jest bardziej miękka, trochę jaśniejsza, nieco rzadziej pojawiają się pryszcze, ale kwestia zaskórników i rozszerzonych porów nie ruszyła się ani o krok. Nic, zero. A od początku mówiłam, że na tym najbardziej mi zależy. Jestem zniechęcona, nie wiem, czy umawiać się na kolejne zabiegi... Może powinnam inaczej do tego podejść? Mikro (trochę boję się o naczynka)? Coś jeszcze? Na dermatologach dotychczas bardzo się zawodziłam, nikt nic dobrego dla mnie nie zrobił.
Co do mojej codziennej pielęgnacji: myję twarz olejkiem z BU (w końcu coś co mnie nie wysusza), stosuję hydrolat oczarowy zamiast toniku, serum Granat z BU, wieczorem - krem azelo/BHA. Nie upieram się przy BU, ale jako tako mi odpowiada, a wszystko to, co przez ostatnie 15lat próbowałam z apteki (znane kremy, żele z LRP, Biodermy, Avene itp.) powodowało, że skóra była napięta, odwodniona, nawet łuszcząca. A problemy nie znikały.
Jem dość dobrze, różnorodnie, zdrowo. Wyeliminowałam produkty, które powodowały wysyp (ostre+mleko). Niestety nie nawadniam się wystarczająco (ok. 1-1,5l herbaty zielonej, owocowej czy ew. wody), za to 3 kawy...
Mam dość i proszę o wsparcie. Chciałabym w końcu zobaczyć mój nos czy brodę bez kraterów i czarnych punkcików :(