Gość: ja
IP: *.chello.pl
22.07.05, 11:03
Jakis czas temu wszyscy moi znajomi zachwycili się ex-asystentem Czajki,
panem Sebastianem z Zurawiej. Byłąm tam raz na obcinaniu, i byłam całkiem
zadowolona, mam raczej kiepskie włosy i fryzura wydawała mi się przemyslana i
calkiem ok, mój chłopak wtedy tez wyszedł ładnie obcięty. Cieszyłam się
wreszcie ze wejde w staly związek z fryzjerem... WRESZCIE. Dodałam go nawet
do jakiejs bialej listy na któryms forum, polecalam kolezankom.
Potem poszła moja kolezanka, na farbowanie. Na oko juz widac ze blizej jej do
hippiski niz do dresiary, jednak "wystylizowano" ją raczej na to drugie...
chamski blond balejaz jak od osiedlowej fryzjerki. W dodatku powiedziala ze
Mistrz jej nie łuchal, nie zarejestrowal faktu ze prosila o grzywkę, caly
czas byl zajęty 7 klientkami na raz oraz odbieraniem telefonów od VIPów.
Jednak nie zaufalam jej relacji i poszlam sama kolejny raz. Zapałcilam 85 zł,
chcialam cos "z pazurem" ... dostalam klasycznego pazia jakiego robila mi
pani fryzjerka Ania w zakladzie "Teresa" 10 lat temu. Mój facet ma dla
odmiany jakis atomowy grzyb...
W tym samym czasie widziałam kilka innych klientek i tylko jedna wyszła z
ładna fryzurą.
Podejrzewam ze wuinien jest zbytni pośpiech i wszechobecna krzatanina w
zakadzie na Zurawiej, co chwila wchodza nowe klientki, na jedna przeznaczone
jet max 15 mniut, więc powstają opóźnienia-giganty no i ta bieganina
fryzjerów...
Jedna rada dla fryzjerów: rozumiem ze duzo klientów=duży zarobek, jednak
pzryjmując tyle osób raczej klientów stracicie...