_kami
04.06.02, 20:36
Kobietki, poradźcie, bom załamana :-(
Wybrałam się dziś do dermatologa. W końcu. Z nadzieją, bo to nowy dla mnie
lekarz, w przychodni przyzakładowej wprawdzie, ale sensownej firmy. Alem
ogromnie rozczarowana :-(
Mam kłopoty ze skórą, takie niby trądzikowe, niby nie... Właściwie są co roku,
mniej więcej na przełomie maja i czerwca, czasem i później. Ostatnio
podejrzewano, że to uczulenie na truskawki/nowalijki, ale w tym roku wystąpiło
na 2 tygodnie zanim jakąkolwiek nowalijkę zjadłam. Wygląda (przepraszam za
opis) jak zwykłe wypryski, takie trądzikopodobne krostki, małe dość, tyle
tylko, że robi mi się to na jednej części twarzy (tym razem prawa skroń) i
zawsze na klatce piersiowej (pomiędzy piersiami i wyżej) i boli. I nic na to
nie pomaga - ani tormentiol, ani przemywanie Amolem, ani Pimafucort (kiedyś
zalecony, jako środek na... zapalenie mieszków włosowych, bo taką diagnozę też
miałam). Podleczyłam się Zinerytem i stosowanym na wierzch Sudocremem. Ale
dobrze dalej nie jest. To mój jeden problem, a drugi jest jeszcze gorszy -
miewam czasem coś, co fachowo nazywa się chyba 'naciekami ropnymi'. Robią mi
się - szczególnie na brodzie - takie zgrubienia, które bolą, są mocno
zaognione, nie chcą się goić i często pozostaje po nich blizna/przebarwienie na
jakiś czas. Przy czym istotne jest, że te wypryski nie 'wychodzą' na wierzch,
ta treść się nie wydostaje (przepraszam za szczegółowość). No i oczywiście na
dodatek mam skórę taką, jak jedna kobietka kilka dni temu opisywała - suchą a
jednocześnie tłustą, jak przesuszę jakimiś środkami to zaczyna boleć, łuszczy
się, nie sposób położyć na nią podkładu. A po natłuszczeniu zaczynają się
problemy. I jeszcze naczynka wokół nosa stanowczo zbyt blisko powierzchni
skóry. No a pani doktor dziś zameldowała, że to cera łojotokowa i ja mam ją
przesuszać/złuszczać, że mam stosować ten nieszczęsny Zineryt (który też
ogromnie wysusza, bo jest z alkoholem) i sodę, żeby te moje 'nacieki' wyciągać
na wierzch (a potem co zrobić? wycisnąć! ;-# ). I właściwie nic mi nie
poradziła na moje pseudouczulenie, które mam od kilku tygodni (no, zaleciła
Zineryt, nie przyjmując do wiadomości, że stosuję i średnio pomógł). A pomysł z
intensywnym przesuszaniem wydaje mi się dziwny, bo na logikę przesuszona skóra
będzie produkować więcej łoju, a więc się zapętlę. Wcale się nie czuję
usatysfakcjonowana tą wizytą :-( Macie jakiś pomysł? Bo bardzo zmacerowanego
mam ryjka :-( I to dla mnie praktyczny problem, bo jest tak cholernie gorąco, a
ja muszę do pracy tonę podkładu na twarz nakładać, bo przecież nie mogę
inaczej :-(
Kami (smutna)